0
75 lat wiecznej wachty kapitana Mamerta Stankiewicza

„Piłsudski”, flagowiec PMH, w wielkiej gali banderowej wchodzi do Gdyni po dziewiczej podróży transatlantyckiej. 4 października 1935

„Piłsudski”, flagowiec PMH, w wielkiej gali banderowej wchodzi do Gdyni po dziewiczej podróży transatlantyckiej. 4 października 1935

„Zima dawniej na Wileńszczyźnie była przepiękna. Zawsze dużo śniegu, a sanna doskonała. Przyjemnie siedziało się otulonym w ciepły barani kożuch w saniach, cicho sunących i poskrzypujących płozami na zamarzniętym śniegu”. A w innym miejscu: „Dla statku, na którym miałem rozpocząć swoje pierwsze dowództwo parowcem, wybrałem drogie mi imię »Wilno«”. Autorem tych słów jest kapitan żeglugi wielkiej Mamert Stankiewicz.

Jego postać jest nader znana każdemu, kto interesuje się polskim morzem. Stał się legendą dzięki książce „Znaczy Kapitan” autorstwa innego wybitnego człowieka i marynarza, kapitana żeglugi wielkiej Karola Olgierda Borchardta. Książka uważana jest za najlepsze dzieło polskiej marynistyki dwudziestego wieku.
Pierwszym statkiem o napędzie mechanicznym kapitana Stankiewicza był skromny parowiec „Wilno”. Ostatnim – transatlantyk „Piłsudski”.
75 lat temu, w nocy na 26 listopada 1939, „Piłsudski” w szarej szacie wojennej, przerobiony na transportowiec wojska żeglował przez sztormową noc. O 5.30 rano wstrząsają nim dwa potężne wybuchy, szybko narasta przechył, przerażeni ludzie skaczą w czerń wzburzonego lodowatego Morza Północnego. Flagowy statek Polskiej Marynarki Handlowej spoczywa na dnie. Jego dowódca kapitan Mamert Stankiewicz przeżył go zaledwie o parę godzin.
Kapitan należał do ścisłego grona tych, kto w odrodzonej po rozbiorach Polsce tworzył od zera Polską Marynarkę Handlową i kładł podwaliny pod politykę morską państwa. Był wśród wychowawców pokolenia polskich marynarzy, którzy wynieśli ojczystą banderę na wszystkie oceany świata. Słynął z niezwykle wysokich wymagań wobec siebie i podwładnych. Miał zwyczaj niemal każde wypowiadane zdanie rozpoczynać przeciągłym z wileńska słowem „znaaaczy…”, skąd uzyskał przydomek — Znaczy Kapitana — i z nim wszedł do historii.

Najbardziej znane zdjęcie kapitana Mamerta Stankiewicza

Najbardziej znane zdjęcie kapitana Mamerta Stankiewicza

Ręką Kapitana: „Urodziłem się w Mitawie w roku 1889. Rodzina nasza jednak pochodzi z województwa wileńskiego, z powiatów po ojcu brasławskiego, po matce dziśnieńskiego. Po powstaniu roku 1863 ojciec mój i jego bracia zostali sierotami. Ojciec dostał się do szkoły wojskowej w Rydze i po jej ukończeniu pełnił służbę w jednym z pułków piechoty w Mitawie”.
Dziś to Jełgawa, czwarte co do wielkości miasto Republiki Łotewskiej.
Do najważniejszych etapów życia i pionierskiego wkładu Kapitana w tworzenie polskiego potencjału morskiego i morskiej wizji państwa należy przynależność do grona pierwszych wykładowców pierwszej polskiej Szkoły Morskiej w Tczewie; dowodzenie pierwszym statkiem pod banderą niepodległej Polski, trzymasztowym barkiem szkolnym „Lwów”, w tym w jego historycznym rejsie do Brazylii, kiedy polska bandera po raz pierwszy w historii przekroczyła równik; inicjowanie i udział w tworzeniu pierwszego w pełni polskiego towarzystwa żeglugowego „Żegluga Polska”, której pierwsze sześć statków uzyskały nazwy polskich miast; kapitan Stankiewicz wprowadził pierwszy z nich, „Wilno”, do budującej się Gdyni. Potem powstaje transatlantycki GAL – „Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe” ze staroświeckimi porosyjskimi i poduńskimi statkami pasażerskimi „Polonia”, „Kościuszko” i „Pułaski” – kapitan Stankiewicz dowodzi pierwszym i trzecim z nich w rejsach do Nowego Jorku, portów Morza Śródziemnego i fiordów Norwegii. Wreszcie Polska zaczyna zamawiać nowoczesne transatlantyki – pierwszy z nich, motorowiec „Piłsudski”, staje się flagowcem szybko rosnącej floty, a kapitan Stankiewicz obejmuje na nim dowództwo. Epizody tej drogi znajdujemy opisane niezrównanym stylem gawędziarskim na stronach „Znaczy Kapitana” Karola Olgierda Borchardta.

<Nieco mniej jest znana wcześniejsza biografia kapitana Stankiewicza: letnie pobyty i dziecięce przygody w majątku dziadków we wschodniej Wileńszczyźnie, marzenia o morzu, ukończenie Korpusu Morskiego w Petersburgu, służba na okrętach Marynarki Wojennej Imperium Rosyjskiego, wykazanie się znakomitymi umiejętnościami z nawigacji, służbowe promocje, małżeństwo i dwie córki Zofia i Anna, udział w pierwszej wojnie światowej na Bałtyku, ratowanie się przed rewolucją, udział w armii admirała Kołczaka, trafienie do bolszewickiego obozu koncentracyjnego, ucieczka, peregrynacja dookoła świata, wreszcie dotarcie do upragnionej niepodległej Polski.  Koniec lat międzywojennych przynosi nowe małżeństwo i syna – Mamerta Stankiewicza juniora. W roku 1944 jego matka, wtenczas już wdowa pani Janina Stankiewiczowa wynosi z płonącej Warszawy pamiętnik Kapitana. Autor zamierzał go nazwać „Korsarz i Don Kichot”.

<Wielkimi staraniami entuzjastów i po istotnym uporządkowaniu dwukrotnie ukazał się nakładem warszawskich „Iskier” pod tytułem „Z floty carskiej do polskiej”.
Podłożem ontologicznym życia kapitana Mamerta Stankiewicza było głębokie przekonanie o uniwersalnej wartości morza oraz imperatyw istnienia Polski jako państwa prowadzącego aktywną politykę morską.
Po wielu latach, w innych realiach nowego millenium możemy co najmniej orzec, że do głównych czynników pozycji Polski w dwudziestym wieku należała jej gospodarka morska, w powstaniu której kapitan Stankiewicz miał niezaprzeczalną rolę.
Potem rozszalała się wojna. Przed świtem 26 listopada 1939 roku „Piłsudski” wpada na miny lub zostaje storpedowany (do tej pory nie ma jednoznaczności)  przy wschodnich wybrzeżach Anglii. Kapitan do ostatnich chwil życia dba o ratunek ludzi z jego załogi. Po godzinach spędzonych w lodowatej sztormowej wodzie umiera z ochłodzenia.
Ręką kapitana Karola Olgierda Borchardta z ostatniego rozdziału jego książki:
„Przez okno wagonu odczytałem nazwę stacji: Hartlepool. Byłem na miejscu. Zimne jeszcze promienie słońca i wiatr towarzyszyły mi od dworca do rzuconego na pustkowiach nadmorskich cmentarza.

– Przyjechałem się pożegnać, Panie Kapitanie! – powiedziałem głośno. – Jutro już będę na nowym okręcie.
Cmentarz był pusty. Zza urwistego brzegu szumiało morze, w kilkudziesięciu milach na jego dnie leżał okręt kapitana.
– Przyjechałem powiedzieć, że nigdy o Panu nie zapomnę. Dla mnie pozostanie Pan wiecznie żyjącym. Chciałbym za wiele rzeczy Panu podziękować, przede wszystkim – za drobiazgową wnikliwość w nasze wiadomości i zmuszanie do przyswajania każdej nowości z dziedzin naszej pracy. Był Pan najbardziej precyzyjnym instrumentem, który działał niezawodnie podczas sztormu, mgły i śnieżycy, w drodze przez pola lodowe i w tropikalnej burzy. Jako przyrząd nawigacyjny Znaczy Kapitan zmieniał się i doskonalił stale. Te przeobrażenia powinny być zachowane w jakiś sposób. To trzeba napisać”.

Wtedy, w marcu 1940, nad miejscem spoczynku kapitana Stankiewicza w Hartlepool kapitan Borchardt złożył mu przyrzeczenie, iż napisze o nim książkę. Odchodząc, odwraca się.
„W szumie morza usłyszałem echo najmilszego zdania, wypowiedzianego ongiś do mnie przez kapitana:
– Znaczy, tak jak umówiliśmy się! Przyrzeczenie zostało spełnione. Dziś „Znaczy Kapitan” ma szesnaście wydań.
Po 75 latach w tym samym miejscu odwracam się ja, wyraziście pamiętając o tamtej scenie. Do mnogości publikacji „Znaczy Kapitanie” wnoszę swoją cegłę — kiedyś wielokrotnie nakazywał mi nie zaniedbywać pisania osobiście kapitan Borchardt. Odwiedzam Kapitana w Hartlepool nie po raz pierwszy. Grób utrzymywany jest we wzorowym porządku przez Yacht Klub Polski w Anglii z inicjatywy jego założyciela, jachtowego kapitana żeglugi wielkiej Jerzego Knabego.
W 75. rocznicę przyniesione kwiaty zdobi wstęga z napisem: „Znaczy Kapitanowi – Kurier Wileński”.
Znaczy, pamiętamy.
Julian Bielski
Fot. archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.