1
Siarczyste styczniowe mrozy nie wszystkim straszne

Najtrudniej dozorcom bywa nie podczas mroźnej, a podczas śnieżnej zimy  Fot. Marian Paluszkiewicz
image-63154

Najtrudniej dozorcom bywa nie podczas mroźnej, a podczas śnieżnej zimy Fot. Marian Paluszkiewicz

Wczesny styczniowy ranek, minus 20 stopni Celsjusza. Mróz szczypie w policzki, ledwo zdążysz wyjść z domu. Marzysz o chwili, gdy dotrzesz do pracy, bo tam znowu będzie ciepło. Po drodze spostrzegasz dozorcę, uzbrojonego w szuflę, miotłę i wiadro z piaskiem ― mężczyzna żwawo zajmuje się sprzątaniem chodnika.

A jak się mają ci, których praca jest bezpośrednio związana z przebywaniem na zewnątrz?

Mindaugas Strigockis, zastępca dyrektora wileńskiej spółki komunalnej „Naujamiesčio būstas” twierdzi, że tegoroczna zimowa pogoda jest dosyć przychylna dla pracowników sektora sprzątania.
― W ciągu ostatnich tygodni mrozy rzeczywiście dawały się we znaki. Jednak było bardzo mało opadów, więc pracy dla dozorców także było niewiele. Najtrudniej bywa nie podczas mroźnej, a podczas śnieżnej zimy. Ledwo zdążą posprzątać swój obszar, jak już muszą to robić na nowo, bo śniegu napadało ― powiedział w rozmowie z „Kurierem” Mindaugas Strigockis.
Dodał też, że spółka zatrudnia swoich pracowników na terenach, które są blisko ich miejsca zamieszkania. To ma znacznie ułatwić dozorcom pełnienie ich obowiązków.

― Podczas pracy w czasie mrozów ludzie mogą robić przerwy i pójść do domu, aby rozgrzać się, napić gorącej herbaty. Zaopatrujemy też pracowników w dodatkowe rękawice i ciepłe obuwie ― mówił Strigockis. ― Także pozwalamy później zaczynać dzień pracy i wcześniej go zakończyć. Dozorcy przebywają więc na dworze około 5 godzin.
Jak mówi, pracownicy zwykle nawet cieszą się z powodu mroźnej pogody, bo to znaczy, że będą mieli więcej wolnego czasu.
Tymczasem Państwowa Inspekcja Pracy przypomina, że o bezpieczeństwo pracowników mają dbać pracodawcy poprzez utworzenie odpowiednich warunków zarówno w pomieszczeniach jak też na zewnątrz. Według zasad, osoba pracująca w nieogrzewanych pomieszczeniach lub na dworze co półtorej godziny ma prawo na co najmniej 10-minutowy odpoczynek. Pracodawca powinien też zaopatrzyć pracownika w specjalne ubranie. Jeżeli zaś pogoda stanowi zagrożenie dla zdrowia pracownika, prace powinny być odwołane.

Nie brakuje jednak takich ludzi, dla których przebywanie na mrozie jest związane nie z pracą, a z… przyjemnością!
― Nasze mrozy są śmieszne w porównaniu do tych, które występują np. w krajach skandynawskich. Osobiście wolę chłodny klimat, a nie gorący. Mrozy znoszę lepiej niż upały. Lubię zimę i należę do tych ludzi, którzy zupełnie nie przejmowali się faktem, że ubiegłoroczny śnieg stopniał dopiero w kwietniu ― przyznaje Władysław Kielczyc, mieszkaniec podwileńskiej Rzeszy. ― Kiedy ubiegłej wiosny wszyscy ubolewali, że zima nie chce nas opuścić, ja już kąpałem się w jeziorze i chętnie robiłem to do października.
Zahartowany mężczyzna spędza wiele czasu łowiąc ryby na zamarzniętym jeziorze i jeżdżąc na nartach z góry na wileńskiej Lipówce.
― Mam ciepły kożuch, dobre buty, wygodne krzesełko, termos z kawą i co nieco mocniejszego we flaszce na rozgrzewkę. Skoro na dworze jest mrozik, to mało szans, że ktoś tutaj przyjdzie i przeszkodzi mi pogrążać się w swoich myślach, czekając, aż któraś ryba zwabi się na przynętę ― opowiada nam uśmiechnięty rybak, trzymając wędkę nad przeręblą w skutym lodem jeziorze. ― Dlaczego to robię? Bo lubię. A dlaczego by nie?

Wyjątkowa wytrwałość i odporność na niską temperaturę może być ukształtowana nie tylko z powodu ekstremalnego hobby, ale też dlatego, że samo życie do tego zmusza.
Jak ratują się przed mrozem ludzie bezdomni, którzy najczęściej stają się ofiarami zimowej pogody? Większość udaje się do noclegowni. Jednak nie wszyscy.

Przechodnie na wileńskim Placu Łukiskim często bywają świadkami tego, jak do snu na ławeczce szykuje się jeden z najbardziej znanych stołecznych bezdomnych Vitas Marcinkevičius (którego z powodu specyficznej fryzury mieszkańcy nazywają po prostu „Dredem”). Chociaż słupek termometru spada poniżej 18 stopni, mężczyzna nie poszukuje bezpiecznego schroniska w pomieszczeniu.
„Dred” ma na sobie kilka swetrów oraz kurtkę, którą dodatkowo ociepla za pomocą gazet. Starannie owija się w kilka warstw grubej folii i zasypia na ławeczce w centrum miasta. Na pierwszy rzut oka trudno zrozumieć, że w tym dziwacznym kokonie w zaśnieżonym parku znajduje się człowiek.

Pracownicy socjalni już niejednokrotnie namawiali 49-letniego mężczyznę udać się do noclegowni, jednak ten nie chciał opuścić placu, który stał się dla niego, chociaż niebezpiecznym, ale ― domem.

 

Jedna odpowiedź do Siarczyste styczniowe mrozy nie wszystkim straszne

  1. wilga mówi:

    Urodziłam się w Wilnie – jeszcze polskim.Pamiętam,że mrozy tam były od zawsze i nikt specjalnie nie narzekał.A teraz mieszkam w Polsce i przy 5* mrozie słyszę narzekania jaki to ziąb.

Leave a Reply

Your email address will not be published.