2
Aleksandr Balinskij: praprapradziadka śladami z Sankt Petersburga do Jaszun

1

Aleksandr Balinskij Fot. Anna Pieszko

Wywiad z Aleksandrem Balinskim, zamieszkałym w Sankt Petersburgu potomkiem rodu Balińskich i Śniadeckich

Jakie drogi zaprowadziły Pana do Jaszun?

To, że Jaszuny istnieją, że rodzina przez ponad sto lat mieszkała w Jaszunach, wiedziałem od dawna. Słyszałem opowiadania z ust swego dziadka, Aleksandra Iwanowicza Balińskiego. Po raz pierwszy był on tu na początku lat 70. Jest lekarzem wojskowym i podejrzewam, że obawiał się przyznać, że jest z tych Balińskich, dlatego zwiedzał te tereny jako zwykły turysta. Zobaczył tu wtedy resztki pałacu, znalazł cmentarz, opowiadał, że rosły tam chwasty, a płyty nagrobne leżały pęknięte. Znalazł nawet jakąś babcię, która pamiętała ostatnich gospodarzy, Sołtanów, którzy mieszkali tu przed wojną. Takie to były opowiadania. Przejście od abstrakcyjnej wiedzy do czegoś bardzo dla mnie ważnego i istotnego, niestety, dokonało się dla mnie zbyt późno. Dziadek zestarzał się i zaczął wiele rzeczy zapominać. Zacząłem ciekawić się historią rodziny mocno po 30-tce, wypytałem u dziadka wszystko, co można.

Od dawna zbieram materiały archiwalne. Przed 1,5 roku na jednym z forów genealogicznych zostawiłem informację, że poszukuję krewnych. Absolutnie nie spodziewałem się odzewu. Znalazł mnie Kazimierz Karpicz (dyrektor Gimnazjum im. Michała Balińskiego w Jaszunach — od aut.), który na moją wiadomość przysłał pytanie, czy nie jestem krewnym. Tak nawiązała się nasza korespondencja. W ciągu tego czasu staliśmy się, bez żadnej przesady, przyjaciółmi. Odesłałem całą posiadaną informację, zeskanowałem zdjęcia, materiały archiwalne, żeby uzupełnić jego kolekcję, on z kolei cały ogrom informacji przesłał dla mnie. Propozycja przyjazdu padła z jego strony od razu, ale z racji na różne przeszkody nie było to możliwe, chociaż przyjechać do Jaszun zamierzałem jeszcze przed zapoznaniem się z p. Karpiczem. Chylę czoła przed takimi ludźmi, to rzeczywiście człowiek-encyklopedia.

Przed kilkoma laty przysłałem tu z tajną misją swego teścia z teściową. Dla nich Litwa jest drugą ojczyzną, zwłaszcza dla teściowej, która jako dziewczynka corocznie na Litwę przyjeżdżała. Bardzo prosiłem ich, kiedy wybierali się na Litwę, żeby wpadli do Jaszun. Obejrzeli dom, cmentarz i do tej pory są absolutnie zachwyceni faktem, że wszystko zostało zachowane, że ludzie doceniają, że jest ulica Michała Balińskiego, że jest szkoła, która ma go za patrona (moja teściowa 40 lat przepracowała w szkole) i jest dla niej ważne, że dzieci również poznają historię tego miejsca, w którym mieszkają.

Grób Iwana (Jana) Balińskiego, profesora psychiatrii Fot. Anna Pieszko

Grób Iwana (Jana) Balińskiego, profesora psychiatrii Fot. Anna Pieszko

Proszę opowiedzieć o sobie…

Mam dwa wykształcenia, jedno to filologia rosyjska na Wielkim Uniwersytecie w Sankt Petersburgu, drugi dyplom — to prawnik. Przez wiele lat byłem państwowym urzędnikiem, teraz prowadzę prywatną działalność prawniczą.

W którym pokoleniu jest Pan potomkiem słynnego profesora? Bo na początku połączenia dwu rodów było małżeństwo historyka Michała Balińskiego i Zofii Śniadeckiej, córki profesora Jędrzeja Śniadeckiego…

Z tego związku urodził się Iwan Balinskij, założyciel katedry psychiatrii Akademii Wojskowo-Medycznej w Sankt Petersburgu. Przed nim psychiatria spełniała karzącą rolę, on rozwinął ją jako kierunek medyczny i jako osobną dyscyplinę. Pośród jego synów starszy Michaił to mój prapradziadek, który też był wojskowym lekarzem. Synem Michaiła był syn Iwan, który skończył gimnazjum tuż przed rewolucją i, jak rozumiem, nie uzyskał wyższego wykształcenia, był sowieckim urzędnikiem. Iwan to mój pradziadek. Dziadek — Aleksander Iwanowicz Balinski to też lekarz wojskowy. Czyli profesor psychiatrii to mój praprapradziad. Jeżeli Śniadeckich uważać za pokolenie zerowe, to ja jestem siódmym pokoleniem.

Cmentarz Śniadeckich i Balińskich w Jaszunach jest zadbany Fot. Anna Pieszko

Cmentarz Śniadeckich i Balińskich w Jaszunach jest zadbany Fot. Anna Pieszko

Absolutnie niespodziewanie Jaszuny tego lata stały się miejscem, gdzie po wielu długich latach spotkali się potomkowie zarówno ze strony Śniadeckich, jak też Balińskich…

Rzeczywiście, los jest zaskakujący, może to nie los, a jakiś Boży zamysł. Spotkanie z potomkiem Śniadeckich — Krzysztofem Lempke — absolutnie nie było zaplanowane, on zupełnie nie miał pojęcia o moim istnieniu, my z kolei nie wiedzieliśmy, że jest on. To jedna z bocznych gałęzi — mama Krzysztofa miała nazwisko panieńskie Śniadecka. Też pokazywał ocalałe zdjęcia, dokumenty, widać, że człowiek bardzo ceni historię swej rodziny. Był już w Jaszunach w latach 80. minionego wieku. Nagle w środę przyjechał z żoną, trójką dzieci.

Kazimierz przedstawił nas sobie, ale mam wrażenie, że nie od razu to do niego dotarło i kiedy w szkole dyrektor przedstawiał całą informację, po twarzy swego polskiego krewnego zrozumiałem, że zaczyna się stopniowe rozpoznawanie i wreszcie zrozumienie. Z wielką przyjemnością obcowaliśmy, on się uczył w szkole rosyjskiego, ja, niestety, nie znam polskiego. Język polski na poziomie swobodnego obcowania znał mój prapradziadek, syn psychiatry. Z kolei jego syn już nie posługiwał się językiem polskim, możliwe, że rozumiał. We wszystkich dokumentach już od stu lat jesteśmy Rosjanami. Czuję wielki dyskomfort z tego powodu, że nie znam polskiego i mam mocną potrzebę nauczenia się tego języka.

Pałac w Jaszunach jeszcze w trakcie renowacji Fot. Anna Pieszko

Pałac w Jaszunach jeszcze w trakcie renowacji Fot. Anna Pieszko

Jakie emocje wywołał w Panu pobyt w Jaszunach, w posiadłości prapradziadów?

Nie oczekiwałem, że emocje będą tak silne. Ściskanie w gardle. Już od pierwszego dnia, gdy poszliśmy na cmentarz. Nie jestem sentymentalny, nie płakałem wiele lat, ale to zapomniane doznanie… Wszystko to jest bardzo wzruszające. Emocji masa, wszystkie są zupełnie nieoczekiwane. Bardzo cieszy, że prowadzone są prace renowacyjne domu. To jest ważne, dla mnie jest ważne jak dla potomka, wydaje mi się, że to ważne także dla Jaszun — to znaczący obiekt historyczno-kulturowy, a wreszcie turystyczny.

Dlatego emocje przepełniają. Muszę teraz wrócić do siebie, uspokoić się, przemyśleć całą informację, ale jestem zupełnie pewien, że będę tu wracał. Teraz muszę tu przywieźć jeszcze rodzinę. Moja 11-letnia córka w szkole zimą otrzymała zadanie przygotowania prezentacji o słynnym matematyku XVIII-XIX w. Była zupełnie zagubiona, podsunąłem jej pomysł, że przecież ma w rodzinie słynnego matematyka — prapraprapradziadka, oczywiście opowiadałem jej o historii rodziny już wcześniej, ale kiedy usiedliśmy przy komputerze i jeszcze raz pokazałem jej mogiły z Jaszun, pokazałem jej prom „Jan Śniadecki” sama wykonała prezentację. Z wielką chęcią szła nazajutrz do szkoły: od abstrakcyjnych pojęć historia rodziny nabrała konkretnych kształtów. Zrozumiała, że ona też ma do tego bliski stosunek.
Będę tu wracał. Myślę, że to dopiero początek. Tego nie wolno już zostawić. A i nie potrafię…

2 odpowiedzi to Aleksandr Balinskij: praprapradziadka śladami z Sankt Petersburga do Jaszun

  1. dobrze mówi:

    Jezeli pan mecenas zaplakal, to wroci do korzeni wraz z rodzina

  2. Zbigniew mówi:

    Wracaj, tam Twoje korzenie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.