12
Po wyborach posypały się dymisje

Dymisja Lorety Graužinienė ze stanowiska szefowej Partii Pracy była dużym zaskoczeniem, inaczej niż oczekiwana rezygnacja Andriusa Kubiliusa z ubiegania się o reelekcję na stanowisko prezesa partii konserwatystów      Fot. Marian Paluszkiewicz

Dymisja Lorety Graužinienė ze stanowiska szefowej Partii Pracy była dużym zaskoczeniem, inaczej niż oczekiwana rezygnacja Andriusa Kubiliusa z ubiegania się o reelekcję na stanowisko prezesa partii konserwatystów Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie wiadomo, czy to wpływ wiosennego odrodzenia się, ale litewska scena polityczna znalazła się przed poważnymi zmianami — aż dwóch prezesów parlamentarnych partii politycznych podało się do dymisji.

O ile jednak dymisję, a raczej rezygnację z udziału w wyborach nowego prezesa, wieloletniego prezesa Związku Ojczyzny/Chrześcijańskich Demokratów Litwy Andriusa Kubiliusa można oceniać jako ucieczkę przed porażką w kwietniowych wyborach nowego lidera partii, o tyle wtorkowa dymisja przewodniczącej Sejmu Lorety Graužinienė ze stanowiska prezesa Partii Pracy była zaskoczeniem nawet dla jej najbliższego otoczenia. Wydaje się, nie była ona nawet konsultowana z patriarchą i założycielem tej partii, europosłem Wiktorem Uspaskichem.

„Dowiedziałem się z mediów” — tyle tylko Uspaskich powiedział dziennikarzom zapytany o to, co sądzi o dymisji Graužinienė.
Dzień wcześniej Uspaskich, choć krytykował partyjnych działaczy za niepocieszające wyniki wyborów samorządowych, to jednak jego krytyka dotyczyła lokalnych liderów, a nie wierchuszki partii.
„Musieli chyba agitować przeciwko siebie, żeby przegrać te wybory” — tak Uspaskich skomentował przegraną jego partii w Kiejdanach uważanych dotąd za niepokonany bastion Partii Pracy. O odpowiedzialności liderów partii nie wspomniał nawet słowem. Jednak choć dymisja Lorety Graužinienė była dla niego zaskoczeniem, to Uspaskich opowiedział się za tym, żeby jej następcą został młody polityk. Zaprzeczył kategorycznie, że sam będzie chciał powrócić do steru władzy w Partii Pracy.

„Nie, nie i jeszcze raz nie” — tyle tylko powiedział Uspaskich na ten temat.
Tymczasem politolodzy zgodnie uważają, że tylko powrót Uspaskicha na stanowisko prezesa Partii Pracy uratuje jej dalszy spadek popularności, co potwierdziły wyniki wyborów samorządowych. Partia Pracy zdobyła w nich tylko 3 stanowiska merów na 60 możliwych, ale najważniejsze, że w największych miastach to ugrupowanie w ogóle nie trafiło do rad miejskich. Dlatego media zaczęły spekulować na temat powrotu idei sprzed dwóch lat połączenia się Partii Pracy z partią Porządek i Sprawiedliwość, która w wyborach samorządowych również nie wypadła dobrze. Politolodzy uważają jednak, że ta idea dziś byłaby trudna do zrealizowania.

Natomiast portal Delfi powiela plotki o możliwym połączeniu się Partii Pracy ze Związkiem Wolności Artūrasa Zuokasa, który przegrał reelekcję na stanowisko mera stolicy kraju. Sam Zuokas kategorycznie zaprzeczył tym plotkom portalu podkreślając, że to właśnie jego partia pokonała w wyborach samorządowych ugrupowanie Uspaskicha w ich bastionie w Kiejdanach. Dzień wcześniej Zuokas obwieszczał, że po przegranych samorządowych wyborach w stolicy skupi się na przygotowaniach do wyborów parlamentarnych 2016 oraz wyborach prezydenckich 2019 roku.

Jeśli jednak dymisja Lorety Graužinienė nie przemebluje sceny politycznej kraju, to bez przesunięć w Sejmie raczej nie obejdzie się. Zajmująca dotąd stanowisko drugiej osoby w państwie, przewodniczącej Sejmu, Graužinienė będzie raczej musiała ustąpić to stanowisko nowemu prezesowi partii. Oczywiście, jeśli on będzie wywodził się z parlamentarnego składu partii. A raczej będzie, bo Uspaskich, który nadal jest najbardziej wpływową osobą w partii, wymienił aż dwóch posłów jako ewentualnych następców Graužinienė. Jego zdaniem, młodzi posłowie, Vytautas Gapšys i Viktoras Fiodorovas, są najlepszymi kandydatami na nowego lidera partii.

Po przegranych wyborach w Wilnie mer Artūras Zuokas w przyszłości widzi siebie na stanowisku premiera czy prezydenta  Fot. Marian Paluszkiewicz

Po przegranych wyborach w Wilnie mer Artūras Zuokas w przyszłości widzi siebie na stanowisku premiera czy prezydenta Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem konserwatyści po decyzji Kubiliusa o rezygnacji z reelekcji na stanowisko prezesa partii mają o wiele poważniejszy dylemat. Bo chętnych na miejsce Kubiliusa już jest kilkunastu, w tym wiceprzewodnicząca Sejmu Irena Degutienė, która dwa lata temu wycofała się z wyborów prezesa, żeby nie przeszkadzać Kubiliusowi w jego kolejnej reelekcji. Tym razem Kubilius nie odwzajemnił się uprzejmością wobec koleżanki, bo wycofując swoją kandydaturę udzielił poparcie kandydaturze europosła Gabrieliusa Landsbergisa, młodego polityka najbardziej znanego z tego, że jest wnukiem patriarchy konserwatystów Vytautasa Landsbergisa. Według niektórych źródeł, to właśnie dziadek stoi za zaskakującą karierą polityczną młodego Landsbergisa, który z pozycji szeregowego urzędnika w rządzie wygrał wybory do Parlamentu Europejskiego i stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy konserwatystów.

Kubilius swoją rezygnację z udziału w wyborach lidera partii nie wiąże z nie najlepszymi wynikami partii w wyborach samorządowych. Bo choć konserwatyści nadal są drugą w kraju siłą polityczną pod względem liczby radnych samorządów i wygranych stanowisk merów, to jednak w dużych miastach ich wpływy maleją. Konserwatyści przegrali właśnie w Kownie, uważanym dotąd za bastion tej partii oraz uzyskali nie najlepsze wyniki w Wilnie i Kłajpedzie, gdzie ich udział we władzy jest zdany na decyzję Ruchu Liberałów uważanego dotąd za młodszego brata konserwatystów. Również liberałom konserwatyści przegrali wybory uzupełniające do Sejmu, które odbyły się w wileńskiej dzielnicy Żyrmuny.

12 odpowiedzi to Po wyborach posypały się dymisje

  1. Brawo mówi:

    AWPL brawo-8,5 procent w skali kraju,a partia pracy tylko 9,4,W roku 2012 do Sejmu mieli az 19 procent .Tak trzymac AWPL.

  2. wyborca mówi:

    Kiedy inni jak konserwy czy PP mają drystaczkę, bo przegrali wybory z kretesem, to my możemy być spokojni i dumni. Nasz lider osiągnął znakomity wynik w Wilnie, tuż blisko drugiej tury, minimalnie za dotychczasowym merem. W stolicy AWPL utrzymała znakomitą drugą pozycję. Na Wileńszczyźnie jesteśmy poza wszelka konkurencją tak w radach, jak i wśród merów. Zwiększyliśmy ilość głosów poparcia jak i w procentach, choć mieliśmy listy tylko w 13 okręgach na 60. To znaczy, że mamy realne szanse na jeszcze bardziej spektakularne zwycięstwo w przyszłym roku w wyborach sejmowych, co niechaj się stanie.

  3. józef III mówi:

    Waldi król !

  4. Pytanie mówi:

    Jaka jest korzyść z tych cyferek?Niestety – dla nas żadna

  5. wielki brat mówi:

    Do wyborca,
    Żadna zasługa AWPL. Polacy nie mają wyboru dlatego muszą głosować na “swoich”. Każde trąbienie o wielkich zasługach AWPL dla Polskiej mniejszości brzmi cynicznie, przecież nie potrafili będąc w rządzie rozwiązać chociaż by najbardziej bolące problemy.

  6. no tak mówi:

    no tak, zawsze znajdą się jacyś narzekacze. Ale trzeba powiedzieć jasno, że bez silnego zorganizowania, bez ZPL, AWPL, Macierzy Szkolnej czy wielu innych organizacji społecznych i kulturalnych, można być pewnym, że polskość na Litwie już by była w całkowitym zaniku.
    Przecież każdy myślący widzi i potrafi wyciągać wnioski, jaka konsekwentnie skrajnie antypolska jest polityka rządzących.
    Dlatego silne polskie samorządy czy znacząca frakcja w sejmie i własny europoseł – to potencjał nie do przecenienia. To jest nasz głos, podnoszący ważne dla nas tematy. Dlatego każde wybory są ważne.

  7. wielki brat mówi:

    no tak,
    ten nasz głos bardzo dobrze słychać przed wyborami, ale po wyborach to jakość chrypka wszystkich dopada.

  8. aga mówi:

    raczej nie chrypka. moze odwaga. jest jedna sprawa o ktorej warto wspomniec ze poczas posdsumowania sprawowania wladzy w wilnie Tomaszewski zaznaczyl ze nie ponosi odpowiedzialnosci za calosc pracy rady (co zlego to nie my), gdyz to co im dozwolono w tym sie I realizowali (mowiac tak ogolnikowo). Probowano podwazac kompetencje Radnych I to nie tylko na portalach medialnych.
    Nie watpie I w to ze poczas wykonywania codziennej pracy w samorzadzie stawiono na ostrzu noza ich bycie w radzie. rozumiem gyby chodzilo o sprawy zwiazane z zarzadzaniem miasta, natomiast kiedy pod toba ciagle sa kopane dolki to nie tylko wiaze ci rece ale wplywa na jakosc twojej pracy I jedynym co zostaje to albo zachowac status quo albo sie postawic I wyleciec (skladajac dobrowolnie swoja rezygnacje). fakt tez ten ze jezeli chodzi o radnych polakow ich zainteresowanie funduszami, inwestycjami staja sie taka tarcza w ktora wymiezony jest pocisk I tylko ci dobrze urodzeni maja szanse na przetrwanie.

  9. jan mówi:

    Mają poważne kryzysy przywództwa u konserwatystów, w Partii Pracy i PiS, bo przegrali z kretesem wybory. A przegrali, bo byli niewiarygodni, zbyt pewni siebie, łamali zasady zdrowego rozumu (konserwy) i dawali sobą pomiatać w koalicji rządowej (PP i PiS).
    Akcja Wyborcza uniknęła tych wszystkich zagrożeń. W samą porę opuściła niewydolny rząd i mogła zachować pryncypialność zasad i wierność programowi. To była ze wszech miar słuszna decyzja rady naczelnej Akcji i prezesa Tomaszewskiego. Jednym z efektów tego były znakomite wyniki wyborcze.

  10. jan mówi:

    ad wielki brat
    Chyba przespałeś czas, gdy AWPL była w koalicji. Politycy Akcji weszli do niej pod warunkiem zapisania w programie rządu tzw. polskich postulatów. Premier Butkievicius wielokrotnie zapewniał, że kwestie mniejszości narodowych to priorytet jego ekipy…
    A potem przyszła siermiężna codzienność. Sami socdemi głosowali przeciw zapisom programu własnego rządu (sic!), ramię w ramię z tradycyjnie polakożerczymi konserwatystami. Załatwienie spraw ciągle odwlekano (przy okazji oszukując także polityków z RP: premiera, prezydenta, ministra SZ…), aż stało się dla wszystkich jasne, że obietnice były jedynie cyniczną zagrywką i kłamstwem. W efekcie AWPL ostatecznie zdecydowała się opuścić koalicję. Jednak trzeba podkreślić, że AWPL wykazała dobrą wolę współpracy (tym samym uniknęła oskarżeń o “torpedowanie” dialogu i porozumienia) i próbowała realnie zmieniać rzeczywistość, ale wobec oczywistej zdrady współkoalicjantów okazało się to niewykonalne (jak wiadomo 8 głosów to zbyt mało do przeforsowania ustaw…).
    Czyli jeśli mieć jakieś pretensje, to do partii litewskich. Wszystkich.

  11. Bronislaw mówi:

    ježeli wiežyc wyborom w Litwie i naprawdę mają znaczenie,to my tu mieszkające polacy,ruskie i ine choc nie wielkie szansy mamy ježeli mamy swoich wybrancow zostac kim narodzilismy i swoje potomstwo,bolszewiki zawsze mieli wygrane od mienszywikow i stale tak będzie,ale badac się z nimi trzeba i AWPL to robi,nie trzeba podtrzebowac od ich podskakiwac wyžej jaj bo nie podskoczą,system nie pozwoli,a Litewskie partyji niech się kurczą bo co to za žądzenie partyjne jeden litwin i jedna partyja,przeciež 25lat jestesmy,okreslic się uksztaltowac się w Litwie niemožemy na przyszlosc,bo zawsze ktos przeszkadza jakies wrogi znajdują się i skąd oni biorą się.W.Tomaszewski podchodzi ja osobiscie uwažam nam,jest otwarty i mowi co mysli i niegra w ciuciubabki,a tych co obicują že msza będzie w Katedrze po polsku jest nawalem,jak i wszędzie musi byc majster a nie oszysta bo on tego zrobic nie možy.

  12. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do wielki brat: Jak wiesz (a może i nie) AWPL posiada 8 posłów , a ty masz pretensje jakby co najmniej byli najbardziej liczną frakcją w sejmie. Niestety, Litwini na każdym kroku blokują rozwiązanie tych najbardziej bolących dla nas problemów, bo albo boją się stracić elektorat, albo sami są antypolsko nastawieni. ps Polacy nie raz i nie dwa mieli okazję głosować nie na AWPL, może pamiętasz pipielkę, albo np Filipowicza? Ludzie jednak zdecydowali, że chcą by ich reprezentowała AWPL z Waldemarem Tomaszewskim na czele i to był moim zdaniem bardzo dobry wybór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.