4
Przemoc w szkołach Litwy: nauczyciel pod pręgierzem

nauczycie 15-3

Praca nauczyciela jest związana z dużym napięciem emocjonalnym, umysłowym i psychicznym Fot. archiwum

Wyniki badań nad szerzeniem się przemocy w szkołach na Litwie są szokujące: ofiarami przemocy fizycznej w placówkach oświatowych pada piąta część uczniów, szyderstwa i drwiny odczuło na sobie każde trzecie dziecko.

Według tych wskaźników, jak też pod względem samobójstw wśród dzieci, Litwa znajduje się w niechlubnej czołówce w Europie. Jeszcze bardziej bulwersujące są wyniki sondażu wśród nauczycieli – prawie 70 proc. nauczycieli doznało w szkole przemocy psychicznej, 17 proc. — przemocy fizycznej.

Badania w skali całej Litwy zostały przeprowadzone przez Związek Zawodowy Placówek Oświatowych Litwy (ZZPOL). Nauczyciele mogli odpowiadać na pytania ankiety zarówno w internecie, jak też pisemnie.
— Rzeczywiście 70 proc. nauczycieli wspomniało, że doznało przemocy od uczniów, administracji czy ze strony rodziców – mówił „Kurierowi” przewodniczący ZZPOL Eugenijus Jesinas.
— Jaka to przemoc? Przykładowo presja psychiczna ze strony administracji, kiedy to nauczyciel jest utrzymywany w przekonaniu, że jest winny niepełnienia obowiązków, że nie jest „atrakcyjny” dla uczniów.
Ale szkoła to przecież nie jest konkurs piękności. Nauczyciel musi być atrakcyjny pod względem swej wiedzy, umiejętności przekazania informacji. To jest jego podstawowe zadanie.
Jak mówi przewodniczący Związków Zawodowych, w szkole na Litwie zaistniała absurdalna sytuacja, kiedy to zwrócenie uczniom uwagi hałasującym na lekcji jest już odbierane jako naruszenie praw dziecka. Upomnienie ucznia jest naruszeniem jego godności. Nikt natomiast nie ocenia przypadków, kiedy ci sami uczniowie ordynarnie i brutalnie ranią nauczyciela. Nikt nie zważa na prawo nauczyciela do godności.
Wygląda na to, że system oświaty w niepodległej Litwie znalazł się w ślepym zaułku: po odrzuceniu modelu nauczania z poprzedniego systemu, mimo coraz bardziej postępowych reform i pięknie brzmiących sformułowań w wychowawczych planach nauczania jak „myślenie krytyczne”, „rozstrzyganie problemów”, „współpraca”, „inicjatywa”, „przedsiębiorczość”, „efektywna komunikacja”, „umiejętność zbierania i analizowania informacji” itd., itp. zapomniano o elementarnych pojęciach, jak kulturalne zachowanie się, szacunek, dobroć. Zliberalizowany system wychowawczy, gdzie uczeń zna swoje prawa, a zapomina o obowiązkach, prowadzi do przekroczenia tej granicy, za którą już wszystko wolno. Stąd zaś bardzo blisko jest do konfliktu z prawem.

— Według danych Departamentu Policji, wiek młodocianych przestępców jest coraz niższy – mówił Eugenijus Jesinas. — Teraz do grup przestępczych należą już dziewięciolatki. Najgorsze jest to, że ich wykroczenia stają się coraz bardziej okrutne. Na przykład, podpalenia bezdomnych, napady, kopanie nogami. Zupełnie niedawno było zdarzenie, gdy uczeń 6 klasy zorganizował egzekucję dla nauczyciela, który mu się nie podobał i zaplanował, że zepchnie pedagoga ze schodów. Na szczęście, nauczyciel nie ucierpiał tak, jak na to liczył nastolatek. Takich przykładów naprawdę jest dużo.
Według pedagogów, nauczyciel wobec agresji ucznia jest całkowicie bezbronny. Może co najwyżej przypadek agresywnego zachowania zgłosić dla szkolnego psychologa (o ile taki etat w szkole istnieje) albo pedagoga socjalnego. W skrajnym przypadku – zgłosić przypadek brutalnego zachowania się ucznia na policji. Najczęściej takich kroków unika się i sprawa jest zamiatana pod dywan.

Dyrekcja szkół, chroniąc prestiż swoich placówek, najczęściej wywiera presję, żeby nauczyciele nie zgłaszali skandali na policję – mówił Jesinas.
— Najczęściej to nauczyciel jest oskarżany, że nie potrafił znaleźć wspólnego języka z uczniem, że była stosowana nieodpowiednia metoda itp. Jest naprawdę bardzo trudno. Rola wychowawcza dziecka została rzucona na barki szkoły. Statystycznie rodzice poświęcają swym dzieciom 7 minut dziennie. Myślę, że ten ciężar wychowania dzieci jest dla szkoły nie do udźwignięcia.
— Nauczyciel w szkole ciągle coś musi: musi uczyć, musi wychowywać, musi zapisać masę niepotrzebnych papierów, musi ciągle się szkolić, musi stawać na głowie – mówi nauczycielka. — Natomiast uczeń może przyjść bez wykonanej pracy domowej, bez potrzebnych przyborów szkolnych, a jak dostanie uwagę w dzienniczku,  nazajutrz matka przyjdzie do szkoły z pretensjami, za co dziecko dostało naganę.
Czy rzeczywiście zjawisko przemocy jest tak palącym problemem w szkołach? Trudno z całą pewnością stwierdzić, z jakich szkół pedagodzy wzięli udział w sondażu na temat przemocy, ale z rozmów wynika, że w szkołach na Wileńszczyźnie raczej brak drastycznych przypadków przemocy ucznia wobec nauczyciela.
— Tak, zdarzył mi się raz przypadek, który mogę określić jako przemoc fizyczna – mówi nauczycielka pracująca w wiejskiej szkole w rejonie wileńskim z 20-letnim stażem. — Uczeń 10 klasy na lekcji grał w grę na komórce. Tak go pochłonęły strzelające w telefonie czołgi, że stracił poczucie rzeczywistości. Kazałam mu zabrać się do pracy i zabrałam komórkę. Uczeń wskoczył z miejsca, podbiegł do mnie, wykręcił rękę i zabrał telefon. W klasie zapadła cisza. Wtedy opamiętał się i zaczął przepraszać. Potem tłumaczył się, że nie zrozumiał, co go naszło. Po tym wypadku zabroniono w szkole używanie telefonów komórkowych.
W innej szkole już drugoklasista agresywnie zachował się wobec nauczyciela.
— W trakcie lekcji poprosił wyjść z klasy, nabrał w usta wody, a kiedy wrócił, prysnął z buzi wodą wprost na nauczycielkę, na papiery, na zeszyty – opowiada nauczycielka ze szkoły w rejonie solecznickim. — Myślę, że nie mógł się pogodzić, z tym że był uważany za „gorszego”, może był to protest przeciwko nielubianemu przedmiotowi.
Opisane przypadki są pojedynczymi odchyleniami od normy.

nauczycie 15-2

Eugenijus Jesinas

— W polskiej szkole dzieci najwyżej mogą stwierdzić, że nie chce im się pracować na lekcji, poza tym zachowują się kulturalnie, nie są agresywne, nie odzywają się po chamsku. Nie są złośliwe. Powiedziałabym, że są tolerancyjne, pomagają starszym nauczycielom w opanowaniu komputera – mówi jedna z nauczycielek.
— W naszych mniejszych prowincjonalnych miasteczkach temat przemocy wobec nauczycieli nie jest aktualny – mówi inna. — Dzieci są grzeczne. Kiedy przyszła do nas nowa nauczycielka angielskiego z dużej szkoły z dużego miasta, pierwsze, co stwierdziła po miesiącu pracy, że „macie zdumiewająco kulturalne dzieci”.
— Jeżeli podczas dyżuru na korytarzu słyszę jakieś chamskie odzywki, od razu ingeruję i widać od razu, że dziecko jest speszone i zaczyna się wstydzić. Pomaga zwykłe słowne upomnienie – mówi polonistka.

Szkoła jest tylko lustrzanym odbiciem społeczeństwa, a dzieci przejmują wzory zachowań i wartości wyznawane przez swych rodziców.
— Zauważyłam, że bardziej agresywne są te dzieci, które odczuwają w domu brak miłości rodzicielskiej – opowiada nauczycielka klas początkowych. — Kompensują sobie ten brak, zachowując się agresywnie w stosunku do innych dzieci, przedrzeźniając, przezywając, dokuczając. Nawet w stosunku do nauczyciela dzieci już w klasie 2. są agresywne.

Kiedyś zjawisko buntu było charakterystyczne dla nastolatków w wieku dojrzewania, w klasie 6-7, obecnie już klasy początkowe są skażone agresją.

— Kiedyś na wsi były 3 szanowane osoby: ksiądz, nauczyciel, lekarz. Teraz nauczyciel jest osądzany i krytykowany przez rodziców, dzieci to słyszą i nic dziwnego, że również podobnie się zachowują. Coś złego idzie z rodzin. Są tacy rodzice, którzy obcują z dziećmi, ale jest takich coraz mniej. Mam klasę, w której połowa dzieci mieszka z dziadkami, ponieważ rodzice wyjechali na zarobki. Brak miłości mamy i taty kompensują poprzez agresję, dokuczanie innym dzieciom.

— Nie tylko uczniowie z asocjalnych rodzin zachowują się agresywnie i w sposób nieprzewidywalny: często są to dzieci z bardzo zamożnych rodzin. Zwyczajnie jest to protest, brakuje im uwagi w rodzinie, brakuje miłości rodzicielskiej, zaś negatywne uczucia wylewają w szkole. Agresja staje się coraz młodsza – mówił Eugenijus Jesinas. — Jak to zmienić? Przede wszystkim należy zmienić Ustawę o Oświacie. Zwłaszcza te punkty, które reglamentują prawa i obowiązki uczniów. Nie może uczeń zachowywać się całkowicie bezkarnie. Musi być odpowiedzialny za swe zachowanie, zgodnie z przyjętymi normami społecznymi.

Związki zawodowe spoglądają na sąsiednią Estonię, w której już od kilku lat są stosowane kary finansowe wobec rodziców, którzy nie potrafią wyegzekwować odpowiedniego zachowania od swych dzieci.
— Jeżeli uczeń nie może być karany, muszą być karani jego rodzice za brak opieki nad dzieckiem. Obecnie teoretycznie taka możliwość istnieje, choć praktycznie mało kto z niej korzysta. Trzeba zwiększać odpowiedzialność rodziców za wychowanie swoich latorośli. Należy reglamentować prawo nauczyciela do zdyscyplinowania dziecka – mówił Jesinas.

Jako drastyczny przykład podaje fakt, że w Wielkiej Brytanii znowu się wraca do kar fizycznych w szkole, a dla uczniów w szkołach angielskich zaczęto szyć uniformy z materiału odpornego na uderzenia nożem. U nas natomiast nauczyciel, podejrzewający ucznia o posiadanie broni czy narkotyków, nawet nie ma prawa sprawdzić, co uczeń trzyma w swojej teczce.

Praca nauczyciela jest związana z dużym napięciem emocjonalnym, umysłowym i psychicznym. Dlatego na przykład w Japonii po 15 latach pracy pedagogicznej nauczyciel jest zwalniany i może wykonywać każdą pracę w innym zawodzie. Japońscy uczeni przyznają, że w ciągu tego okresu pedagog jest całkowicie wyczerpany psychicznie i nie może więcej wykonywać tej pracy.
— W porównaniu do realiów Japonii nasze żądanie umożliwić nauczycielom wyjście z pracy po odpracowaniu 30 lat stażu w wieku 55 lat jest całkowicie uzasadnione – mówił Jesinas.

Jak mówi, do pracy w szkole przychodzi tylko 8 proc. absolwentów kierunków pedagogicznych. Po roku ich liczba zmniejsza się jeszcze o połowę. Dlaczego? Z tych samych powodów – nauczyciel nie czuje się w szkole bezpiecznie. Nie mówiąc już o tym, że zarobki upadły krytycznie, są niewystarczające. Dochodzą też gwarancje socjalne.
— Jaka jest emerytura nauczyciela? — oburzał się przewodniczący Związków Zawodowych. — Człowiek musi pracować prawie do 70 lat, żeby otrzymać marne 800 litów? On nie wyżyje z emerytury. Jest to poniżej progu ubóstwa przy obecnych cenach. Jeżeli w dodatku człowiek jest samotny, jest mu trudno i utrzymać mieszkanie, i zatroszczyć się o zdrowie, i przeznaczyć jakąś sumę na wyżywienie.

Tymczasem rząd litewski traktuje oświatę po macoszemu i pod względem płac zarobkowych dla nauczycieli w krajach unijnych wyprzedza tylko Bułgarię i Rumunię.
— Zamiast rekomendowanych 6 proc. PKB na strategię oświatową u nas przeznacza się 4,3 proc, gdy tymczasem np. w innych krajach przeznacza się aż 10 proc. — twierdził Jesinas. — Pół krajów UE podnosi płace zarobkowe dla nauczycieli, u nas czyni się odwrotnie. Jeżeli w 2008 r. nauczyciel czuł się doceniany, to obecnie średnio zarabia 1 400 Lt, a w wiejskich szkołach jeszcze mniej – nauczyciele są zmuszeni pracować w kilku szkołach, żeby osiągnąć tzw. minimum. To jest nienormalne. Należy przywrócić prestiż pracy nauczyciela. Zanim politycy i rządzący nie zrozumieją, że oświata jest gwarancją pomyślnego rozwoju państwa – będzie tylko gorzej.

Print

4 odpowiedzi to Przemoc w szkołach Litwy: nauczyciel pod pręgierzem

  1. Fela mówi:

    Dziwna tu terminologia: pedagog socjalny. Co to takiego jest?

  2. Lubomir mówi:

    Lietuviski skansen etnograficzny?. Obecna Litwa to zjawisko antropologiczne, psychologiczne i kulturowe. To obiekt do badania nie mniej ciekawy niż ludy Amazonii czy Syberii. Dogłębna eksploracja tych terenów wciąż czeka na uczonych i odkrywców. Język litewski pozostawia wiele znaków zapytania. Podobnie jak antyczny język etruski czy język baskijski. Na Lietuvie ze słów ‘etnos’ i ‘etniczny’ zrobiono bogów. Nienawiść rasowa staje się religią Lietuvy. Jest to niestety oznaka patologii i choroby a nie normalności i zdrowia. Oby Litwinom udało się wyjść z tego kryzysu. Rzeczypospolita Polska wciąż jest gotowa do dialogu z Braćmi Litwinami i do trwałego pojednania z nimi. Trudny język litewski nie stanowi żadnej bariery. Młodzi ludzie z Polski i Litwy, gdy tylko chcą, potrafią rozmawiać ze sobą w różnych językach. Głównie po angielsku.

  3. PytamTylko mówi:

    Interesuję się historią i mam dylemat. Jeśli ktoś mnie oświeci będę wdzięczny. Czy obecna Liwa to czy aby napewno spadkobierczyni Wielkiego Księstwa Litewskiego? Z tego co uczyli mnie w szkole językiem urzędowym tego księstwa był słowiański język staroruski najbardziej zbliżony to obecnego białoruskiego. Księstwo to swoim zasięgiem obejmowało głównie tereny obecnej Białorusi i Ukrainy. NAwet Mickiewicz urodził sie niby na Litwie, w Nowogródku, który jest na Biłorusi. Król Jagiełło mówił ponoć staroruskim a w kwestii bałtyckiego litewskiego był z niego jak to się mówi Czesław Nieman. Nic podobno nie kumał. Bałtycki język litewski był ponoć używany tylko na głębokiej prowincji Wielkiego Księstwa Litewskiego i mówiły nim tylko nieliczne odziane w skóry leśne dziadki ze żmudzkich borów. Sama Żmudź to były kresy tego Księstwa. Czy zatem to nie Białoruś ma zatem większe prawo być spadkobierczynią WKL? CZy nie bliżej historycznej prawdy byłoby gdyby obecna “Litwa” nazywała się Republika Żmudź?
    Podobno język litewski (żmudzki?) był prawie na wymarciu i był niemal sztucznie wskrzeszony w XiXw, Żmudzinów na Wileńszczyźnie przed II wojną światową praktycznie nie było. W Wilnie było ich ok. 2%.
    Jeżeli mam jakieś braki w pobranej nauce historii to zapraszam do polemiki. Może jednak się mylę a historia wyglądała inaczej? 🙂

  4. Anonymous mówi:

    Do Pytam tylko;calkowicie masz racię.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.