0
Liczyć na siebie

Do Sejmu trafiła przyszłoroczna ustawa budżetowa. Krytykowana przez opozycję, jako zbyt optymistyczna, przez rządzących chwalona, jako realistyczna. Opinie, ta pozytywna i ta negatywna, argumentowane są wzrostem przyszłorocznych wydatków. Ustawa zakłada bowiem kolejną podwyżkę płacy minimalnej, czy też rewaloryzację rent i emerytur. Skąd na to pieniądze? Otóż, autorzy budżetu liczą na wciąż taniejącą ropę, co pozwoli mocno zaoszczędzić w wydatkach publicznych oraz dotacje unijne z nowej perspektywy finansowej.

W założeniach budżetowych zabrakło natomiast jednego z podstawowych generatorów wzrostu przychodów publicznych. Rozwój gospodarczy — tego właśnie niewiele znajdziemy w ustawie budżetowej. Obarczona biurokracją i obciążona nadmiernymi podatkami gospodarka po prostu nie chce się rozwijać. Być może dlatego od 25 do prawie 40 proc. (są różne oceny) naszego PKB generuje się w szarej strefie, a ponad 30 proc. społeczeństwa toleruje tę strefę. Ograniczenie jej chociażby o 10 proc. zapewni nam wzrost gospodarczy, jakiego „normalnie” możemy spodziewać się w ciągu 4-5 lat. I choć każda władza wiele mówi o potrzebie walki z szarą strefą, niewiele w tym zakresie robi się. Zresztą walczyć trzeba z biurokracją i obciążeniami finansowymi normalnego biznesu, a wtedy szara jego strefa sama się skurczy, a może nawet zniknie. Wtedy też nie będziemy musieli liczyć na tańszą ropę i unijne dotacje, bo będziemy mogli liczyć na siebie.