34
Morza, potomkowie powstańców i Niemen

Alfred Gorsky, syn powstańca listopadowego, uratowany przez Aleksandra Waścickiego
image-62648

Alfred Gorsky, syn powstańca listopadowego, uratowany przez Aleksandra Waścickiego

W numerze 27. roku ubiegłego „Kurier Wileński” pisał o Aleksandrze Waścickim, urodzonym w Wilnie, rówieśniku Powstania Styczniowego i o synie powstańca. Nadszedł list od jego prawnuczki, pani Rachel Naylor z Kanady, w którym przepraszając, że z powodów zdrowotnych reaguje z opóźnieniem, pisze:

„Jestem wzruszona i wdzięczna »Kurierowi Wileńskiemu« za to, że pamięć o moim pradziadku została uczczona w dniu jego rocznicy na jego ojczystej ziemi, o której on nigdy nie zapominał… Nie mówię w waszych językach, ale pragnę przesłać najszczersze słowa pozdrowień dla ziemi polsko-litewskiej, gdzie nigdy nie byłam, ale której cząstka na pewno jest we mnie”.

Aleksander Waścicki w młodości wyemigrował za ocean i z czasem stał się oficerem brytyjskiej, a potem kanadyjskiej marynarki wojennej. Pokaźny zeszyt jego pamiętników nazywa się „Kocham wielkie przestrzenie”. Styl i atmosfera urzekają. Teksty są po polsku i angielsku. Wspominał mi się Józef Conrad.

Droga na morze rozpoczęła się od pracy marynarza na amerykańskim szkunerze „Santa Ana” pływającym po Zatoce Meksykańskiej. Opowiadał o tym artykuł pierwszy. Całość zaś życia Aleksandra Waścickiego kwalifikuje się chyba na powieść. Leśny dukt nad Niemnem na Grodzieńszczyźnie, zarastające trzcinami starorzecza, kaplica w polu, majątek książęcy, ekonom rozwierający całość serdeczności litewskiego serca wobec osieroconego jedynaka powstańca styczniowego. Podróż na te ziemie w moim wypadku rozpoczęła się w Nowej Fundlandii. Smugi cienia polskich powstań nad atlantyckim sztormem.

Marzec 1882, zachodni Atlantyk, statek parowo-żaglowy „Governor Milton” płynie z Jacksonville na Florydzie do Halifax w Kanadzie. Dziewiętnastoletni Aleksander Waścicki w swym pierwszym rejsie atlantyckim jest już sternikiem. Niegdyś gubernator Florydy John Milton w czasie wojny domowej strzelił sobie w skroń wobec wkroczenia wojsk północnych. Po siedemnastu latach statek jego imienia strzela w sztormowe niebo eksplozją kotła i przełamuje się. Aleksander ratuje poparzonego pasażera w mundurze oficera brytyjskiej marynarki wojennej i jego córkę. Jako jedyny członek załogi w szalupie doprowadza ją do brzegu. Smugi losów i moce żywiołów łączą potomków dwóch powstań polskich. Uratowanym oficerem jest Alfred Górski, syn powstańca listopadowego Józefa Górskiego i Francuzki, poznanej w emigracji i zabranej dalej do Kanady.

Losy, losy. Za Wieszczem – księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego. Komandor Górski po wyleczeniu osadza rodaka w Kanadzie, sprawia, by wstąpił do koledżu marynarki wojennej. Niechże błogosławiony będzie sztormowy Atlantyk. Bo zaraz po promocji Aleksandra na pierwszy stopień oficerski Marynarki Królewskiej jedyna córka komandora panna Maria Górska, Miss Mary Gorsky, staje się panią Waścicką – Mrs Wascicki. W anglo-francuskiej Kanadzie nazwisko jest oczywiście nie do wymówienia i brzmi mniej więcej „Uezyki”.

Po babci Francuzce Maria dziedziczy egzaltacje. Zaczytuje się w powieściach rycerskich, toteż syn dostaje rzadkie imię Cedryk na cześć bohatera Waltera Scotta. Idąc w ślady ojca, stał się oficerem marynarki. Mam zezwolenie pani Rachel na opis następnego epizodu.

Jako młody oficer tuż przed pierwszą wojną światową beznadziejnie kochał się w osobie, zdecydowanie tego niewartej. Rozpacze doprowadzały, że musieli przy nim dyżurować koledzy. Już w czasie wojny osoba owa rodzi czyjeś dziecko i przy porodzie umiera. Z braku ojca niemowlę trafia do sierocińca. Cedryk staje się oficjalnym opiekunem chłopca, który z czasem zostaje nie marynarzem co prawda, ale Cedryka zięciem, dając życie pani Rachel, dziś emerytowanemu pracownikowi Muzeum Morskiego w Halifax. Cedryk Waścicki przeżył obie wojny światowe, dochodząc do stopnia komandora. W młodości pierwszy przydział miał na okręt flagowy utworzonej w 1910 roku Marynarki Kanadyjskiej krążownik pancerny „Niobe”, pamięć o którym pielęgnowana jest w Kanadzie do dziś, ma nawet własną ulicę. W czasie pierwszej wojny na okręcie tym z kolei służył ojciec Cedryka Aleksander.

Latem 2013 wybrałem się nad Niemen powyżej Grodna. „Tamte podróże i tamte pobyty wspominam jak dziecięcą baśń” – pisze we wspomnieniach Aleksander Waścicki. Podróże były dalekie, jechało się z Olkiennik, gdzie Aleksander dorastał, około stu wiorst w gości do cudownego pana Franciszka Kieżuna, ekonoma majątku Czerlona książąt Druckich-Lubeckich. Sam książę też darzył syna poległego powstańca atencją. Z majątku chodziło się przez las nad Niemen, który płynął na północ na spotkanie z Wilią, a znad Wilii Aleksander pochodził. „Wilia gardzi doliny kwiatami, bo szuka Niemna, swego oblubieńca” – pan Franciszek był pierwszym, od kogo mały Olek usłyszał te słowa Wieszcza. W sali domu wisiały portrety, o których słuchało się opowiadań, tak samo, jak o wiszących obok rogach. Do kościoła jeździło się do miasteczka, a czasem do sąsiadów, książąt Jabłonowskich, gdzie w polu wznosiła się wielka piękna kaplica, a tam na święta dziewczęta w jasnych sukniach i wiankach cudownie śpiewały przy wejściu.

Pociąg z Mińska do Grodna staje na stacyjce Czerlona.

Sierpień, żółć żniw, zieleń łąk i lasów. Rower, plecak i mapy. Z majątku pozostał tylko bruk alei prowadzącej niegdyś od drogi do głównego domu oraz kawałek odbudowanego kamiennego ogrodzenia. Rozmawiam z synem woźnicy, ma ponad osiemdziesiąt lat, który przed wojną woził ostatnią księżną na Czerlonie. Pałacyk bardzo ucierpiał podczas wojny, partyzanci wysadzili go w powietrze, a potem resztki zrównały buldożery. Dziś wznoszą się tam nowe warsztaty, magazyny, biuro, stoją kombajny na ziemniaki. Właściciel, potężnej budowy, siwy pan Henryk Myśliwiec unosi brwi i ręce, mówi: „Boże, pan z Moskwy!… Zapraszam! Ale może jednak po białorusku, bo po polsku mnie trudno”. Prowadzi do stołówki dla swoich pracowników. „Obiadu jeszcze nie ma, ale już są kotlety, może pan do nich herbaty się napije?”. Po upadku kołchozu była tu ruina, ale nastał pan Henryk i jest, jak jest.

Rower — do miniciężarówki, jedziemy do kaplicy Jabłonowskich. Pan Henryk dotychczas o niej nie wiedział, znalazłem ją, porównując mapy. Była to okazała osiemnastowieczna budowla. W czasie wojny użyto jej jako artyleryjskiego punktu obserwacyjnego – rozbiła ją artyleria przeciwna. Dziś w środku rośną gąszcze drzew. Prowadząc rower, idę samodzielnie przez las nad Niemen, tam kąpię się. Panie komandorze Aleksandrze, pan znów tu jest. Podziwiam wielkie przestrzenie pana dzieciństwa.

Odbudowanym i zadbanym jest kościół Świętej Anny w pobliskim miasteczku Łunna. Właśnie stąd letnią polną drogą wracały nad Niemnem panna Marta i panna Justyna Orzelska, dając początek naszej wspólnej nieśmiertelnej klasyce, a czasem – zajeżdżała tu powozem również ich autorka pani Eliza Orzeszkowa. Byłem i fotografowałem tę drogę, rozmawiałem z ostatnią żyjącą nad Niemnem osobą o nazwisku Bohatyrowicz, razem stawialiśmy znicz powstańcom. Jest to wątek dla innego opowiadania.

Julian Bielski

34 odpowiedzi to Morza, potomkowie powstańców i Niemen

  1. józef III mówi:

    Ładna postać ale najbarwniejszym człowiekiem morza z Kresów był kpt. Mamert Stankiewicz – por. książka o Nim : “Znaczy kapitan”

  2. Jurgis mówi:

    Idąc tym przykładem warto aby Kurier Wileński ustanowił stałe miejsce na zbieranie pamiątek rodzinnych od ludzi którzy tu mieszkali, budowali,tworzyli i walczyli.Takie zdjęcia są oryginalne, nie znane,bardzo ciekawe i wartościowe.Część starszego pokolenia chętnie by opublikowała swoje pamiątki lecz czasami brak jest śmiałości, lub nieporadność aby coś napisać.Jeśli Redakcja wzięła by na siebie trud opracowania takich pamiątek to jestem pewien że wiele bezcennych, unikalnych zdjęć lub dowodów pisanych ujrzałoby światło dzienne i ocalało od zapomnienia.

  3. bogdan wiktorczak mówi:

    Dziękuję redakcji i autorowi za żywe słowo pełne romantyzmu i humanizmu o wspaniałych ludziach i ich losach. Jako mały suplement – na bliźniaczym okręcie “Niobe”, krążowniku “Rainbow”, drugim weteranie The Royal Canadian Navy, służył na Pacyfiku przed I wojną światową w stopniu podoficera inny ciekawy Polak, potomek Wielkiej Emigracji, Leonard Stashinsky (Staszyński), malarz i grafik, opisany w latach 60. w nieodżałowanym miesięczniku “Morze”.

    JÓZEF III,
    Tak samo wielką i znakomitą postacią był autor “Znaczy kapitana” i innych wspaniałych książek – kapitan żeglugi wielkiej Karol Olgierd Borchardt, wilniuk.

  4. Agata Bartoszewicz mówi:

    Przeczytałam oba artykuły i dziękuję za nie — tym mocniej, że, raz, moja babcia po kądzieli była z Waścickich, pochodziła z Suwałk, a dwa, że dzięki poszukiwarce na “Waścicki, Waściccy” trafiłam na “Kurier Wileński”, któremu życzę największych sukcesów.
    Uprzejmie proszę Autora pana Juliana Bielskiego o kontakt: będę serdecznie wdzięczna za wszelkie informacje o Waścickich:
    agata.bartoszewicz@hotmail.com

  5. Agata Bartoszewicz mówi:

    józef III, bogdan wiktorczak — dzięki za link i podane nazwiska. Przez pismo z Wilna poznaję ciekawych ludzi morza. Byłabym wdzięczna za informację i/lub linki o twórczości Leonarda Stashinsky’ego, sama nie znalazłam nic.

  6. mozaik mówi:

    Ciekawe.Tylko pytania:jak to na płycie powstańców styczniowych wiszą taśmy nacjonalistów białoruskich- białoruska czarna policja w czasie IIwś nosiła takie opaski na rękawie,mordowała akowców i bynajmniej z tradycjami polskich powstań nie identyfikowała się?Jak tą płytę zamaskowano przed Łukaszką że pozostaje z polskim napisem?Czy”autor z Moskwy” aby na pewno wie że”pan Henryk”jest prywaciarzem,a nie dyrektorem kołchozu,bo w semi-sowieckiej Białorusi z inicjatywą prywatną to”politiczeski nieprawilna”?

  7. józef III mówi:

    Panie “mozaik” – oni, tj. Białorusini uważają Powstanie Styczniowe za własne jako “Paustańnie Kastusia Kalinouskaha”, który rzekomo miał walczyć o suwerenną “Białoruś”. Co do ‘czarnej policji’ itp. kolaborantów – w Polsce ukazała się hagiograficzna monografia tych kolaborantów pod wymownym (?) tytułem : Jerzy Grzybowski [na Białorusi : Jury Hrybouski] „Pogoń między Orłem Białym, Swastyką i Czerwoną Gwiazdą. Białoruski ruch niepodległościowy w latach 1939 – 1956.” Wyd. BELstudio, Warszawa 2011, ss. 907. W/w autor … uwaga : dostał za nią polską habilitację !

  8. józef III mówi:

    cd. ad 7. : płyta o którą Pan pyta to część Pomnika w Bohatyrowiczach nad Niemnem (pod Krzyżem Powstańców)ufundowana przez Radę Pamięci Walk i Męczeństwa

  9. bogdan wiktorczak mówi:

    AGATA BARTOSZEWICZ,
    Faktycznie, nic nie udaje się odnaleźć. Trzeba szukać w rocznikach “Morza”, 1967 lub 1968, w Gdańsku była większa wystawa malarstwa polonijnego, odwiedzałem, sporo marynistyki, więc zainteresowało się “Morze”. Prace Staszyńskiego, może kilkanaście, zwracały uwagę zamaszystością stylu, a były własnością jakiegoś Szweda polskiego pochodzenia, żeglarza. Myślę, że obecnie są w Szwecji.

  10. WDHiZ mówi:

    Zacnemu Autorowi – tak trzymać! Dalszych znakomitych podróży, równie znakomitych opowieści i niezmiennych siedmiu stóp pod kilem. Cz!

  11. mozaik mówi:

    @józef III
    I co, głupia księga?
    A swoją drogą dzisiejsi faszyści niemieccy o ile wiem nie wieszają na polskich grobach plakietek ze swastykami.Białoruscy,znaczy się,wieszają.Czy w Katyniu wieszają dziś sierp z młotem?Ciekawe też jak białoruskie KGB nie skopie polskiego pomnika z 1993 roku i nie zdejmuje faszystowskich taśm.Może identyfikuje się właśnie?

  12. bogdan wiktorczak mówi:

    AGATA BARTOSZEWICZ,
    Leonard Stashinsky, 1885-1952, zaczynał jako marynarz, zmarł jako bankier, w czasie drugiej wojny działacz polskiego funduszu dobroczynnego w Kanadzie. Szerzej o nim w “Morzu” 10/1967, z reprodukcją jego obrazu.

    JÓZEF III,
    Polska aktywnie zaistniała w ostatnim ukraińskim zrywie demokratycznym. Kiedy tam po łokcie siedzą Putin z Gazpromem, dlaczego mielibyśmy przypatrywać? A piana w tego typu zrywach zawsze jest, potem osiada.

  13. regina mówi:

    “…dając początek naszej wspólnej nieśmiertelnej klasyce”. Jeżeli autor artykułu jest rzeczywiście, jak zaznacza, z Moskwy, co uznaje za wspólne? Eliza Orzeszkowa w żaden sposób nie uznawała siebie i nie była częścią kultury rosyjskiej, ani tym bardziej moskiewskiej. Poza tym gratulacje na konto władania językiem polskim oraz treści obu tekstów.

  14. Agata Bartoszewicz mówi:

    bogdan wiktorczak — dziękuję naprawdę bardzo, bo malarstwo marynistyczne nie jest mi akurat obce.

    mozaik — co ty, człowieku, za bzdury wypisujesz. Zwolnij.

  15. Гаўрылевiч mówi:

    Uderza myšlowe ubostwo niektorych dyskutantow. Niewažne o czym artykul, ubostwo nie daje widzieč ciekawych rzeczy, jedyne co wažne to okazja dokopač Bialorusi. Na szczęšcie jest sporo ludzi ktorzy potrafią cenič WSPOLNĄ historię.

  16. józef III mówi:

    Panie Hawrylewicz : problem w tym, że historia “na Białorusi” od sredniowiecza po wiek XIX jest zawłaszczana jednostronnie (podobnie jak historyczne Postaci) wyłacznie do etnosu bialoruskiego)i nie jest to “dokopywanie” ale wskazywanie na prezentyzm. Ostatnio na tych łamach cytowano wypowiedź Min. Obrony Litwy gdzie jednoznacznie stwierdzono o zawłaszczaniu historii (i Postaci) Litwy przez tzw. świadomą historiografię białoruska nota bene bardzo polonofobiczną – przykładów można cytować tysiące ! A to “przemyca” ostatnio ARCHE (to ad niektóre wypowiedzi p. “mozaik’a” :

    http://www.arche.by/by/page/monitoring/17168

  17. taki z Siczy mówi:

    Brawo Zacny Autor! 🙂 Tak trzymać! Mnie bardzo zpodobało sie.

    Brawo “Kurier Wilenski”! Piszy o milosci normalno.Gazety w Warszawie piszją w konteksce depilacii,skandalow aktorok z bankerami i promocii jednopłeciowych małżęstw.

    Panie Bogdan Wiktorczak : Pan mondro zaczał i głupo zkonczył : nie w pięć nie w dżewęć Pan wyjechał z Ukrainą.Żoby take “zrywy” Pan mial najwyżej u stomatołoga.

  18. taki z Siczy mówi:

    JA TAK SOBI MYSLE :
    Rzeczy dzijsno piękne i mondre z wspolnej historii naszych ziemiów od Czarnego do Bałcijskego morza,gdzie żyli razem Polacy, Białorusy, Ukraincy, Litwiny, Żydy,- są dżis pamiątane i ceniane przed wszystkim przez nas,wschodnich sławianów.To widne,Panowie wybacz, chocza b z pozioma i szeroty wiedzy.Bo ja adże wiem jak na jubilej Mickiewicza w Białorusii byli masa-masa obchodow,nowe pomniki,nowe domy-muzeumy,festiwaly. Polska dumno bojkotowala ich,a w polskich mediach tody bylo że Mickiewicz to e-e-e tam, przeciesz tego pół-Żydka tylki Lukaszenko może wykorystować dla zmocninnia swoego ludobujczego antypolskego reżyma.Bardzo typowo.Nie zmieniuje to fakta,że my znamy i kochamy historę i kulturę i ludzi tych ziemiów,które spolczesny Polacy nazywają kresami,znaczno duższej od spolczesnych Polakow.W tym ludzi dla jakich perszym jenzykiem był polski.

    Panie Józef III : z wszystkim szacunkim, gdzie w podanej Panem linci jest o polonofobicznym zawłaszczaniu historii (rozumim że polskiej)?

  19. Czarek mówi:

    Ja chcialbym autorowi podziekowac za tekst zamieszczony w Kurierze .Chodzi mi o to ze ta “nasza gazeta ” jest czasami tak “jednowymiarowa ” ze az nudna .Az tu nagle powiew swierzosci . Niby tez na temat ale odmiennie .
    Wiecej takich artykulow , wiecej autorow widzacych w innych barwach i przedewszystkim wiecej roznorodnosci opini i moze ponownie Kurier stanie sie popularny i czytany .
    Encore P. Julianie .

  20. józef III mówi:

    ad 19. proszę czytać “ze zrozumieniem”.

  21. taki z Siczy mówi:

    ?? Józef III ??
    Co i gdzie trzeba czytać u Pana “ze zrozumieniem”? Artykul w “Arche” maje sie do “jednostronnego zawłaszczania historii” jak piepsz do wiatraka.

  22. Julian Bielski mówi:

    Agata Bartoszewicz, nr 5

    Na Pani adres wiadomości nie dochodzą, pojawia się automatyczna notka, że przesyłka nie może być zrealizowana. Proszę napisać do mnie: julian.bielski@gmail.com . Chętnie odpowiem na Pani pytania.

    * * *

    A skoro tu już wszedłem –

    Józef III, nr 1, i Bogdan Wiktorczak, nr 4

    Tak się składa, że znałem kapitana Karola Olgierda Borchardta osobiście, wielokrotnie bywałem u niego w nieistniejącym już dziś mieszkaniu na Kamiennej Górze w Gdyni. Jeżeli Panowie pamiętają, pierwszy rozdział “Znaczy kapitana” zatytułowny “Tenanga” rozpoczyna się na Bouffałowej Górze w Wilnie – w wieku nastoletnim chodziłem tam oraz po innych wileńskich zakamarkach, kierując się wskazówkami Kapitana i Jego wspomnieniami z lat dzieciństwa. Wciąż czeka na mnie wejście na Wieżę Świętojańską, by stamtąd ujrzeć przedmioty i podmioty stosunków prawnych. W Moskwie fotografowałem Wielki Czernyszowski piereułok dla książki Kapitana “Od czerwonej do białej róży”: w zaułku tym w klinice swego ojca Kapitan się urodził. W smutny majowy dzień 1986 byłem wśród tysięcy żegnających Kapitana na cmentarzu na Witominie. Z tego dnia mam zdjęcia “Daru Pomorza” stojącego prza Nabrzeżu Kościuszki z opuszczoną do połowy banderą. Rok później, w pierwszą rocznicę śmierci Kapitana, uczestniczyłem w audycji trzeciego programu Polskiego Radia o Nim.

    Z kolei w sześćdziesiątą rocznicę zatopienia m/s “Piłsudski” i śmierci kapitana Mamerta Stankiewicza byłem 26 listopada 1999 w Hartlepool, gdzie kapitan Stankiewicz spoczywa, nad Morzem Północnym. Na posterunku ostatniej wachty Znaczy Kapitana legły biało-czerwone róże, zaś znicze na silnym wietrze od morza za nic nie chciały płonąć. Mam stamtąd sporo zdjęć. Telefonicznie rozmawiałem z wnuczką Znaczy Kapitana, mieszka w Danii.

    Do tej samej kohorty i pokolenia wybitnych i nadzwyczajnych ludzi polskiego morza – kresowiaków należy kapitan żeglugi wielkiej Konstanty Maciejewicz, człowiek-legenda, opisany w książkach Kapitana Borchardta a posiadający osobno wydane biografie. Urodził się w Niemirowie na Podolu, spoczywa w Szczecinie. O nim –

    Kapitanowie o siwych włosach
    Z czcią imię Twoje wspominają.
    I wieczorami płyną w mesach
    Opowiadania o Macaju.

    W jednym z licznych artykułów Kaptana Borchardta w “Głosie Wybrzeża” widniał rysunek wykonany Jego ręką przedstawiający schematycznie mapę Wielkiego Księstwa Litewskiego i na niej postacie ludzi morza w miejscach skąd pochodzili.

    *

    Bogdan Wiktorczak, nr 4

    Ze swej strony pozwalam sobie na suplement-uściślenie. Pierwsze dwa okręty Królewskiej Marynarki Kanadyjskiej, utworzonej w 1910 roku, krążowniki pancernopokładowe HMCS Niobe i HMCS Rainbow, nie były bliźniacze. Różniły się istotnie sylwetką, pierwszy miał cztery kominy, drugi dwa, pierwszy był większy, znacznie silniej uzbrojony (16×152 wobec 2×152 i 8×120 na Rainbow) i młodszy o sześć lat. Oba, jak Pan na pewno wie, miały ciekawe służby.

    Wielkie dzięki za wzmiankę o Leonardzie Stashinsky’m, nic nie wiedziałem o nim.

    *

    Józef III, nr 8

    Pomnik czterdziestu powstańców styczniowych znajduje się w odległości około stu metrów od ostatnich zabudowań wsi Miniewicze, będącej prototypem Korczyna w “Nad Niemnem”. Przed lasem mija się kopczyk wskazujący miejsce gdzie stał dom majątku, w którym pani Orzeszkowa napisała większość rozdziałów “Nad Niemnem”. Wieś Bohatyrowicze jest w przeciwległym kierunku, odległa o półtora kilometra. Bezwzględnie a serdecznie zapraszam.

    *

    Regina, nr 14

    Tak się składa, że emocjonalnie, kulturowo i genetycznie poczuwam się w prawie do zabierania głosu i pisania zarówno w imieniu Rosji jak Białorusi. Na Białorusi, tak samo jak w Polsce, utwory pani Orzeszkowej należą do obowiązkowych lektur szkolnych. W Grodnie przy ulicy jej imienia stoi jej pomnik z wyłącznie polskim napisem, tamże mamy jej muzeum z napisami dwujęzycznymi białorusko-polskimi na zewnątrz i wewnątrz, wobec których nikt jakoś nie robi większego ani mniejszego halo. W grodzieńskich szkołach odbywają się konkursy orzeszkowskie – w klasach białoruskich i polskich. Pierwsze tłumaczenia utworów pani Orzeszkowej były na język rosyjski i białoruski.

    A poza tym…

    Poza tym po naszej stronie Niemna i Bugu aż hen daleko, nad Wołgę i dalej, uważamy za coś naturalnego, że Franciszek Skoryna, Janko Kupała, jak również Bułat Okudżawa, autor “Warszawo, wierz mi, kocham cię lekko i czule, po wiek wieków”, czy jego bliski wieloletni przyjaciel Dawid Samojłow należą do naszej wspólnej z Polską spuścizny kulturowej, wielkiej, unikalnej i cennej. Co się tyczy ziemi litewsko-białoruskiej – za Dawidem Samojłowem:

    Здесь жил Мицкевич. Как молитва
    Звучит пленительное: Litwo,
    Ojczyzno moja
    . Словно море
    Накатывается: O Litwo,
    Ojczyzno moja
    .

    Z przekonaniem o tej wspólnocie jest nam tu jakoś dobrze.

    *

    Гаўрылевiч, nr 16

    Tak jest: na szczęście i sporo. Do tego –

    …А вось як не любiць гэта поле, i бор,
    I зялёны садок, i крыклiвую гусь…
    А што часам тут страшна заенча вiхор, –
    Гэта ён, гэта крык, што жыве Беларусь!

    Dla czytelników Kuriera – słowa powyższe należą do najbardziej znanych w poezji białoruskiej, ich autorem jest Janko Kupała, a znaczą dosłownie:

    …Jakże nie kochać tego pola, tego boru,
    I ogródku zielonego, i krzykliwej gęsi…
    A że czasem przeraźliwie zajęczy tu wicher –
    Wszak to on, wszak to krzyk, że niech żyje Białoruś!

  23. Julian Bielski mówi:

    Bogdan Wiktorczak, Agata Bartoszewicz, WDHiZ, Regina, Taki z Siczy, Czarek – szczere dzięki za przychylne słowo. (Taki z Siczy – bezwstydnie wyznaję, że rżałem długo i serdecznie na okoliczność stomatologa).

    Z osobna – Warszawskie Drużyny Harcerskie i Zuchowe, nr 11: Dzięki największe dla Druha czy Druhny. Zaintrygowany jestem po uszki kim Druh lub Druhna jest. Silnych wiatrów i – czuwaj!

    Oraz – Czarek, nr 20: Dzięki serdeczne. Będzie.

  24. józef III mówi:

    ad 22. Panie, link odnosi się do propagowania białoruskiego faszyzmu a nie jakiegoś “zawłaszczania” – o czym w KP kilka dni temu (tekst już zdjeto) pisano na podstawie wypowiedzi Lit. Min. Obrony.
    Proszę czytać ze zrozumieniem a nie na zasadzie domniemania “lackiej chytrości”.

  25. józef III mówi:

    “Julian Bielski” 23. – bywałem tam wielokrotnie jeszcze za życia Tadeusza Bohatyrowicza … piękne czasy ! A, wielki kamień nad brzegiem pamięta Pan ?

  26. Julian Bielski mówi:

    Józef III

    Cieszę się, że Pan tam bywał wiele razy. Dla mnie była to pierwsza wizyta. Przygotowując się do podróży do Czerlony i studiując mapy dostrzegłem bardziej na północ po przeciwnej stronie Niemna nazwy Miniewicze i Bohatyrowicze, których położeniem przed tym nie interesowałem się, a ponieważ kojarzyły mi się jednoznacznie, więc zawędrowałem również tam. Przypadkowo poznaną na polnej drodze osobą była pani Teresa Bohaterowiczowa, mówiąca piękną literacką polszczyzną z nadniememeńską melodyką. Potem pojazywała mi między innymi odbitki z przedwojennej ekranizacji “Nad Niemnem”, kręconej właśnie tam. Dowiedziałem się, że jest ostatnim Bohaterowiczem nad Niemnem, ma tylko córki. Droga na której ją poznałem prowadziła do kaplicy Jana i Cecylii – miejsce to pojawiające się w “Nad Niemnem” okazało się faktycznie istniejącym i to dziś dnia. Pani Teresa miała w domu gości, więc po spacerze musiałem się pożegnać. Ale wstępnie jestem umówiony na wywiad – to znaczy trzeba napisać i przyjechać, poki nie jest za późno.

    W pobliskiej Łunnie, miasteczku, mieszkają równie ciekawe osoby: ksiądz Lucjan Radomski, miejscowy historyk i krajoznawca, jest w bardzo podeszłym wieku, czy Pan go również miał okazję poznać? Oraz nauczyciel języka polskiego pan Stanisław Silwanowicz.

    Wielki kamień nad Niemnem – nie, nawet nie słyszałem o nim. Bohatyrowicze stoją na dość wysokim stromym brzegu, dziś bardzo zarośniętym, schodziłem ku wodzie drewnianymi schodami pod pochylającym się gąszczem. Miniewicze lokują się na łagodnym zboczu, brzeg na dole jest szeroki. Blisko od kopczyka upamiętniającego miejsce majątku pani Orzeszkowej zrobiony jest teren dla pikników oraz kąpielisko. Tak samo nie wiem kim był Tadeusz Bohatyrowicz.

  27. józef III mówi:

    “Julian Bielski” – p. Teresa to własnie żona (wdowa) Tadeusza Bohatyrowicza. Bywałem u Niej w domu wielokrotnie. Obok Jej domku na prawo była ruina domu Strzałkowskich (powieściowa Justyna) a dalej w kierunku Miniewicz znaczące ruiny dworu Kamieńskich. Dworeczek Strzałkowskich zakupił jakieś 15 l. temu emerytowany sowiecki generał i zanim zaczął remont – wyjechał do USA.
    Zachował się zdziczały park i duzy sad jabłkowy. Kamień o jakim piszę jest na plaży niemeńskiej – na lewo od kurhanu Powstańców, dojście od strony Miniewicz w lewo od prawosławnego Krzyża. Od Mogiły Jana i Cecylii (odnowił w swoim czasie miejscowy dyrektor kołchozu – Polak na prośbę zacnego ks. Lucjana, którego też dobrze znałem)- wiodły jeszcze kilka lat temu schody drewniane ku Niemnowi.

  28. Julian Bielski mówi:

    Józef III

    Coś pięknego! Na pewno będę tam znów, bo za pierwszym razem, wyznaję, nie dostrzegłem w Miniewiczach nawet krzyża prawosławnego. Zresztą, na Miniewicze i Bohatyrowicze łącznie z Janem i Cecylią miałem zaledwie kilka godzin, gdyż pedałowanie na składaku z małymi kołami po piaszczystych dróżkach to – można sobie wyobrazić. Drewniane schody o których Pan wspomina istnieją jak najbardziej do dziś. O losach dworu Strzałkowskich, w tym o generale, opowiadał mi pan Silwanowicz, nauczyciel polskiego w Łunnie. O ile wolno zapytać – co przyprowadzało Pana w tamte strony? W moim wypadku była to podróż do odległej o niecałe dwadzieścia kilometrów Czerlony i jednoznaczne skojarzenie nazw Miniewicz i Bohatyrowicz z biografią pani Orzeszkowej.

  29. taki z Siczy mówi:

    Józef III-
    Morski przygody,pienkni ludzi,polski powstańcy z Niemena &… faszyzm??? Po co?

    Pan Julian-
    Pan jest specialist morskej historii? Bardzo cikawo o podolskim Niemirowie i kapitanie Maciejewicze- wyjasuwało się co my z Panem obmowiali po poprzednim artykułe Pana.Tylki mnie zdaje się że w drugim Niemirowie który pod Lwowem jest memorialna deska też jakogoś morskego pisarza czy morskego inżenierza.Kedy tam bedę- przewierzę.

  30. józef III mówi:

    ad. 29 – szanowny Panie, gdybym napisał co, kiedy i ile razy mnie tam (i gdzie indziej na Białorusi) przywiodło, pewnie bym się ujawnił – a nie chcę, pozdrawiam !

  31. Ralchel Naylor mówi:

    Dear Editors and dear Julian,

    I would like sincerely to thank all of you for writing and publishing the two very interesting and generous stories about Cedric Wascicki, Alexander Wascicki and Alfred Gorsky to whom I am respectively a granddaughter, great-granddaughter and great-great-granddaughter.

    I would like to underline that the articles have been the ever first publications dedicated entirely to my dear ancestors who were both accomplished navy officers and descendants of Polish insurgents. I find it really remarkable that their lives have been recollected nowhere else but in Vilnius where the Wascicki branch of our family originates from.

    Being Canadian, I have never been to your part of the world; yet, through our family’s stories, I feel linked to it. With your publications, my connection to Poland and Lithuania has been strongly reaffirmed.

    Let me wish you and Kurier Wilenski every success.

    Yours most sincerely,

    Rachel Naylor

    – + –

    Chers rédacteurs et cher Julian,

    Je voudrais sincèrement vous remercier pour l’écriture et la publication des deux histoires très intéressantes et généreux sur Cedric Wascicki, Alexander Wascicki et Alfred Gorsky à qui je suis, respectivement, une petite-fille, arrière petite-fille et arrière-grande-petite-fille.

    Je tiens à souligner que les articles ont été les premières publications jamais entièrement dédiés à mes chers ancêtres, qui étaient à la fois des officiers de la Marine accomplis et les descendants des insurgés polonais. Je trouve vraiment remarquable que leur vie ait été recueillie nulle part ailleurs que dans Vilnius, où la branche Wascicki de notre famille est originaire.

    Etant Canadienne, je n’ai jamais voyagé dans votre partie du monde; cependant, à travers les récits de notre famille, je me sens liée à elle. Avec vos publications, mon attache à la Pologne et la Lituanie a été fortement réaffirmée.

    Je vous souhaite, à vous ainsi qu’à le Kurier Wilenski, un grand succès.

    Je vous prie d’agréer mes sincères et respectueuses salutations,
    Rachel Naylor

  32. monstrum mówi:

    Na wszelki wypadek tłumaczenie powyższego wpisu, nr 32:

    Szanowna Redakcjo i szanowny Julianie.

    Pragnę szczerze podziękować za napisanie i wydrukowanie dwóch ciekawych i wzruszających opowieści o Cedryku Waścickim, Aleksandrze Waścickim i Alfredzie Górskim, dla których jestem odpowiednio wnuczką, prawnuczką i praprawnuczką.

    Pragnę zaznaczyć, że dwa artykuły stały się pierwszymi publikacjami poświęconymi w całości moim zacnym przodkom – znakomitym marynarzom i potomkom powstańców polskich. Uważam za rzecz wspaniałą, że ich losy zostały przypomniane nie gdzie indziej tylko w Wilnie skąd w naszej rodzinie pochodzi gałąź Waścickich.

    Jestem Kanadyjką i nigdy nie byłam w waszej części świata, niemniej jestem przywiązana do niej drogą rodzinnych przekazów. Dzięki waszym publikacjom mój związek z Polską i Litwą został istotnie wzmocniony.

    Życzę “Kurierowi Wileńskiemu” wszelkich sukcesów.

    Z wyrazami szczerego szacunku,

    Rachel Naylor

  33. Julian Bielski mówi:

    In reply to #32:

    Dear Rachel,

    Thank you ever so much on behalf of all of as for you kind words. It is really great that something nice can be done.

    J u l i a n

Leave a Reply

Your email address will not be published.