13
Od redakcji: Z daleka pewnych rzeczy się nie dostrzega…

Niezwykle łatwo jest radzić innym, kiedy samemu nie trzeba się do własnych rad stosować. Być może przychodzi to jeszcze łatwiej, jeśli się to robi na odległość — zasadniczy problem polega na tym, że z daleka pewnych rzeczy się nie dostrzega. A w tym konkretnym przypadku są to rzeczy szczególnie ważne i dotyczące istoty problemu.

Przede wszystkim, bardzo powierzchowne jest stwierdzenie, że skoro na forum lokalnej społeczności się o jakimś zagadnieniu nie mówi, to sprawa ta nikogo nie obchodzi. Nie mówi się zazwyczaj na takich stronach także o globalnym ociepleniu, cenach paliwa, żywności i innych tematach, bezpośrednio lub pośrednio dotyczących każdego z nas — ale nikt nie powie, że nie są to sprawy ważne lub nikogo nieobchodzące. W identyczny sposób każdego z nas dotyczą sprawy nazwisk czy dwujęzycznych tabliczek — nawet, jeśli nie wszyscy to rozumiemy.

Myli się ten, kto sądzi, że sprawa idzie jedynie o te kilka liter w paszporcie czy na kawałku blachy, przybitym do domu. Literami się człowieka nie nakarmi, nie wyleczy, nie ubierze. Dlaczego jest to zatem takie ważne, nawet ważniejsze od tzw. „dobrych stosunków”, cokolwiek by to miało znaczyć? Bo chodzi o całokształt traktowania nas jako Polaków i nas jako obywateli Litwy — o naszą godność, szacunek do nas, a przede wszystkim — o dotrzymywanie danego nam słowa.

Tematy nazwisk, dwujęzycznych napisów czy języka urzędowego (który na nasze ekonomiczne położenie wpłynąłby bezpośrednio) zostały bowiem zawarte i w traktacie polsko-litewskim z 1994 roku, i w konwencji ramowej, są i w programie obecnego rządu, a obietnice uregulowania tych kwestii padały z ust polityków wszystkich praktycznie opcji politycznych. Na pewno nikt przy zdrowych zmysłach nie godziłby się, by nie została wobec niego dotrzymana umowa handlowa, dotycząca jakichś usług czy jakiejś sumy pieniędzy. Dlaczego zatem mamy się godzić na niedotrzymanie umów i obietnic w sprawie języka? Idąc tym tropem dalej, należy zapytać — jeśli się zgodzimy na to, by nie dotrzymano wobec nas tych zobowiązań, to jakie możemy mieć wówczas gwarancje, że dotrzymywane wobec nas będą inne umowy — choćby dotyczące budowy dróg, wspomnianego ronda czy nawet wypłacania nam wynagrodzeń za pracę? Przecież kogoś, kto daje się oszukać w sprawie kilku liter, można oszukać i na grube miliony — skala się zmienia, ale zasada działa ta sama.

Ten nihilizm prawny ma też konsekwencje o wiele dalej idące — poniżanie Polaków w telewizyjnych programach rozrywkowych czy dyskryminację na rynku pracy (Europejska Fundacja Praw Człowieka pomogła już licznym dyskryminowanym wygrać takie sprawy, co tylko potwierdza istnienie i skalę zjawiska). Ignorowanie problemu wpływa także na nasze poczucie własnej wartości — ostatnio w Internecie pojawiły się zwierzenia pewnej osoby, magister prawa, która od 12 lat nie może znaleźć pracy w zawodzie właśnie ze względu na dyskryminację na tle narodowościowym — nie chce jednak bronić swych praw w sądzie, żeby nie „zadrażniać” rzekomego konfliktu.

Dlatego warto się zastanowić, na czym nam bardziej zależy — czy rzeczywiście w imię dobrych relacji z sąsiadami należy zrezygnować z bycia obywatelami państwa prawa? W imię czego mamy zamknąć się w getcie „niedrażniących”, „spokojnych” i „lojalnych” obywateli drugiej kategorii? Należy pamiętać, że pewne prawidłowości tego świata są znane nie od dziś. Już blisko dwa wieki temu nasz wileński Wieszcz pisał w „Księgach pielgrzymstwa polskiego”: „Bo kto nie wyjdzie z domu, aby zło znaleźć i z oblicza ziemi wygładzić, do tego zło samo przyjdzie i stanie przed obliczem jego”.

13 odpowiedzi to Od redakcji: Z daleka pewnych rzeczy się nie dostrzega…

  1. Pingback: List czytelnika: Zostawmy nazwiska, budujmy ronda! | Kurier Wileński

  2. Adam81w mówi:

    brawo Rajmund.

  3. Tomek mówi:

    Dokladnie!

  4. LT-PL mówi:

    Dawno tak świetnej riposty nie czytałem!!, która odzwierciedlałby tak doskonale uczucia Polaków zamieszkujących Litwę.
    Brawo!!
    Można tylko pozazdrościć Rajmundowi ( w pozytywnym znaczeniu) lekkości pióra i analitycznego umysłu.

  5. Bronisław mówi:

    A mnie się zdaje że to nie polak z Trgiel napisał list do redakcji ale jakiś zesłaniec.

  6. M. mówi:

    Mam podobne przeczucia jak Bronisław. A nawet niemal pewność, że to mistyfikacja i prowokacja.

  7. józef III mówi:

    ad.5. – nie zesłaniec ale zas.aniec zaczadzony “Gazetą Wyborczą” i palikotyzmem

  8. ada mówi:

    a jak dlugo trwaja takie sprawy sadowe? rok, dwa? a czy nie szkoda czasu i pieniedzy na to? juz ta cala walka trwa od 20 lat i nic, ile jeszcze? ziemia nieoddana, literki pozmieniane, w szkolach wplyw litewskosci na szeroka skale, pani prezydent mowi ze wszystko w panstwie gra. polska ambasada opuszcza rece, bo stosuje sie do prawa miedzynarodowego nieingerujac sie w wewnetrzne sprawy panstwa. tak w stu procentach zgadzam sie z artykulem – zostalo tylko o tym mowic tak jak robilismy to dotad.
    dopuki polityka niezagraza naszej wierze milczymy, bo jestesmy pokorni.

  9. ada mówi:

    walczymy – pokornie

  10. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    bardzo dobry tekst pana Rajmunda. A ten cały Gavlas to młody lewak, który nie dorósł do pewnych spraw, a kreuje się na znawcę tematu.

  11. jarema mówi:

    I wlasnie o to chodzi. Rzeczowy tekst logiczna argumentacja no i troska o nasza przyszlosc. Zastanawia mnie jak ktos moze studiowac stosunki miedzynarodowe za nasze pieniadze z takim podejsciem do naszych polskich spraw?Czas zweryfikowac nabor na ten kierunek Bo piata kolumne sobie ksztalcimy

  12. ada mówi:

    tez jestem po stosunkach i mam mieszane uczucia co do tych spraw, a moze ta piata kolumna to jest jakies wyjscie z tego ciemnego zaulku

  13. marek mówi:

    Bardzo dobry tekst.

    Walka o prawa polskiej mniejszości, jest walką o normalne państwo, szanujące swoich wszystkich obywateli. Skoro można nieszanować kogoś za pochodzenie etniczne, to można i za pochodzenie społeczne, czy wyznawane poglądy.

    Błędne jest twierdzenie, że dbałość o prawa wspólnoty etnicznej przeszkadza w rozwoju ekonomicznym. Jest wręcz inaczej, państwo które nie prowadzi dyskryminacji na tle etnicznym, nie dyskryminuje też z reguły na innych płaszczyznach. Dzięki temu energia społeczna moze być skierowana na rozwój.

    Zresztą uważam, że autonomiczna Wileńszczyzna, przy założeniu, że nie byłaby dyskryminowana na płaszczyźnie finansów, rozwijałaby się lepiej, niż teraz w scentralizowanym państwie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.