5
Nowe atomowe plany rządu

Litewski rząd chce jeszcze w tym półroczu podjąć ostateczną decyzję ws. budowy nowej elektrowni atomowej Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62936

Litewski rząd chce jeszcze w tym półroczu podjąć ostateczną decyzję ws. budowy nowej elektrowni atomowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Temat budowy nowej elektrowni atomowej po nowym roku powrócił do terminarza tegorocznych prac rządowych.
W tym tygodniu odbyło się posiedzenie specjalnej komisji rządowej ds. budowy elektrowni atomowej, po którym premier Algirdas Butkevičius oświadczył, że na Litwie „jest wola polityczna, żeby elektrownię zbudować”.

Z kolei minister energetyki Jarosław Niewierowicz powiedział mediom, że decyzja ws. budowy zapadnie jeszcze w tym półroczu. Czyli możliwe, że po Wielkanocy. I wydaje się, że będą to kolejne Święta Wielkanocne, po których decyzja ma zapaść.

W marcu 2013 roku minister Niewierowicz również obiecał, że decyzję ws. projektu nowej elektrowni zapadnie po Wielkanocy. Wtedy nie zapadła. Czy zapadnie w tym roku? Odpowiedzi na to pytanie wydaje się, nie wie nawet premier Butkevičius, bo okazało się, że oprócz woli politycznej do zbudowania elektrowni atomowej potrzeba jeszcze wiele innych rzeczy.
Przede wszystkim porozumienia z partnerami regionalnymi Łotwą i Estonią, około 7 mld litów własnych środków inwestycyjnych, przyzwolenia społecznego i – jak się okazało ­– koniecznie trzeba mieć drugie łącze energetyczne z Polską.

Z tego, na razie, niczego nie ma. Pytanie, czy uda się naszemu rządowi załatwić wszystkie te sprawy do Wielkanocy pozostaje retorycznym. Zwłaszcza mając na względzie nie tylko ubiegłoroczną zapowiedź ministra Niewierowicza, ale też lata wcześniejszych dyskusji ws. budowy elektrowni atomowej, które przerwał wynik referendum z 2012 roku. Około 63 proc. uczestniczących w referendum opowiedziało się wtedy przeciwko budowie elektrowni. Premier Algirdas Butkevičius, który wtedy jeszcze nie był premierem, a dopiero tworzył nowy rząd po wyborach 2012 roku, zapowiedział, że jego ekipa uszanuje wyniki głosowania referendalnego, aczkolwiek miało ono tylko moc doradczą i nie obligowało władze do spełnienia postanowienia.

Po posiedzeniu komisji ds. budowy elektrowni, na której przedstawiono ocenę szwedzkich ekspertów mówiącą, że powstanie nowej elektrowni na Litwie jest ekonomicznie uzasadnione, premier Butkevičius optymistycznie zapowiedział, że już w lutym, na planowanym posiedzeniu Rady Premierów krajów bałtyckich, podejmą oni decyzję polityczną ws. nowej elektrowni.
— W lutym, na posiedzeniu Rady Premierów, przedstawimy w kontekście elektrowni atomowej pewną wizję utworzenia wspólnego rynku energii krajów bałtyckich. Będziemy też rozmawiali o wdrożeniu systemu synchronizacyjnego łączącego sieci energetyczne krajów bałtyckich z zachodnimi. W trzeciej części rozmów będzie kwestia elektrowni atomowej, bo na razie nie mamy odpowiedzi od naszych partnerów – mówił premier w czwartek w wywiadzie dla radia „Žinių radijas”.

Jarosław Niewierowicz Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62937

Jarosław Niewierowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Wydaje się jednak, że bałtyccy partnerzy od swoich litewskich kolegów oczekują nie tylko wyjaśnień energetycznych i uzasadnień ekonomicznych projektu elektrowni w Wisagini, ale też rozwiązania krępującego projekt werdyktu społecznego z referendum 2012 roku.
Stanowisko w tej sprawie Estonia i Łotwa wyraziły jeszcze w październiku ubiegłego roku, kiedy premier Butkevičius zapowiedział, że Litwa zorganizuje nowe referendum ws. budowy elektrowni atomowej. Rząd Estonii oświadczył wtedy, że pochwala tę inicjatywę, bo Litwa musi najpierw sama zdecydować — czy chce nowej elektrowni atomowej, czy jej nie chce.
Z kolei ówczesny premier Łotwy Valdis Dombrovskis zaznaczył, że dla jego kraju nie będzie łatwo inwestować w projekt, który nie ma poparcia litewskiego społeczeństwa.

Algirdas butkevičius Fot. Marian Paluszkiewicz
image-62938

Algirdas butkevičius Fot. Marian Paluszkiewicz

Dzisiaj premier Butkevičius już nie mówi o potrzebie nowego referendum, tylko o woli politycznej. Jednak po wcześniejszych oświadczeniach rządów Estonii i Łotwy trudno spodziewać się, że podczas posiedzenia w lutym Rady Premierów krajów bałtyckich, Butkevičiusowi uda się uniknąć pytania: „Co z referendum?”.
Sprawę jednak komplikuje nie tylko niechętna atomówce litewska opinia społeczna, ale też wciąż niejasność ws. udziału Polski w projekcie w Wisagini.

Polski element w tym projekcie wydaje się, jest kluczowym i nie tylko (nie tyle) ze względu na podział kosztów inwestycyjnych, lecz wobec potrzeby zbudowania drugiej linii obok powstającej pierwszego łącza energetycznego LitPolLink.

Pierwsza linia, według założeń projektu, ma być zbudowana do 2015 roku. Z wywodów ekspertów wynikło jednak, że dla synchronizacji systemów energetycznych krajów bałtyckich po zbudowaniu nowej elektrowni atomowej na Litwie konieczna jest nowa linia między Litwą a Polską, bo przepustowość obecnie budowanej jest za mała, żeby zabezpieczyć dostawy do krajów bałtyckich w przypadku potrzeby wstrzymania pracy elektrowni w Wisagini. Uzgodnienia z Polską projektu LitPolLink2 przed podjęciem ostatecznej decyzji ws. nowej elektrowni wydaje się, jest koniecznym. Czy litewski rząd zdąży więc z tym do Wielkanocy albo chociażby do Zielonych Świątek?

5 odpowiedzi to Nowe atomowe plany rządu

  1. Bronisław mówi:

    Co to za Państwo które nie spełnia woli swego narodu? Przecież był referendum gdzie większość narodu powiedziało NIE budowie atomowej elektrowni. Gdzie prawo, gdzie konstytucja?

  2. Astoria mówi:

    Stary upiór wraca i straszy. Jest bardziej prawdopodobne, że Litwa zmieni język państwowy z litewskiego na polski, niż zbuduje elektrownię atomowę. Nikt z kroplą oleju w głowie tego nonsensu finansowego Litwie nie sfinansuje. A jeśli Litwa go sama sfinansuje, to się zmieni w Grecję i poprosi z konieczności Polskę o odrestaurowanie Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

    Pokładałem spore nadzieje w Niewierowiczu, jako ekspercie od energetyki i człowieku spoza maszyny AWPL, a więc człowieku niezależnym. Niestety od czasu objęcia fotela ministra Niewierowicz okazał się całkowicie zależny od nic nie robiącego premiera. Działa na zasadzie papugi powtarzającej to, co plecie premier. Niewierowicz nie przedstawił żadnej wizji strategicznej rozwoju energetyki na Litwie, żadnej nie realizuje i wspólnie z Cytacką zajmują się powoływaniem kolejnych komisji, których celem jest odraczanie podejmowania decyzji do czasu powoływania kolejnych komisji. Przykro to powiedzieć, ale najwyższy rangą Polak w rządzie stał się pudlem Butkevičiusa i całkiem mu z tym dobrze.

    Reszta polskich koalicjantów w rządzie to też pudle Butkevičiusa. Tyle że, w odróżnieniu od Niewierowicza, pudle AWPL po roku merdania ogonami zaczęły ostatnio poszczekiwać.

  3. Ryś mówi:

    Tutaj można przyznać dużo racji astorii.Niewierowicz zamiast wysługiwać się jako pudel Butkiewicza,wziąłby się do roboty i realizował by program AWPL z ramienia tej partii co był mianowany na te stanowisko.

  4. wszystko jasne mówi:

    Wszystko jasne w temacie. Niewierowicz pracuje wolno jak cały gabinet Butkevičiusa. Tylko w mediach ministra było pełno i ciągle promował swoją osobę. Teraz trochę to ucichło, bo mizeria jego “dokonań” jest aż bolesna.
    Niewierowicz to ulubieniec litewskich mediów i polityków, którzy chwalą go, mimo że dotąd kompletnie niczego nie dokonał. On sam nie realizuje programu AWPL, tylko kroczy linią konserwatystów i Grybauskaitė. A w rządzie jest takim samym nierobem i lawirantem jak premier Butkevičius.
    Skoro nawet wcześniej “oczarowany” Niewierowiczem Astoria teraz go krytykuje to znaczy, że ten minister jest naprawdę fatalny.

  5. Jan mówi:

    Astoria: Myslisz ze samodzielnie myslacy człowiek z wlasna opcja rozwoju energetyki znalazłby się w Sejmie?
    Jeszcze co do LitPolLink 2.Marzenie scietej glowy,bo sa problemy z pierwszym polaczeniem poprzez skierowanie sprawy do sadu i min.ochrony środowiska.Mieszkancy gminy w pow.Elckim nie chcą linii wysokiego napięcia nad dachami swych domow a wykonawca nie chce przesunąć slupow o 400m.Kolejna sprawa to zaskarżenie przez czesc mieszkancow miasta Elk o rozszerzenie granicy miasta.Zwiekszenie pow.miasta było podyktowane tym,aby w jego obrebie postawić rozdzielnie i transformatory z tego “polsko-litewskiego” projektu.Nowo wcieleni znaleźli jakiś kruczek prawny ze burmistrz i radni zrobili to wbrew przepisom o ochronie środowiska.Ludzie z racji zostania “miastowymi” nie chcą placic wyższego podatku gruntowego ani innych dodatkowych oplat.
    Przynajmniej do końca listopada 2013r.sprawa była tam zawieszona w próżni.

Leave a Reply

Your email address will not be published.