0
24 godziny czuwania

  Chwila skupienia czasem każdemu może się przydać Fot. Marian Paluszkiewicz

Chwila skupienia każdemu może się przydać Fot. Marian Paluszkiewicz

W sobotę wieczorem, 14 marca, o godzinie 19.00 zakończył się 24-godzinny czas modlitwy i czuwania na całym świecie (zgodnie z czasem każdego kraju i kontynentu), którego inicjatorem już po raz drugi był papież Franciszek.

Zbliżał się wieczór, zapadał lekki zmrok i większość wilnian śpieszyło już do domu. Ale byli i tacy (całkiem zresztą nie tak mało), którzy skierowali się do Wileńskiej Katedry, by zgodnie z zaleceniem papieża wziąć udział w nocnej modlitwie w intencji pokoju na świecie, osób chorych, uzależnionych od nałogów, napastowanych przez złe duchy. Czyli na szczerą rozmowę z Bogiem.
W śpiewnikach pieśni religijnych jest piękna stara pieśń, którą często się śpiewa po wieczornym nabożeństwie, a nasi dziadowie śpiewali ją wieczorami także w swoich domach:
„Wszystkie nasze dzienne sprawy/Przyjm litośnie, Boże prawy/A gdy będziem zasypiali/Niech Cię nawet sen nasz chwali”.
To właśnie te „wszystkie dzienne sprawy” tym razem wierni przynieśli przed wystawiony Przenajświętszy Sakrament.

Uroczystość zainaugurował arcybiskup Gintaras Grušas krótką modlitwą, a potem ogólnym rachunkiem sumienia, czyli przygotowaniem do spowiedzi. Swoją uwagę skupił na liście św. Pawła, w którym jest powiedziane, że Bóg jest nader szczodry w miłosierdzie i nigdy nie męczy się, by nam przebaczać. Uwagę słuchaczy skierował na tory miłości wobec Boga, bliźniego i tego wszystkiego, co nas otacza. W sposób szczególny akcentował chęć każdego z nas być kochanym i szczęśliwym i że każdy może takim być. Jednak zarówno miłość jak i szczęście opiera się na zasadzie, że najpierw musisz dać, a dopiero potem otrzymasz.
Ale powróćmy do tego piątkowego wieczoru, kiedy to zaczęła się adoracja. Zbierali się ludzie: starsi, młodzież, niektórzy całymi rodzinami. Wkrótce kościół zapełnił się tak, że trudno już raczej było o siedzące miejsca. Oddajmy więc dla niektórych głos.

„Owszem, jestem wierzącym, ale zbyt częstym uczęszczaniem do kościoła raczej »nie grzeszę«. Przyszedłem tu, by poczuć tę atmosferę wspólnej modlitwy katolików na całej kuli ziemskiej. Wydaje mi się, że przynajmniej trochę »złapałem« tego ducha. Gdy tak siedziałem w zadumie i swoich rozmyślaniach, to wyobrażałem sobie, że z pewnością ktoś w moim wieku np. w Afryce ma podobne problemy i chyba tak jak ja nie bardzo wie, jak się z nimi uporać. I wtedy, tak jak potrafiłem, zacząłem się modlić za siebie i za tego Afrykańczyka. Myślę, że to był wspaniały pomysł papieża zorganizowania takiej modlitewnej chwili w jednym czasie i na całym świecie. Może niewiele się od tego zmieni, ale jeśli nawet jeden, bądź drugi zweryfikuje swoje życie, to już dobrze” — powiedział Witold, student Uniwersytetu Wileńskiego.

W ciągu całej doby, najwięcej wieczorem, dniem i wczesnym rankiem ludzie odwiedzali kościół. Jedni przychodzili, inni wychodzili. Ktoś przychodził na godzinkę, dwie, inny na piętnaście minut lub trochę więcej. Nikt nikogo tu nie gonił, nie zmuszał, ludzie sami i z dobrej woli chcieli przynajmniej na chwilę odpocząć od codziennego gonienia za wszystkim. Ale byli i tacy, co przetrwali całą noc.

„Idę z babcią, bo mam wielką prośbę do Boga. Będę Go prosił, by mój tato przestał pić. Jak pije, to wówczas strasznie się kłócą z mamą, a ja zamykam się w swoim pokoju i płaczę…” — szczerze mówi sześcioletni Darek z Wilna.

Warto też chyba dodać, że przez całą dobę, z małymi przerwami, śpiewały młodzieżowe zespoły wileńskiej diecezji. Całą dobę też spowiadali księża, by w ten sposób ułatwić wiernym odbycie spowiedzi wielkanocnej.

Ogólnym mottem nabożeństwa była miłość. Jeden z doktorów Kościoła powiedział: „Kochaj i rób co chcesz”. Jest to bardzo trafne powiedzenie, bo człowiek, który tak naprawdę kocha siebie, innych, Boga, nie uczyni nic złego nikomu. Wręcz odwrotnie, zawsze pomoże bliźniemu bez względu na to, czy jest to przyjaciel, ktoś nieznajomy, a może nawet wróg.
Przypadkiem byłam świadkiem, gdy pewna starsza pani w kościele i  źle się poczuła. Niemal w tej chwili zerwał się pewien pan w sile wieku, by odwieźć ją do domu. Moim zdaniem, był to chyba wyraźny okaz miłości wobec bliźniego.

Ludzie byli przez całą dobę, tylko pomiędzy godziną 2.00, a 4.00 było ich mniej, ale kościół ani na chwilę nie był pusty, a księża nawet w nocy mieli pracę w konfesjonałach. „Myślę, że dla wielu takie małe »zatrzymanie się« było bardzo potrzebne i pozytywnie na nich wpłynęło” — powiedział „Kurierowi” ks. Virginijus Česnulevičius, dziekan i proboszcz wileńskiej katedry.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.