16

pozdr -net
image-62531

16 odpowiedzi to

  1. taki z Siczy mówi:

    Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku,z najlepszymi życzeniami “Kurierowi Wileńskiemu” – najlepszej gazecie w języku polskim – oraz jego czytelnikom

    z zawsze chrześcijańskiej Siczy Zaporoskiej i ze współczesnego Lwowa.

    З Різдвом Христовим та наступаючим Новим роком,з найкращими побажаннями “Віленському кур’єру” – найкращiй газетi польською мовою – та його читачам

    iз завжди християнської Запорізької Січі та з сучасного Львова.

  2. stefanos mówi:

    Dziękuję i nawzajem a w Nowym Roku dalszej owocnej pracy.

  3. monstrum mówi:

    Kiedyś w Wilnie w mieszkaniu przy ulicy Zarzecznej brzmiały do mnie słowa niezapomnianej pani kapitanowej Janiny Żywnierowej:

    – No jakże ty tego nie znasz, przecież to jedna z najbardziej znanych kolęd litewskich! Słuchać.

    Dalej był śpiew i przedwojenne pianino:

    – Coraz to dalej
    Szopa się wali,
    Józef nieborak kijem podpiera.
    Wiatr zewsząd wieje,
    Nic nie zagrzeje,
    Wicher szalony słomę odziera.

    Wiwat Pan Jezus,
    Wiwat Maryja,
    Wiwat Święty Józef,
    Cała kompanija!

    Od tamtej pory jest to dla mnie najpiękniejsza kolęda w języku polskim.

    Dołączam się do życzenia spod numeru 1. Najlepszej gazecie w języku polskim, dzielnej Redakcji, jej Kierownictwu i Pracownikom, wspaniałemu Kurierowi Wileńskiemu, jak również z niezmienną i bezgraniczną sympatią wszystkim polskojęzycznym wilniukom wszelkich narodowości oraz, rzecz jasna, wszystkim czytelnikom gdziekolwiek są – znad rzeki Moskwy oraz znad Wilii na Białorusi –

    Wesołych Świąt,
    Радасных Калядаў,
    Su Šventom Kalėdom,
    З Різдвом Христовим,
    C Рождеством Христовым!

    Radości w sercu, pogody w duchu. Oraz – niech promieniuje za myślą wileńskich Promienistych wielkie, różnorodne, w założeniu tolerancyjne, unikalne, ostoja duchowa i źródło nadziei – miasto Wilno.

    Poza tym serdecznie witam Autora wpisu nr 1, jako czytelnik Kuriera dziękuję za życzenia i szczerze ściskam dłoń: cердечно дякую, дуже сердечно вітаю і щиро тисну руку.

  4. taki z Siczy mówi:

    Monstrum

    🙂 Witam! Jak dobrze że Pan jest i zdrowy.Co Pan myszli o Kijowi?

  5. Ja mówi:

    Wesołych Świąt.

  6. monstrum mówi:

    Taki z Siczy

    Dzięki najserdeczniejsze!

    O Ukrainie – na gałązce ukraińskiej.

  7. Ali mówi:

    Wszelkiej pomyślności, dużo zdrowia i radości życzę całemu zespołowi redakcyjnemu, Panu Zygmuntowi Klonowskiemu i synowi oraz wszystkim czytelnikom oraz internautom tej przesympatycznej gazety !
    A po świętach, przez cały następny rok, wielu ciekawych artykułów, burzliwych acz kulturalnych dyskusji internautów, a nade wszystko pomnożenia liczby czytelników i prenumeratorów.

  8. marek mówi:

    Jak co roku, Właścicielowi, Pracownikom Redakcji, Internautom i Czytelnikom Kuriera Wileńskiego, życzenia spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i wielu sukcesów w Nowym Roku.

    A u nas tak sie spiewa kolędy:

  9. Lubomir mówi:

    Dużo zdrowia i radości wypływającej z wiary w Boga i pracy na rzecz całej polskiej wspólnoty, a także całej ludzkiej rodziny – składa twórcom ‘Kuriera Wileńskiego’, komentatorom i czytelnikom – Lubomir

  10. Maur mówi:

    Pięknymi zyczeniami obdarowała nas Redakcja.

    Wypada za nie serdecznie podziękować i szczerze odzajemnić. Co niniejszym czynię z wielką przyjemnością.

    Nie obejdzie się bez chwili refleksji nad sytuacją KW i jego perspektywach. Oby wszystko dobry kierunek obrało i KW mógł dalej przynosić pożytek Rodakom z Wileńszczyzny czy gdziekolwiek są na świecie.

  11. Kmicic mówi:

    do marek 8;
    A u nas tak;

  12. Kmicic mówi:

    cd 11;

  13. Kmicic mówi:

    cd12;

  14. Czarek mówi:

    Okres Swiat to dobry czas aby opowiadac, zwierzac sie ,wspominac . Szczegolnie gdy czlowiek jest juz w pewnym wieku i wydaje sie mu ze duzo przezyl ,duzo wiecej niz inni i …
    Wiekszosc ludzi zapewne slyszala o Kanadyiskiej prowincji Quebec i dazeniach mieszkancow prowincji do jak najwiekszej niezaleznosci od reszty Kanady. Przypuszczam ze niewiele zas slyszala o innej spolecznosci ,takze francusko-jezycznej,zwanej Akadyiczycy .
    Historia Akadyiczykow i Acadi zaczyna sie wraz z francuska proba kolonizacji Ameryki . Francuzi sie spuznili na ten wyscig . Ich dazenie do podboju Ameryki zaczelo sie puzniej niz Portugali ,Hiszpani lub nawet W.Brytani . Tak wiec Francuza pozostal rejon Ameryki ktory poczatkowo nikt nie chcial : Polnoc . Pierwsza wyprawa francuska na druga strone „jeziora „ rozpoczela sie od 1604. Pierwsi francuscy odkrywcy spedzali ciezka kanadyjska zieme na wybrzezu atlantyckim poniewaz kimat byl bardziej lagodny na wybrzezu niz wewnatrz ladu . Region ten, dzisiejsza prowincja Nova Scotia, posluzylo dla pierwszych francuskich pionierow do osiedlenia . Jednak Francja szukala zlota ,bogactwa ,el dorado ,jak inne europejskie kraje . Dlatego tez wyruszono wewnatrz ladu poprzez rzeke Sw.Wawrzynca (St . Laurent )na poszukiwanie szczescia . Tam w dolinie rzeki Francuzi zalozyli druga kolonie . Zgodnie z imperlialnym zwyczajem ,tam gdzie pierwszy przybysz postawil noge ,puzniej zas postawil krzyz ,miejsce te obejmowal na wlasnosc dla kraju ,korony i wiary ktora reprezetowal . Ta wiec francuskie tereny w Ameryce nazwano Nowa Francja i dzielily sie one na doline rzeki St. Wawrzynca zwana Canada i tereny atlantyckie zwane Acadia . Szybo jednak o Acadi Francuzi prawie zapomnieli .Nie bylo tam ani zlota ani nic wartosciowego . Korzysci z tego miejsca byly zadne tak wiec nie bylo checi rozwoju koloni. Jednak Acadia rozwijala sie dzieki jej mieszkanca . Zaczeto karczowac lasy i uprawiac rolnictwo Liczba ludnosci ciagle rosla ,nie dzieki emigracji ale dzieki temu ze kazda rodzina miala przecietnie 8/10 dzieci. Takze wytworzyla sie miedzy ludzmi poczucie tozsamosci bazowane na dwoch faktorach : jezyku francuskim i religi katolickiej . Oni nie czuli sie ani Francuzami ,ani nie widzieli zadnego zwiazku z frankofonami z Canady . Oni nazywali sie Les Acadians i ich ojczyzna byla Acadia . Byl pewien okres w istnieniu Acadi kiedy mowilo sie o„zlotym okresem „ W roku 1714 Acadi to byly tereny dzisiejszych prowincji New Brunswick, New Scotia i Wyspa K. Edwarda .
    Zloty okres dla Akadyiczykow skonczyl sie z poczatkiem rywalizacji miedzy Francjia i W. Brytania . Chociaz oni zawsze starali sie byc jak najbardziej pokojowi i neutralni ( bardzo dobre ich wspolistnienie z Indianami ) to nagle znalezli sie miedzy „mlotem i kowadlem „ Rywalizacja miedzy krajami europejskimi obrucila sie w wojne i Francja stracila prawie wszystkie swe posiadlosci w Ameryce Pl. Akadia stala sie wiec czescia Imperium Brytyjskiego. Wtedy wladza brytyjska na tych terenach zazadala od Akadyiczykow zlozenia przysiegi na wiernosc Koronie Brytyjaskiej . Akadyiczycy odmowili sugerujac sie swa neutralnoscia. Brytyjska odpowiedz byla : cala ludnosc Akadi musi opuscic miejsce swego zamieszkania .
    Poprzez bezsensowne rozumowanie Brytyjskich wladz zostalo zniszczona ( w 1755 poczatek deportacji ) Akadia wraz ze swym spoleczenstwem . W tym wlasnie roku zaczela sie deportacja ludnosci na przerozne strony swiata. Czesc ludnosci deportowano do Luizjany,gdzie francuskie wplywy byly ciagle duze ,na Wyspy Karajbskie ,do A ngli i Francji . Jakis procent ludnosci udalo sie uciec i zyc na dziko w dzungli .Dzis trudno podac dokladna liczbe ludnosci ktora przezyla ta tragedie ,ktora zmarla lub zaginela podczas deportacji.Pomijajac jednak liczby trzeba powiedziec ze caly kraj ,caly narod (grupa narodowosciowa ) ,cala odrebna kultura ze swymi tradycjami zostala zniweczona .
    Az do roku 1764,gdy Akadyiczycy otrzymali pozwolenie na powrot . Powrot ,ale gdzie ? Cala Acadia ,miasta ,wioski ,gospodarstwa byly juz pozaimowane przez przybyszow z Polodnia ,protestantow z Nowej Angli .
    Powracajacy Akadyiczycy osiedlali sie tam gdzie mogli na mniej ciekawych terenach ktore angielsko mowiaca ludnosc nie chciala . Jednak przemozna wola odbudowania akadyjskiej spolecznosci byla tak silna ze dzis po wielu latach mozna mowic ze odniesli sukces i odbudowali „la nation acadianne „ chociaz juz bez Akadi .
    Dzis we wspolczesnej Kanadzie Akadyjczycy zamieszkuja glownie w prowincji New Brunswick gdzie stanowia 1/3 mieszkajacych tam ludnosci To. dzieki nim wlasnie ta prowincja jest jedyna dwujezyczna prowincja panstwa . Oczywiscie Akadyiczycy maja oficjalnie zagwarantowane prawa jako francusko jezyczna ludnosc . Maja swe szkolnictwo wlacznie z Uniwersytetem w Moncton.
    Moja opowiesc moglbym zakonczyc „ zyli dlugo i szczesliwie „ tak jak to zwykle bywa w opowiesciach . Powiem jednak zwyczajnie : Akadyjczycy dzis zyja i czuja sie tak jak wszyscy inni, pelnoprawni obywatele Kanady .
    Roch Voisne- slynny Akadyiski piosenkarz (takze w Europie ) http://www.youtube.com/watch?v=mB4t4niZjN4

    Wszystkiego Najlepszego dla wszystkich ludzi dobrej woli . .

  15. Oleniszki mówi:

    Jeszcze raz na tym forum razem z życzeniami
    Ludzie Wileńszczyzny nigdy nie tracą nadziej

    OPWIEŚĆ WIGILIJNA

    Santa Maria de Victoria

    Ich Mała Ojczyzna tu była od wieków.
    Otoczona: zielonymi meandrami Wilii,
    malowniczymi jeziorami w Żoślach i Zelwi,
    łagodnymi pagórkami pachnącymi uprawami,
    rojstami zarośniętymi żywicznymi sosnami,
    świerkami i odurzającą czeremchą,
    ruczajem z krystaliczną kryniczną wodą mającą cudowną moc leczniczą,
    gdy się ją czerpało pod słońce
    I te długowieczne litewskie lipy rosnące przy każdym dworku,
    folwarku i zagrodzie z daleka wyglądające jak smukłe Litwinki z spadającymi do pasa włosami farbowanymi w czasie kwitnienia na złoto.
    Barcie, całej przydomowej pasieki zapełniają się jednorazowo miodem z takiej lipy a herbata z lipowych kwiatów jest częstym zimowym napojem.

    Centralnym miejscem były Kozakiszki.(Kazokiškės) Właściwie nie miejscowość była najważniejsza, lecz siedemnastowieczny kościół na dominującym wzgórzu.
    Bóg wiedział, że lud tej ziemi będzie się modlił wieloma językami, i by nie wyróżniać żadnego z nich, polecił msze odprawiać po łacinie i przysłał, w XVII wieku, z dalekiego Neapolu, kopię obrazu Santa Maria deVictoria (Matka Boska Zwycięska), piękną jak Ostrobramska i trzymająca dzieciątko jak Częstochowska.

    Dla rodziny Trokiewicza, z posiadłości w pobliskich, Oleniszkach jak dla prawie wszystkich rodzin zamieszkałych od wieków na tych terenach, było istotne przekonanie, że ich przodkowie już przed XVII wiekiem mieli korzenie polskie, nie litewskie, żmudzkie, ruskie, czy białoruskie. Dla nich istotny był rygor moralno – kulturowy, przeniesiony wraz z kulturą śródziemnomorską, na tą ziemie, przez język i kulturę polską.

    Byli Polakami.
    Być Polakiem to nobilitowało i zobowiązywało. Pruskie i ruskie demony historii nie mogły ścierpieć wielowiekowej zgodnej Wileńszczyzny, zaczęły sączyć jad nienawiści w dusze, dotąd bogobojnego ludu, poprzez nacjonalizm litewski, antysemityzm niemiecki a w końcu komunizm sowiecki. Tożsamościowo czuli się Polakami mieszkającymi na Litwie, marzącymi, że i tu będzie Polska. Wolnej Polski nie pamiętali. Najpierw przez ponad sto lat próbowano ich rodziny rusyfikować a później nastąpiła lituanizacja i sowietyzacja

    – Jóżiuk masz kartę ewakuacyjną i jedz do Trok po przydział do transportu na wjazd do Polski – polecił Wincenty starszemu bratu.
    – Wincek jutro jest Wigilia, muszę jechać dziś? To czterdzieści kilometrów.
    – Właśnie, dlatego. Ten litewski komisarz może przy tej okazji wyrazi zgodę na nasz wyjazd.

    Wincenty Trokiewicz był tym z trzech braci, który miał największy posłuch w rodzinie. Jeszcze w czterdziestym piątym roku zgłosił i załatwił braciom i matce, nawet jednemu z byłych parobków, tak zwaną repatriację na „Ziemie Odzyskane” Właściwie te Święta powinni spędzić w swojej nieznanej jeszcze, nowej Małej Ojczyźnie. Lecz władze, nowej sowieckiej litewskiej republiki zaczęły utrudniać wyjazd Polakom na nowe polskie ziemie. Jesienią już nie uprawiał ziemi i nie dokonał ozimych zasiewów w folwarku pozostał tylko inwentarz, który można było wywieść do Polski. Był przekonany, że przed zimą wyjadą. Niestety nie otrzymali przydziału w transportach.

    – Pojedziesz dzisiaj, przenocujesz u szwagra Stasiuka a jutro skoro świt do biura komisarza załatw sprawę i wracaj – instruował Wincenty zaprzęgając z byłym parobkiem konie do sań.
    Parobek Wićka, pomimo, że sowieci dawali mu „państwo robotniczo-chłopskie” i wizję „komunistycznej szczęśliwości” wolał z Trokiewiczami jechać do Polski. Nie miał potrzebnych dokumentów, lecz miał nadzieję, że gospodarz coś wymyśli. Przez te ziemie często przetaczały się fronty i zmieniały się władze tylko za życia

    Wincentego była władza: carska, pruska, hitlerowska, sowiecka i litewska. Lecz tylko jednej władzy byli bezgranicznie oddani i jej zawsze z ufnością powierzali swój los. Była to Santa Maria de Victoria w kościele w Kozakiszkach.

    Zgodnie z jej nakazami i rodziną tradycją trwały przygotowania do Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia. Wojenna zawierucha i obecna władza sowiecka spowodowały, że mogli liczy tylko na to, co ich gospodarstwo posiadało.

    W piwniczce moczyły się w jednym garnku solone grzyby z własnego lasu, obok w drugim, śruta z najlepszego owsa, zalana gorącą wodą na owsiany kisiel większość nie lubiła tego specjału, ale tradycja nakazywała, by był na stole wigilijnym. Wymoczone solone gąski i opieńki podsmażone z cebulą to jedna potrawa. Prawdziwki są przeznaczone na kapustę z grzybami i na grzybówki.
    W trzecim garnku moczyły się solone śledzie na rolmopsy i smażenie w drożdżowym cieście. Grzybówki i makówki dwa przysmaki kuchni Wileńszczyzny, które ze zewnętrznego podobieństwa były często mylone, gdy gospodyni niefortunnie wsypała do jednej miski.

    Te „pierogi” przygotowywano z rozwałkowanego ciasta drożdżowego: grzybówki – suszone grzyby gotowano by zmiękły następnie zmielone przyprawiano pieprzem, solą i podsmażano z cebulą, takim farszem nadziewano ciasto; makówki – zmielony mak doprawiano własnym miodem i cukrem, takim farszem nadziewano ciasto. Grzybówki i makówki smażono zanurzone w oleju z siemienia lnianego tłoczonego w olejarni w Kozakiszkach.

    Oczywiście na stole wigilijnym nie może zabraknąć śliżyków. Cała misa tych chrupkich drożdżowych kostek o złocisto-brązowiej barwie stoi na kuchennym stole, zmielony mak posłodzony miodem i cukrem, rozcieńczony kryniczną wodą, jest drugim składnikiem śliżykowego przysmaku.
    Przed podaniem wsypuje się śliżyki do makowo-miodowego mleczka tak by twarda skórka zmiękła pozostawiając chrupkość środka. Tego dnia wszystkie potrawy muszą być smażone i doprawiane, olejem. W potrawach wigilijnych nie może być ani odrobiny smalcu, masła, śmietany lub innego tłuszczu zwierzęcego a nawet mleka. Kuchnię i cały dom opanował niepowtarzalny aromat Świąt Bożego Narodzenia. Ścisły post i apetyczne zapach, szczególnie u dzieci, proteguje niecierpliwe oczekiwanie pierwszej gwiazdy na niebie.

    Ludzie Wileńszczyzny nigdy nie tracili nadziei.

    Józef Wrócił z Trok, gdy stół wigilijny był przygotowany, w największym pokoju,.
    – Nic nie załatwiłeś? – Zapytał Wincenty widząc smutną minę brata.
    – Nie załatwiłem. Litewski urzędnik Pranculis uwziął się na Polaków. Przez otwarte drzwi usłyszałem jego rozmowę z polskim pracownikiem biura w sprawie rodziny Tyszkiewiczów.
    – Dlaczego nie zgadza się pan na wyjazd pana Tyszkiewicza do Polski? Przecież ten człowiek otrzymał kartę ewakuacyjną, na której Przedstawiciel Rejonowy Litewski swoim podpisem i pieczęcią stwierdził, że uznaje go za Polaka, któremu przysługuje prawo wyjazdu do Polski.
    – Zapytał polski urzędnik. Zamiast odpowiedzi Pranculis poprosił o pokazanie karty ewakuacyjnej pana Tyszkiewicza, a gdy ją otrzymał, przekreślił czerwonym ołówkiem pieczątkę i podpis litewskiego przedstawiciela, po czym wręczył mi ją ze słowami
    – Teraz już nie ma podpisu i pieczątki stwierdzającej, że ten pan Tyszkiewicz jest Polakiem i ma prawo wyjazdu do Polski”.

    – Gdy to usłyszałem nie wchodziłem do biura by i naszej karty ewakuacyjnej nie zniszczył – zakończył Józef
    – Teraz cała nasza nadzieja w Matce Boskiej Zwycięskiej Kozakiskiej, przed Pasterką musimy do niej zwrócić się o pomoc – powiedział Wincenty, gdy rodzina zajęła miejsca przy stole Wigilijnym.
    Jak nakazywała odwieczna tradycja Polaków na tej ziemi tą wieczerzę zaczynała zawsze gospodyni modlitwą której słowa prawie nie zmieniły się od wieków.

    MARYJA CNA DZIEWICA,
    PORODZIŁA KRÓLEWICA,
    PORODZIŁA GO W BOLEŚCI.
    ZBAW NAS W SMUTKU I RADOŚCI.
    Wszyscy opowiadali: Zdrowaś Mario…

    Po trzykrotnym powtórzeniu gospodarz rozpoczynał łamanie się opłatkiem i składanie życzeń w tym roku najważniejsze były te by opuścić tą ziemię, ukochaną a zarazem przeklętą, bo gdy zostaną to czeka ich Syberia.
    Słowa kolęd śpiewanych przy stole, zapach choinki i żywicznego smolnego drzewa palonego w piecu, pomimo smutnych wiadomości przywiezionych przez Józefa z Trok, dawał nadzieję. Ludzie Wileńszczyzny nigdy nie tracili nadziei.
    Po wieczerzy stołu nie sprzątano by nocą, gdy wszyscy zasną, duchy przodków pogrzebanych na wzgórzu przy kościele mogły zajrzeć, przypomnieć i sprawdzić smak tradycyjnych potraw. Przed rozpoczęciem Polskiej Pasterki (pierwsza była litewska, choć Litwinów było niewielu), zebrani w kościele z rodzin:

    Gumbisów, Raczalów, Bernatowiczów, Czupajłów, Prokopwiczów, Bortkiewiczów, Wirganowiczów, Amulów, Klementowiczów, Buimiłów, Kozakiewiczów, Pietkiewiczów, Dajnowskich, Stankiewiczów, Sawickich i inni, przerwali ciche modlitwy i obrócili głowy w kierunku wejścia skąd do ołtarza posuwał się powoli na kolanach modlitewny pochód.

    Było rzeczą normalną i oczywistą, że prośby, podziękowania i oddawanie się pod opiekę Santa Maria de Victoria, wierni przekazywali w takiej formie a w letnie i wiosenne dnie na kolanach wokół kościoła.
    Lecz ten pochód robił szczególne wrażenie. Na czele Wincenty z brzemienną żoną Jadwigą i matką Urszulą za nimi dwaj bracia Bolesław i Józef na końcu, trzyletnia Tereska jedyna nie na kolanach, wraz z pięciu i dziesięcioletnimi braćmi i dwoma byłymi parobkami. Cała rodzina Trokiewicza oddawała się pod opiekę cudownego obrazu.
    – Mamo Jezusek na obrazie uśmiechnął się do mnie – zawołała Tereska, gdy dotarli do ołtarza oświetlonego migocącymi świecami.
    – Cicho nie można rozmawiać w kościele – zganiła matka.
    – Panie Wincenty, o co tak usilnie prosisz Boga? – zapytał ksiądz. Wincenty wyjaśnił, nie wszystkim księżom litewskim ufał odkąd w Żoślach, przed wojną, usłyszał z ambony po litewsku od grubego księdza.
    „Jedna Zdrowaś Maria po litewsku więcej znaczy dla Boga niż dziesięć po polsku”

    Temu księdzu ufał. Kapłan ten z taką samą żarliwością pośredniczył między wiernymi a Santa Maria de Victoria po łacinie, polsku i litewsku.
    – Chodź do zakrystii – gdy weszli napisał coś na kartce włożył do koperty i zakleił. – Jedz do Jewia i daj ten list żonie litewskiego urzędnika na kopercie masz nazwisko i adres. Oni teraz są komunistami, lecz ona była ochrzczona w tym kościele przed tym obrazem. Weź pól kabana i bańkę swego bimbru na gościniec dla urzędnika.

    Początek kwietnia 1946 rok. Transport zatrzymał się na granicy.
    – Otwierać! Sołdaci wchodzą do wagonu, w którym znajduje się cała rodzina Trokiewicza i kilka innych rodzin wagon załadowany niezbędnym sprzętem i pachnącym sianem dla zwierząt. Po środku na jednej z beczek stoją dwie butelki z charakterystycznym płynem cztery szklanki częściowo napełnione samogonem, pół wędzonego kumpiaka i pachnący razowy chleb, na prowizorycznych stołkach siedzą dokoła trzej bracia i dawny parobek Kaziuk udając, że raczą się trunkiem.

    Samogon pędzony przez Wincentego miał dobrą renomę wśród rodziny i znajomych. Tajemnicą jego jakości była krystaliczna woda z krynicy obok dworku i mąka z specjalnie, sianego do tego celu żyta.
    Oczywiście to nie wystarczyło była jeszcze receptura przekazywana przez pokolenia z ojca na syna. Trunek ten wraz z wędzonym, drewnem olchowym i jałowcem, kumpiakiem i kindziukiem, robionym pod nadzorem gospodyni Jadwigi, był skutecznym gościńcem przy załatwianiu interesów z przekupnymi urzędnikami. Bańka samogonu i duży kumpiak kabana pokonały ostatnią przeszkodę w uzyskaniu miejsca w transporcie. Przeszkodą tą był brak dokumentów repatriacyjnych dla urodzonego w noc sylwestrową Sylwuka.
    – No pany Polaczki nie cieszcie się, że jedziecie do Polski my tam też przyjdziemy. Dokumenty!
    – Oficer sprawdził dokumenty sołdaci w tym czasie bagnetami sprawdzili siano. – Towarzysze, wypijecie z nami? – Zapytał Wincenty, gdy sołdaci zaczęli bacznie przyglądać się beczce. Szybko nalał po pełnej szklance, każdemu z sołdatów i ukroił po grubym plastrze wędzonego kumpiaka.
    – Co za paskudztwo ta wasza popitka? – zapytał oficer przed wypiciem.
    – Towarzyszu to najlepszy samogon na Litwie! Patrzcie! – Wincenty nalał kilka kropli na palce sołdata.
    – Potrzyjcie palcami i powąchajcie. Wysokoprocentowy alkohol szybko wyparował z końców palców pozostawiając aromatyczny zapach litewskiego czarnego chleba.

    Żebyś próbował wszystkie chleby świata nie dorównają one smakowi i zapachowi żytniego razowego chleba litewskiego. W każdym domu w kolidorze lub komorze stała dzieża z tajemnym zaczynem pozostawionym z ostatniego pieczenia. Gospodynie same lub pod ich nadzorem służące lub córki (był to stały element wykształcenia córek) miesiły i ugniatały chlebowe ciasto, gdy pozostawione w ciepłym miejscu urosło wypełniając całą drewnianą dzieżę, gospodyni zamkniętą dłonią robiła w środku dziurę aż do dna, przez którą uderzał niepowtarzalny zapach duszy litewskiego chleba. Uformowane i ułożone na suchych dębowych liściach chlebowe bochny wędrowały do przepastnego pieca napalonego drewnem.
    – Towarzyszu to na pamiątkę. A jak przyjdziecie do Polski to też Was powitamy samogonem. – Powiedział Wincenty z fałszywym uśmiechem by się pozbyć znienawidzonych gości, wręczając butelkę zatkaną korkiem z gazety
    Sprawdzanie zakończone. Transport ruszył dalej.
    To już Polska.
    – Wićka wychodź jesteśmy już w Polsce. – Powiedział Wincenty zabierając szklanki i butelki stojące na beczce. Z beczki wygramolił się ukryty tam parobek Witek.
    – No od dziś nie jesteś już parobek Wićka Musnskas, ale Pan Wiktor Muszyński, mieszkaniec polskiej Warmii.

    Wkrótce nieznane miasto Bartoszyce.

    Okaże się czy straszne słowa
    „Wincenty! Gdzie Ty wieziesz małe dzieci i rodzinę na zatracenie!” – wypowiedziane przy pożegnaniu przez starego Prokopowicz, spełnią się.

    Przez całe życie Jadwiga i Wincenty wiedzieli, że trafili na Polską Warmię a nie na Syberię za przyczyną Matki Boskiej Zwycięskiej z Kozakiszek
    Edward Bernatowicz
    p.s Nazwisko Trokiewicz jest nie prawdziwe.

Leave a Reply

Your email address will not be published.