0
„Bezpiecznik” prawny dla litewskiej ziemi

Nowe zapisy w Ustawie o Sprzedaży Ziemi o Przeznaczeniu Rolnym mają zapobiec skupianiu olbrzymich połaci ziemi w jednym ręku Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62929

Nowe zapisy w Ustawie o Sprzedaży Ziemi o Przeznaczeniu Rolnym mają zapobiec skupianiu olbrzymich połaci ziemi w jednym ręku Fot. Marian Paluszkiewicz

W trybie sprzedaży ziemi rolnej na Litwie zaszły zmiany. Od 1 stycznia nie można kupić więcej niż 500 ha ziemi.
Jeszcze w lipcu 2013 r. Sejm RL przyjął poprawki do Tymczasowej Ustawy o Kupnie Ziemi o Przeznaczeniu Rolnym, które wprowadziły ograniczenia na powierzchnię kupowanej ziemi do 500 ha.

Od 1 stycznia 2014 r. potencjalny kupiec ziemi rolnej musi wypełnić specjalną deklarację, potwierdzającą, że powierzchnia posiadanej ziemi nie przekroczy wymaganej maksymalnej powierzchni 500 ha. Będzie musiał też ujawnić pochodzenie pieniędzy, za które będzie kupowana ziemia.

Potrzebę wprowadzenia zmian w trybie sprzedaży ziemi o przeznaczeniu rolnym Ministerstwo Rolnictwa motywuje tym, że dotychczasowa postać przepisów dopuszczała znaczną liczbę nadużyć i oszukańczych umów. Przykładowo właściciel 500 ha mógł jakoby wypożyczyć środki na kupno ziemi dla „postronnego” kupca, zaś po jakimś czasie takie spółki były reorganizowane przez połączenie.

Luki w ustawodawstwie otwierały furtki zarówno dla kapitału zagranicznego, a co za tym idzie — sprzedaży ziemi dla obcokrajowców, jak i dla wielkich rodzimych przedsiębiorców, którzy skupiali w swym ręku ogromne połacie ziemi bynajmniej nie pod uprawę roli, lecz w celu zyskownej odsprzedaży.

Według danych Ministerstwa Rolnictwa, w kraju istnieje ponad 30 grup przedsiębiorczych, które zarządzają średnio po ponad 1,5 tys. ha ziemi; jedna z grup nabyła nawet 13 tys. ha (!) ziemi, w tym większa jej część — 11,5 tys. ha — była nabyta w stosunkowo krótkim czasie. Nowa postać ustawy ma zapobiegać podobnym działaniom.

Jak poinformowała „Kurier Wileński” rzeczniczka prasowa Ministerstwa Rolnictwa Ramunė Visockytė, zakaz nabywania połaci ziemi o przeznaczeniu rolnym o powierzchni ponad 500 ha obowiązywał także przed 1 stycznia 2014 roku, ale dotychczas „nikt nie zabraniał tej samej osobie poprzez inne osoby prawne nabywać dodatkowo po kolejne 500 ha. W ten sposób w jednych ręcach skupiały się obszary ziemi większe, aniżeli zezwalała na to ustawowo regulacja prawna. Problem polega na tym, że w takim skupywaniu ziemi może być wykorzystany kapitał zagraniczny, co oznacza, że w istocie ziemię kupują obcokrajowcy. Poza tym możliwe, że przez osoby powiązane ziemia staje się przedmiotem spekulowania, a nie kupuje się jej po to, by pracować na roli”.

By w trakcie kupowania ziemi zapobiec nadużyciom i przekrętom, do ustawy zostały wprowadzone dodatkowe pojęcia. Między innymi, pojawia się tu pojęcie osób powiązanych. Za takie osoby uważa się współmałżonków, rodziców, rodziców przybranych, dzieci, osoby bezpośrednio lub pośrednio mające większość głosów w innym podmiocie prawnym, osoby bezpośrednio lub pośrednio wywierające znaczący wpływ na inny podmiot prawny, przez tę samą osobę(-y) założone inne podmioty prawne.

Pojęcie „osób powiązanych” zostało wprowadzone celowo. Jak wytłumaczyła Ramunė Visockytė, podpisując deklarację kupna ziemi o przeznaczeniu rolnym kupiec „potwierdza, że powierzchnia ziemi o przeznaczeniu rolnym jego i z nim powiązanych osób nie przekroczy maksymalnej dopuszczalnej wielkości 500 ha”. Ten zapis ma posłużyć jako bezpiecznik przeciwko przekrętom przy kupnie ziemi przez podstawione osoby. Ważne jest w tym wypadku także wskazywanie źródeł pochodzenia środków, za które kupowana jest ziemia (w przypadku, jeżeli suma zawieranej umowy przekracza 15 tys. euro według Ustawy o Prewencji Prania Pieniędzy i Finansowania Terrorystów).

owe zapisy dotyczą tylko ziemi o przeznaczeniu rolnym Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62930

owe zapisy dotyczą tylko ziemi o przeznaczeniu rolnym Fot. Marian Paluszkiewicz

Poprawki określają też pierwszeństwo do kupna ziemi: w pierwszej kolejności są to współwłaściciele ziemi, następnie — użytkownicy, dalej — właściciele sąsiedniej działki. Prawo pierwszeństwa dotyczy osób, które są rolnikami z zarejestrowanym gospodarstwem lub z wykształceniem rolniczym; dotyczy także tych podmiotów prawnych, których dochody z prowadzonej działalności gospodarczej wynoszą więcej niż 50 proc.

Istotnym wymaganiem będzie to, że osoba wypełniająca deklarację musi ją także własnoręcznie podpisać, tak by można było ją łatwo zidentyfikować.
„Inne zarzuty stawiane nierzadko w środkach masowego przekazu (że np. deklarację należy wypełnić tylko od ręki) są bezpodstawne — twierdzi Ramunė Visockytė. — Wspomniane wymaganie nie zostało zatwierdzone. Notariusze będą mieli w tym wypadku jedyne wymaganie — muszą zapewnić, by wspomniana deklaracja kupca ziemi o przeznaczeniu rolnym została przedstawiona”.

Jaka jest istota wprowadzanych zmian?
„Są to środki zapobiegawcze przeciwko skupianiu wielkich obszarów ziemi w jednym ręku, przeciwko zniekształcaniu rynku i wstrzymywaniu konkurencji” — odpowiada Ramunė Visockytė.

Głównym zarzutem przeciwników tych zmian jest to, że obecnie na Litwie działa około 250 osób fizycznych lub prawnych, uprawiających ziemię o powierzchni ponad 500 ha. Według opozycji, właśnie wielkie gospodarstwa w wiejskich miejscowościach stwarzają najwięcej miejsc pracy oraz wytwarzają więcej produkcji niż drobni gospodarze — jakoby spółki rolnicze, posiadające ponad 500 ha ziemi stanowią zaledwie 13 proc. uprawianej na Litwie ziemi, ale wytwarzają ponad 40 proc. całej produkcji rolnej.

Czy właściciele wielkich działek ziemi uprawnej powyżej 500 ha będą musieli obecnie pozbyć się nadwyżek ziemi?
Na to pytanie rzeczniczka prasowa Ministerstwa Rolnictwa Ramunė Visockytė odpowiada krótko: „Nie”.

Zdaniem kierownika działu rolnego samorządu rejonu solecznickiego Stanisława Lebedisa, znowelizowana ustawa ma sens.
— Praktycznie na Litwie w ostatnim czasie tworzone były latyfundia — twierdzi Stanislavas Lebedis. — Osobiście uważam, że w naszym kraju muszą przeważać gospodarstwa rodzinne, wielkości około 300 ha — jest to normalna optymalna wielkość.

Jak mówi, być może w większych gospodarstwach jest wydajniej wykorzystywana technika, ale największe perspektywy na Litwie ma nieduże gospodarstwo rodzinne, uprawa roli prowadzona na ziemi ojców.

— Takie gospodarstwa są najmocniejsze ekonomicznie, nie bankrutują. Pracuje w nich cała rodzina, są osiągane najlepsze wyniki. Zaś robotnik najemny, nawet w Europie, nie jest zbyt popularny. Z czasem najemników na wsi znaleźć będzie coraz trudniej. Poza tym ich praca nie jest zbyt wydajna — zaznacza Stanislavas Lebedis.

Obecnie nasze pola wyglądają o wiele lepiej niż w czasach kołchozów Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62931

Obecnie nasze pola wyglądają o wiele lepiej niż w czasach kołchozów Fot. Marian Paluszkiewicz

Swe przemyślenia argumentuje przykładem gospodarstw rolnych w rejonie solecznickim. Owszem, tu też są gospodarstwa rolne o powierzchni tysiąca, a nawet powyżej tysiąca hektarów. Największe gospodarstwo sięga nawet 1,5 tys. ha — w większości są to ziemie brane w arendę. Pracuje tam około 40 osób, co z jednej strony jest dobrze, gdyż zostały stworzone miejsca pracy. Z innej strony — duże gospodarstwa są przeszkodą dla miejscowej ludności, która chciałaby również zająć się prowadzeniem własnego gospodarstwa rolnego. Duże gospodarstwa są bardziej konkurencyjne, mogą pozwolić na wynajmowanie siły roboczej, zaś tym małym trudniej jest konkurować — w większości przypadków nie stać je na zatrudnienie robotników najemnych, trudniej nabyć nowoczesny sprzęt techniczny.

— W naszym rejonie przeważają gospodarstwa o powierzchni do 200 ha — najbardziej efektywnie wykorzystują one współczesny wydajny sprzęt rolniczy, który jest niezbędny dla gospodarstwa o takiej wielkości. Jest możliwość zatrudnienia całej rodziny. Jeżeli dodatkowo takie gospodarstwo zajmuje się hodowlą zwierząt, to całkiem nieźle trzyma się także ekonomicznie — mówi Stanisław Lebedis.

— Widziała pani na wiosnę pola w rejonie solecznickim? Praktycznie nie zostało u nas już nieużytków. Cała powierzchnia ziemi rolnej jest uprawna — nawet te opuszczone nadziały, które porastały sośniakiem, zostały uporządkowane i zamienione na pola orne. Rolnicy naszego rejonu co roku nabywają około 40 nowych traktorów, produkowanych w Europie Zachodniej — czyli opłaca się im gospodarzenie. Nie znam ani jednego rolnika w naszym rejonie, który by zbankrutował. Nasi ludzie są ostrożni, nie biorą pochopnie kredytów, powoli, ale tworzą swe gospodarstwa. Ziemia jest przez nich w większości brana w arendę, własnej posiadają niedużo. W rejonie teraz jest około 90 bardzo mocnych ekonomicznie gospodarstw. Ogólnie mamy 1 200 gospodarzy rolnych. Obecnie nasze pola wyglądają o wiele lepiej niż w czasach kołchozów – cieszy się Stanisław Lebedis.

Co jest ważne, 118 gospodarstw stosuje uprawy ekologiczne na powierzchni ogólnej 6 tys. ha. Ten, kto zaczął uprawiać ekologiczne gospodarstwa wcześniej, umocnił się szybciej, gdyż pierwsze wypłaty na produkcję ekologiczną były podwójnie większe. Te gospodarstwa zdobyły też rynek zbytu na swą produkcję. Ci, co rozpoczynają uprawy ekologiczne teraz, też się nie skarżą, gdyż jest to dobra produkcja, ciesząca się popytem. Jest droższa, są kompensowane nieotrzymane prognozowane dochody, gdyż w uprawach nie są stosowane technologie intensywne — czyli nawozy, pestycydy, środki ochrony roślin.

Jak mówi Stanislavas Lebedis, średnia wieku rolników w rejonie solecznickim jeszcze przed 8 laty była 56 lat, teraz to już 46 lat. Cieszy to, że młodzież przejmuje gospodarstwa rolne i widzi w uprawie rolnictwa perspektywę.

W rejonie solecznickim praktycznie nie zostało już nieużytków Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62932

W rejonie solecznickim praktycznie nie zostało już nieużytków Fot. Marian Paluszkiewicz

— Uważam, że 500 ha ziemi to wielkość optymalna — mówi rolnik z Ejszyszek Grzegorz Zuzo, gospodarzący na prawie 200 ha własnej ziemi i arendujący jeszcze 300 ha w starostwie butrymańskim – tego wystarczy, zwłaszcza w naszych warunkach.

Grzegorz Zuzo poza uprawą roli zajmuje się też hodowlą krów – mięsnych oraz mlecznych. Paszę hoduje na własnej ziemi – robi kiszonki z kukurydzy. Mleko idzie do skupu, do spółki. Mięso zabiera spółka „Utenos mėsa”.
— Z takiej ilości ziemi swoją gospodarkę można utrzymać — mówi rolnik. — Dużo pracy przy tym i dużo nerwów. Brak ludzi do pomocy, którzy chcieliby pracować. Bezrobotni dostają zasiłki od państwa i nie są zainteresowani, żeby pieniądze zarobić pracą.

Jest agronomem z wykształcenia po Akademii Rolniczej w Kownie, którą ukończył przed 20 laty. Od razu znalazł zajęcie na roli.
— Na szczęście nie musiałem pracować w kołchozie – śmieje się Grzegorz Zuzo.

Aktualnym tematem dla rolników pozostaje sprawa referendum o sprzedaży ziemi dla obcokrajowców, może nawet nie tyle na Wileńszczyźnie, ale w skali całej Litwy. Pytania stawiane w referendum są sprzeczne z założeniami umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Wydaje się ono być cokolwiek spóźnione.
— Ziemia musi należeć do jej prawowitych właścicieli – mówi Grzegorz Zuzo. — Co to będzie, jak ktoś przyjdzie i nam ją zabierze? Przestaniemy być gospodarzami. Nie będzie własnej ziemi — nie będzie państwa.

Leave a Reply

Your email address will not be published.