1
Srebrny jubileusz „Magazynu Wileńskiego”

Zgrana twórcza rodzinka „Magazynu Wileńskiego” w komplecie Fot. Marian Paluszkiewicz

Zgrana twórcza rodzinka „Magazynu Wileńskiego” w komplecie Fot. Marian Paluszkiewicz

Czasopismo „Magazyn Wileński” obchodzi swój jubileusz — 25 lat istnienia.
25 lat to niby mało, ale zarazem i bardzo dużo, gdy się uwzględni, na co się  porwali jego założyciele i ile musieli przejść, bo wszak zaczynali kompletnie od zera i nie wiedzieli, co z tego wyjdzie.
Ale zacznijmy po kolei i nie tylko z punktu widzenia twórczości, ale także moralności, pobudek patriotycznych itp. Każdy z nich miał pracę, pracę, którą lubił i raptem coś w nich drgnęło, zechcieli i poczuli w swoich sercach, że mogą i powinni robić coś więcej. Wyszli praktycznie w nieznane. Była tylko dobra idea i dobre chęci. Owszem mieli doświadczenie dziennikarskie, ale żaden z nich nie zaczynał zakładania pisma od zera i nie wiedział, z jakimi trudnościami trzeba będzie się zmierzyć.
Pomysłodawcami i zapaleńcami nowego tytułu byli Michał Mackiewicz i Jan Sienkiewicz. Potem dołączyły do nich: Barbara Znajdziłowska, Helena Ostrowska, Krystyna Marczyk, Janina Lisiewicz, Krystyna Ruczyńska, następnie kolejno inni dziennikarze i współpracownicy.
— Ponieważ pracowaliśmy w dziennikarstwie za czasów sowieckich, dość mieliśmy tych zakazów, nakazów, o czym wolno pisać, a o czym nie. Gdy sytuacja polityczna zaczęła się nieco zmieniać, poczuliśmy potrzebę założenia niezależnego pisma. Zresztą potrzebę tę czuli także czytelnicy. No i porwaliśmy się, jak niektórzy twierdzili, może trochę z motyką na księżyc. Dziś z perspektywy czasu widzę, że pomysł jak najbardziej okazał się udany – powiedział „Kurierowi” pierwszy i wieloletni redaktor „Magazynu” Michał Mackiewicz.
Ktoś kiedyś zauważył, że nie bywa nieudanych pomysłów, jeśli im przyświecają szlachetne cele i jeśli sami ludzie tego bardzo chcą.

Henryk Mażul prezentuje najnowsze wydania książek „Magazynu” Fot. Marian Paluszkiewicz

Henryk Mażul prezentuje najnowsze wydania książek „Magazynu” Fot. Marian Paluszkiewicz

W tym przypadku były i szlachetne cele, i nieugięty upór na drodze ich osiągnięcia. Praktycznie nikt wówczas nie wiedział, co z tego nowo narodzonego „dziecka” wyrośnie i jak wiele to będzie ich kosztowało. Wszak tu już nie chodziło tylko o napisanie dobrego artykułu, ale także o wiele innych spraw, przede wszystkim dotyczących bazy materialnej, zakupu papieru, załatwiania druku, kolportażu, sprzedaży itp. Słowem, z wieloma nowymi rzeczami musieli się zmierzyć.
Najtrudniej chyba było, gdy musieli opuścić Dom Prasy. Redakcja rozlokowała się w mieszkaniu prywatnym Mackiewicza. Tam była nie tylko redakcja, ale i własna „restauracja”. Michał gotował zupy, Sienkiewicz smażył placki ziemniaczane. Nieraz po udanym wydaniu kolejnego numeru szef i gospodarz domu fundował swoim pracownikom tort.
Ale powróćmy do twórczości i pierwszego numeru.
— Pierwszy numer (dość skromny graficznie) ukazał się właśnie w styczniu 1990 roku. Cieszyliśmy się wówczas jak dzieci, choć nie byliśmy pewni przyszłości. Od początku wiedzieliśmy jednak, że treść pisma powinna się opierać na trzech podstawowych filarach polskości: religii, szkolnictwie i rodzinie — mówi redaktor Helena Ostrowska.
W ciągu pierwszych 6 lat wychodzili jako dwutygodnik, potem jako miesięcznik. Rósł nakład, rosło zainteresowanie czytelników. Również dzięki konkursom, z których na czoło wysuwa się zainicjowany przez Michała Mackiewicza, a cieszący się olbrzymim powodzeniem „Los wilnianina w XX wieku”. Jego pokłosiem stała się unikatowa książka nadesłanych prac. Była to zresztą kolejna pozycja w serii „Biblioteka »Magazynu Wileńskiego«”.

Naczelny redaktor Helena Ostrowska prezentuje pierwszy numer „Magazynu Wileńskiego” sprzed 25 lat Fot. Marian Paluszkiewicz

Naczelny redaktor Helena Ostrowska prezentuje pierwszy numer „Magazynu Wileńskiego” sprzed 25 lat Fot. Marian Paluszkiewicz

Bo warto nadmienić, że już w roku 1991 przy czasopiśmie zostało zarejestrowane Wydawnictwo Polskie w Wilnie, na którego dotychczasowy dorobek składa się ponad 60 pozycji książkowych; przewodniki po Wilnie i Litwie, zbiorki poezji, wydania dotyczące przeszłości historycznej tych ziem i ich mieszkańców.
Krzepła w siłę redakcja, rósł w pewnym sensie także zespół, powiększany o grono stałych autorów pozaetatowych, że wymienię: Łucję Brzozowską, Halinę Jotkiałło, Halinę Turkiewicz, Alwidę Bajor, śp. Jadwigę Kudirko oraz niżej podpisaną. A wszyscy czuli się niczym zgodna rodzina. Jeśli przychodził ktoś nowy, to bardzo szybko wrastał w to środowisko, akceptując zastane tradycje i zwyczaje.
— Wiele lat tu pracujemy i od zawsze wspieraliśmy się ramieniem – mówią Sławomir Subotowicz, niezastąpiony specjalista od szaty graficznej pisma oraz Czesław Tatol, odpowiedzialny za dystrybucję pisma.

Założyciel i pierwszy redaktor Michał Mackiewicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Założyciel i pierwszy redaktor Michał Mackiewicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie znaczy to jednak, że wszystko było tak różowo. Ale to tylko chwila, bo nazajutrz znowu niczym magnesem ciągnęło do redakcji. A pracowało się czasem od świtu do nocy, nawet bez dni wolnych. Nikogo to jednak nie zrażało, niekiedy wzajemnie się wyręczali. Wprawdzie przyznać należy, że ówczesny redaktor Mackiewicz pod każdym względem był wyrozumiały wobec swoich pracowników. Gwoli sprawiedliwości trzeba też dodać, że o tak fachowy i zgrany zespół grzechem byłoby nie dbać. Po prostu szczęście miał szef, szczęście mieli pracownicy. Nie znaczy to jednak, że nie było różnicy zdań i mniej lub bardziej ostrych dyskusji, ale inaczej być nie może, wszak to praca twórcza. Zmieniali się czasem ludzie. Jedni (Barbara Znajdziłowska, Krystyna Marczyk, Lucyna Dowdo) odchodzili, inni (Henryk Mażul, Paweł Jatkiewicz, Mirosław Wojciulewicz) przychodzili, nie zmieniała się jednak nigdy atmosfera i klimat w zespole, nie zmieniało się też ukierunkowanie pisma.
— Dziennikarstwo to jeden z najpiękniejszych (choć nie najłatwiejszych) zawodów. Zresztą to nie zawód, to powołanie, styl życia, a nawet w pewnym sensie nałóg i trudno uleczalna choroba, z którą tak łatwo i szybko człowiek się zżywa – dodaje redaktor Helena Ostrowska.
I jeszcze jeden aspekt z życiorysu „Magazynu Wileńskiego”.
Powiedzieć o nich, że są redakcją, to stanowczo za mało. Niemal każdy ze szczupłego redakcyjnego grona jest tu uniwersalny, co znajduje uznanie wśród czytelników, którzy przychodzą do redakcji, by kupić kolejny numer, załatwić prenumeratę albo otrzymać gratisowe czasopisma z Polski, przysługujące prenumeratorom.
Z niektórymi czytelnikami redakcja tak się zaprzyjaźniła, że przychodzili do redakcji po prostu, żeby na jakiś temat podyskutować, opowiedzieć o swoich radościach, czasem w smutkach się wyżalić, wspólnie napić się herbaty lub kawy.

Od pierwszego do setnego numeru Fot. Marian Paluszkiewicz

Od pierwszego do setnego numeru Fot. Marian Paluszkiewicz

Po ludzku rzecz biorąc, jest to niekiedy dość męczące, szczególnie wtedy, gdy są pełne ręce roboty, bo numer trzeba oddawać. Mimo wszystko nikt nie zostaje odtrącony.
Ktoś kiedyś powiedział, że gość w dom, to Bóg w dom. Heniek Mażul podobną myśl wypowiedział nieco inaczej.
— Każda wizyta czytelnika w redakcji to poniekąd dar Boży. Poprzez takie spotkania lepiej poznajemy rodaków, ich potrzeby, zainteresowania, mentalność. Sami też duchowo i intelektualnie się wzbogacamy – powiedział Heniek Mażul z wyraźną radością w głosie.
Cóż, dziennikarzom „Magazynu” można naprawdę pozazdrościć grona wiernych przyjaciół i sympatyków, co rokuje dobrą im przyszłość.
Właśnie dziś kończymy ogłoszony przez papieża Franciszka Rok Rodziny w tym szerszym słowa znaczeniu. Dlatego chyba nie będzie przesady, jeśli redakcję „Magazynu Wileńskiego” też nazwiemy rodziną, życząc jej niejednego jeszcze szczęśliwego ćwierćwiecza!

 

 

 

 

 

Jedna odpowiedź do Srebrny jubileusz „Magazynu Wileńskiego”

  1. dobrze mówi:

    Sto lat!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.