0
Rosja ma problemy — inni też odczują

Litewscy przewoźnicy nie wykluczają, że przeciągające się kłopoty finansowe i gospodarcze Rosji poważnie ograniczą ich eksport Fot. Marian Paluszkiewicz
image-63634

Litewscy przewoźnicy nie wykluczają, że przeciągające się kłopoty finansowe i gospodarcze Rosji poważnie ograniczą ich eksport
Fot. Marian Paluszkiewicz

Rosyjski rubel od nowego roku mocno stracił na wartości. Niektórzy eksperci przestrzegają przed kryzysem finansowym i dewaluacją rosyjskiej waluty podobnej do tej z 1998 roku. Według nich ma to nastąpić po zakończeniu Igrzysk Olimpijskich w Soczi, bo wtedy popyt na rubel jeszcze bardziej osłabnie, zaś wzmocni się zapotrzebowanie na walutę europejską i dolara amerykańskiego.

Te już dzisiaj biją rekordy sprzed 5 lat. Euro przekroczyło cenę 49 rubli za jednostkę, a dolar kosztował ponad 36 rubli. Takich cen Rosjanie nie mieli od 2009 roku.
Słabnięcie rosyjskiego rubla nie wróży nic dobrego litewskim eksporterom, a zwłaszcza przewoźnikom, którzy obsługują nie tylko litewski eksport, ale też znaczną część unijnej wymiany handlowej z Rosją.
— Na podstawie naszych wyników z początku roku trudno na razie mówić o dalszej perspektywie, ale przeczucia mamy nie najlepsze — mówi w rozmowie z „Kurierem” Mečislavas Atroškevičius, wiceprezes Litewskiego Zrzeszenia Przewoźników LINAVA. Jak wyjaśnia, styczeń i początek lutego są tradycyjnie okresem poświątecznej stagnacji na rynku przewozów do Rosji.

— Większe zamówienia przychodzą pod koniec lutego i w marcu, więc dopiero wtedy będziemy mogli właściwie ocenić sytuację — wyjaśnia nam Atroškevičius. Jak mówi, przewoźnicy od lat są przysłowiowym barometrem kondycji rosyjskiej gospodarki, toteż jeśli tam zaczyna dziać się coś złego, to pierwsi to odczuwają właśnie przewoźnicy.
— Na razie mamy przeczucie i to nie najlepsze — mówi nasz rozmówca.
Dodaje, że wzrost kursu euro i dolara do rubla wpływa nie tylko na wzrost ceny eksportu do Rosji, ale też zwiększa koszty frachtów.
— Dlatego już dziś odczuwamy presję rosyjskich odbiorców dostaw, żebyśmy zaciskali pasa i zmniejszali koszty przewozów — mówi Mečislavas Atroškevičius. Zauważa też, że jeśli tendencje na finansowym rynku Rosji nie zmienią się, to sytuacja będzie tylko pogarszała się.

— Spadnie rosyjski import, a to oznacza spadek cen rynku przewozów — wyjaśnia Atroškevičius. Jego zdaniem, osłabienie rosyjskiej waluty może być sztuczne, bo jak zauważa, w ostatnich latach Rosjanie dużo inwestowali w linie technologiczne i produkcyjne, dlatego droższy eksport może zastąpić tania rodzima produkcja.
— Warto zauważyć, że jeszcze kilka lat wcześniej Rosja masowo importowała niektóre grupy towarów. Dziś natomiast zadowala się własną produkcją — wyjaśnia nasz rozmówca i jako przykład podaje eksport proszku do prania.

Jak mówi, wcześniej Rosjanie sprowadzali do siebie tego towaru kilkadziesiąt, a nawet kilkaset TIR-ów miesięcznie. Dziś natomiast jest to zaledwie kilka samochodów miesięcznie, bo Rosjanie uruchomili u siebie zachodnie linie produkcyjne i dostarczają na rynek proszek rodzimej produkcji.
Na protekcjonizm, jako jedną z przyczyn słabego rubla, wskazują również niektórzy rosyjscy eksperci. Jednak większość ich jest zdania, że podstawową przyczyną spadku kursu rubla jest stagnacja rosyjskiej gospodarki oraz większa niż zakładano inflacja.
Zdaniem analityków zarówno rosyjskich banków (Sbierbank, Alfa bank), jak też ekspertów zachodnich instytucji finansowych, rubel będzie słabnął w ciągu całego 2014 roku, jednak nie będzie jego dewaluacji podobnej do tej z 1998 roku. Ich zdaniem, inaczej niż w 1998 roku, dziś rosyjski sektor finansowy nie jest obciążony niepomiernym zadłużeniem.

Co więcej, państwowe rezerwy pozwolą na utrzymanie stabilności finansowej, a budżet wciąż wykazuje nadwyżkę. W dodatku pod koniec lutego i na początku maja rosyjskie monopole państwowe (gaz, ropa, złoto, diamenty, uran) mają odprowadzić do budżetu państwa dywidendy, co jeszcze bardziej wzmocni system finansowy. Gorzej natomiast jest z samą gospodarką i to zdaniem wszystkich ekspertów jest podstawowy ból głowy.
Według danych statystycznych, rosyjska gospodarka faktycznie przestała się rozwijać.

Ostatni wzrost na poziomie około 1,6 proc. odnotowano w I kwartale 2013 roku. Później już było tylko gorzej. Niemniej, według rosyjskiego urzędu statystycznego Rosstat, gospodarka kraju rozwijała się w 3013 roku na poziomie 1,3-1,4 proc. Tymczasem zdaniem niezależnych ekspertów, dane te są mocno naciągane, bo w ich ocenie wzrost PKB za ubiegły rok był na poziomie zera. Ich oceny potwierdzają ostatnie dane Rosstatu, który podał, że w styczniu tego roku rosyjska gospodarka nie rozwijała się, a nawet była lekko na minusie. Niemniej w ocenie kierownictwa urzędu statystycznego, styczniowe wskaźniki nie są dowodem na recesję, lecz najwyżej wskazują na stagnację gospodarczą. W ich ocenie ma ona potrwać przez cały I kwartał. Niezależni eksperci przewidują natomiast, że stagnacja obejmie cały 2014 rok i z niepokojem zauważają, że przy nieprzychylnych zmianach na światowych rynkach surowców stagnacja może przejść w recesję, co byłoby katastrofą dla Rosji i gospodarek krajów z nią związanych, w tym też dla Litwy, która około 50 proc. swojej produkcji wciąż eksportuje do Rosji i na rynki Unii Celnej, a import stamtąd jest jeszcze większy.

ZDANIEM EKSPERTÓW

Na razie nie ma jednoznacznych ocen rozwoju sytuacji rosyjskiej ekonomiki i jej rynków finansowych, bo obecna stagnacja i spadek wartości rubla przekreśliły dotychczas obowiązujące dogmaty.
Eksperci wskazują, że pogorszenie się sytuacji następuje przy dosyć dobrej dla Rosji koniunkturze na rynkach światowych, zwłaszcza cen ropy, które są nawet wyższe od założeń budżetowych rosyjskiego rządu.
Kolejnym niepokojącym czynnikiem jest fakt, że rosyjska gospodarka kurczy się przy wzrastaniu głównych ekonomik światowych — partnerów Rosji. Co wyklucza argument zewnętrznych przyczyn problemów rosyjskiej gospodarki i finansów. Nawet zdaniem przychylnych Kremlowi rosyjskich ekspertów, tym razem przyczyn problemów finansowych i gospodarczych należy szukać wewnątrz kraju.

Leave a Reply

Your email address will not be published.