0
Chiny/ Premier: tarcie w relacjach z USA, ale wspólne interesy ważniejsze

Premier Chin Li Keqiang powiedział w czwartek, że istnieje “tarcie” w relacjach z USA i konieczne jest, aby dwie największe gospodarki świata szanowały wzajemnie swe kluczowe interesy. Podkreślił jednocześnie, że wspólne interesy “daleko przewyższają” różnice.

“Mądrzy ludzie będą szukali wspólnych interesów, a niemądrzy będą skupiali się na dzielących je różnicach” – powiedział Li na konferencji prasowej na zakończenie sesji chińskiego parlamentu. “Chiny i Stany Zjednoczone muszą bardziej skupić się na znalezieniu wspólnej płaszczyzny w dążeniu do długoterminowych korzyści” – dodał.

“Oczywiście, Chiny i Stany Zjednoczone z powodu historii i kontekstu kulturowego są odmienne i ich stopień rozwoju jest inny; istnieją zatem różnice w pewnych kwestiach” – zauważył, nie wskazując jednak na konkrety.

Premier Li podkreślił, że “jeśli tylko szanujemy się wzajemnie, z szacunkiem podchodzimy do naszych kluczowych interesów i głównych obaw, dobrze kontrolujemy dzielące nas różnice, mamy równorzędne konsultacje i zwłaszcza zwracamy szczególną uwagę na rozszerzenie naszych wspólnych interesów, wtedy będziemy w stanie poprawić poziom dwustronnych relacji”.

Szef chińskiego rządu zwrócił ponadto uwagę, że ChRL i USA mogłyby zrobić dużo więcej, żeby “wyzwolić potencjał” dwustronnej współpracy i wykorzystywać już i tak ogromną wartość rocznej wymiany handlowej na poziomie 520 miliardów dolarów.

Ostatnio reperkusje dyplomatyczne wywołało spotkanie prezydenta USA Baracka Obamy w Białym Domu z duchowym przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą XIV; spotkanie odbyło się w cztery oczy i bez udziału mediów.

Aby zaprotestować przeciwko spotkaniu, chiński wiceminister spraw zagranicznych Zhang Yesui wezwał charge d’affaires ambasady USA w Pekinie Daniela Kritenbrinka. Pekin wezwał Waszyngton do podjęcia “konkretnych kroków, aby odzyskać zaufanie rządu i narodu chińskiego”.

Dalajlama jest przez Chiny uważany za separatystę, który dąży do ustanowienia niepodległego Tybetu na drodze przemocy.

USA uznają Tybet za część Chin i nie popierają jego niepodległościowych aspiracji, jednak opowiadają się za głoszonym przez dalajlamę postulatem większej autonomii dla tego regionu i apelują do władz w Pekinie o dialog z nim.

Według Waszyngtonu w stosunkach z Pekinem istnieje szereg różniących ich tematów, jak właśnie kwestia praw człowieka, czy cyberbezpieczeństwo.

Kością niezgody w relacjach chińsko-amerykańskich są też spory terytorialne Chin z sojusznikami USA w Azji, mogące potencjalnie doprowadzić nawet do wojny. Kraje mają też różne stanowiska wobec Iranu, konfliktu w Syrii i Korei Płn. W tej ostatniej sprawie Pekin zaczął jednak odgrywać bardziej konstruktywną rolę; zgodził się na oenzetowskie sankcje, kiedy Pjongjang przeprowadził w lutym ub. r. kolejną próbę nuklearną, a także wezwał Koreę Płn. do osłabienia wojowniczej retoryki. USA chciałyby, by Pekin wsparł je w naciskach, by Pjongjang porzucił plan zbrojeń nuklearnych.

Powodem napięć jest też przyjęta przez administrację Obamy w czasie jego pierwszej kadencji strategia wojskowego i dyplomatycznego zwrotu USA ku regionowi Azji i Pacyfiku, która zdaniem chińskich wojskowych ma na celu ograniczanie wpływów Chin w tej części świata.

(PAP)

Leave a Reply

Your email address will not be published.