8
Nie było to ostatnie spotkanie wiernych wileńskiej „Piątce”!

Chwile spotkania: uśmiechy, radość, pytania, nawet deszczyk nie psuje nastroju<br/>Fot. Jerzy Karpowicz

Chwile spotkania: uśmiechy, radość, pytania, nawet deszczyk nie psuje nastroju
Fot. Jerzy Karpowicz

Zgromadzili się w niedzielę, 29 czerwca, jak zawsze przy swojej starej szkole na Piaskach, na wileńskim Antokolu. Tylko że tym razem było to nie zwykłe tradycyjne, coroczne ich spotkanie, lecz szczególne, nadzwyczaj świąteczne i uroczyste: ze względu na zbliżające 70-lecie szkoły.

A przede wszystkim ze powodu ukazania się wspaniałej książki-dokumentu: „Zawsze wierni „Piątce”, której bohaterami są oni sami, absolwenci pierwszej powojennej polskiej szkoły w Wilnie. Powitanie, pierwsze emocje i radosny śmiech, tradycyjne zdjęcie. Chociaż tego południa kropił drobny deszcz, to jednak nikomu nie zepsuł nastroju, najwyżej paniom uczesania. Ale już zaraz padło zaproszenie gospodyni szkoły, aby jechać do wileńskiego Domu Kultury Polskiej. Dyrektor Edyta Zubel stoi u steru obecnego Gimnazjum im. J. Lelewela od 2007 r. Pełna entuzjazmu, uroku osobistego i ciepła pani dyrektor wraz ze swą zastępczynią Reginą Sawlewicz wzięła na siebie trud organizowania tego miłego święta, nazwanego spotkaniem z bohaterami książki „Zawsze wierni „Piątce”. Został zamówiony duży autokar, który przewiózł gości do Domu Kultury Polskiej, gdzie się odbywały główne uroczystości, a po nich miła rodzinna kolacja w restauracji „Pan Tadeusz”. Prawie pełna sala DKP świadczyła, że społeczność szkoły, jego pedagodzy i uczniowie, jak też wielu Polaków wileńskich potraktowało święto „Piątki”, jako wydarzenie wielkiej wagi i zapragnęło wziąć w nim udział. Wśród honorowych gości znaleźli się Michał Mackiewicz, prezes ZPL, ksiądz Tadeusz Żurawski, kapłan kościoła św. Teresy w Łodzi (celebrował krótką mszę św. w sali DKP), dyrektor DKP Artur Ludkowski oraz wielu innych znanych osobistości. Wreszcie czyż nie jest wybitną osobowością prawie każdy z przybyłych i miejscowych gości? Zaiste godni podziwu są ci wszyscy Polacy wileńscy, przez których, jak później powie Irena Woronko-Berger z podwarszawskiego Pruszkowa, absolwentka „Piątki” z 1954 roku, przeszły trzy deportacje (wywózki na Sybir i jeszcze dalej) i dwie repatriacje (prawie wymuszony wyjazd do Polski Ludowej). A oni zostali: pracowali, uczyli się, studiowali, zakładali rodziny, matki rodziły dzieci i uczyły ich miłości do Ziemi Wileńskiej. Dzisiaj miło było patrzeć na nich wszystkich. Jakby nie liczyli już ponad 70 i 80 lat, jakby nie przeszli przez biedę i niewypowiedziane trudności, o jakich dzisiejszym pokoleniom nawet się nie śniło. Radość spotkania z rówieśnikami starła z twarzy troski i wiek, lśniły im oczy, uśmiech gościł na ustach. Były też łzy wzruszenia, gdy na scenę wyszły dzieci, w biało-czerwonych strojach, młodociani artyści szkolni. Pięknie śpiewali po polsku, wykonywali tańce ludowe, a najmłodsza ślicznie zagrała na skrzypcach. W łzach seniorów lśniła radosna satysfakcja: ich zmagania i ofiarność nie poszły na marne. Młode pokolenie nie odeszło od rodzimej kultury, tradycji i języka. W tym miejscu chce się przypomnieć słowa wypowiedziane przez dyrektor Edytę Zubel, a skierowane do dawnych absolwentów: „Potrafiliście przybliżyć nam przeszłość, a tym samym wskazać drogę do przyszłości. Najserdeczniejsze wam za to dzięki”. Dyrekcja szkoły uhonorowała specjalnymi pamiątkowymi dyplomami ze szkła osoby, które wsparły materialnie wydanie tej, już dzisiaj historycznej książki. A są to: konsul generalny RP na Litwie Stanisław Cygnarowski, mer samorządu rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz, dyrektor DKP Artur Ludkowski. Był też samorząd m. Wilna, a także Stanisława Kociełowicz, absolwentka szkoły, aresztowana w 1951 r. przez NKWD na ulicy w Moskwie, gdzie studiowała po ukończeniu „Piątki”, obecnie mieszkanka Szczecina, sybiraczka, prezes Zarządu Światowego Związku Żołnierzy AK (okręg szczeciński) i wiceprezes Związku Łagierników. Takie same pamiątkowe dyplomy zostały wręczone Krystynie Adamowicz jako autorce książki oraz jej najbardziej zaangażowanym pomocnikom: Hannie Strużanowskiej, Irenie Berger, Weronice Kurmis, Stanisławie Kociełowicz, Halinie Jotkiałło, Janowi Pakalnisowi, Krystynie Pytlewicz-Kilienė, Wacławowi Baranowskiemu, Reginie Sawlewicz oraz Janinie Gieczewskiej, obecnie najstarszej absolwentce szkoły, znanej wileńskiej działaczce społecznej, dzięki której na okładce tej pięknie wydanej książki znalazło się jedyne w swoim rodzaju zdjęcie uczennic z gimnazjum żeńskiego na Ostrobramskiej z roku 1945. Pani Janina przechowywała je w ciągu prawie 70 lat. Ktoś z uśmiechem powiedział: „Dobrze, że wtedy nie było komputerów”. Dawni absolwenci „Piątki” to prokurator z okresu „Solidarności” w Polsce Stefan Śnieżko, mieszkaniec Gdańska, co roku obecny na spotkaniach w Wilnie, Leon Siwicki, również były prokurator w Wileńskiej Prokuraturze Generalnej, to też duża grupa znakomitych lekarzy, jak np. Hanna Strużanowska, Krystyna Rusakówna-Baranauskienė, Sylwia Stech-Senatowa, znany warszawski okulista Jan Pilść, którego rodzony brat Heniek Pilść został zamordowany w Ponarach 12 maja 1942 r. Tego samego dnia rozstrzelano 42 chłopców w wieku od 16 do 22 lat. Nie ma potrzeby dziś wspominać, kto i po co z takim zacietrzewieniem niszczył kwiat polskiej młodzieży. Wiadomo, że nie da się wymienić wszystkich przybyłych z Polski, jak też z Wilna absolwentów. Wstępnie ustalono, że zgromadziło się ich co najmniej setka. Sporo też doszło z młodszych generacji, aby wspólnie przeżyć radosne chwile szkolnego spotkania. Wszyscy się cieszyli, że w przyszłym roku w ostatnią niedzielę czerwca znowu się zobaczą.

8 odpowiedzi to Nie było to ostatnie spotkanie wiernych wileńskiej „Piątce”!

  1. józef III mówi:

    sto lat !

  2. dobrze mówi:

    Wspaniale!

  3. Leo mówi:

    Piękny przykład dla młodszych pokoleń.

  4. Koroniarz mówi:

    Wszystkiego najlepszego absolwentom i pracownikom Szkoły!

    I dwie uwagi.
    1) Wilnianie nie byli repatriowani, tzn. nie wrócili do swojej ojczyzny. Oni ją opuścili.
    2) Autorka pisze: “Nie ma potrzeby dziś wspominać, kto i po co z takim zacietrzewieniem niszczył kwiat polskiej młodzieży”. Wręcz przeciwnie, jest taka potrzeba. Po pierwsze, dobrą przyszłość można zbudować jedynie na prawdzie. Po drugie, sprawstwo zbrodni w Ponarach nie jest powszechnie znane. Po trzecie, Lietuva nigdy za tę zbrodnię nie przeprosiła, a dziś kontynuuje swoją antypolską tradycję. A zatem niech wszyscy wiedzą: w Ponarach kwiat polskiej młodzieży mordowali Lietuvisi z oddziałów specjalnych, ochotnicy, którzy wiedzieli, na co się decydują. Byli oni wychowani w nienawiści do polskości zgodnie z ideą Lietuvy. Mordowali, aby zrealizować ideę lietuvskiego Wilna (Vilniusa). Cześć pomordowanym! Oprawcom, ich wychowawcom i spadkobiercom – hańba.

  5. Adam81w mówi:

    Gdzie można kupić tę książkę?

  6. Kmicic mówi:

    Wspaniali “piątkowicze” mają teraz przed sobą najważniejsze zadanie- organizować cykliczne spotkania-zjazdy potomków absolwentów piątki. Tylko w ten sposób piątka nigdy nie zaginie 🙂

  7. Wereszko mówi:

    “Jan Pilść, którego rodzony brat Heniek Pilść został zamordowany w Ponarach 12 maja 1942 r. Tego samego dnia rozstrzelano 42 chłopców w wieku od 16 do 22 lat. Nie ma potrzeby dziś wspominać, kto i po co z takim zacietrzewieniem niszczył kwiat polskiej młodzieży.”

    “Został zamordowany”? KTO zamordował?
    “Rozstrzelano”? KTO rozstrzelał?
    Kosmici?
    Dlaczego “nie ma potrzeby wspominać”?

  8. Adam81w mówi:

    Jest potrzeba wspominać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.