10
Dosiąść rumaka w Roku Konia…

Codziennie konie muszą trenować minimum godzinę-półtorej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62616

Codziennie konie muszą trenować minimum godzinę-półtorej Fot. Marian Paluszkiewicz

W tej rodzinie są dwie rzeczy, które ją wyróżniają wśród wielu innych. Po pierwsze: wszyscy pierworodni synowie z pokolenie na pokolenie noszą imię Vincas, a po drugie, mają jedną i tą samą pasję — konie.

Powiedzieć, że rodzina Civinskasów lubi konie — to mało. Konie dla nich to pasja, praca, biznes, a jak za chwilę powie Vincas Civinskas (średni) — to styl ich życia.

Styl, bez którego życie na pewno byłoby pozbawione sensu. Bo mimo że swoje życie zaczynali od innych zawodów, w końcu zwyciężały zawsze ich rumaki — a konkretnie jeździectwo. Ile to trofeów mają w swej rodzinie, trudno by zliczyć, ale najważniejszym faktem jest, że już sześćdziesiąt prawie lat na arenie sportu jeździeckiego zawsze słychać nazwisko Civinskasów, mówi bardzo wiele.

Ale dzisiaj nie o ich osiągnięciach sportowych, a o koniach, tych zwierzętach domowych, które według horoskopu będą naszym symbolem w roku następnym, albowiem będzie to Rok Konia.

A więc — do Raudondwarysu, niedaleko podwileńskiej miejscowości Rzesza. Trudno o lepsze rozlokowanie — jakieś 15 kilometrów od miasta, niedaleko Centrum Europy, a tuż obok kawiarnia w stylu ludowym HBH (dawna Žaldokynė). Sporo ludzi, szczególnie latem, tu się przewija, a więc chętnych skorzystania z tego rodzaju rozrywki — nie brakuje.
Jeździectwo to bez wątpienia sport elitarny, stawiany na równi z golfem i tenisem. Ma jednak nad nimi pewną przewagę, którą jest jego różnorodność. Jest wiele form uprawiania jeździectwa, począwszy od jazdy konnej.
Stadniny Civinskasów nie potrzebujemy poszukiwać, rozlokowana jest w zabudowaniach dworskich, z czerwonej cegły, a już ujeżdżalnię, gdzie trenuje się konie w ciągu zimy — Ciwinskasowie zbudowali sami.

Pisząc Ciwińscy mam na myśli seniora — znanego i wielokrotnego zwycięzcę zawodów jeździeckiech, który to wraz ze swym bratem Egidijusem zaczął uczestniczyć w pierwszych zawodach powojennych i który to od tych lat sześćdziesiątych ma na swym koncie wiele medali, zwycięstw, wyróżnień.
Tu, w Raudondwarysie, wraz z synem (oczywiście Vincasem) prowdzą klub „Civinskių žirgai”, w działalności którego także czynnie pomaga córka pana Vincasa — Jūratė. Jest jest jego komercyjnym dyrektorem. W rodzinie jest także trzeci Vincas junior, który zdobywał już nieraz wysokie wyróżnienia na zawodach jeździeckich. Między innymi to właśnie wnuk seniora bronił barw kraju na światowych FEI zawodach w konkurach w Kanadzie. Pojechał tam z koniem Arka, nieżyjącego już prezydenta Algirdasa Brazauskasa, który to ówczesnemu przywódcy kraju podarował gospodarz z rejonu kiejdańskiego.
Konia tego Brazauskas trzymał właśnie (bo taką usługę świadczy też ten klub) w stajni Civinskasów. Więc najmłodszy z Vincasów na tym koniu brał udział w tych tak prestiżowych zmaganiach.

Jak dziś mówią Civinskasowie, jazdę konną można uprawiać od lat pięciu, czego dowodem jest właśnie ich Vincukas.
Najpierw zaczynał od pony. W stajni w Raudondvarysie jest oczywiście i ten tak prześliczny kucyk. Ale zasadniczo trzymają wierzchowce, które są w stajniach rozlokowanych w starych dworskich zabudowaniach, a w naprzeciw zbudowanej ujeżdżalni zimą trenują.
Jak za chwilę się dowiem, codziennie konie muszą trenować minimum godzinę-półtorej, aby być w dobrej sportowej kondycji.

 Vincas  (średni) każdego przywita po imieniu Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62617


Vincas (średni) każdego przywita po imieniu Fot. Marian Paluszkiewicz

O koniach Vincas — zarówno starszy, tak też średni, mogą opowiadać godzinami. Każdy z nich — zarówno ojciec, zasłużony trener kraju, wielokrotny mistrz, jak też syn — mają swoje bogate karty życiorysu związanego właśnie z tymi zwierzętami domowymi, ale i jeden i drugi zgadzają się co do jednego: w jeździectwie jest wyjątkowa rzecz. To jedyny sport, w którym partnerem człowieka jest zwierzę. Od konia tak samo jak od jeźdźca zależy wynik. Zresztą nie bez powodu o jeźdźcu i koniu mówi się „para”. Między człowiekiem a koniem tworzy się wyjątkowa relacja oparta na wzajemnym zaufaniu. Jeździectwo uczy odpowiedzialności i empatii.
Bo tylko wtedy, kiedy jest ten tandem, można uzyskać dobre wyniki.

Ale kiedy po chwili słyszę, że był okres, kiedy to Vincas (średni), aby kupić tu stajnie, musiał sprzedać swego wierzchowca, na którym to tyle laurów zdobył, nie mogę się powstrzymać od pytania: „Nie szkoda było panu sprzedać swego konia?”.
„I tak i nie, bo każdy, kto konie hoduje, trenuje, ujeżdża, powinien przetrzymywać się zasady: konia należy kochać, ale nie można w koniu się zakochać. Bo jak inaczej rozwijalibyśmy ten sport? Przecież za te pieniądze, jakie uzyskałem ze sprzedaży tego jedynego konia, otrzymałem 50 tysięcy euro i nabyłem tę posiadłość, gdzie klub wraz z ojcem i siostrą założyliśmy. Tu hodujemy, trenujemy, sprzedajemy konie, świadczymy usługi jazdy konnej.

No, bo z jednej formy działalności żyć nie jest łatwo — na taki sport trzeba zarobić samemu. Bo, niestety, w naszym kraju to chyba jedyna koszykówka jest preferowana, a o innych dyscyplinach sportowych zupełnie się nie myśli” — mówi Vincas średni. Zamyśla się i po chwili kontynuuje: „Państwo nie śpieszy z pomocą. Dlatego bardzo cieszy pomoc samorządu rejonu wileńskiego, a konkretnie Edmunda Szota odpowiedzialnego za sport. On to doskonale rozumie, że konie trzeba karmić, poić, doglądać, kupować witaminy, dbać o odpowiednią opiekę weterynaryjną itd. itp.” — mówi gospodarz klubu „Civinskių žirgai”.
Trudno się nie zgodzić z tą nieco gorzkawą wyliczanką, bo rzeczywiście, żeby nie ogromna miłość do koni — to człowiek by z tej dziedziny sportu bardzo szybko zrezygnował.

 W Raudondwarysie, wraz z synem prowdzą klub „Civinskių žirgai” Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62618


W Raudondwarysie, wraz z synem prowdzą klub „Civinskių žirgai” Fot. Marian Paluszkiewicz

Tym niemniej jeździectwo ostatnio staje się coraz bardziej popularne i dostępne. Powstaje coraz więcej profesjonalnych ośrodków jeździeckich wyposażonych w kryte ujeżdżalnie. Coraz więcej osób decyduje się na posiadanie własnego wierzchowca. I tu jest też mała część interesu Civinskasów, gdyż właściciele rumaków dają te konie na przetrzymanie właśnie do tej stadniny, do specjalnie przeznaczonego pomieszczenia.
Tu natomiast, w stajni sportowych rumaków, mamy okazję oglądać prześliczne konie rasy trakeńskiej, hanowery, holszteiny, no i nasze żmudzkie…
„Nie mamy czystej krwi arabów, które szacują się kosmicznymi sumami — mówią ojciec i syn Civinskasowie. Ale jesteśmy i tak bardzo szczęśliwi, że mamy trzydzieści cztery konie, które naprawdę są bardzo dobre i zdobywają bardzo wysokie miejsca na zawodach sportowych”.

Co jest najważniejsze w ich hodowli, tresurze? Miłość, cierpliwość, ponieważ koń doskonale rozumie, jaki jest stosunek człowieka do niego.
Konie kiedyś bohaterowie naszej dzisiejszej publikacji sprowadzali z Rosji, z Krasnodaru. Teraz kupują je z Rostowa, z Polski, dużo od hodowców na Litwie. W przypadku klubu „Civinskių žirgai” kupują też od brata seniora Civinskasa, który konie hoduje, trenuje itd.
Niestety, liczba koni na Litwie gwałtownie maleje. Dotyczy to w zasadzie koni do uprawy roli. Zmieniły się warunki życia, zmieniła się statystyka. Oto chociażby w roku 2012 na Litwie było 36 400 koni, a jeżeli wrócić do roku 1932, to liczba ta była rekordowa — 574 930 koni. Przed jedenastu laty na Litwie było 64 500 koni.
Na szczęście, jak nadmieniliśmy powyżej, ostatnio coraz bardziej popularne staje się jeździectwo i, mimo że nie jest to tani sport, tym niemniej znajduje bardzo wielu wielbicieli obcowania z tymi tak pięknymi a mądrymi zwierzętami, o których to tak mówią poeci: „Każdy koń spada nam niczym gwiazda z nieba.

Konie są bardzo delikatne i ufne Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62619

Konie są bardzo delikatne i ufne Fot. Marian Paluszkiewicz

Jest jedyny i niepowtarzalny. Godzien najpiękniejszej miłości…
Chcesz spojrzeć koniowi w oczy? Wpierw spójrz mu w serce…”.
Nauka jazdy konnej, to nie tylko zdobywanie umiejętności powodowania (kierowania) koniem. To także zdobywanie wiedzy na temat zachowania koni. Wiele osób boi się koni. Jak słyszę od moich rozmówców — ojca i syna — jest to bardzo naturalny ludzki odruch w stosunku do każdego zwierzęcia. Konie są bardzo łagodne w stosunku do człowieka. Tysiące lat ich udomawiania sprawiły, że nie ma w nich agresji. Wbrew pozorom są bardzo delikatne i ufne. Są też niezwykle płochliwe. Wynika to z ich instynktu. Najważniejszy jest stosunek człowieka, który musi pamiętać, aby nie wykonywać gwałtownych ruchów, nie krzyczeć i nie podchodzić do konia od tyłu.
…Podczas naszej wycieczki w stajni z ciekawością wyciągają swoje pyski, każdy chce, by go pogładzić i otrzymać kawałek cukru. Bardzo lubią słodycze. Oczywiście, że Vincas każdego przywita po imieniu, które — jak się okazuje — każdy rumak otrzymuje od imienia przodka. Kiedyś od matki, teraz od ojca. To znaczy, jeżeli klacz miała na imię Ema, to nowo narodzony będzie miał imię rozpoczynające się od pierwszej litery: Emis, Endis itd.

Natomiast Lordas uzyskał imię od ojca.
Ileż to ciekawych rzeczy dowiaduję się w tym klubie… Na przykład, że każdy nowo narodzony źrebak jest maści czarnej, którą z biegiem czasu zmienia.
Nie chodzi zresztą o umaszczenie, ale o ich zdolności, które zdobywają pod okiem takich znanych treserów jak rodzina Civinskasów. Trzeba widzieć, z jaką gracją stępają, kłusują, galopują, budząc dosłownie nasz zachwyt. Nie dziwię się więc, że każdy człowiek marzy, aby choć raz w życiu dosiąść rumaka. A może to i zrobić w nadchodzącym roku — Roku Konia!

10 odpowiedzi to Dosiąść rumaka w Roku Konia…

  1. Czerwony Dwór mówi:

    Raudondvaris = Czerwony Dwór. Przynajmniej miejscowi Polacy tak nazywają. Autor tekstu widać nie miejscowy…

  2. józef III mówi:

    Cywińscy

  3. aleks mówi:

    Mój Boże, „Raudondwaris”? Naprawdę? Czy z rokiem konia wraca nam Związek Sowiecki z takimi językowymi dziwolągami, czy też autorce się 1 stycznia z 1 kwietnia pomylił?

  4. Barbara mówi:

    Dziękuję za poprawnie napisany, ciekawy artykuł. Nie mogłam pominąć komentarzy. Czy Panowie nie uważacie, że bardzo się upodobniacie do Litwinów, którym zarzucacie przekręcanie nazw (Naugardukas, Krakuva it.p.)? Jest oficjalna nazwa miejscowości i tak należy ją pisać, a te wszystkie tłumaczenia nazw to szukanie dziury w całym. Jeżeli chodzi o nazwisko, rodzina, przedstawiona w artykule akceptuje takie brzmienie, więc o co chodzi? Skierujcie, Panowie, swój zapał patriotyczny na sprawy ważniejsze. Np. na to, że młodzież niby polska między sobą w większości porozumiewa się w języku rosyjskim i słucha wyłącznie rosyjskiej muzyki, a o polskiej nie ma zielonego pojęcia.

  5. Kmicic mówi:

    do Barbary:
    Czyli Czerwony Dwór..

  6. Oleniszki mówi:

    Jak brzmi w języku litewskim Barbara, Barbaras?

  7. black mówi:

    Czy Ty, Barbaro uważasz, że upodabnianie się Panów do Litwinów dbających o siłą przez ich przodków narzucone nazewnictwo polskich miejscowości i miejsc to:

    a) dobrze
    b) źle

    Wynaradawiali naszych bez pardonu pod kuratelą sowiecką – możemy chyba oczekiwać od pisma opłacanego z polskich podatków, aby przynajmniej dbało (za nasze polskie podatki) o przypominanie polskich historycznych nazw miejscowości i miejsc.

    Czy uważasz inaczej, Barbaro?

  8. Czerwony Dwór mówi:

    Cyt.: “Stadniny Civinskasów nie potrzebujemy poszukiwać, rozlokowana jest w zabudowaniach dworskich, z czerwonej cegły” – dlaczego nie skojarzono tego z nazwą miejscowości – Czerwony Dwór? Z sowiecką czerwienią nie ma to nic wspólnego. A dwa – Rzesza w artykule pisana jest po polsku. A trzy, pani Barbaro, to już kiedyś próbowano wydawać na Litwie książki w jęz. polskim z Wilnem zamienionym na Vilnius – “pojedziemy do Vilniusu”, itp. Na szczęście, pomysł i czasy minęły, miejmy nadzieję, bezpowrotnie.

  9. też Wilniuk mówi:

    Barbara, Grudzień 31, 2013 at 13:17 – a co paniusi przeszkadza że my tut po rusku umiemi rozmawiac? jak by tu blisko zyli angliczany lub germancy byli by my po ichniemu gadali.A w Polsce te ślazaki to po jakiemu godają-po polsko-niemeickiemu- a górale na Podhalu czystą polszczyzną pszekają?Ech paniusia musi z Polski zasciankowej

  10. Barbara mówi:

    Do Wilniuka.
    może Pan w domu mówić tą swoją gwarą, chociaż, nie oszukujmy sie, nie jest to gwara, a mieszanka białorusko- rosyjska, nie ma ona nic wspólnego z gwarą, której używał Miłosz, Konwicki i inni. Kiedy słyszę wypowiedzi młodzieży w telewizji z okazji zawodów sportowych lub innych imprez to wstyd słuchać jak niepoprawnie mówi młodzież z Litwy w porównaniu z młodzieżą z Ukrainy, a nawet z Białorusi. Nie chcę obrazić tych, którzy naprawdę szanują swój język ojczysty, a takich na szczęście jest niemało na Litwie, ale uważam, że poprawnie mówić powinien każdy, kto ukończył szkołę z polskim językiem wykładowym.

Leave a Reply

Your email address will not be published.