0
Na grecką wyspę Rodos, tam gdzie nikt się nie śpieszy

Widok z Akropolu na cudowne miasteczko Lindos Fot. Janina Biesiekierska
image-67188

Widok z Akropolu na cudowne miasteczko Lindos Fot. Janina Biesiekierska

Wieczne lato, słońce, lazurowe morze, żadnej chmurki, szczęśliwi ludzie. Tak większość z nas wyobraża wakacje w ciepłych krajach.

Bezwzględnie na to, że wszystkie wileńskie cztery pory roku mają swój urok, czekamy lata, które czemuś zawsze szybko przemija. Nie obejrzysz się, jak nadchodzi jesień. Codzienna rutyna: dom, praca, kłopoty, nierozwiązane problemy zaczynają mieć niekorzystny wpływ na nasze samopoczucie, na nasze zdrowie.  Z niecierpliwością czekamy na urlop. I tu marzeniem każdego z nas jest spędzenie go nad morzem lub jak kto woli — w górach.

Co prawda gór na Litwie nie ma, ale morze to mamy ze złocistymi plażami. Można pojechać do Połągi, Świętej.
Ostatnio też modne jest pojechać nad morze na Łotwę lub do Polski. Ważne tylko, żeby pogoda dopisała. Z kolei firmy turystyczne kuszą nas wycieczkami do Turcji, Grecji, Bułgarii, Tunezji i dalej. Do krajów, gdzie przez 300 dni w roku bywa słonecznie, woda w morzu ma zawsze temperaturę ponad 20 stopni, a powietrze 30. Kuszą też cenami. Przelot samolotem, wyżywienie „all inclusive”, zakwaterowanie w hotelu z częstą wymianą pościeli, basen przy hotelu z bufetem obok — wliczone są już w cenę wykupionej wycieczki. Za 7 dni pobytu trzeba za taką wycieczkę zapłacić około 1 800 Lt, a za 14 około 3 000 Lt. Dodatkowe koszty to wycieczki organizowane na miejscu, bilety do zwiedzanych obiektów, zakup pamiątek.

Od dzieciństwa byłam miłośniczką wypraw turystycznych, lubię poznawać nowe kraje, ludzi. Ciekawią mnie zabytki architektury, historia, nie nudzą mnie opowieści przewodników. Przed każdym wyjazdem staram się poczytać o miejscach, w których będę.
Ale tym razem z koleżanką zaplanowałyśmy nie zwiedzanie, a wylegiwanie się na plaży, kąpiel w morzu, spacery czyli dosłownie urlop. Odpoczynek od pracy, domu, polityki i spraw materialnych.
Wybór padł na Grecję. Może dlatego, że tam jeszcze nie byłyśmy. W dodatku wielu naszych znajomych ostatnio zwiedziło Kretę albo Rodos. Biura turystyczne też miały mnóstwo propozycji spędzenia wakacji w Grecji. Wybrałyśmy 11-dniową wycieczkę.

Grecja, to kraj zajmujący nie tylko część półwyspu Bałkańskiego. Prawie piąta część powierzchni Grecji przypada na wyspy, których jest… 437. Co prawda, z tego tylko 134 są zamieszkałe. Reszta czeka na swoich robinzonów. Te, które udało się zobaczyć płynąc statkiem, wyglądają z daleka dość podobnie. Wysunięta do morza część na kształt głowy krokodyla, skalista, pokryta odrobiną zieleni. Gdy podpływa się bliżej, wyłania się miasteczko z białych domów i zabytkami architektury z różnych okresów. Największą wyspą jest położona na południu popularna wśród turystów z Rosji i Litwy Kreta. Wyspa Rodos, którą postanowiłyśmy zwiedzić, jest wysunięta bardziej na wschód w odległości 460 km od Aten.

Z jednej strony omywa ją Morze Egejskie, z drugiej Śródziemne. Bardzo blisko stąd do Turcji. Są organizowane wycieczki morskie do tureckiego kurortu Marmaris (20 km). Cała Grecja, to tereny przeważnie górzyste. Także na wyspie Rodos są wysokie góry. Liczba mieszkańców wynosi 117 000, z czego połowa mieszka w mieście Rodos. Na mapie wyspa ma kształt ryby bez ogona, o długości 78 m i szerokości 38 m. Linia brzegowa wynosi 253 km, wzdłuż której jest wiele nowoczesnych kurortów z plażami — od kamienistych i skalistych do żwirku i złocistego piaseczku.

Wczasowicze na plaży w Afandou odległej od miasta Rodos o 18 km Fot. Janina Biesiekierska
image-67189

Wczasowicze na plaży w Afandou odległej od miasta Rodos o 18 km Fot. Janina Biesiekierska

Wracam jeszcze raz do tego, że jechałyśmy nie zwiedzać, miałyśmy odpoczywać na wyspie Rodos. W biurze wybrałyśmy wycieczkę do miejscowości Afantu (Afandou) odległej od miasta Rodos o 18 km.
Samolot wylądował na lotnisku zaraz po obiedzie, więc po przybyciu do hotelu już tego dnia całe popołudnie spędziłyśmy nad morzem. Szmaragd, turkus, lazur. Tak wyglądało morze przez wszystkie 11 dni naszego pobytu. Błękitne, z domieszką leciutkiej delikatnej zieleni do różnych odcieni niebieskiego, a na tym tle wspienione do białości fale uderzające o brzeg i niebo też niebieskie bez żadnej chmurki. A na brzegu kolorowe kamyki tak doskonałych form, że każdy może służyć za materiał nadający się do wielu rzeczy bez dodatkowej obróbki.

Woda w morzu przeźroczysta, ciepła. Większość czasu spędzałyśmy na pływaniu i wylęgiwaniu na leżakach pod parasolem. Po południu odpoczywałyśmy. Tak samo jak i w innych krajach południowych w czasie sjesty, około godziny 13. życie tu zamiera, Grecy zamykają sklepy na parę godzin, na ulicach nie ma ludzi. Ale wieczorem miejscowi mieszkańcy lubią czasami całą rodziną posiedzieć w tawernie przy wspólnej kolacji.
Wbrew wcześniejszemu postanowieniu część pobytu poświeciłyśmy na zwiedzanie.

Do miasta Rodos z Afantu pojechałyśmy autobusem za 2,20 euro. Rodos założone zostało 408 lat p.n.e., ale ślady osadnictwa były i wcześniej. Jeden z siedmiu cudów świata Kolos Rodyjski — olbrzymi posąg Heliosa, boga słońca, został wybudowany prawie 300 lat p.n.e. Przez prawie 67 lat stał on przy wejściu do portu, zanim został zniszczony w wyniku trzęsienia ziemi. Kolos był widoczny z okolicznych wysp. Powalony długo leżał na brzegu wprawiając w zdumienie starożytnych budowniczych (waga — 70 ton, wysokość, użyte materiały i konstrukcja według niektórych nie była możliwa ze względów technicznych).

image-67190
Miasto Rodos nadaje się do samodzielnego zwiedzania. Bilet na objazdowy autobus kosztuje od 9 do 12 euro. Zatrzymuje się on przy ważniejszych zabytkach. Można wysiąść przy każdym obiekcie i dalej jechać następnym autobusem, który przyjeżdża mniej więcej po 30 minutach. Autobus jest audiowizowany. Można korzystać ze słuchawek. Do wyboru jest sześć języków. Jednym z nich był rosyjski. Domówić się na Rodos można po angielsku, także po niemiecku, włosku i francusku. Ci, byli na Krecie, mówili, że tam też można czasami porozumieć się i po rosyjsku.

Od czasów perskich i greckich p.n.e. wyspa Rodos wraz z całą Grecją należała do Cesarstwa Rzymskiego, potem do Cesarstwa Bizantyjskiego (a dla przypomnienia Bizancjum to ten sam Konstantynopol, a teraz Stambuł), w średniowieczu byli tu i Arabowie i inni, a od roku 1523 przez 400 lat Rodos należało do Imperium Osmańskiego. W czasach najnowszych od pierwszej wojny światowej rządzili tu Włosi, a potem Niemcy nazistowskie. W 1947 roku wyspa została przekazana Grecji. Toteż miasto Rodos obfituje w zabytki z różnych okresów i kultur. Meczety, kościoły, Plac Żydowski z zabytkami, ruiny zamków, Pałac Wielkich Mistrzów Zakonu Joannitów z XIV wieku. Stare miasto otoczone zabytkowym murem z okresu średniowiecza zostało wpisane na listę UNESCO.

Podczas pobytu skorzystałyśmy też z oferty naszej firmy Novaturas. Za 42 euro organizowali oni jednodniową wycieczkę na jedną z wysp Dodekanezu, wyspę Symi. Rejs statkiem z Portu Mandraki w mieście Rodos trwa ponad dwie godziny. Zgodnie z mitologią nazwa Symi pochodzi od nimfy Syme, żony boga Posejdona, władcy mórz. A według Homera mieszkańcy wyspy brali udział w walce o Troję. W malowniczym mieście spędziliśmy parę godzi. Na obiad zjedliśmy w tawernie danie z ryby za 20 euro. Tak samo jak i reszta wycieczkowiczów nabyliśmy tu gąbki i aromatyczne zioła. W programie wycieczki był też godzinny postój na południu wyspy przy klasztorze, który jest poświęcony patronowi żeglarzy Michałowi Archaniołowi. Do Symi i z powrotem statek okrążając wyspę płynie wzdłuż wybrzeży Turcji zbliżając się w niektórych miejscach na 4 km.

Zwiedziłyśmy też malownicze miasteczko Lindos położone na wzniesieniach nad brzegiem morza. Wzdłuż małych, krętych uliczek, których podłoże zrobione z morskich kamieni, znajduje się mnóstwo kawiarenek i sklepików z pamiątkami. Nad miastem góruje Akropol wpisany na listę Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Pomimo zmęczenia i gorąca dotarłam do ruin Akropolu, na którym są zabytki z różnych epok. Na samym wierzchołku znajdują się ruiny świątyni greckiej bogini Ateny z Lindos. Dech w piersiach zapiera widok na zatokę i miasteczko Lindos z góry. Do Lindos jechałyśmy też rejsowym autobusem za 3,50 euro mijając malownicze winnice i gaje oliwne. Rozkłady autobusów były w recepcji hotelu i na przystanku w centrum miasteczka. Ale kierowcy nie zawsze przestrzegają rozkładu. Późnienie się w Grecji o 15 lub 30 minut jest normą. W ogóle Grecy nigdzie się nie śpieszą, ale na lotnisko to nas zawieźli bez opóźnienia.

Pozostałe dni pobytu poświęciłyśmy na pływanie i spacery, zwiedzałyśmy nasze miasteczko Afantu, które jest jednym z najstarszych na wyspie. Dosłowne tłumaczenie nazwy Afandou — „niewidoczny”. Zbudowane jest ono między wzgórzami, co miało chronić mieszkańców przed napadem piratów od strony morza. Oglądałyśmy wschód słońca nad morzem, udało nam się trafić na festyn religijny, który odbywał się przy kościele późnym wieczorem w sobotę. Przybyły tłumy mieszkańców, pełno było tu i młodzieży. Kiermasz, różne słodycze, ustawione przy kościele stoły, zapach pieczonego mięsa.

Nie piszę tu o wyśmienitej kuchni greckiej, obyczajach, polityce. 11 dni to stanowczo za krótki okres, żeby to wszystko wypróbować.
Zazwyczaj na kolejną wycieczkę nie wybieram kraju w którym byłam, ale Grecję to chciałabym jeszcze raz kiedyś zwiedzić…

Janina Biesiekierska
Rodos, Grecja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.