1
Wędrówki ulicami wileńskimi: Obok Młynowej Wilenka płynie

Dom na Młynowej od strony podwórka, w którym mieszkał z żoną Natalią Konstanty Ildefons Gałczyński Fot. Justyna Giedrojć

Dom na Młynowej od strony podwórka, w którym mieszkał z żoną Natalią Konstanty Ildefons Gałczyński Fot. Justyna Giedrojć

Na Młynowej (Malūnų), znajdujących się tu kiedyś nad Wilenką młynów nie ma, ale przetrwały one w nazwie ulicy. W XIX wieku kilkakrotnie zmieniano jej nazwę. Były tu zaułki Bernardyński lI i Zamkowy, ulica Zarzeczna, Bernardyńska (obok znajduje się kościół pw. św. Franciszka i św. Bernarda, zwany bernardyńskim).

Gdyby dziś wielki poeta polski Konstanty Ildefons Gałczyński, którego 110. rocznica urodzin wkrótce przypada, mieszkał na Młynowej, pewnie jako człowiek ceniący wolność i niezależność, byłby zadowolony, że jego ulica należy do niezależnej Republiki Zarzeczańskiej. A ta ma nawet swoją konstytucję w kilku językach, w tym — po polsku. W dokumencie tym spisanym przez miejscową bohemę, bo ona głównie upodobała w ostatnich dwóch dziesięcioleciach Zarzecze, zapisane jest m. in.: „Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka; człowiek ma prawo do lenistwa; ma prawo kochać kota i opiekować się nim, ale kot nie ma obowiązku kochać swego pana, choć powinien pomagać mu w trudnych chwilach”.

Mostek przez Wilenkę, o którym poeta napisał: „A most się zrobił szafirowy,/ z szafirowego srebrny, potem/ szkarłatem okrył się i złotem/ i tak już został” Fot. Justyna Giedrojć

Mostek Gałczyńskiego, o którym poeta napisał: „A most się zrobił szafirowy,/ z szafirowego srebrny, potem/ szkarłatem okrył się i złotem/ i tak już został” Fot. Justyna Giedrojć

K. I. Gałczyński przybył z Warszawy do Wilna w styczniu 1934 r. i spędził tu prawie 2,5 roku. Gałczyński otrzymał posadę w rozgłośni Polskiego Radia. Zaproponowano mu pisanie cotygodniowego felietonu „Kwadrans dla ponurych”. Początkowo mieszkał przy ulicy Młynowej 2, a potem na pobliskiej Połockiej, gdzie urodziła się jego jedyna córka: „Kira, moja mała córeczka,/ Kira, moja smagła córeczka”. W szeregu swoich utworów Gałczyński nawiązuje do atmosfery Wilna i śladów, jakie pozostawił w nim Adam Mickiewicz. W 1936 Gałczyńscy wrócili do Warszawy.

Jesteśmy na Młynowej, ulicy dziwnej, bo jej lewą stronę, jeśli iść w kierunku ulicy Zarzecznej, zajmuje jeden długi, liczący 132 metry dom, oznaczony numerem 3. Kiedyś należał do klasztoru bernardynek, a w okresie międzywojennym był już własnością państwową, gdzie urządzono mieszkania dla urzędników. Jedno z nich należało do państwa Felicji i Marcina Stecewiczów. Pan Marcin był przed wojną kierownikiem Oddziału Administracji i Eksploatacji Wileńskiej Dyrekcji Poczt i Telegrafów. Po wojnie — urzędnikiem telegrafu.

Pani Felicja ukończyła Wydział Matematyczno-Przyrodniczy Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, po wojnie była nauczycielką słynnej Piątki na Antokolu, dziś noszącej imię Joachima Lelewela. Jeden z synów państwa Stecewiczów — niestety, przedwcześnie zmarły, Renard — był wybitnym naukowcem w dziedzinie radioelektroniki. Młodszy Zbigniew, podobnie jak jego matka, został po studiach nauczycielem fizyki w Wileńskiej Szkole Średniej nr 5, której, tak jak Renard, był absolwentem. Zbigniew Stecewicz dotychczas z rodziną mieszka na Młynowej 3. Jest jedynym lokatorem, który tu się urodził, bo reszta to ludność napływowa.

Wracając jednak do K. I. Gałczyńskiego. W pięknie wydanej książce autorstwa Kiry Gałczyńskiej pt. „Srebrna Natalia” jest taki fragment wspomnień matki Kiry — Natalii: „Pamiętam, jak przysłał mi wiersz (nazwany później „Na wileńskiej ulicy”) na kartce pocztowej jako „zaproszenie do podróży”. A ja wciąż zwlekałam z wyjazdem, nie chciało mi się jechać do Wilna (…). Zaczęła się ulewa listów i depesz z Wilna. Pamiętam, jak Kot (od aut.: tak mówiono o K. I. G. w rodzinie) napisał: „Czy już zapomniałaś, że musimy mieć córkę podobną do ciebie, z oczami jak wiśnie?”. Wyjechałam 15 marca.

Z ulicy Młynowej roztacza się piękny widok na kościół bernardyński Fot. Justyna Giedrojć

Z ulicy Młynowej roztacza się piękny widok na kościół bernardyński Fot. Justyna Giedrojć

W Warszawie już były pąki na drzewach. W Wilnie była prawdziwa zima, śnieg, a Konstanty czekał na dworcu w baranim kożuchu (…). Jak we śnie widziałam wysoko wzniesione nad brukiem chodniki, śnieg, małą rzeczkę Wilenkę rwącą jak potok pomimo mrozu, most. Dorożka zatrzymała się za mostem. Minęliśmy bramę w grubym „murze pobernardyńskim”, ogród, zaśnieżone jabłonie i stanęliśmy przed domem zasypanym śniegiem jak na gwiazdkowej pocztówce. I tak weszłam w to Wilno zaciszne, kojące, dobre, jak żadne inne miasto”.
„W tym Wilnie będziesz różą, w tym Wilnie matką za młodu… /Ej, woźnico, zatrzymaj swe konie!/ Znam domek: drzwi w ulicę, a okna od ogrodu, a w ogrodzie rosną dwie jabłonie”. Tak opisywał szczęście w Wilnie Konstanty Ildefons Gałczyński.

…Młynowa pulsuje współczesnym życiem. Po prawej stronie ulicy ożywają domki jeszcze zupełnie niedawno mocno zaniedbane. Przy „domu Gałczyńskiego”, na skwerku obok Wilenki, tuż przy mostku, naprzeciwko kościoła bernardyńskiego, ktoś w sezonie letnim urządza czasem kawiarenkę pod parasolami, która się nazywa „Zielona Gęś”, tak jak Teatrzyk „Zielona Gęś” stworzony przez K. I. Gałczyńskiego na łamach krakowskiego „Przekroju” .

Wędrując po tym malowniczym zakątku starówki wileńskiej warto zajrzeć w głąb Republiki Zarzeczańskiej.
U wylotu ulicy Młynowej znajduje się placyk. W 2002 roku ustawiono tu 8-metrową kolumnę z rzeźbą Anioła — patrona Zarzecza. Autorem Anioła odlanego z brązu jest litewski rzeźbiarz Romas Vilčiauskas.

Dzielnica Zarzecze (Užupis) to nietypowa część Wilna. Od Starego Miasta oddziela ją rzeczka Wilenka (stąd nazwa — Zarzecze). Pierwsze wzmianki o Zarzeczu pochodzą z XVI wieku. Pierwotnie było to wileńskie przedmieście, zamieszkane głównie przez tkaczy, młynarzy i niższych rangą urzędników. Przed II wojną światową mieszkali tu: słynny malarz wileński Ferdynand Ruszczyc oraz Bernard Ładysz, polski śpiewak operowy.

Na 8-metrowej kolumnie Anioł — patron Zarzecza Fot. Justyna Giedrojć

Na 8-metrowej kolumnie Anioł — patron Zarzecza Fot. Justyna Giedrojć

W czasach radzieckich było to jedno z najbardziej zaniedbanych miejsc w Wilnie. Wiele domów nie miało elektryczności ani sanitariatów. Zarzecze uchodziło za dzielnicę niebezpieczną. W latach 90. ubiegłego wieku dzielnica zaczęła zmieniać swoje oblicze. Stało tak głównie dzięki przedsiębiorczości mera miasta Artūrasa Zuokasa, który mieszka tu z rodziną. Do tanich, zaniedbanych domów zaczęli wprowadzać się artyści. Zarzecze zaczęto nazywać wileńskim Montmartrem.

W 1997 roku mieszkańcy wileńskiego Montmartre’u proklamowali autonomiczną Republikę Zarzecza. W prima aprilis świętują oni Dzień Niepodległości, a w dzielnicy odbywa się wielka parada. Przekraczając rzekę pierwszego kwietnia, trzeba okazać paszport, a „straż graniczna” stawia stempel z napisem „Užupis”.
Zarzecze jest jedną z droższych dzielnic Wilna. Odbywają się tu festiwale mody alternatywnej, organizowane są koncerty, wystawy, wieczory poetyckie, oryginalne imprezy, na przykład Dzień Białego Obrusa, obchodzony w poniedziałek wielkanocny. W tym dniu mieszkańcy dzielnicy na wspólny stół przynoszą świąteczne dania i wspólnie biesiadują.

Zarzecze jest pełne uroczych zakątków: piękne kamieniczki sąsiadują z ruderami i domami, na ścianach których wymalowane są obrazy; jest tam most obwieszony kłódkami różnej wielkości i kolorów, z wygrawerowanymi imionami zakochanych, są tam galerie, przytulne sklepiki i kawiarnie.

Jedna odpowiedź do Wędrówki ulicami wileńskimi: Obok Młynowej Wilenka płynie

  1. Jur mówi:

    Zarzecze zachwyca swoją autentycznością, małymi domkami,pięknymi widokami i rzeczką Wilenką. Przy dawnym Targu Owocowym z restauracji Thores rozciąga się piękny widok – panorama na Wilno.
    W latach sześćdziesiątych stan budynków był straszny. Przy placyku gdzie stoi teraz statua Anioła
    domy od strony Wilenki nie miały dachów .Deszcz i śnieg niszczył mury a na dachu bez pokrycia rosły młode brzozy – ruina i smutek.W czasach przedwojennych jako mały chłopiec kąpałem się w mętnej ale czystej wodzie Wilenki i zjeżdżałem na sankach ze zbocza góry od Subocz ul Jeziorną gdzie teraz są schody.
    Zimą kiedy leżał grubo śnieg było cicho ,wieczorem świeciły lampki kolorem pomarańczowym w oknach domów i nieliczne gazowe latarenki na ulicy sceneria jak ze świątecznej pocztówki z Mikołajem.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.