36
Język polski musi stać się na Wileńszczyźnie urzędowym — dla naszego dobra

01_luty_AWPL
image-63201
Jednym z postulatów, od początku litewskiej niepodległości podnoszonych przez polską społeczność na Litwie, jest wprowadzenie języka polskiego jako języka urzędowego na Wileńszczyźnie. Prawo takie przewiduje także Traktat Polsko-Litewski oraz inne międzynarodowe zobowiązania przez Litwę przyjęte. Niektórzy jednak nie rozumieją, po co nam to.

Rzeczą oczywistą jest, że Polacy na Litwie nie pojawili się podczas jakiejś fali migracji, zarobkowej to czy politycznej, tylko od zawsze są u siebie, złotymi zgłoskami zapisując się w historii regionu. Dlatego też naszym prawem moralnym jest, by na ziemi, na której od wieków kwitnie polska kultura, zraszana regularnie polską krwią i polskim potem, mogła być używana mowa polska. Europejskie tradycje ochrony praw grup mniejszościowych także przewidują takie rozwiązania, które funkcjonują  praktycznie w całej Europie — zaczynając od Szwecji i Finlandii, a kończąc na Hiszpanii, Włoszech czy Chorwacji.

Jednak argumenty prawne i moralne nie zawsze docierają, kiedy w brzuchu burczy. Za takim rozwiązaniem przemawiają jednak także argumenty ekonomiczne — które są najpoważniejsze, jeśli chcemy politykę prowadzić w oparciu o interesy, a nie emocje.
A brzuch burczy o tym, że dziś na Litwie język polski nie jest potrzebny. Nie zdaje się z niego egzaminu państwowego, nie liczy przy rekrutacji na studia, nikt też nie wymaga jego znajomości przy poszukiwaniu pracy, a poza bardzo nielicznymi wyjątkami nie jest nawet traktowana jako zaleta. Za mówienie po polsku w pracy pracownikom Kolei Litewskich grozi obcięcie premii, a gdy któryś z samorządów wspomniał w ogłoszeniu o pracę, że znajomość języka polskiego u kandydatów jest mile widziana, wybuchła afera.
W związku z — między innymi — powyższym, uczniowie szkół polskich nie przykładają się do nauki swego języka ojczystego, nie inwestują czasu w poznawanie jego literatury (jednej z najbogatszych w świecie!), a poza murami szkoły z poprawną polszczyzną w ogóle kontaktu prawie nie mają, więc zapominają ojczystego języka na rzecz sztucznego miksu, tworzonego z zaczerpnięć z rosyjskich filmów, litewskich promocji w markecie i angielskich piosenek na antenie polskiego radia.

Dlatego uczynienie języka polskiego językiem urzędowym podniosłoby rangę polszczyzny także w szkole. Znajomość języka polskiego stałaby się potrzebna, a więc jego uczenie się także. Szkoły byłyby zmuszone inwestować więcej w nauczanie języka polskiego, potrzebni staliby się także poloniści i studia polonistyczne, a wileńscy Polacy staliby się o wiele konkurencyjni na rynku pracy w stosunku do osób przyjezdnych, nieznających lokalnego języka urzędowego — ukróciłoby więc zatem także napływ ludności z innych regionów Litwy (w ten sposób skorzystałyby także te regiony, tracące obecnie gros ludności na rzecz Wilna).

Idąc dalej, należy także zauważyć, że Wileńszczyzna stałaby się w ten sposób również atrakcyjniejsza dla ewentualnych inwestorów z Polski, gdyż nie musieliby ponosić kosztów tłumaczenia dokumentów. O takich korzyściach gospodarczych w tym momencie możemy jedynie pomarzyć. O tym, że tego typu współpraca gospodarcza (analogicznie, mogący prowadzić dokumentację po polsku przedsiębiorcy z Wileńszczyzny mieliby ułatwione inwestowanie i szukanie partnerów w Polsce) przyniosłaby zyski pozwalające na więcej niż pokrycie niewielkich w sumie kosztów dwujęzycznej administracji, można się przekonać choćby na przykładzie regionów, które wprowadziły podobne rozwiązania, jak choćby Tyrolu Południowego na północy Włoch.
Dlatego każdy świadomy Wilniuk, dbający o dobro swego regionu, powinien nie tylko popierać, ale też aktywnie żądać jak najszybszego wprowadzenia języka polskiego jako urzędowego na terenie całej Wileńszczyzny. Przykład zaś wielojęzycznej urzędowo Szwajcarii pokazuje, że takie rozwiązanie nie tylko nie stanowi zagrożenia dla autentycznych lokalnych dialektów, ale wręcz je wzmacnia.

http://blog.klon.name/

36 odpowiedzi to Język polski musi stać się na Wileńszczyźnie urzędowym — dla naszego dobra

  1. Wiln.-nia mówi:

    ,, Každy Wilniuk powinien aktywnie žądac wprowadzenia polskiego języka jako urządowego na calej Wilenczyznie.”
    Ciekawie,jak to sobie wyobražacie? Može zrobic cos podobnego jak ,,Majdan”? Za malo nas,cos takiego nic nie da.A zresztą wladze Litwy lepiej umieją rozprawiac się z protestojącymi:-)aniželi Janukowicz.
    Więc jak? Moje zdanie,od tego jest AWPL.Zamiast siedziec w cieplych miejscach niech prowadzą Wilenski Polski Narod na barykady…. 😉
    PS A Polska dopomože?

  2. Bartek mówi:

    Sądzę,że ten artykuł z powodzeniem wykorzysta p. Garšva,a i nie tylko on, by udowodnić, że żadnego urzędowego języka polskiego na Wilenszczyżnie być nie może.Litwa nigdy się nie zgodzi na to, by utworzyć tu polskie geto, w którym Litwini nie będą mogli czuć sie jak w pozostałych regionach swojej Ojczyzny.Aby cokolwiek rzeczywiście osiągnąć,należy stawiać realne cele , inaczej będzie i nadal burczało – i nie tyllko w brzuchu, ale i w głowie.Nie spod pałki,lecz z patriotyzmu, należy się uczyć języka ojczystego.

  3. xawery mówi:

    Oczywiście, że język polski powinien stać się pełnoprawnym językiem państwowym.
    Mam jednak wątpliwości, czy przy tak prowadzonej obecnie polityce AWPL, czyli trwaniu w koalicji dla samego trwania, takim się stanie.

  4. Bronisław mówi:

    Obowiązkowo tylko tak

  5. Lubomir mówi:

    Polacy na Litwie zawsze należeli do najbardziej świadomych Polaków. Zawsze byli wśród największych krzewicieli i obrońców języka polskiego. Cieszy, że tak jest również obecnie. Jednak polska Macierz została opanowana przez językowych profanów i ignorantów, którym stan polskości jest całkowicie obojętny. Im nie są potrzebne ani polskie domy kultury, ani biblioteki, ani nawet szkoły. W tym roku tylko na samym Górnym Śląsku ma zostać zlikwidowanych 51 szkół. W tym dwa gimnazja i siedem liceów ogólnokształcących. Walcząca o przetrwanie polskości Litwa, coraz bardziej przypomina Wielkopolskę i walczącą o utrzymanie polskości Wrześnię. Ci co na sercu z urzędu powinna leżeć im polskość, prowadzają się pod pachę z polakożercami z Berlina. To niezrozumiała forma miłości do ojczyzny. Cóż, pogoń za europejską protekcją, często odbiera poczucie rzeczywistości.

  6. Marcin mówi:

    Komentarz był, ale widocznie od niego komuś zaburczało w brzuchu (a może jeszcze gdzieś?), więc znikł.

  7. wilga mówi:

    Lietuva tylko by zyskała,ale ten ich szowinizm nie pozwala.Dwujęzyczne tablice usuwają,a co dopiero język polski jako urzędowy!

  8. Ali mówi:

    Język polski nie tylko musi, ale naprawdę stanie się językiem urzędowym na Wileńszczyźnie. Przesłanki na poparcie tej tezy ? Proszę bardzo ! Czy nawet nie 20, ale 10 lat temu byłoby realne przeczytanie takiego w gazecie ? Czy ktoś odważył się o tym pisać ? Za komuny, a to w końcu nie było tak dawno, ani gazeta pod tytułem “Kurier Wileński”, ani nazwa “Wilno” nawet w prasie polskojęzycznej nie mogłaby się ukazać. “Czerwony Sztandar” wychodził w Vilniusie, a nie w Wilnie. Nie było “Radia Znad Wilii”, nie było tylu polskich gazet, nie było wyższej uczelni polskojęzycznej, nie było polskiego harcerstwa, polskich stowarzyszeń kombatanckich, zawodowych itd., nie było klubu sportowego “Polonia”. Nie było oczywiście polskiej partii politycznej i jej przedstawicieli w najwyższym ciele ustawodawczym. Nie organizowano Biegów Niepodległości z okazji 11 listopada (to święto było zresztą zlikwidowane także w PRL), dyplomaci polscy nie przychodzili z wieńcami na Rossę. Nikt nie miał prawa pomyśleć o postawieniu pomnika porucznikowi Borysewiczowi “Krysi”, ani pomnika ku czci poległych akowców w Krawczunach.
    Z perspektywy czasu najlepiej widać, że polskość na Wileńszczyźnie odżyła i umacnia się. Nie jest to bynajmniej zasługa Litwinów, gdyż dzieje się tak wbrew ich intencjom i woli. Proces emancypacji mniejszości narodowych zgodny jest z duchem XXI wieku i dlatego można patrzyć w przyszłość z optymizmem.

  9. Wereszko mówi:

    @ Ali, Styczeń 31, 2014 at 23:48 –
    “Język polski nie tylko musi, ale naprawdę stanie się językiem urzędowym na Wileńszczyźnie…”

    Nie jestem aż takim optymistą.
    Raczej wszystko wskazuje na to,że j.polski bedzie dalej dyskryminowany albowiem racją stanu RL (jej “być albo nie być”) jest tłamszenie go na wszelkie sposoby i niedopuszczenie do jego emancypacji.Odbywa się to przy zupełnej obojętności Jewrosojuza i władz RP,niestety.A Lietuva to wykorzystuje.Udało się jej w okresie międzywojennym na Kowieńszczyźnie i Laudzie,dlaczego ma się nie udać teraz? Jedynym ratunkiem dla Polaków w RL byłaby zdecydowana postawa rządu polskiego.Niestety,Polska takiego rządu nie ma.Wilniucy są zdani sami na siebie – taka jest brutalna prawda.Przez sprzedajny,antypolski rząd RP zostali złożeni w ofierze na ołtarzu “polsko-litewskiego partnerstwa strategicznego”.

  10. Koroniarz mówi:

    Lietuwisi nigdy na to nie pójdą, bo tym samym przyznaliby, że to polskie od stuleci ziemie, a tym samym podważyliby swoje kłamstwo założycielskie. Żadne argumenty ekonomiczne do nich nie przemówią, bo wolą zniszczyć kraj, niż wyzbyć się antypolonizmu, który jest podstawą lietuwskiej tożsamości. Na rząd RP bym nie liczył – raczej na to, że Orzeł rozpostrze skrzydła, a Pogoń stratuje to wszystko, co ją teraz znieważa bezprawnym używaniem jako godła.

  11. marek mówi:

    To jest jeden z kilku postulatów, których osiągnięcie zapewni polskiej mniejszosci przetrwanie. konieczny, acz niewystarczający. I dobrze, że w końcu ktoś o tym otwarcie powiedział.

    A co do Majdanu, to idea do przemyślenia. ciekawe, czy nasi pozal sie Boze politykierzy z równą chęcią jeździliby na Majdan wileński, jak jeżdżą na ten w Kijowie.

  12. Adam81w mówi:

    Dokładnie marek. Każda prawda potrzebuje odwaznego który ją wypowie.

  13. Hela mówi:

    Załatwianie tych spraw majdanowym sposobem nie powinno wchodzić w rachubę. Ze zwykłego powodu: Wileńszczyzna to nie Ukraina, nie tylko dla prawicowych elit w Polsce, ale także dla UE.Młode pokolenie, które przejmie władzę na Litwie, samo zrozumie, że żadania Polaków są naturalnym prawem.

  14. Kmicic mówi:

    Brawo Panie Rajmundzie.
    Polski język jako pełnoprawny-urzędowy-lokalny na szeroko rozumianej Wileńszczyżnie ( i w Wilnie!) to KONIECZNOŚĆ.- TO PODSTAWOWY WARUNEK BY BYŁO TUTAJ NORMALNIE ! A wszyscy Ci, którzy obawiają się artykułować ten oczywisty postulat, godzą się tym samym na lt bezprawie, na sztuczne obniżanie europejskich standardów i… na wynarodowienia polskich autochtonów.

  15. Wiln.-nia mówi:

    to Hala
    Mlode pokolenie jeszcze więcej jest nastawione antypolsko aniželi starsze pokolenie.Dlatego,že im z dzicinstwa(zaczynając od powstania Sajudisa) wdrožano nienawisc nie tylko do Rosjan,ale i do Polakow.

  16. Wiln.-nia mówi:

    I jeszcze,
    nikt z Litwinow z wlasnej woli nie zgodzi się na wprowadzenie polskiego języka w urzędach. Tylko z tym warunkiem (byc može),ježeli ktos im nakaže…Jak widzę,wojowac nie ma komu,więc przestance bujac w oblokach.

  17. Racjonalizm mówi:

    Pan Klonowski wymyślił sposób, jak sprzedać więcej egzemplarzy KW. Po prostu należy zmusić władze litewskie, żeby te z kolei zmusiły Wilniuków uczyć się polskiego… Pomysł oryginalny, muszę przyznać, tylko z Wilniukami nie wypali. Bo jak ta władza litewska zaczyna nas do czegoś zmuszać, to od razu protestujemy i żalimy się do unii 🙂

  18. Robert mówi:

    Język urzędowy (państwowy0 może być tylko jeden w całym kraju, więc język polski na Wilenszczyznie drugim urzędowym nigdy nie będzie.Daj Boże,aby przyznano mu status POMOCNICZEGO ,ale i na to Litwini nie chcą sie zgodzićBadzmy realistami i nie powielajmy swoich snów.

  19. Adam81w mówi:

    Na Białorusi są dwa języki urzędowe.

  20. Ali mówi:

    @Reszko : Masz sporo racji, ale warto zwrócić uwagę na jedną, bardzo istotną okoliczność, która umyka uwadze większości dyskutantów. Otóż dopóki istniała przedwojenna Republika Litewska, organizacje polskie, polskie szkolnictwo i polska prasa funkcjonowały także na Kowieńszczyźnie. Nawet po wrześniu 1939. Wszystko skończyło się dopiero wraz z zajęciem Litwy przez ZSRR. Litwini wprawdzie przez całe międzywojenne 20-lecie walczyli z polskością u siebie, ale na tak radykalną jej “amputację”, jaką zastosował na tym terenie Stalin, nigdy się nie odważyli. Po roku 1990 było już stanowczo za późno. 50 lat przerwy i wynaradawiania zrobiło swoje. Tym bardziej, że w odrodzonym państwie litewskim władze i społeczeństwo litewskie nadal traktowały Polaków z wrogością.
    Niemniej, zaryzykuję twierdzenie, że gdyby utrzymał się stan stosunków polsko-litewskich z okresu przedwojennego, na Kowieńszczyźnie do tej pory, pewnie w niedużej skali, funkcjonowałoby życie społeczno-polityczne Polaków.

  21. marek mówi:

    “Język urzędowy (państwowy może być tylko jeden w całym kraju…”

    Nieprawda.

  22. Bury mówi:

    Nigdy nie mow nigdy,to dowiudl nam rozpad ZSSR.Dla Boga niema nic nie možliwego.

  23. M. mówi:

    Redaktor Klonowski napisał tekst jako publicysta. Publicysta może wiele, może głosić rozmaite teorie i wznosić apele. Za to nie musi liczyć się z realnymi możliwościami wcielenia w życie głoszonych postulatów.
    Zawziętość Litwinów w zwalczaniu polskości, a już szczególnie na Wileńszczyźnie, gdzie Polacy mieszkają licznie i w zwartych skupiskach, jest ogromna. I nic nie wskazuje, by cokolwiek miało się zmienić. Przecież praktycznie wszyscy liczący się litewscy politycy i siły polityczne są przeciwni jakiejkolwiek poprawie położenia polskiej mniejszości. Litewskie media i opinia publiczna także. Zatem nie miejmy złudzeń.
    Natomiast język polski na Wileńszczyźnie przede wszystkim powinien zyskać status języka pomocniczego. To wynika z prawa UE i traktatu PL-LT. W Polsce od 2006 roku język litewski jest językiem pomocniczym w gminie Puńsk.
    Język pomocniczy dopuszczony do stosowania obok języka urzędowego przed organami samorządowymi znacząco ułatwia życie zwykłych mieszkańców. Można w nim zwracać się ustnie i pisemnie do urzędów oraz, na swój wyraźny wniosek, uzyskiwać odpowiedzi urzędowe w tym języku, można też wnosić do organów podania w języku mniejszości.
    Taka droga wydaj się lepsza, choć i te cele osiągnąć będzie niezwykle ciężko.

  24. Reytan mówi:

    Nie byłoby problemu, gdyby Litwa przestrzegała podpisanych umów, ale Litwa tego nie robi! A najważniejszym z tych dokumentów jest Konwencja Ramowa RE o ochronie mniejszošci narodowych, którą Litwa PODPISAŁA i RATYFIKOWAŁA, a którą łamie i narusza. Obowiązkiem Litwy jest, tak jak każdego innego państwa po ratyfikacji jakiegokolwiek traktatu międzynarodowego, implementacja jego zapisów do swojego systemu prawnego. To jest obowiązek a nie zalecenie.
    Umów należy dotrzymywać, to jedna z podstawowych norm w stosunkach międzynarodowych, potwierdzana w wielu aktach prawa międzynarodowego. W konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów zapisano, że każda umowa jest wiążąca, powinna być wypełniona w dobrej wierze i nie można złamania umowy usprawiedliwiać postanowieniami prawa wewnętrznego. A to właśnie czyni Litwa, usprawiedliwiając swoje działania prawem wewnętrznym. Czy władze litewskie znają tę zasadę? A jeśli tak, to dlaczego nie przestrzegają prawa międzynarodowego? A oto tekst:

    Konwencja Ramowa Rady Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych

    Art. 10 p.

    1. Strony zobowiązują się uznać, że każda osoba należąca do mniejszości narodowej ma prawo do swobodnego używania, bez jakiejkolwiek ingerencji, jego/jej języka mniejszości, zarówno prywatnie, jak i publicznie, ustnie oraz pisemnie.

    2. Na obszarach zamieszkałych tradycyjnie lub w znaczącej ilości przez osoby należące do mniejszości narodowej, o ile osoby te tego sobie zażyczą, i tam, gdzie takie życzenie odpowiada rzeczywistym potrzebom, Strony będą starać się zapewnić, na tyle, na ile to możliwe, warunki, które umożliwią używanie języka mniejszości w stosunkach pomiędzy tymi osobami a organami administracyjnymi.

    Art. 11 p.

    1. Strony zobowiązują się uznać, że każda osoba należąca do mniejszości narodowej ma prawo do używania jego/jej nazwiska (patronimiku) i imion w języku mniejszości oraz ich oficjalnego uznania zgodnie z trybem przyjętym w ich ustawodawstwie.

    2. Strony zobowiązują się uznać, że każda osoba należąca do mniejszości narodowej ma prawo do umieszczenia w jego lub jej języku znaków, napisów i innych informacji o charakterze prywatnym w sposób widoczny dla osób postronnych.

    3. W rejonach tradycyjnie zamieszkałych przez znaczącą ilość osób należących do mniejszości narodowej Strony będą starać się – zgodnie z obowiązującym prawem, w tym także, tam gdzie to stosowne, umowami z innymi państwami oraz przy uwzględnieniu ich specyficznych warunków – umieszczać również w języku mniejszości tradycyjne nazwy lokalne, nazwy ulic i inne oznakowania topograficzne o charakterze publicznym, o ile istnieje tam wystarczające zapotrzebowanie na takie oznakowania.

    Art. 16:

    Strony powstrzymają się od stosowania środków zmieniających proporcje narodowościowe ludności w rejonach zamieszkałych przez osoby należące do mniejszości narodowych i mających na celu ograniczenie praw i wolności wynikających z zasad zawartych w niniejszej konwencji ramowej

  25. Lubomir mówi:

    Lietuviscy ultrasi – w przeciwieństwie do Wolnych Litwinów, boją się przywrócenia swobód jakie panowały w Zjednoczonym Państwie, w Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Lietuvisom podoba się Wielka Brytania, jednak o istnieniu Wielkiej Polski wolą nie słyszeć. W Zjednoczonym Królestwie mogą mieć zakaz mówienia po litewsku, ale i tak będą chwalić Wielką Brytanię.

  26. Wereszko mówi:

    @ Lubomir, Luty 4, 2014 at 15:23 –

    “Lietuviscy ultrasi – w przeciwieństwie do Wolnych Litwinów, boją się przywrócenia swobód jakie panowały w Zjednoczonym Państwie, w Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego.”

    Lietuvisy nie mają NIC wspólnego z Wielkim Księstwem Litewskim!
    To wielkie historyczne oszustwo.WKL było stworzone i kontynuowane,rządzone przez SŁOWIAŃSKICH Litwinów a nie przez lietuviskich Bałtów.

  27. Lubomir mówi:

    Re: Wereszko Można odnieść wrażenie, że Lietuvisi to sztucznie wygenerowany złośliwy nowotwór, przypominający naród. To bezsprzecznie dzieło niemieckich i rosyjskich wynalazców od polityki europejskiej. Dzisiaj Niemcy dalej pracują w pocie czoła nad ‘nowymi narodami’. Swoimi wynalazkami pewnie podzielą się z Moskwą. Oby te wynalazki nie dotyczyły terytorium Polski, m.in. Opolszczyzny.

  28. Bohatyrowicz mówi:

    Mamy 20 rocznicę traktatu polsko litewskiego, czas zapytać stronę litewską dlaczego go nie przestrzega!

    Artykuł15
    -powstrzymają się od jakichkolwiek działań mogących doprowadzić do asymilacji członków mniejszości narodowej wbrew ich woli oraz zgodnie ze standardami międzynarodowym i powstrzymają się od działań, które prowadziłyby do zmian narodowościowyc h na obszarach zamieszkałych przez mniejszości narodowe(JAK TO SIĘ MA DO PROCEDERU PRZENOSZENIA ZIEMI NA LITWIE, NAWET LANDSBERGIS TO ZROBIŁ)

    Artykuł 14
    -swobodnego posługiwania się językiem mniejszości narodowej w życiu prywatnym i publicznie(JAK TO SIĘ MA DO KAR ZA DWUJĘZYCZNE TABLICE NA WILEŃSZCZYŹNIE)
    -używania swych imion i nazwisk w brzmieniu języka mniejszości narodowej(DO TEJ PORY NIE WOLNO NA LITWIE UŻYWAĆ W DOKUMENTACH)

  29. Wereszko mówi:

    @ Ali, Luty 3, 2014 at 09:18 –
    “Otóż dopóki istniała przedwojenna Republika Litewska, organizacje polskie, polskie szkolnictwo i polska prasa funkcjonowały także na Kowieńszczyźnie. Nawet po wrześniu 1939. Wszystko skończyło się dopiero wraz z zajęciem Litwy przez ZSRR…”

    Nie opowiadaj nam tu bajek.Przeczytaj np. to:
    http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,miedzywojnie?zobacz/polacy-na-kowienszczyznie-w-okresie-miedzywojennym

    Fragmenty tego artykułu:
    “Ze spisów ludności w 1923 r.(Polacy to 31% mieszkańców Kowna,podobnie w okolicy)Litwini wyciągnęli jednoznaczne wnioski i przystąpili do intensywnej lituanizacji mniejszości polskiej. Dążyli do osłabienia ekonomicznego Polaków, ich izolacji w życiu społecznym, niedopuszczania do urzędów i poddania totalnej kontroli. W 1923 r. zostały zakazane wszelkie polskie szyldy i napisy. Później kolejne ograniczenia spadły na polską prasę, szkoły i organizacje. Ograniczone przez władze litewskie polskie szkolnictwo również ledwie wegetowało.(…)Do 1938 r. dotrwało zaledwie dziesięć szkół polskich mających tylko…trzystu uczniów (…)Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja szkolnictwa średniego. Polakom udawało się utrzymać trzy prywatne gimnazja w Kownie, Poniewieżu i Wiłkomierzu, do których trafiała głównie młodzież uczęszczająca do szkół litewskich, ale dokształcana na prywatnych kompletach. Chcąc ograniczyć to zjawisko władze posunęły się nawet do tego, że wydały zakaz prywatnego nauczania w domach, z wyjątkiem członków rodziny. W antypolskiej nagonce uczestniczył również litewski kościół katolicki. Jego hierarchia doprowadziła do tego, że na terenach zamieszkałych przez Polaków nie było ani jednej parafii obsadzonej przez księdza Polaka, a duchownych polskich wysyłano na Żmudź do tych rejonów, gdzie ilość Polaków była minimalna.”

  30. Lubomir mówi:

    W Macierzy też trwa swoisty festiwal nienawiści do polskości i języka polskiego. Zamaskowani renegaci pracują usilnie nad tym, jak z obowiązkowych lektur szkolnych wyrugować ‘Trylogię’ i ‘Pana Tadeusza’. Litwę próbują kreować na egzotyczną krainę z innej planety, którą nie ma sensu interesować się. Ciekawe czy polska nazwa na słynnym Wozie Drzymały, też przeszkadzałaby językowym rasistom?. Może chodzi wyłącznie o obiekty stacjonarne, o nieruchomości?.

  31. Koroniarz mówi:

    Re; Lubomir. “Lietuvisi to sztucznie wygenerowany złośliwy nowotwór, przypominający naród” – nie czytałem nic trafniejszego. Może jedno zastrzeżenie: słabo ten naród przypominają. Od narodu różnią się m.in. tym, że tożsamość zbudowali na negacji (naród prawdziwy zbudowany jest na wartościach pozytywnych). Nie tylko negacji polskości, ale także po prostu: prawdy, na kłamstwie i fantazjach.

  32. Rafał Wolski mówi:

    Język polski jako pomocniczy na Wileńszczyźnie powinien być normą. Litwini stanowczo się temu sprzeciwiają. To może nadchodzi czas, by mocniej upomnieć się o należne prawa, na przykład wracając do idei proklamowania autonomii? Wtedy sami mieszkańcy zadecydują w najważniejszych lokalnych tematach.

  33. Kmicic mówi:

    To chore by lt antypolacy rządzili Polakami.Zdeklarowani wrogowie mają nami rządzić ?! Konieczna szeroka autonomia.

  34. Lubomir mówi:

    Polacy polubili zabawę elektonicznymi gadżetami z różnoformatowymi ekranami. Robią to tak sprawnie, jak podbijani przez Europejczyków mieszkańcy obu Ameryk, robili to z lustereczkami. I jedni i drudzy nie byli w stanie zrozumieć sensu nowego uzależnienia. Polacy biją rekordy w oglądaniu telewizyjnych głupot. Telewizja zastępuje Polakom realne życie. Nasi rodacy wolą żyć w wirtualnym świecie, niż rozwiązywać realne problemy. Nic dziwnego, że handlarze telewizyjnych złudzeń kreują się na bogów-celebrytów i przejmują kontrolę nad niemal wszystkimi obszarami polskiej rzeczywistości. Próbują nawet inspirować konflikty pomiędzy Kościołem a wiernymi. Wiedzą, że owczarnia bez pasterzy, to stado niezdolne do jakiejkolwiek obrony. Takiemu stadu propozycje może robić nawet wilk lub wilkołak, kot lub palikot. Rzecz jasna te propozycje to propozycje z gatunku aborcji i eutanazji. To propozycje złotej wolności, z samolikwidacją własnej państwowości włącznie.

  35. Bronisław mówi:

    ZSRR było mocarstwo i się rozpadło tak że UE nie wieczne, i co gdzie lietuwisy pobiegną tylko do Polskiej i doczekają że Warszawa będzie żądzić a nie Wilno.

Leave a Reply

Your email address will not be published.