0
Gamardżoba, kraino złotego runa!

Jednym z najbardziej jaskrawych elementów dzisiejszego Kutaisi jest fontanna na Placu Dawida Agmaszenbelego Fot. Brygita Łapszewicz

Jednym z najbardziej jaskrawych elementów dzisiejszego Kutaisi jest fontanna na Placu Dawida Agmaszenbelego Fot. Brygita Łapszewicz

„Pozdrawiam z Dniem Kobiet” ― mówi sympatyczna młoda Gruzinka i po kontroli paszportowej zwraca dokument wraz z niespodzianką ― butelką czerwonego wina. Już wtedy, wczesnym niedzielnym rankiem na lotnisku w Kutaisi, zrozumieliśmy, że to był dobry pomysł przywitać wiosnę właśnie w Gruzji.

Nieco ponad trzy godziny w ciasnym samolocie Wizzaira i nareszcie dotarliśmy do miasta, do którego wybierał się legendarny Jazon wraz z 52 Argonautami po złote runo. Nasze cele są bardziej prozaiczne ― chcemy coś zwiedzić, czegoś skosztować, kogoś poznać.

Na pasażerów rejsu z Wilna przy wyjściu z lotniska już czeka kilkadziesiąt taksówkarzy, którzy „zawiozą was ― nowych przyjaciół ― dokąd tylko zechcemy”, a właśnie do samego miasta, oddalonego od lotniska o 14 km. Taksówkarze proszą 20 lari (około 8,6 euro) za drogę. Tańsze są „marszrutki”, które w stronę Kutaisi kosztują około 7 lari (3 euro). Problem jest jedynie z wymianą pieniędzy, bo na lotnisku nie ma kantoru.

Na Białym Moście turyści lubią pozować do zdjęć wraz z bohaterem filmu „Niezwykła wystawa” Fot. Brygita Łapszewicz

Na Białym Moście turyści lubią pozować do zdjęć wraz z bohaterem filmu „Niezwykła wystawa” Fot. Brygita Łapszewicz

Problem ten jednak mamy z głowy, bo pomaga nam Niko ― kierowca, którego przysłał gospodarz hotelu, w którym zawczasu zamówiliśmy pokoje. Parking przy kantorze w centrum miasta jest zabroniony, porządku pilnuje policja. „Idźcie kupować lari, ja się domówię” ― uśmiecha się Niko.
W drodze do hotelu kierowca opowiada, że za czasów sowieckich Kutaisi było jednym z głównych ośrodków przemysłowych Gruzji. Były tutaj zakłady, w których produkowano sprzęt elektromechaniczny, samochody, traktory.
„Teraz ludzie zajmują się głównie drobnym biznesem, nie ma już zakładów. Ale może to całkiem nieźle, bo tamte samochody nie były najlepsze” ― żartuje Niko.

Wkrótce już jesteśmy na miejscu (m. in. noclegi w Kutaisi nie są drogie, przyzwoite pokoje niedaleko od centrum można znaleźć za 50-70 lari).
„Gamardżoba!” ― w hotelu nas wita gospodarz Geogrij. Ciekawe, że „dzień dobry” po gruzińsku dosłownie znaczy „bądź silny”.
Po rosyjsku, z charakterystycznym gruzińskim akcentem, Georgij tłumaczy, gdzie można zjeść smaczny obiad i pyta, czy zechcemy wieczorem skosztować miejscowego wina ― bo „po prostu grzechem jest w Gruzji nie napić się wina domowego, które robią prawie wszyscy”. Oczywiście, nie chcemy grzeszyć, więc „winowy” wieczór już mamy zaplanowany.

Tradycyjny kaukaski rynek: hałaśliwy, barwny i pachnący wszelkiego rodzaju przyprawami Fot. Brygita Łapszewicz

Tradycyjny kaukaski rynek: hałaśliwy, barwny i pachnący wszelkiego rodzaju przyprawami Fot. Brygita Łapszewicz

Zanim jednak zapadnie zmrok, udajemy się zwiedzać wiosenne miasto. Wilno zostawiliśmy jeszcze nieco ośnieżone, jesteśmy stęsknieni po słońcu, więc 15 stopni na dworze bardzo kusi do spaceru.
Warto zaznaczyć, że kutaiska starówka nieco przypomina wileńskie Zarzecze. Na wąskich uliczkach sąsiadują kontrastujące ze sobą budynki ― obok klasycznych, odrestaurowanych gmachów często znajdują się domy wymagające remontu, stare i porzucone.

Jednym z najbardziej jaskrawych elementów dzisiejszego Kutaisi jest fontanna w samym centrum miasta. Jej budowa oparta była na wynikach archeologicznych wykopalisk prowadzonych w tej okolicy. Na konstrukcję monumentalnej fontanny składają się pozłacane figury różnych stworzeń, które podobno istniały w tym regionie i nawiązują do dawnej Kolchidy. Oczywiście, wśród figur dumnie siedzi też Gruzin z rogiem wina. Z wierzchołku konstrukcji na przechodnich spoglądają dwa kolchidzkie konie. Największe wrażenie fontanna sprawia wieczorem, gdy jest podświetlana.

Wiosenna ulica w Batumi ― stolicy regionu Adżaria Fot. Brygita Łapszewicz

Wiosenna ulica w Batumi ― stolicy regionu Adżaria Fot. Brygita Łapszewicz

Miasto położone jest nad rzeką Rioni, przez którą prowadzi wiele mostów. Podobno najbardziej znanym jest Biały Most, na którym znajduje się jeden z turystycznych symboli Kutaisi ― rzeźba chłopaka z dwoma kapeluszami w rękach. Chłopak ten był bohaterem filmu „Niezwykła wystawa”, który w 1968 roku w tym mieście nakręcił gruziński reżyser Eldar Shengelaya. Zabawnie m. in. wygląda wyraźnie potarty dół jednego z kapeluszy, bowiem daje to do zrozumienia, że wielu ludzi spacerujących po moście próbuje go przymierzyć na własną głowę.

W pobliżu Białego Mostu znajduje się kolejka linowa, którą warto pojechać na wzgórze, aby oglądać miasto z koła widokowego. Widoczna jest stamtąd znajdująca się na innym wzgórzu Katedra Bagrati ― nasz następny punkt do zwiedzania.
Katedra zbudowana została w XI wieku. za panowania króla Bagrata III (od niego wzięła swoją nazwę). W 1692 została spustoszona i wysadzona przez Turków osmańskich. W 1994 roku, wraz z monastyrem Gelati, wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
M. in. aby dotrzeć do świątyni pieszo, musieliśmy wspiąć się schodami na szczyt wzgórza Uk’imerioni. Po drodze spotkaliśmy kilka krów, spacerujących sobie po trawniku między jezdnią, parkingiem a kamiennym płotem kościoła. Widok egzotyczny i zabawny, ale, jak się okazało, dosyć typowy dla tych miejsc.

Młody byk pasie się przy Katedrze Bagrati Fot. Brygita Łapszewicz

Młody byk pasie się przy Katedrze Bagrati Fot. Brygita Łapszewicz

Następnego dnia upewniamy się, że okolice Kutaisi obfitują w zapierające dech w piersiach zabytki. W zwiedzaniu nam pomaga Niko, który obiecuje za 80 lari zawieźć nas do monastyrów Motsameta, Gelati oraz Jasnini Prometeusza.
Monastyr Motsameta ― zbudowany na szczycie skalistego wzgórza nad rzeką Cchalciteli (Czerwona Rzeka) wygląda bajecznie. Legenda głosi, że ten dopływ rzeki Rioni otrzymał taką „krwawą” nazwę po tym, gdy w VIII wieku dwaj książęta ― Dawid i Konstantin ― zostali zamordowani przez arabskich muzułmanów. Książąt katowano, bo nie chcieli przejść na islam. Ich ciała wrzucono do rzeki, która zatem zmieniła kolor na czerwony. Pochowano książąt na wzgórzu, gdzie teraz znajduje się monastyr Motsameta, czyli „miejsce męczeństwa”.
Nie mniejsze wrażenie sprawia monastyr Gelati, który w XII wieku ufundowany został przez króla Dawida IV Budowniczego. Przez długi czas monastyr był jednym z głównych kulturalnych i intelektualnych ośrodków w Gruzji. Znajdowała się w nim Akademia, która skupiała największych gruzińskich naukowców, teologów i filozofów.

Najlepiej „na własny ząb” skosztować ostrej zupy charczo czy przepysznego szaszłyka w sosie granatowym Fot. Brygita Łapszewicz

Najlepiej „na własny ząb” skosztować ostrej zupy charczo czy przepysznego szaszłyka w sosie granatowym Fot. Brygita Łapszewicz

Następnie udajemy się do regionu Imereti, aby obejrzeć od kilku lat dostępną dla turystów Jaskinię Prometeusza. Tam, na podziemnej trasie wynoszącej ponad 1 400 metrów, obserwujemy we wszystkich kolorach tęczy oświetlone stalaktyty i stalagmity, niezwykłe formacje z minerałów, podziemne strumienie. Niesamowite wrażenie wzmacnia muzyka, brzmiąca we wszystkich 17 salach, po których poruszamy się specjalnymi ścieżkami.

Monastyr Motsameta ― zbudowany na szczycie skalistego wzgórza nad rzeką Cchalciteli (Czerwona Rzeka) ― wygląda bajecznie Fot. Brygita Łapszewicz

Monastyr Motsameta ― zbudowany na szczycie skalistego wzgórza nad rzeką Cchalciteli (Czerwona Rzeka) ― wygląda bajecznie Fot. Brygita Łapszewicz

Warto zaznaczyć, że w drodze powrotnej do Kutaisi cieszymy się, że mamy kierowcę, bo byłoby dosyć trudno adaptować się do miejscowej kultury jazdy. Jak żartują sami Gruzini, jeżdżą „według intuicji” ― tam, gdzie są 2 pasy do jazdy, mogą zrobić sobie trzeci i czwarty. Łagodnie mówiąc, powstaje nieprzyjemne uczucie, kiedy takie „kaukaskie” manewry są wykonywane na serpentynie, nad przepaścią…
Jednym z najważniejszych gadżetów tutaj jest klakson. Gruzini używają go nie tylko po to, aby uprzedzić, ale też aby przywitać się lub po prostu dać do zrozumienia: „ja tutaj jadę!”. Na drogach więc panuje hałas.

Rzeźba Ali i Nino ― jeden z symboli Batumi Fot. Brygita Łapszewicz

Rzeźba Ali i Nino ― jeden z symboli Batumi Fot. Brygita Łapszewicz

Podczas pobytu w „krainie złotego runa” zwiedziliśmy też Batumi, znajdujące się w regionie Adżaria na wybrzeżu Morza Czarnego. Tam, gdzie na drzewach jeszcze są mandarynki, skosztowaliśmy znakomitego chaczapuri po adżarsku.
W ogóle o gastronomicznej stronie Gruzji można napisać bardzo wiele, ale najlepiej tam się udać i „na własny ząb” skosztować ostrej zupy charczo, przepysznego szaszłyka w sosie granatowym czy czurczcheli ― tradycyjnych kaukaskich słodyczy z orzechów i winogron.
Skosztowaliśmy też sprawiedliwie chwalonego gruzińskiego wina i usłyszeliśmy wiele zabawnych i pouczających toastów. Ale o tych toastach opowiemy w innym numerze.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.