0
Bezpośrednie wybory merów już za rok (?)

Debaty o potrzebie wprowadzenia bezpośrednich wyborów merów na Litwie toczą się od lat i wciąż w nieskończoność Fot. Marian Paluszkiewicz
image-63277

Debaty o potrzebie wprowadzenia bezpośrednich wyborów merów na Litwie toczą się od lat i wciąż w nieskończoność Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeśli rządzący tym razem spełnią swoje obietnice, to już w wyborach samorządowych za rok będziemy wybierali merów miast i rejonów w wyborach bezpośrednich. Tyle obiecuje obecna koalicja centro-lewicowa, która twierdzi, że w tym tygodniu ostatecznie uzgodniła kwestię wyborów merów.
 
— W ciągu miesiąca koalicja ma ostatecznie postanowić, na jakich zasadach będą wybierani merowie oraz jakie będą ich kompetencje – powiedział premier Algirdas Butkevičius po spotkaniu Rady Politycznej koalicji rządzącej. Jego Partia Socjaldemokratyczna proponuje bezpośrednie wybory merów wkomponować w obecną ordynację. Do tego wystarczyłoby zmiany ustawodawczej.
Odpowiedni projekt w Sejmie już złożyła posłanka socjaldemokratów Milda Petrauskienė. Według autorki projektu, mer miałby te same pełnomocnictwa, jakimi dysponują obecni włodarze samorządów i byłby też członkiem Rady samorządowej, lecz byłby wybierany przez mieszkańców samorządów w wyborach bezpośrednich, a nie spośród członków Rady, przez członków Rady – jak jest obecnie.
Okazuje się jednak, że nie ma absolutnej zgody wśród koalicji wobec propozycji socjaldemokratów.

Posłanka Virginija Baltraitienė z drugiego co do wielkości partnera koalicyjnego – Partii Pracy (laburzystów) – uważa, że Sejm powinien wrócić do wcześniejszej propozycji wyborów merów, która włodarzy samorządów stawiałaby poza ramy Rad samorządowych, a ich pełnomocnictwa miałyby charakter władzy wykonawczej, jaką dziś częściowo dysponują dyrektorzy administracji samorządów. Taka propozycja wymagałaby jednak zmiany Konstytucji, co z kolei wymaga większości konstytucyjnej podczas głosowania w parlamencie. Jak dotąd ta koncepcja nie znajduje większościowej aprobaty. Niemniej, również koncepcja socjaldemokratów, do przyjęcia której wystarczy zwykła większość głosów, również może przepaść podczas głosowania, bo bez głosów przeciwnej tej koncepcji Partii Pracy, lewicy trudno będzie uzyskać nawet zwykłą większość.

Polityczny spór o przyszłe pełnomocnictwa merów miast i włodarzy rejonów toczy się od wielu lat i jest główną przyczyną, dlaczego do dziś nie mamy bezpośrednich wyborów. Bo, że taki tryb wyborów jest potrzebny, o tym nikt z polityków (przynajmniej otwarcie) nie sprzecza się. Jak wynika bowiem z ostatnich sondaży, aż 80 proc. społeczeństwa chce wybierać merów w wyborach bezpośrednich, głosując na konkretną osobę. Stąd ta powściągliwość polityków wobec krytykowania samej koncepcji wyborów, aczkolwiek spór właśnie toczy się o władzę, jaką przyszli merowie będą nadzieleni.

Algirdas Butkevičius Fot. Marian Paluszkiewicz
image-63278

Algirdas Butkevičius Fot. Marian Paluszkiewicz

Przeciwnicy koncepcji merów niezależnych od Rad samorządowych zauważają, że taki model może szkodzić funkcjonowaniu samorządów w przypadkach, kiedy Rady będą w politycznej opozycji wobec merów. A że mogą to być przypadki nagminne, dowodzą przykłady sprzed prawie 20 lat. Do 1995 roku na Litwie funkcjonował już podobny system administracji samorządowych. Wtedy trwały notoryczne „wojny” między merami a Radami samorządowymi. Żeby zapobiec takiej sytuacji w przyszłości, lewica właśnie proponuje model stanowiska mera, które będzie podlegało Radom, aczkolwiek sami merowie będą wybierani w wyborach bezpośrednich. Ma też obowiązywać bardziej skomplikowany system odwołania mera ze stanowiska, żeby Rady nie mogły dowolnie zmieniać wybranych przez społeczeństwo włodarzy samorządów.

Na marginesie dyskusji o bezpośrednich wyborach merów pojawia się też cicha propozycja pozostawienia obecnego systemu. Jej zwolennicy dopuszczają swobodny wybór mera jedynie w stolicy kraju. Ta propozycja jednak nie znajduje większego poparcia.
Doświadczenie krajów europejskich, w których odbywają się bezpośrednie wybory burmistrzów, pokazuje, że lokalne społeczeństwa są bardziej aktywne i chętnie uczestniczą w wyborach. Dla porównania przykład litewski, gdzie wybierać merów w bezpośrednim głosowaniu chce 80 proc. społeczeństwa, tymczasem frekwencja w wyborach samorządowych stale maleje i ostatnio ledwo przekracza 40 proc. Natomiast w Austrii, Grecji czy Słowenii, gdzie burmistrzów wybiera się bezpośrednio, frekwencja wyborcza wynosiła ostatnio 80, 72,43 i 62,8 procent.
Swoich włodarzy bezpośrednio wybierają również lokalne społeczeństwa Norwegii, Bułgarii, Polski, Włoch, Cypru, Portugalii, Rumunii i Węgier.

Leave a Reply

Your email address will not be published.