5
Pamiętajmy o bohaterach AK!

W listopadzie ubiegłego roku Stanisław Wierciński awansował na stopień podporucznika Fot. archiwum
image-70678

W listopadzie ubiegłego roku Stanisław Wierciński awansował na stopień podporucznika
Fot. archiwum

Minęła 73. rocznica powstania Armii Krajowej — najsilniejszej i najlepiej zorganizowanej armii podziemnej, walczącej o suwerenną Polskę.

Setki tysięcy młodych ludzi stanęło wtedy w obronie honoru Ojczyzny.
Niewielu już pozostało bohaterów tamtych wydarzeń, którym moglibyśmy podziękować za trud i ofiarność w walce o niepodległość.
Najstarszym takim bohaterem na Wileńszczyźnie jest Stanisław Wierciński z Taboryszek ― uczestnik kampanii wrześniowej 1939 roku, żołnierz AK, więzień Łukiszek, zesłaniec syberyjski.
W ubiegłym roku, w Narodowe Święto Niepodległości RP, świadek historii Polski XX i początku XXI wieku obchodził swoje 100. urodziny.

Stanisław Wierciński urodził się 11 listopada 1914 roku we wsi Taboryszki, w pobliżu miasteczka Turgiele. W 1932 roku pan Stanisław wstąpił do Związku Strzeleckiego, a za trzy lata został powołany do wojska. Służył w 6. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie. Tutaj ukończył szkołę podoficerów, zdobył stopień kaprala.

Po służbie w wojsku Stanisław Wierciński wrócił do rodzinnej wsi. Pracował na własnej roli i chciał założyć rodzinę z młodszą o 5 lat Reginą. Jednak wojna zmusiła odłożyć plany na później. 31 sierpnia 1939 roku został zmobilizowany.
Po powrocie w rodzinne strony wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, który wkrótce został przemianowany w Armię Krajową. Pod pseudonimem „Kula” jako kapral szkolił młodych ludzi, którzy chcieli się włączyć do walki.

Po wojnie jednak spokojne życie trwało niedługo. W 1949 roku pan Stanisław został aresztowany i osadzony w więzieniu na wileńskich Łukiszkach.
Za przynależność do AK został skazany na 10 lat łagrów. Zesłano go do Inty, w Republice Komi. W domu zaś pozostała jego matka, troje małych dzieci i żona w siódmym miesiącu ciąży. Po zwolnieniu z łagru pan Stanisław powrócił do domu, jednak tutaj nie było pracy… Rodzina więc zdecydowała wrócić do Inty, gdzie jej głowa mogła liczyć na pracę w kopalni węgla. Tam rodzina Wiercińskich mieszkała do lat 70. Zaś po wyjściu na emeryturę powrócili do rodzinnych Taboryszek.

Dzisiaj Stanisław i Regina Wiercińscy cieszą się z wnuków i prawnuków. Sędziwymi rodzicami opiekują się dzieci, darząc ich miłością i troską.
O dostojnym weteranie nie zapominają Polacy i nie tylko ci, z Wileńszczyzny.
6 listopada ubiegłego roku Stanisław Wierciński awansował na stopień podporucznika. Ceremonia odbyła się w rodzinnym domu pana Stanisława. W przeddzień urodzin odwiedziła go też grupa Stowarzyszenia Odra-Niemem. Przeszło 30 młodych ludzi przyjechało wraz z życzeniami z całej Polski.
Opr. B. Ł.

Młodzież pozdrowiła kombatantów

Młodzież odwiedziła kombatantów podczas ich zapustowego spotkania Fot. Rajmund Klonowski
image-70679

Młodzież odwiedziła kombatantów podczas ich zapustowego spotkania Fot. Rajmund Klonowski

14 lutego to data dla każdego Polaka szczególna — właśnie tego dnia w 1942 roku powstała Armia Krajowa. Z tej okazji Wileńska Młodzież Patriotyczna przybyła 16 lutego na zapustowe spotkanie Dobroczynnego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów na Litwie (DSPKL), by złożyć życzenia weteranom z okazji ich święta i wręczyć skromny upominek.
Pamięć o żołnierzach i dowódcach Armii Krajowej uczczono apelem poległych, zmówiono także modlitwę za zmarłych kombatantów.
Młodzież podziękowała weteranom za ich walkę w czasie wojny i dobry przykład przez całe życie, a prezes DSPKL Edward Klonowski odczytał przesłanie dla młodzieży, wyrażając nadzieję na ciągłość działań na rzecz tożsamości narodowej i pamięci historycznej, oraz wychowywanie kolejnych pokoleń w myśl dewizy: Bóg, Honor, Ojczyzna.
Po spotkaniu udano się wspólnie na film do auli Domu Kultury Polskiej w Wilnie, gdzie kombatanci zostali usadowieni na honorowych miejscach i uczczeni gromkimi oklaskami całej sali.

Rajmund Klonowski

5 odpowiedzi to Pamiętajmy o bohaterach AK!

  1. gość mówi:

    Liczbę zamordowanych i zamęczonych w więzieniach i łagrach przez bandytów z NKWD w latach 1944-1956 historycy ustalili na ponad pół miliona, w tym 80 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej i 32 tysiące żołnierzy oddziałów leśnych.
    Wyjątkowo tragiczne były losy żołnierzy AK na Wileńszczyźnie, którzy najpierw walczyli z okupantem hitlerowskim, a później – po nadejściu Sowietów – byli przez nich podstępnie rozbrajani lub likwidowani.
    Niestety, w dzisiejszej putinowskiej Rosji czci się bandytów z NKWD, którzy są odpowiedzialni za zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu i litewskiemu.

  2. j mówi:

    Pamiętamy o bohaterach AK!

  3. Połaniec mówi:

    Pamiętajmy o Ławżach i Sangiełowszczyźnie!
    W lutym 1945 roku w wsi Sangiłowszczyzna pod Małymi Solecznikami podstępnie został zaatakowany przez oddział pozorowany NKWD został rozbity i wymordowany (20 -25 partyzantów) oddział Czesława Stankiewicza „Komara”, sam zaś „Komar” ujęty żywcem. Resztki zgrupowania wyginęły na przełomie lutego i marca.
    Ciała poległych żołnierzy wrzucono do chaty Zofii Sakowicz i podpalono. Zginęło jeszcze trzy osoby cywilne. W miejscowościSangiełowszczyzna znajduje się cmentarz 20 poległych żołnierzy z oddziału ppor. Czesław Stankiewicza „Komara”. Pochowani są tu: Paweł Falkiewicz „Ogień’, Jusiel, Antoni Rogoża z Małych Solecznik, Jan Rogoża z Małych Solecznik, Józef Sienkiewicz z Małych Solecznik, Julian Lisowski z Małych Solecznik, Antoni N. s Bartłomieja z Żłoukt, Władysław Rogoża z Małych Solecznik, kpr. „Wąsik” z Mikuliszek, Ułanowski z Wiktorowa , Bodin oraz NN „Jastrząb”, ponadto trzy cywilne (rodzina Sakowiczów: Zofia, jej matka oraz Jegor Gołubiew „bieżeniec”- ofiary z Okolicy). Po tej akcji sowieci deportowali na Syberię kilka rodzin z Sangiełowszczyzny, Montwiłłowszczyzny, Żłoukt i Okolicy. Cmentarz uporządkowano w 1998 roku przy pomocy Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa .
    Ławże (Rep. Białoruś) – tuż za granicą rejonu solecznickiego, na wprost wsi Jankuny (gm. Kamionka). Nieistniejąca wieś Ławże, obecnie w pasie granicznym w rejonie oszmiańskim.
    W noc z 23 na 24 lutego 1945 we wsi Łukszany specjalny oddział NKWD podający się za „antysowieckich partyzantów” podstępnie obezwładnił, a potem zamordował kilkudziesięciu żołnierzy AK dowodzonych przez „Jaremę” (Włodzimierz Mikuć). Następnie funkcjonariusze NKWD otoczyli pobliską wieś Ławże, którą spalili, a w niej zamordowali, dobijając rannych, ok. 50 polskich partyzantów i 25-30 mieszkańców wsi. Główna Komisja Badania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu zwróciła się w 1995 r. do organów ścigania Federacji Rosyjskiej z wnioskiem o pomoc prawną w celu ustalenia sprawców zbrodni popełnionej przez NKWD ale bez odpowiedzi.
    W Ławżach odbyła się dramatyczna walka, Atakujące wojska NKWD nie brały do niewoli nikogo, a wszystkich tak mieszkańców jak i rannych żołnierzy dobijano strzałami z pistoletów lub zabijając bagnetami. Zostali wybici wszyscy bez względu na wiek i płeć. Ciała zabitych wrzucano do wiejskich studzien rozrywając je tam wrzucanymi granatami. Studnie zostały spychaczami zasypane. Wieś została zrównana z ziemią. Oddziały te były specjalnie szkolone do walk z podziemiem tak aby nie pozostawiać świadków .
    „Ławż nie było – relacjonował świadek masakry. – Wszędzie po podwórkach leżały trupy pomordowanych dzieci, kobiet, mężczyzn. Jeden z mieszkańców »siedział« martwy przy płocie z przedziurawioną głową. Żona Jerzego Dziadulewicza leżała twarzą do góry, a w jednym i drugim ręku trzymała rączki swych nieżywych wnucząt. Dziewczynka miała 5 lat, chłopczyk 7. Wszyscy mieli przestrzelone głowy. Nieopodal leżeli zabici rodzice tych dzieci”.
    Genowefa Jusiel, mieszkanka wsi Jusieliszki: „Byłam świadkiem tego wydarzenia, widziałam na własne oczy. Wojsko otoczyło Ławże i nikogo nie podpuszczali. Słychać było dookoła strzelaninę i widoczny blask ognia. Gdy żołnierze odjechali my we troje przyszli na miejsce. Był straszny widok, dużo trupów, wszystko spalone. Pomordowali również dzieci. Próbowałam ratować jeszcze żyjącą kobietę w ostatnim miesiącu ciąży ranną w brzuch, okładałam śniegiem…uratowały się wówczas tylko trzy osoby Aleksander Dziadulewicz z żoną i córką. Zamieszkali oni później w Solecznikach.”
    Dziś na miejscu spacyfikowanej wsi kapliczka i krzyż ustawione w 1996 r., tablica z napisem informującym o nieistniejącej wsi (po polsku i po białorusku):
    W TYM MIEJSCU/BYŁA WIEŚ ŁAWŻE/W NOCY Z 23 NA 24 LUTEGO 1945 ROKU/ZOSTAŁA SPACYFIKOWANA/PRZEZ WOJSKA NKWD/ZGINĘLI MIESZKAŃCE WSI ŁAWŻE/ORAZ STACJONUJĄCY ODDZIAŁ /SAMOOBRONY AK/CZEŚĆ ICH PAMIĘCI/RODACY

  4. Adam81w mówi:

    Pamietamy i pamiętać będziemy. Bierzmy przykład.

  5. wielki brat mówi:

    Do Połaniec,
    To byli „oswobodicieli” na grobach których my składamy kwiaty 9 maja, tęskniąc po sowietskich czasach. Ale jeszcze nie wszystko stracone, oni mogą wrócić udając patriotów – przecież mają doświedczenie, ale dopóki my to zrozumiemy będzie już za pózno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.