1
Euro w tarapatach

Gdy Litwini z entuzjazmem przyjmują europejską walutę, Grecy chcą się jej pozbyć i wrócić do narodowej     Fot. ELTA

Gdy Litwini z entuzjazmem przyjmują europejską walutę, Grecy chcą się jej pozbyć i wrócić do narodowej Fot. ELTA

„W niewłaściwym czasie” – tak dziś wielu ekspertów ocenia przyjęcie przez Litwę europejskiej waluty.

Decyzja w tej sprawie przyjęta przez krajowe władze jeszcze przed rokiem i potwierdzona przez instytucje europejskie w połowie tego roku, niefortunnie zbiegła się z mocnym osłabieniem europejskiej waluty. I choć spadek wartości euro wywołany kryzysem politycznym w Grecji niewiele ma wspólnego z sytuacją gospodarczą w krajach unii walutowej, to jednak osłabiona wspólna waluta będzie rzutowała na rozwój gospodarek tzw. eurolandu, w tym też Litwy, która od 1 stycznia jest jego członkiem.
I choć o greckich, ponownych zresztą, kłopotach było wiadomo jeszcze pod koniec 2014 roku, wtedy politycy nad Wilią i Niemnem niewiele mówili, by nie przyciemniać blasku swego sukcesu, jakim w ich opinii jest przyjęcie europejskiej waluty. Dziś za ten sukces zapłacą wszyscy i choć nową walutą, ale najsłabszą od 2006 roku.
Co to oznacza? Według ekspertów, słaba waluta niekoniecznie musi być tragedią dla gospodarki kraju. Tańszy pieniądz jest bowiem korzystny dla eksporterów krajowych, a litewskie PKB to głównie eksport towarów i usług. Jednak, żeby tak się stało, eksportować musielibyśmy do krajów trzecich, czyli krajów spoza unii walutowej. Stamtąd zaś musielibyśmy importować przynajmniej większą część przede wszystkim surowców na potrzeby producentów eksportu. Tymczasem w przypadku Litwy jest wręcz odwrotnie. Podstawowe surowce – ropę i gaz – kupujemy z krajów trzecich i wyłącznie za dolary, zaś największym odbiorcą naszego eksportu jest Unia Europejska i głównie kraje strefy euro. Największy dotąd rynek — rosyjski — gdzie Litwa mogła sprzedawać swój eksport za bardzo mocnego dziś dolara, skurczył się do minimum w wyniku wojny na sankcje między Rosją a Zachodem. W tym czasie poszukiwania nowych dolarowych rynków wciąż trwają. Największy – rynek Stanów Zjednoczonych — wciąż jest dla nas zamknięty z powodu ograniczeń handlowych między USA i UE, których na razie nie może przebić nawet historyczna różnica wartości dolara do euro. Litewscy eksporterzy liczą jednak, że z czasem eksport towarów z eurolandu do USA wzrośnie, wtedy tez poprawi się ich sytuacja, bo będą mogli więcej sprzedawać nie tylko bezpośrednio za ocean, ale też dla partnerów ze strefy euro, którzy również eksportują na kontynent amerykański. Dziś litewski eksport do USA i Kanady wynosi zaledwie 4 proc. i stanowi głównie produkcję rafinerii „Orlen Lietuva” w Możejkach.

 Pisząc o wejściu Litwy do strefy euro, zachodnie media z sarkazmem zaznaczają, że kraj w ostatniej chwili załapał się na Titanica     Fot. Marian Paluszkiewicz


Pisząc o wejściu Litwy do strefy euro, zachodnie media z sarkazmem zaznaczają, że kraj w ostatniej chwili załapał się na Titanica Fot. Marian Paluszkiewicz

Analitycy Litewskiej Konfederacji Pracodawców jednak zaznaczają, że perspektywę tę może zniweczyć drożejąca ropa, która dziś choć jeszcze znajduje się na rekordowo niskim cenowym poziomie, to jednak w przyszłości może zacząć rosnąć. Wzrost ceny ropy w zestawieniu z mocnym dolarem w stosunku do euro, byłoby najgorszą perspektywa dla litewskich eksporterów. Co prawda, nie dla wszystkich, bo już dziś eksporterzy zbóż i nabiału, którzy swój towar sprzedają głównie za dolary do krajów Azji i Afryki mogą liczyć na dobre zyski i jeszcze większy eksport.
Sytuację eksporterów — i tych sprzedających za dolara, i tych sprzedających za euro — może jednak pogorszyć kryzys polityczny w Grecji, a zwłaszcza perspektywa jej wyjścia z unii walutowej. Według ocen litewskich analityków bankowych, „Grexit” — perspektywa wyjścia Grecji ze strefy euro – dziś nie jest tak to groźne dla strefy i poszczególnych jej krajów, jakim było w 2012 roku. Zachodni eksperci są zgodni, że najbardziej na tym wyjściu ucierpiałaby sama Grecja. Dlatego też w Berlinie i Paryżu coraz częściej słychać, że nikt nie będzie sprzeciwiał się greckiej decyzji i opuszczenia strefy i że to sami Grecy na własną odpowiedzialność muszą podjąć taką decyzję. Są to jednak nieoficjalne doniesienia. Oficjalnie i w odmiennym tonie wypowiedziała się natomiast Komisja Europejska.
„Obecność państwa w strefie euro, zgodnie z unijnymi traktatami, jest nieodwołalna” – oświadczyła rzeczniczka Komisji Europejskiej Annika Breidthardt w odpowiedzi na pytania dotyczące możliwego „Grexitu”.
O jego perspektywie zaczęto spekulować, kiedy greckiemu parlamentowi nie udało się wybrać prezydenta kraju, co doprowadziło do rozpisania przedterminowych wyborów. Ma się to odbyć już 25 stycznia, a ich głównym faworytem jest skrajnie lewicowe ugrupowanie SYRIZA. Jej lider Aleksis Cipras zapowiedział, że w razie zwycięstwa jego partii, Grecja odejdzie od polityki zaciskania pasa i będzie się domagała umorzenia znacznej części greckiego zadłużenia, co może doprowadzić do opuszczenia strefy euro. Według zachodnich analityków, euroland straciłby na tym około 150 mld euro. Sama Grecja znacznie więcej, bo na sam druk narodowej waluty drachmy Grecy musieliby wydać aż 600 mln euro. Ten kryzys nie miałby bezpośredniego wpływu na gospodarkę Litwy.
Naszemu krajowi dostałoby się jednak rykoszetem, gdyż przede wszystkim spadłoby zainteresowanie inwestorów krajami eurolandu. A właśnie na polepszenie klimatu inwestycyjnego na Litwie liczono, wprowadzając euro.

 

Jedna odpowiedź do Euro w tarapatach

  1. andrzej mówi:

    Mówiąc wprost: czy w obecnej sytuacji euro Litwa nie zafundowała sobie stagnacji gospodarczej? Duże państwa takie jak Niemcy sobie poradzą.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.