0
Wileńskie Muzeum Zabawek wśród najlepszych w świecie

Niektóre lalki można podziwiać tylko w gablotach Fot. Marian Paluszkiewicz

Niektóre lalki można podziwiać tylko w gablotach Fot. Marian Paluszkiewicz

Muzeum Zabawek, mieszczące się w Wilnie przy ul. Barbary Radziwiłłówny 7,  trafiło do dziesiątki najlepszych na świecie placówek muzealnych dla dzieci. Nagroda „Dzieci w Muzeach” została wręczona podczas Międzynarodowych Targów Książki dla Dzieci w Bolonii. To niewątpliwy sukces, zważywszy na stosunkowo młody wiek muzeum.

Założycielami Muzeum Zabawek w Wilnie są Indrė Jovaišaitė-Blaževičienė i dr Povilas Blaževičius.
Indrė oprowadza po muzeum, pokazując kolejne sale i zajmujące eksponaty. Można je nie tylko podziwiać, ale też dotykać, bawić się nimi.

— Kiedy rozumiesz, jakie muzea znalazły się obok w rankingu i że twoja praca jest oceniana przez ekspertów nie gorzej niż innych — jest to naprawdę wielka zachęta do dalszych wyzwań i że idea muzeum jest, zdaniem ekspertów, sensowna i słuszna – cieszyła się założycielka muzeum Indrė Jovaišaitė-Blaževičienė.

— Muzeum jest zupełnie młode. Jak mówi Indrė, minął zaledwie rok działalności, ale był to tak intensywny czas, że ma się takie wrażenie, że „minęła już pięciolatka”. Pomysł wypłynął naturalnie i bardzo zwyczajnie. Mąż Povilas Blaževičius jest archeologiem. Badał zwłaszcza dziedzinę dotyczącą najstarszych zabawek na Litwie. Zebrał wszelki materiał dostępny na Litwie, pracę naukową zwieńczyła jego własna praca doktorska, wydał monografię.
Wtedy zaczęliśmy rozważać, jaki sens ma nauka, skoro ma swoje zakończenie bez praktycznego jej zastosowania — dzieliła się przemyśleniami Indrė. — W Niemczech niemal w każdym większym mieście są takie muzea dla dzieci. Na Litwie takiego muzeum w ogóle nie było. Złożyły się na nie dwie rzeczy: posiadaliśmy wiedzę, podstawę teoretyczną oraz potrzebę. Z ich połączenia powstało muzeum.

Co ciekawe, tworzenie muzeum zaczęło się od przestrzeni internetowej, gdyż założyciele nie mieli jeszcze pomieszczeń i przez 2 lata gromadzili informację. Informowali, że istnieją. Co ważniejsze, to właśnie wtedy ludzie dzwonili, pytając, czy nie mogliby przyjąć zabawki, które przyniosą.
— Pomyśleliśmy wtedy, że jeszcze nawet nie udowodniliśmy swego istnienia, że jeszcze nas nie ma, a ludzie już oddają własne zabawki albo własnych dzieci. Nie było nawet gwarancji, że ten pomysł wyrośnie na coś więcej, ale potem to już czuliśmy moralne zobowiązanie, żeby tego zaufania nie zawieść.

W bitwę morską mogą zagrać też tatusiowie Fot. Marian Paluszkiewicz

W bitwę morską mogą zagrać też tatusiowie Fot. Marian Paluszkiewicz

Zaczęli się więc rozglądać za pomieszczeniem, zasypali listami samorząd stołeczny. Udało się uzyskać pomieszczenia na ulgowych warunkach. Mer entuzjastycznie przyjął pomysł. Wtedy ruszyło i niebawem doszło do otwarcia.

Muzeum jest przystosowane do potrzeb dzieci. Eksponaty można nie tylko dotykać, ale też wziąć do ręki, poczuć ich fakturę, ciężar, można się nimi bawić. Kiedy 20 dzieci urządza zawody, czyj bączek najdłużej się będzie kręcił, hałas jest taki, że aż miło. Mogą tu przyjść grupy przedszkolaków (przed południem), uczniów (po południu), a nawet studentów oraz rodzin z dziećmi, bo muzeum pracuje do ósmej wieczorem. Czynne jest także w soboty i niedziele. Poza oglądaniem można wziąć czynny udział w zabawie oraz organizowanych warsztatach. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.zaislumuziejus.lt.

— Jest to takie naturalne ogniwo — start dla dzieci wchodzących w świat muzeów — mówi Indrė. — Naszym celem było na wstępie pokazać te najstarsze czasy, ale też organizować więcej wystaw, często je zmieniać, żeby zawsze coś nowego się działo. Muzeum jest jak żywy organizm – cały czas jest uzupełniane. Z okazji rocznicy działalności powstała ekspozycja o wieku kamiennym, tworzymy nowe, uzupełniamy stare.

Jakich zabawek używali nasi praprzodkowie?

— Może to dziwne, ale używali tych samych zabawek co dzisiaj – zmienił się tylko materiał, z którego są zrobione – opowiada Indrė. — Kiedyś to był kamień, kość, skóra, drewno. Nawet goście z zagranicy – czy to z Brazylii, czy to z Azji, czy Stanów Zjednoczonych mają podobne zabawki: „O, na wsi u dziadka bawiłem się takimi”. Jeden gość pokazywał nawet, jak się takim bączkiem żongluje. Dzieci z przedszkola lub szkoły wołają na bączki, że są to tzw. beyblade — zasada działania jest ta sama. Od czasów pradawnych bawimy się tak samo. Zmieniają się tylko technologie, a i świat zabawek jest bogatszy.

Mamuta można pociągnąć za ogon Fot. Marian Paluszkiewicz

Mamuta można pociągnąć za ogon Fot. Marian Paluszkiewicz

Jeżeli w średniowieczu występuje miecz, kusza, łuk, tarcza — zabawki są także podobne, są odzwierciedleniem otaczającego świata: środków transportu, narzędzi pracy, otaczających realiów. W średniowieczu lalki poruszały się w wózkach, dzisiaj jeżdżą autami. Niegdysiejsze lalki były zrobione z gałganków, sznurków, guziczków, te dzisiejsze muszą pić z buteleczki i nosić pieluchę. Ale lalka pozostała lalką – dziecko musi mieć w swoim dziecięcym świecie kogoś, kim może zaopiekować się, wyrazić miłość, okazać troskę.

Choć świat idzie do przodu i zmieniają się materiały, z których zrobione są zabawki, potrzeba zabawy pozostaje niezmienna. Zamiast plasteliny służył kiedyś wosk, bo jest podatny na formowanie, stygnąc, zachowuje nadaną formę. Jeżeli dzieło nie podoba się — można znowu przetopić – jest to materiał dość uniwersalny. Dzisiaj został zastąpiony przez plastelinę, modelinę – świat idzie do przodu. Chociaż drewniane miecze nigdzie nie zniknęły – na Kaziukowym Kiermaszu cieszą się nieustającą popularnością. Chłopcy zawsze marzą o tej  zabawce. Może tylko dzisiaj niektórzy mają drewniane, a niektórzy świecące neonowe.

Jak mieszkali ludzie w wieku kamiennym? Dzieci mogą to zbadać na dotyk – samodzielnie wywiercić dziurę, „rozpalić” ogień.  Mogą pogłaskać futro mamuta, pociągnąć go za ogon, usłyszeć jego głos, a nawet zmierzyć długość włosia na jego futrze. Tu musi coś się dziać, dziecko samo uczestniczy w poznawaniu świata w formie zabawy. Kiedy pradawny tato szedł na polowanie, dzieci bawiły się tymi samymi narzędziami – był to oszczep, łuk, narzędzia do łapania ryb – dzieci się o tym przekonują, układając pomysłową składankę o zajęciach praprzodków.

Dzieci widzą tu, jak wyglądały kiedyś łyżwy, a nawet archaiczna kręgielnia.
— Wszyscy znają kręgielnię, ale nie wszyscy potrafią powiedzieć, od czego to się zaczęło. A za kręgle służyły zwyczajne kości, pozostałe po ugotowaniu galarety. Teraz wszyscy idziemy do kręgielni, zamawiamy zabawę, a wystarczy ugotować świńskie nóżki – śmieje się Indrė. — Nawet forma anatomiczna tej kości jest taka, że ona pięknie stoi – tak ludzie się przystosowali do gry.

Takie kości służyły kiedyś do gry Fot. Marian Paluszkiewicz

Takie kości służyły kiedyś do gry Fot. Marian Paluszkiewicz

Są tu też kusze – można samemu naciągnąć cięciwę. W tym miejscu jak w żadnym innym można zobaczyć, że różnice między dziewczynkami a chłopcami istnieją. Nie zmusisz ich do zabawy z gałgankami i robienia z nich laleczek – jeżeli napomkniesz o wojskowych zabawkach i pokażesz kuszę lub miecz – od razu biegną chłopcy.

Czy zabawki mają szansę przetrwać pod naporem dziecięcych rączek?

— Już 20 tysięcy zwiedzających tu było i nic się nie stało – śmieje się Indrė. — Oczywiście, że coś się niszczy, ale da się to naprawić. Dziecko bez złej woli czasami może nie obliczyć siły. To normalne.

Można tu zobaczyć późniejsze klasyczne zabawki z XVII-XVIII wieku, znane z bajki Andersena — ołowiane żołnierzyki. Dla dziewczynek też coś się znajdzie: „sekrety” ukryte w piasku pod kawałkiem szkiełka, przez specjalne otworki można podpatrzeć, co się tam kryje. Jest jeszcze wiele intrygujących zabaw – można do rozmaitych otworów włożyć paluszek i wybadać na dotyk, jaki materiał jest w środku – plastik, szkło, a może metal. Zabawa pociąga dzieci, gdyż bez udziału wzroku raczej trudno jest określić, a „co tam jest w środku?”. Jest gra ze stateczkami – samemu można zrobić wiatr i fale i wywołać burzę na morzu. Podziwiać można zabawki XX-wieczne, którymi bawili się rodzice dzisiejszych dzieci – gumowe piłki, plastikowe zabawki, metalowe samochodziki i traktorki,  czynne (!) automaty do gier – piłkarzyki, koszykówka, morska bitwa, do których sentyment ma niejeden dorosły dziś tatuś.

Co się podoba dzieciom najbardziej?

— Trudno powiedzieć, gdyż dzieci naprawdę lubią badać i poznawać — mówi Indrė.

Przy końcu zwiedzania wzrok pada na duży współczesny komputer. Jak mówi Indrė, dzieci prawie do niego się nie zbliżają.

Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.