1
Żegnając 2013 rok

Zapewne wielu jeszcze pamięta pastorałkę „Czerwonych Gitar”: „To był rok, dobry rok, z żalem dziś żegnam go…”? My też żegnamy 2013 rok. Jaki on był dla nas, Polaków na Litwie.

Ks. Józef Aszkiełowicz — proboszcz parafii Mejszagolskiej

Generalnie oceniam miniony rok jako dobry, choć nie powiedziałbym, że był on dla mnie i dla wielu z mojej parafii łatwy. Jeśli człowiek, bądź to w swoim zawodzie, bądź w postępie duchowych, chce wspinać się do góry, to nigdy łatwo nie będzie. Każda wspinaczka, to swego rodzaju alpinizm, kiedy to powoli, ale uparcie krok po kroku trzeba iść i często w bardzo ryzykownych sytuacjach. Ale jakaż jest dopiero radość, gdy się osiągnie szczyt i wnet o wszystkich trudach się zapomina.
Osobiście, mam sporą satysfakcję z tego, że w Roku Wiary, udało się mnie samemu o kilka kroków wspiąć się na wyżynę duchową. Zauważyłem też pod tym względem postęp w rodzinach moich parafian. Do osiągnięcia Everestu wszyscy mamy jeszcze dość daleko, ale najważniejsze, że do niego dążymy. A osiągniemy go dopiero wówczas, gdy zdamy egzamin na wierność Chrystusowi i nasz duchowy dom potrafimy zbudować nie na piasku, a na twardej skale i wtedy go żadne złe siły go nie zburzą.
Dzisiejszy świat przeżywa kult ciała i mamony. Dla nas chrześcijan też nie jest to obce, często gęsto musimy z tego rodzaju pokusą się zmagać, nieraz potykamy się, ale ważne, by w porę powstać i nadal wspinać się ku górze.
Dla mnie ten rok był nieco także smutny, bo zmarła mi mama, ale w tym też widzę palec Boży. Widzę w tym kolejny krok mojej wspinaczki, z tym że już nieco trudniejszej. Wszak, co nas nie załamie, to nas umocni!

Zanotowała Julitta Tryk

Edyta Tamošiūnaitė, wiceminister oświaty

Rok 2013 był ciekawy, choć niełatwy ― zmiana pracy, nowe wyzwania… Ale, jak się mówi, co nas nie złamie, to nas wzmocni.
Rok się kończy, powiedziałabym, pozytywnie. W grudniu zwiedziłam ciekawy i egzotyczny kraj ― Kubę, państwo w Ameryce Środkowej, położone na Morzu Karaibskim.
Wyspa ta została odkryta przez Krzysztofa Kolumba podczas jego pierwszej wyprawy. Kuba to miejsce, gdzie czas zatrzymał się w zasadzie w latach pięćdziesiątych. I nie chodzi tu tylko o stare samochody, niedorozwój gospodarczy i wciąż panującą tam dyktaturę wojskową, ale także o mentalność ludzi. Stolica Kuby, Hawana, to przede wszystkim liczne zabytki architektury kolonialnej, a szczególnie jej stare miasto La Habana Vieja, które wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Podróżować jest wspaniale, ale jeszcze lepsze uczucia napływają, kiedy wraca się do własnego domu. Bardzo lubię swoje strony rodzinne i cieszę się, że rok 2013 był dobrym rokiem dla całej mojej rodziny. Podczas swego urlopu miałam czas na przeczytanie książki „Bóg zawsze wędruje incognito”, bo w ciągu roku większość mego czasu zajmuje praca i inna lektura, czyli pisma, dokumenty i akty prawne.
Zbliża się rok 2014. Wiele jest planów, zamierzeń i marzeń. Plany zawodowe, a przede wszystkim nasze polskie sprawy, o które się staramy i ubiegamy się. A jak każdy człowiek, mam marzenia. Jak wiadomo, marzeń się nie zdradza, bo nie się spełnią. Chcę życzyć wszystkim czytelnikom „Kuriera” dobrego i zdrowego 2014 roku, by zawsze dobry Bóg udzielał wszelkich łask.

Zanotowała Brygita Łapszewicz

 

Maria Rekść, mer rejonu wileńskiego

Trudno jest wymienić coś konkretnego, co wyraźnie wyróżniałoby mijający 2013 rok, ponieważ mieliśmy szereg wydarzeń ważnych dla rozwoju naszego rejonu. Czy to dotyczących spraw socjalnych i opieki zdrowotnej, czy też szczególnie dla nas ważne sprawy oświatowe, ale też rozwój infrastruktury i widoczny postęp gospodarczy.
W każdej dziedzinie mieliśmy w mijającym roku wiele wydarzeń godnych uwagi. Budowaliśmy przedszkola, rekonstruowaliśmy szkoły, placówki opieki zdrowotnej i kultury, inwestowaliśmy w rozwój infrastruktury, budowaliśmy drogi i obiekty komunalne.
I wszystko nie zważając na to, że wciąż dysponujemy zmniejszonym o 30 proc. w okresie kryzysu budżetem. Cieszy więc, że dysponując minimalnymi środkami, udaje się nam pracować na rzecz rozwoju rejonu.
A potwierdzeniem na to jest chociażby tegoroczny ranking samorządów tygodnika „Veidas”, w którym rejon wileński został wyróżniony za osiągnięcia w wielu dziedzinach. Osiągnięcia te zadają kłam twierdzeniom niektórych polityków, zwłaszcza poprzedniego rządu, o „zacofaniu Wileńszczyzny”. Z ich kłamstwami konfrontuje też sama rzeczywistość, bo coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, wybiera rejon wileński na swoje miejsce zamieszkania. Toteż wśród wszystkich samorządów mamy jeden z największych odsetków młodzieży wśród mieszkańców.
Wśród kadry samorządu również mamy bardzo dużo wykształconej i doświadczonej młodzieży, co też jest kolejnym powodem do dumy! Moją nominację do tegorocznego plebiscytu czytelników „Kuriera Wileńskiego” — „Polak Roku” odbieram jako docenienie naszej wspólnej pracy, dla której osobiście po prostu poświęcam się z pełnym oddaniem.
Inaczej chyba nie potrafię. Pozostało mi to po mamie, która zawsze poświęcała się pracy społecznej, a kiedy pytano ją — „Po co to robisz?”, odpowiadała: „A kto, jeśli nie ja?”.
Cieszy, że udaje mi się naśladować mamę, a w tych działaniach zawsze mogę liczyć na pomocne ramię troskliwego męża. Cieszy też, że dzieci starają się iść w moje ślady, bo więzi rodzinne są dla nas bardzo ważne. Na święta zawsze zbieramy się razem, co dla mnie jest wydarzeniem bardzo ważnym osobiście. Mijający rok był dla mnie wyjątkowym również pod względem duchowym, bo miałam okazję odwiedzić Ziemię Świętą oraz podróżować po Polsce śladami pielgrzymek Jana Pawła II. Są to niezapomniane przeżycia…

Zanotował Stanisław Tarasiewicz

Renata Brasel, kierownik artystyczny polskiego zespołu pieśni i tańca „Wilia”

Jakim był dla mnie ten rok? Zastanawiając się na temat roku mijającego, zawsze myślę o swojej pracy — o zespołach „Wilia” i „Solczanie” — które są dla mnie pasją i wypoczynkiem.
Największą wartością każdego zespołu są ludzie. Dlatego cieszę się, że do „Wilii” przyszło sporo młodzieży. Dotyczy to zarówno chóru, jak też grupy tanecznej. Kiedy mówię o nowym narybku, to przyjemnie jest odnotować, że w zasadzie przygotowujemy go na miejscu. Mamy przygotowawczy chórek, który od pięciu lat prowadzę i dziecięce grupy taneczne.
Dla każdego zespołu występ przed widzem — to największa ocena działalności jego pracy. Mieliśmy w tym roku dużo wyjazdów — poczynając od maratonu kaziukowego. Podczas dwóch wyjazdów objęliśmy siedem polskich miast.
Latem wzięliśmy też udział w XIX Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie.
No i na pewno niezatarte wrażenie miał dla każdego członka „Wilii” wyjazd do Grecji na I Międzynarodowy Festiwal Folkloru. Nie tylko występowaliśmy, ale też mieliśmy czas na zwiedzenie tego pięknego kraju.
Po powrocie na Litwę byliśmy tu niedługo, gdyż wyjechaliśmy do Gdańka na Dni Wilna w tym mieście.
Zamykamy tradycyjnie rok koncertem noworocznym.
Prywatnie jestem szczęśliwą żoną i mamą, bo jak się nie cieszyć, że moja córka, notabene tancerka „Wilii” pomyślnie studiuje w Wilnie architekturę!

Zanotowała Helena Gładkowska

Ryszard Jankowski, prezes koła ZPL w Wędziagole (rejon kowieński)

Dla mnie odchodzący rok był bardzo intensywny, pracowity, no i dosyć trudny. W ciągu tego roku udało się wiele osiągnąć. Zaszło także dużo zmian. Niestety i te które nie wszystkie wyszły na dobre.
Bardzo smutno, że zabrano nam księdza z naszej parafii. To był wielki człowiek, sympatyzował Polakom. Parafianie bardzo go lubili, ufali mu. Dzięki niemu mieliśmy jedyną polską Mszę świętą, tu, na środkowej Litwie. Teraz mamy nowego księdza Litwina, prowadzi on msze po polsku, ale jest już inaczej… To jedna z tych gorszych zmian, która nastąpiła w 2013 roku.
W ciągu tego roku udało się także niemało osiągnąć. Rozpoczęliśmy remont budynku, gdzie Polacy mają okazję spotkać się, poobcować. Dla społeczeństwa polskiego w Wędziagole to miejsce jest bardzo ważne. Wkrótce już skończymy budowę polskiej biblioteki i oddamy ją do użytku publicznego. Chwała Bogu więc, że udało się nam załatwić dużo bardzo ważnych spraw! Pracujemy intensywnie i mamy nadzieję, że będzie tylko lepiej.
W moim życiu rodzinnym nie zaszło żadnych wielkich zmian. Na zdrowie zbytnio też narzekać nie mogę. Jedyne, co mi dokucza, to kręgosłup, ale mam nadzieję, że to nic poważnego. To był trudny rok dla wszystkich Polaków z Wędziagoły, mamy nadzieję, że 2014 dla wszystkich będzie lepszy.

Zanotowała Honorata Adamowicz

Artur Ludkowski, dyrektor Domu Kultury Polskiej w Wilnie

Miniony 2013 rok obfitował w wiele interesujących wydarzeń. Był to niezwykle pracowity, napięty, ale i owocny rok dla nas. W Domu Kultury Polskiej udało się zorganizować wiele imprez. Były to przede wszystkim plener malarski, warsztaty artystyczne i wizyty ówczesnych gwiazd. Osobiście byliśmy organizatorami wielu imprez kulturalnych, z czego jesteśmy dumni. Mam nadzieję, że to, co robiliśmy w ciągu tego roku, spodobało się mieszkańcom, ponieważ to robimy dla nich. Praca w Domu Kultury jest specyficzna, na pewno nie ogranicza się do określonych dni tygodnia i określonych godzin. Kiedy inni świętują, mają „długie weekendy”, my pracujemy, by uprzyjemnić im czas wolny. Jest to praca wśród ludzi pozytywnie nastawionych do życia, czerpiących radość ze śpiewu, tańca, muzyki… Cieszę się, widząc, jak w ciągu tego roku Dom Kultury tętnił życiem!    Miniony rok w życiu prywatnym przebiegł dla mnie spokojnie, na szczęście bez zmartwień i chorób. Nie był to jednak rok nudny i monotonny.

Zanotowała Honorata Adamowicz

Zbigniew Lewicki, koncertmistrz Litewskiej Państwowej Orkiestry Symfonicznej, kierownik „Kapeli Wileńskiej”

Nie dzieliłbym tak życia na rok, na lata, no ale skoro tak już jest przyjęte — dla mnie ten rok był bardzo pracowity. Uczestniczyłem w przeróżnych projektach. Telewizja mnie bardzo „wykorzystywała”! (Zbigniew Lewicki był jurorem w telewizyjnym show „Złoty głos” — od aut.). Litewska Państwowa Orkiestra Symfoniczna, w której od 20 lat pracuję koncertmistrzem, obchodziła właśnie swoje 25-lecie. Poza tym swoje 25-lecie obchodziła również „Kapela Wileńska”, z którą też jest związanych wiele ciekawych projektów, np. udana wspólna (razem z Eweliną Saszenko) powtórka projektu „Alicja w Krainie Wilna”.

Do większych osiągnięć można by zaliczyć zwycięstwo „Kapeli Wileńskiej” w Ogólnopolskim Konkursie Kapel Podwórkowych w Piotrkowie Trybunalskim. Spośród 33 kapel otrzymać I miejsce — to już nieźle!

Ciekawy projekt sfinalizował się właśnie w Rudominie w ośrodku kultury. Pomysł projektu „Talenty Wileńszczyzny” zasugerował Edmund Szot. Zgłosiła się młodzież, która prezentowała swe zdolności z różnych dziedzin: to i taniec, i śpiew, i granie instrumentalne. Wymyśliliśmy sobie, żeby pokazać, jaka zdolna młodzież mieszka poza stolicą, czyli po prostu na Wileńszczyźnie. Było naprawdę bardzo ciekawie.

Teraz gramy we dwójkę z młodszym synem Konradem — wracamy właśnie z telewizji z nagrania audycji, która ma na celu ukazanie wspólnej pasji ojca i syna — gry na skrzypcach. Zresztą — każdy idzie własną drogą, nawet grając na skrzypcach.

Zanotowała Anna Pieszko

Edyta Maksymowicz, dziennikarka portalu „Wilnoteka”

Jak minął rok? Pracowicie. Niczego specjalnie wielkiego się nie wydarzyło, ale czekało mnie dużo wyzwań — zarówno w pracy zawodowej, jak i w życiu rodzinnym. Dorastające dzieci (Izabela — 15 lat, Tomasz — 13 lat) zmuszają do zajęcia się w większym stopniu rodziną. Syn jest osobą bardzo twórczą i dynamiczną, córka jest bardziej wrażliwa i zdystansowana — na szczęście mam przewspaniałe dzieci!
Jeżeli chodzi o sprawy zawodowe, dziennikarstwo jest ciągłym wyzwaniem, nie ma tu ani chwili spokoju. Teraz akurat przygotowuję film dokumentalny dla TVP Historia. Będzie to dokument na zakończeniu Roku Powstania Styczniowego, film o ludziach powstania styczniowego.
Pochłania mnie praca w portalu „Wilnoteka” — to jest nasze dziecko, które fascynuje nadzwyczajnie Tu zawsze jest wiele spotkań z ciekawymi ludźmi — i to właśnie cenię w tej pracy: kontakt z ludźmi, ustawiczne dokształcanie się i nieustanne wyzwania.

Z czasem staję się coraz większą fanką historii. Takim poruszającym tematem, który ostatnio realizowałam, były losy komendanta AK Jana Borysewicza ps. „Krysia”. W trakcie kręcenia zdjęć do filmu przeprowadziliśmy wiele rozmów z ludźmi. Dzielili się swoimi wspomnieniami, także spostrzeżeniami dotyczącymi dnia dzisiejszego. Ludzie żyli wtedy dużo trudniej niż my, mieli tragiczne przeżycia, wobec których nasze codzienne kłopoty bledną, a wydarzenia odległych czasów nabierają nowych znaczeń.
Podsumowując, dziękuję losowi za to, co mam (rodzina) i szczęście, że mogę się zajmować tym, czym się zajmuję (praca)!

Zanotowała Anna Pieszko

Jedna odpowiedź do Żegnając 2013 rok

  1. dobrze mówi:

    nie ujmujac niczego nikomu z zaszczytnej naszej plejady, w szczegolnosci madremu pasterzowi naszych dusz i dla pana maestro wirtuoza skrzypek, za najwieksze osiagniecia uznalbym tegoroczny dorobek pana Ryszarda Jankowskiego. Resuscytacja polskosci tam uduszonej to czyn historyczny.

Leave a Reply

Your email address will not be published.