0
Coś z niczego, czyli …„Lato z gliną”!

Margaryta Czekolis umie w mgnieniu oka tworzyć ceramiczne cuda  Fot. Marian Paluszkiewicz

Margaryta Czekolis umie w mgnieniu oka tworzyć ceramiczne cuda Fot. Marian Paluszkiewicz

„Julio, Julio chodź bliżej, zobacz, jak szybko obraca się koło. O, już widzę kubek!” – woła jedna dziewczynka do drugiej.
Kiedy ta przybiega na miejsce, odpowiada: „Ślepa jesteś czy co, przecież to dzbanek, a nie żaden tam kubek!”.

Kto wie, czym by ta mała sprzeczka się zakończyła, gdyby zamiast naczynia nie  narodził się przepiękny jeż, który dosłownie w ciągu kilku minut w umiejętnych rękach mistrzyni „zaopatrzył się” w liczne ceramiczne kolce.
Taki to obrazek zaobserwowaliśmy w neogotyckim Pałacu Jeleńskich (Glinciszki, gmina Podbrzezie), w którym mieści się Ośrodek Kultury, gdzie wczoraj, 22 lipca,  rozpoczęły się tradycyjne warsztaty twórcze „Lato z gliną”.
Są one dla dzieci, młodzieży i dorosłych, by w ciągu dwóch tygodni mogli oni poznać tajniki podstaw ceramiki tzn., by w zwykłym kawałeczku gliny urzeczywistnić swe fantazje i marzenia.

Tak jest co roku — już przez 17 lat. I trudno byłoby sobie nawet wyobrazić, aby te tak popularne warsztaty, które zainicjowała i pomyślnie kontynuuje znana mistrzyni garncarstwa i ceramiki Margaryta Czekolis jakiś rok się nie odbyły.
Margaryta jest głęboko przekonana — to nie tylko poznanie tajników lepienia z gliny, ale to treściwe spędzenie wolnego czasu. Mieszkając na wsi, doskonale wie, że większość dzieci lato spędza przy komputerze i biernym oglądaniu telewizji. Dlatego przed siedemnastu laty wpadła na pomysł zorganizowania takich warsztatów, które stały się bardzo popularne i z roku na rok tu w tym tak malowniczym miejscu się odbywają.
Sama rozkochała się w tej sztuce na szkoleniu w Węgorzewie w roku 1997, kiedy to dzięki Polinie Kurcewicz-Krystyniak poznała tajniki lepienia wyrobów z gliny i ich późniejszego wypalania. Zafascynowało to ją do tego stopnia, że po powrocie zapałała chęcią założenia pracowni, gdzie królowałaby ten materiał. Tym bardziej że przecież Glinciszki, wyraźnie od niej swą nazwę wiodą, bo tu w przeszłości była znana na całą okolicę cegielnia, a wszystkie budynki zbudowano z miejscowej cegły.
„Owszem, glina po dziś w naszych okolicach jest, ale bynajmniej nie nadaje się do naszych prac, bo musi być odpowiednio wyrobiona” – mówi Margaryta.

Najwierniejsze uczestniczki warsztatów — wnuczki – Dasza i Sofija Fot. Marian Paluszkiewicz

Najwierniejsze uczestniczki warsztatów — wnuczki – Dasza i Sofija Fot. Marian Paluszkiewicz

I kontynuuje: „Oczywiście, że wiem, jak takie przygotowanie się odbywa, bo opowiadam o tym uczestnikom warsztatów, ale ponieważ jest to proces niezwykle pracochłonny – to obecnie nikt tym się nie zajmuje. Zresztą nasza glina nie nadaje się na wyroby ceramiczne. Kupujemy tzw. glinę kurszeńską, którą  rozprowadza spółka z Poniewieża” — mówi nasza rozmówczyni.
Ile kosztuje taka glina? Kilogram (a kupuje się ją na kilogramy) — 2 lity. Ale kiedy dochodzi transportowanie, to cena wzrasta prawie do pięciu litów.
Czyli ten surowiec jest bardzo ceniony.

Kierowniczka uczy każdego uczestnika  szacunku do gliny, jak też do wszystkiego, co dała nam natura.
Kiedy mieli znaczniejszy budżet, był tu twórczy obóz. Była możliwość dalszych wyjazdów i wycieczek.  Ale i dziś uczestniczące w warsztatach dzieci i młodzież z Glinciszek odbywają bliskie spacery krajoznawcze po okolicy, poznają historię sztuki, dzieje ojczystych stron i rozmawiają w tym języku, w jakim umieją i chcą się porozumiewać. A swoje myśli i uczucia uczą się wyrażać wspólnym językiem sztuki. Bo Margaryta umie zainteresować każdego i wszystkim, co się obok znajduje.

Wycieczka do Pałacu – to przeniesienie się do historii, labiryntów tego gmachu... Fot. Marian Paluszkiewicz

Wycieczka do Pałacu – to przeniesienie się do historii, labiryntów tego gmachu… Fot. Marian Paluszkiewicz

„Przecież można znalezione na polach ciekawsze kamienie kolorować. Z papieru, który każdy ma w domu, wyciąć koronkowe wycinanki, a teraz akurat jest najlepszy czas na zbiórkę słomy, z której powstają prześliczne pająki” — opowiada nasza rozmówczyni.
Ale, oczywiście, podstawowym materiałem do pracy jest glina. Bo i tradycyjne warsztaty od niej nazwę wiodą, czyli „Lato z gliną”.
A zaczątkiem tej pracowni stał się nabyty przez samorząd piec do wypalania wyrobów z gliny. Następnie kupiono pierwsze 100 kilogramów już gotowej do produkcji wyrobów ceramicznych gliny, która stała się wdzięcznym tworzywem, aby rozwijać wyobraźnię i inwencję twórczą wśród dzieci. Co prawda, z każdym nowym sezonem Margaryta stara się dzieci ukierunkować. To znaczy, mają tworzyć wyroby z gliny o określonej tematyce.
Były zwierzęta, świat autentycznej żywej natury.
W tym roku będą to… instrumenty muzyczne.
Poznana przed chwilą uczennica klasy VIII Julia, która przybyła wraz z opiekunkami i kolegami z Ośrodka Interwencji Kryzysowej Rodziny i Dziecka w Kowalczukach (rej. wileński) — przyjmuje tę wiadomość z radością. Próbowała kiedyś lepić zabawki z gliny, dziś chętnie spróbuje stworzyć gitarę.

Psycholog z tego Ośrodka Ewelina Brażycka oraz pracownik socjalny tej placówki Darija Bondariewa, przywiozły tu swoich podopiecznych, z którymi pracują na co dzień, by się zapoznali z tym fantastycznym światem ceramiki, by dzieci mogły same się przekonać, jak takie wyroby powstają. No i przy okazji zwiedzić Pałac Jeleńskich. Obie mówią, że dzieci niedawno wróciły z Polski, że czas mają  bardzo treściwie wypełniony, czego dowodem są tego rodzaju wypady jednodniowe.

Każdy prawie gotowy wyrób ma być wstawiony do pieca, do wypalania Fot. Marian Paluszkiewicz

Każdy prawie gotowy wyrób ma być wstawiony do pieca, do wypalania Fot. Marian Paluszkiewicz

„Niestety, nasz autokar nie mógł pomieścić więcej chętnych” — mówi Ewelina, bo dzieci są bardzo ciekawe wszystkiego, tym bardziej że przecież na co dzień w swych domach nie mają za łatwo. Dlatego tak cenne jest powstanie tego Centrum (o którym m. in. „Kurier” już pisał).
A ta wycieczka jest niezwykle cenna, bo zanim uczestnicy zasiądą do pierwszej nauki dotyczącej ceramiki, mają okazję zapoznać się z pracami członków  warsztatów z ubiegłych lat. A są to nie tylko wyroby z gliny, ale jakże pięknie wykonane robótki ręczne wyplatane ze słomy, quilling (papieroplastyka), rysunki, którymi upiększony jest ten stary i co tam kryć mocno zaniedbany pałac, który  żyje właśnie dzięki takiemu tchnieniu sztuki. Może nie doskonałej, ale jakże cennej, bo zrobionej rękoma młodych twórców.
„Cieszę się, że mamy wycieczki, ale oczywiście bardzo bym życzyła, by jak najwięcej naszych miejscowych przychodziło – mówi kierowniczka tych warsztatów. – Bo z tym uczestnictwem jest też tak, gdy pada deszcz, jest ich więcej, a jak świeci słoneczko – trochę mniej” – śmieje się uznana twórczyni Wileńszczyzny.
Według pani Margaryty, tu dzieci uczą się samodzielności, starsze pomagają młodszym, młodsze uczą starszych kolegów cierpliwości.
„Nasze możliwości są bardzo ograniczone, dlatego pierwszy rok wprowadziliśmy opłatę. Za jeden dzień zajęcie — 5 Lt, za 5 dni — 10 Lt, za 10 dni – 20 litów. Robimy to nie z dobrego życia, jesteśmy filią Ośrodka Kultury w Niemenczynie, ale i ośrodek nie jest za bogaty, dlatego musimy sobie radzić. Ale najważniejsze to chęć” – kończy entuzjastka, której dzień pracy nie kończy się wraz z zajęciami na warsztatach. Albowiem dzieci często zostają, aby się pobawić w tenisa, warcaby, dopracować robótkę. Więc organizuje dla nich bliskie spacery krajoznawcze po okolicy, pomaga poznawać historię sztuki, dzieje ojczystych stron.
Na warsztatach artystycznych Margaryta Czekolis stara się przekazać dzieciom wiedzę o przeszłości narodu.
„Staram się wraz z pracą artystyczną podać historię, ożywiam dawne rzemiosło. Dzieci lepią z gliny naczynia, z jakich korzystano w V wieku p.n.e. Wzory pochodzą głównie z Internetu, książek historycznych. Staram się podawać wiedzę zgodnie z chronologią, według epok – opowiada. — Ale najważniejsze są pierwsze ABC dla każdego rodzaju sztuki, a potem już każdy uczestnik sam zdecyduje, czy chce poznać cały »alfabet«” – mówi na pożegnanie Margaryta i wyrusza z przybyłą grupą, by pokazać Pałac i zapoznać z jego historią.

HISTORIA GLINCISZEK W PIGUŁCE

Dobra Glinciszki były od XVIII w. własnością rodziny Jeleńskich h. Korczak (w końcu XIX w. właścicielem był Mieczysław Jeleński). Ostatni właściciel — Kazimierz Jeleński opuścił Glinciszki w 1939 (zginął w Auschwitz).
W Glinciszkach był kiedyś murowany kościół parafialny. W 1810 podkomorzy wiłkomierski Ludwik Jeleński osadził w nim ks. misjonarzy. Później znajdowała się tutaj kaplica parafii w Podbrzeziu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.