0
Białoruska gospodarka straszy

Litewscy biznesmeni wcześniej chętnie inwestujący na Białorusi dziś zastanawiają się, jak stamtąd wycofać się niewiele tracąc Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62926

Litewscy biznesmeni wcześniej chętnie inwestujący na Białorusi dziś zastanawiają się, jak stamtąd wycofać się niewiele tracąc Fot. Marian Paluszkiewicz

Do niedawna postrzegana przez litewskich przedsiębiorców jako ekonomiczne eldorado białoruska gospodarka dziś zaczyna ich niepokoić.

Rosną ceny i zadłużenia, a ekonomiści straszą kolejną dewaluacją białoruskiego rubla. I choć ostatnia rosyjska pożyczka — 2 mld USD — może odroczyć przewidywane kłopoty, ale bynajmniej im nie zapobiegnie.
Zdaniem litewskich ekonomistów, problem białoruskiej gospodarki polega na tym, że jest ona mocno powiązana z gospodarką rosyjską, a wcześniej otrzymywane kredyty — również z Rosji i Międzynarodowego Funduszu Walutowego — szły na realizację polityki socjalnej prezydenta Alaksandra Łukaszenki, czyli trywialnie mówiąc — były przejadane.

I choć po uzyskaniu od rosyjskiego prezydenta Władimira Putina zapewnienia kolejnej pożyczki Łukaszenka obiecał mu, że tym razem „pieniądze nie zostaną przejedzone”, to ekspertom trudno w to uwierzyć. Ich zdaniem, rosnące ceny na prąd, paliwo, gaz a także na chleb i inne artykuły spożywcze mogą fermentować niezadowolenie społeczne, które przez tamtejszą władzę tradycyjnie jest neutralizowane wzrostem emerytur i płac w sektorze państwowym, a ten wciąż jest dominującym na Białorusi.

A tymczasem Nowy Rok Białorusini powitali z nowymi cenami za prąd, paliwo, gaz, ogrzewanie, alkohol i papierosy. Jest to pierwsza podwyżka w tym roku, ale kolejna z rzędu w okresie rok do roku. Pod koniec ubiegłego roku wzrosły ceny na bilety komunikacji miejskiej i podmiejskiej, dwukrotnie – od sierpnia do grudnia – drożał chleb. Wzrosła też o 30 proc. tak zwana „kwota bazowa”, od której zależy wysokość naliczanych mandatów i opłat skarbowych, np. urzędu stanu cywilnego, czy urzędu paszportowego.

Zdaniem ekspertów, wzrost cen pokazuje spadek wartości białoruskiej waluty i może prowadzić do kolejnej jej dewaluacji. W ciągu ostatnich kilku lat białoruskie władze już czterokrotnie obniżały wartość rubla. Tym razem oczekuje się, że spadek nastąpi o 10-30 pkt procentowych.
Mieszkańcy Białorusi, nauczeni poprzednimi dewaluacjami, ostrożnie obchodzą się z rodzimą walutą i, wydaje się, swoje oszczędności wolą trzymać w walutach obcych. O czym świadczy fakt, że do połowy ubiegłego roku w bankach malała liczba wkładów rublowych. Sytuację nieco uratowało podwyższenie aż do 50 proc. oprocentowania wkładów rublowych.

Zdaniem ekspertów, obecna sytuacja jest pokłosiem, a raczej echem najpoważniejszego kryzysu finansowego w 2011 r., jaki Białoruś przeżywała od dojścia do władzy Alaksandra Łukaszenki w 1994 roku. Inflacja wzrosła ponad 100 proc., co zmusiło władze do przeprowadzenia dewaluacji, która obniżyła kurs rubla o 187,3 proc. w skali roku. Mimo to, już w roku następnym inflacja wzrosła o kolejne 21,8 proc. a w 2013 roku — według obietnic władz — inflacja ma wynosić około 12 proc.
Eksperci jednak zauważają, że sytuacja gospodarcza na Białorusi będzie rozwijała się nie według założeń tamtejszych władz, lecz będzie zależała od sytuacji gospodarczej Rosji. A ta przeżywa nie najlepszy okres, bo według wstępnych danych, ubiegły rok rosyjska gospodarka rosła najwyżej o 2 pkt procentowe, co w przypadku Rosji oznaczałoby stagnację. A kolejne prognozy na ten rok i następne lata dla Rosji są niepocieszające. Zdaniem wielu światowych ekspertów, Rosja stoi w obliczu kryzysu, który boleśnie odbije się na gospodarkach krajów satelitarnych, a zwłaszcza na białoruskiej.
Słabnący rubel, widmo jego dewaluacji oraz rosnące zadłużenie kontrahentów jest dziś podstawowym niepokojem litewskich przedsiębiorców, którzy w ostatnich latach przenosili swoją działalność z kraju na Białoruś.

Jak podają litewskie media, zaczynają oni zastanawiać się o powrocie na Litwę albo o przeniesienie działalności do innych krajów. Co gorsza, każde rozwiązanie jest nie najlepsze, bo litewscy przedsiębiorcy stają się zakładnikami zadłużeń, jakie mają białoruscy kontrahenci wobec litewskich firm, czy też ograniczeń na wyprowadzenia z Białorusi zysków, zwłaszcza w walucie obcej. A chodzi tu o horrendalne kwoty, bo tylko zadłużenie wobec litewskich firm budowlanych wynosi 1,2 mld euro, czyli prawie tyle co Białoruś ostatnio otrzymała w kredycie od Rosji. Oznacza to, że litewski biznes również kredytuje tamtejszą gospodarkę, a w przypadku dewaluacji białoruskiego rubla przedsiębiorcy z Litwy są narażeni na ogromne straty.

Leave a Reply

Your email address will not be published.