17
Państwowy egzamin dojrzałości z litewskiego obowiązkowym?

SONY DSC
image-71619

Dainius Pavalkis

Minister oświaty i nauki Dainius Pavalkis proponuje rozpoczęcie dyskusji w sprawie obowiązkowego egzaminu z języka litewskiego na państwowym poziomie.

„Przyszli studenci, zwłaszcza ci, którzy zastanawiają się nad podjęciem nauki poza Litwą, nie są zobowiązani do składania egzaminu z języka litewskiego na poziomie państwowym. Zdają ten egzamin na poziomie szkolnym, który jest, przyznajmy, na niższym poziomie. Język litewski powinien zajmować szczególne, honorowe miejsce w kształceniu ogólnym” — zaznaczył Pavalkis.

Obecnie maturzyści mogą wybierać poziom, w którym chcą składać egzamin z języka litewskiego. Wybrać mogą państwowy albo szkolny. Uczniowie, którzy ubiegają się o miejsca na uniwersytetach oraz miejsca finansowane przez państwo, są zobowiązani do zdawania języka litewskiego w formie państwowego egzaminu. Poziom jego znacznie się różni od egzaminu szkolnego.

Minister oświaty i nauki Dainius Pavalkis proponuje także do składania w przyszłości obowiązkowego egzaminu z języka obcego, matematyki oraz nauk przyrodniczych. Obecnie tylko język litewski jest obowiązkowym egzaminem na maturze.

Czesław Dawidowicz, dyrektor wileńskiego gimnazjum im. Adama Mickiewicza ma cichą nadzieję, że maturzyści nadal będą mogli wybierać poziom, w którym chcą składać egzamin z języka litewskiego.

— Uważam, że to jest bardzo niepotrzebna rzecz. Rozumiem, że to jest język państwowy, do którego należy odnosić się z wielkim szacunkiem. Ale nie rozumiem, dlaczego tak wielką wagę przywiązuje się do języka podczas rekrutacji na wszystkie wyższe uczelnie. Np. przy rekrutacji na kierunek informatyczny jest brane pod uwagę aż 20 i więcej procent punktów z tego języka — mówi Czesław Dawidowicz.

Dyrektor nie rozumie, dlaczego osoby, które skończyły szkolny kurs języka litewskiego, mają ocenę roczną i chcą studiować za granicą, lub nie pretendują na bezpłatne studia w kraju, musiałyby zdawać państwowy egzamin z języka litewskiego.

— Mam cichą nadzieję, że to tylko propozycja, która nie zostanie urzeczywistniona. Wynik i języka litewskiego i tak zbyt mocno wpływa na przyszłe losy ucznia. Z tego, co wiem, nigdzie w Europie do języka ojczystego nie przywiązuje się tak dużej wagi dla uczniów, którzy chcą studiować przedmioty ścisłe — mówi Czesław Dawidowicz.

17 odpowiedzi to Państwowy egzamin dojrzałości z litewskiego obowiązkowym?

  1. Żmogus mówi:

    A cóż to jest ów „państwowy poziom”?

  2. Marko mówi:

    Na wstępie przyznaję bez bicia, że będą się czepiał. I to wielu aspektów. Ale trudno, choć wystawiam się na krytykę, trzeba razykować. xxx. Uważam, że Polacy w RL mają bardzo ważny interes w tym, żeby się uczyć języka litewskiego i osiągać najwyższy poziom tej znajomości, na równi – potarzam: na równi!!! – z uczniami szkół litewskojęzycznych. Inaczej Polacy sami siebie skazują na kulturową mniejszość bardziej durnowatą niż reszta społeczeństwa w RL. Poza tym znajomość każdego języka – powtarzam: każdego języka! – jest wielkim wzbogaceniem intelektualym, którego nie sposób przecenić. A gdy chodzi o język państwowy, to lekceważąca postawa wobec tego języka skazuje Polaków w RL na margines społeczny pod każdym względem. Stawia też mniejszość Polaków w RL w sytuacji społeczności kontestującej kulturę i państwowość litewską. Taką kontestację można tłumaczyć wyłącznie wrogością wobec państwa litewskiego, a nawet szowinizmem antylitewskim. Polacy, chcący korzystać z praw obywatelskich w RL, mają żywotny interes w opanowaniu języka litewskiego na najwyższym poziomie, a nawet na wyższym poziomie niż etniczni Litwini. W przeciwnym wypadku Polacy sami będą stawiać siebie na stanowisku przeciwników państwowości litewskiej. I tak będą postrzegani, i tak będą traktowani przez politykę litewską. Sami Polacy zepchną siebie na margines kultury obcej w RL. xxx. Zdumiewa postawa pana dyrektora wileńskiego gimnazjum, który o dobrej znajomości języka litewskiego powiada: „Uważam, że to jest bardzo niepotrzebna rzecz.” Szkoda, naprawdę szkoda, że pan Dawidowicz w ten sposób myśli. Zdradza tym samym mentalność antylitewskiego szowinisty, którego marzeniem jest budowa kultury alternatywnej w RL. Na taką hecę nie zgodziłoby się żadne demokratyczne państwo na świecie. A dlaczego akceptować to miałaby RL? Tylko dlatego, że jest małym państwem, mniejszym od Polski? Wychodzi na to, że pan Dawidowicz życzy Polakom w RL takiego samego statusu, jakim cieszą się analfabeci albo antyliewscy cwaniacy. xxx. Surowe są moje zarzuty, ale jestem głęboko przekonany, że sposób myślenia pana Dawidowicza jest szkodliwy dla Polaków w RL. Moją wypowiedź relatywizowałbym, jeśli tkwiłbym w błędzie, bo sprawa ta jest tak bardzo absurdalna, że nie rozumiem jej do końca. Chodzi mi o „państwowość” egzaminu z języka litewskiego dla Polaków. Nie bardzo pojmuję, na czym ta „państwowość” miałaby polegać. Bo gdyby chodziło tu o egzamin na takich samych zasadach, jakie obowiązują uczniów w szkołach litewskojęzycznych, to zastrzeżenia pana Dawidowicza uważałbym za nieuzasadnione i szkodliwe dla Polaków. Chyba że Polacy mieliby składać jakiś dodatkowy egzamin z języka litewskiego, którego nie muszą zdawać uczniowie litewskojezyczni. Tylko w takim przypadku mielibyśmy do czynienia z dyskryminacją uczniów szkół polskich w RL. Mam nadzieję, że tak nie jest. Myślę, że minister Pavalkis domaga się egzaminu maturalnego z języka litewskiego na jednakowym poziomie i takich samach zasadach dla uczniów polskojęzycznych jak i litewskojęzycznych. Sprzeciw wobec tej koncepcji jest szkodliwy i wręcz kuriozalny. Oczywiście, że sprawa ta wymagałaby okresu przejściowego, ażeby w szkołach polskojęzycznych dostosować programy nauczania języka litewskiego do takiej postaci, jaka obowiązuje uczniów litewskojęzycznych. Pan dyrektor Dawidowicz wprowadza czytelników błąd, twierdząc że „nigdzie w Europie do języka ojczystego nie przywiązuje się tak dużej wagi dla uczniów, którzy chcą studiować przedmioty ścisłe”. Zdanie to świadczy o trzech aspektach. 1. Pan Dawidowicz jest niezorientowany, albo świadomie rozmija się z prawdą. 2. Pan Dawidowicz kompromituje się publicznie, pozwalając sobie na wypowiedzi sprzeczne z prawdą, albo mające podstawy w elementarnym braku wiedzy. 3. Jego zacytowana wypowiedź jest błędna z punktu widzenia zasad gramatycznych języka polskiego. Przykro to czytać. I przykro o tym mówić. Bo jakże szanować takiego „specjalistę”, który bełkoce „po polskiemu” i stroi się w piórka polskiego nacjonalisty. Ta sprawa przyjmuje postać kuriozalną do tego stopnia, że nawet podejrzewam redakora tego tekstu, że pisał go z bólem głowy po wielkim przepiciu w dniu poprzednim i dlatego wszystko tak pokręcił, że nie jest to ani do śmiechu, ani do zaakceptowania. xxx. I jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Postulaty pana Dawidowicza byłyby – po części! – zasadne, gdyby język polski był uznany jako państwowy język oficjalny w RL. Wówczas język polski byłby językiem równorzędnym z językiem litewskim i obowiązywałby – w ramach programu szkolnego – również uczniów litewskojęzycznych. I musieliby oni zdawać taki sam egzamin z języka polskiego, jak i ucznowie polskojęzyczni. Wówczas mogłaby otworzyć się jakaś furtka wzajemnego kompromisu. Ale tak nie jest. I nic nie wskazuje na to, że ten stan zmieni się na korzyść litewskiego społeczeństwa polskojęzycznego. A nie zmieni się, bo na przeszkodzie stoją szkodliwe szowinistyczne postawy – po obu stronach barykady! – po stronie rządowo-litewskiej, bardziej winnej w tej sprawie, i po stronie polskiej, nie mniej bezzasadnej i szkodliwej, zwłaszcza szkodliwej dla siebie samych! Obie strony nie są w stanie pojąć, na czym polegają interesy kulturowe litewskojęzycznej społeczności i polskojęzycznej społeczności tego samego społeczństwa w RL. Albo i wiedzą o co chodzi, ale wolą mocować się na szowinizmy.

  3. Bronislaw mówi:

    Marko ja malo wyksztalcony i znalazlem w twoim pisaniu i mysli že się przemalowal się w sajudista,co to znaczy w moim pojenciu,znaczy že my jestesmy skazane byc polakami i musimy byc litwinami,szkoda že w Litwie wyucza się litwina a nie jakiegos inžyniera,profesora,nauczyciela,fizyka itd.przy sowietach tylko pionery i komsomolcy zaslugiwali znac kto to Stalin i Lienin,a teraz z pierwszych klas muszą wiedziec Grybauskaiti,Abamy,Putina itd. poco,Hitler tež szedl w wychowaniu niemcow,može teraz znajdzie się nie K.Motieka,na Wilenszczyznie a Motiekiewicz,widac wyksztalcony i chcesie w žądy litewskie,kožysci žadnej nie bylo w czasy sowietow že puszczali do szkul ruskich dzieci tak samo i do litewskich,dlaczego bo jest ružnica między ludzka po pochodzeniu w informowaniu spoleczenstwa litewskiego že ruskie i polacy zagražają nawet panstwu Litewskiemu,partyjne hasla w Litwie na wybory dzialają przeciwstawienie po pochodzeniu,za 100lat možliwie tak stanie się jak piszesz,ježeli jestes Litwinem i znasz język polski doskonale to zasluga twoja znaczy potrzebny byl.a ponižac dyrektora a siebie na wieszcholek to zaslugi niema,sens jak zniszczyc w Litwie przeciwstawienie po pochodzeniu w czasie wyborow i po nich,možy dostac ten czlek Nobla.

  4. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do Marko: mam do ciebie parę pytań:

    1. W Polsce maturzyści mają możliwość zdawać język polski na maturze na dwóch poziomach- podstawowym i rozszerzonym. Czy twoim zdaniem osoby zdające ten egzamin na poziomie podstawowym są durnowaci, wykazują lekceważenie dla języka polskiego i wrogość wobec państwa polskiego oraz znajdują się na marginesie społecznym?

    2. Dlaczego twoim zdaniem Polacy mieszkający na Litwie muszą komuś coś udowadniać i mieć „żywotny interes w opanowaniu języka litewskiego na najwyższym poziomie, a nawet na wyższym poziomie niż etniczni Litwini”? Czy jesteśmy obywatelami drugiej kategorii skoro musimy starać się bardziej???

    Sytuację może ci naświetli fragment oświadczenia Forum Rodziców:

    „My, Rodzice Szkół Polskich Rejonu Solecznickiego, jesteśmy zaniepokojeni taką sytuacją, ponieważ może to doprowadzić do tego, iż nasze dzieci będą zmuszone zakończyć edukację na poziomie szkoły podstawowej. Jesteśmy za jak najlepszą nauką języka państwowego, ale w sposób przygotowany i adekwatny do możliwości uczniów i nauczycieli. Podejmowaliśmy nie raz kwestie nieprzygotowania Ministerstwa Oświaty i Nauki do wprowadzenia zapisów ustawy o oświacie z 17 marca 2011 r. Posiadamy odpowiedź na piśmie, że podręczniki do nauki w nowym trybie ujednoliconego języka państwowego będą wydane dopiero w 2016 roku i to dla klas początkowych! Szczegółowych programów nauczania języka państwowego – brak, pomocy dla nauczycieli – brak, ale wytyczne i egzamin są! To jest ogromny absurd, aby w państwie unijnym przeprowadzano eksperymenty na dzieciach” – czytamy w oświadczeniu.

    Członkowie Forum podkreślają, że wskutek takiego działania cierpią również uczniowie z litewskich szkół, o czym świadczą coraz gorsze wyniki na egzaminach maturalnych. W oświadczeniu czytamy, że coraz częściej dzieci są zmuszane do pobierania dodatkowych lekcji z języka ojczystego. „Co mamy powiedzieć my, rodzice uczniów szkół mniejszości narodowej, jeżeli nie mamy uporządkowanego systemu nauczania języka państwowego” – napisano w oświadczeniu.

    Rodzice uczniów szkół z polskim językiem nauczania w rejonie solecznickim kolejny raz zabiegają o zapewnienie nauki języka litewskiego w odpowiednim zakresie na podstawie szczegółowego programu nauczania w szkołach mniejszości narodowych oraz z zapleczem pomocowym: podręczniki, pomoce edukacyjne, nagrania dźwiękowe itd.

    „Język państwowy jest ważny i nikt nie pomniejsza jego znaczenia, jednak czy wskutek niezłożenia egzaminu z języka litewskiego uczeń nie może dalej kształcić się na kierunku fizyki, matematyki czy informatyki? Przywołujemy do zdrowego rozsądku”

    PS w Polsce nie na wszystkie kierunki jest wymagana rozszerzona matura z polskiego i dlatego pan Dawidowicz ma rację mówiąc, że Litwini przywiązują zbyt dużą wagę do języka litewskiego. To może doprowadzić do sytuacji, gdzie na studia inżynieryjne dostanie się nie osoba świetna z przedmiotów ścisłych, ale jednocześnie słaba z humanistycznych, a osoba świetna z humanistycznych, ale z przedmiotów ścisłych co najwyżej średnia.

  5. Bronislaw mówi:

    jednak choc ja i dziarownia jak mowią nie wyksztalconych,trafilem w kropka sedna sprawy,a dzis po radjio Z.W.uslyszalem že jak to polacy są w sejmie i w starostwie Wilna i nic zrobic nie mogą i nie zrobią bo nikt im takiego prawa nieda w Litwie,ježeli niezrozumiano za 25lat to nie zrozumie się jeszcze 150lat,spoczątku kto tym się zajmuje wyksztalceniem bylo zniszczyc język polski na Wilenszczyznie i zastąpic rosyjskim to im się udalo bo rosyjski zniszczyc lžej politycznie teraz kolej na niego,zostanie litewski i angielski,wlasnie do tego dąženie polityczne tych politykierow,powstanie calkowite niezaležnosc od jednych i drugich o jak,my czasami przepuszczamy swoimi uszami mysli wypowiadane przez TV litewskie na ružnych forumach,a potem že nic niewiadomo bylo,albo niezdajemy sprawy z tych slow politykow i w sejmie,po drugie wyksztalcenie dają a oni wyjechali,barjera robi się nie widzialna,a zrobic žeby wilki byli syte i owcy cale nie umieją,bo trze brytoglowych wychowac dla podtrzymania idiologji.

  6. Marko mówi:

    Bronisław, przede wszystkim składam Ci podziękowanie za Twój rozsądny komentarz. Wyjaśniam, że nie jestem Litwinem. I nie występuję w obronie nacjonalistycznych, ani żadnych innych, interesów litewskich. Podkreślałem to wielokrotnie i jednoznacznie – i teraz jeszcze raz to potwierdzam – że zaangażowany jestem wyłącznie po stronie moich polskich rodaków w RL. Bo są poszkodowani i na bieążco krzywdzeni przez nierozumną politykę litewskich nacjonalistów. Pisałem też wielokrotnie, że polityka ta szkodzi nie tylko Polakom, ale również – a chyba i nawet jeszcze bardziej – samemu państwu litewskiemu. Przypuszczam, że nasze dyskusje czytają także Litwini. Niechże więc i oni dowiedzą się, co sami sobie wyrządzają tymi najconalistycznymi prześladowaniami Polaków na Litwie: szkodzą spłeczeństwu litewskiemu i osłabiają swoje państwo; metodycznie kreują część społeczeństwa – Polaków – na wrogów Republiki Lietuviskiej. To jest polityka głupia i szkodliwa. Ale także widzę błędy po stronie Polaków. I uważam, że w obliczu tych błędów nie wolno mi milczeć i zachowywać się tak, jakby nic się nie działo. Bo przemilczanie błędów drogo kosztuje. Mądry człowiek zawsze czujnie analizuje swoje postępowanie, żeby naprawiać błędy w swoim myśleniu. I jest bardzo wdzięczny za krytykę swego postępowania, bo to mu pozwala przejrzeć na oczy. Dlatego państwa demokratyczne mają niezależną prasę, żeby patrzyła na działania swoich polityków i uprawiała jak najostrzejszą krytykę ich błędów. Odwaga przyznania się do błędów jest wielką zaletą mądrych ludzi, a zwłaszcza polityków. Tylko durnie obrażają się, gdy poddawani są krytyce. Niestety, takich ludzi niemało jest w szeregach polityków, zwłaszcza w nowych demokracjach. Bo kultury demokracji trzeba się nauczyć, albo żyjąc w ustabilizowanej demokracji, albo na uniwersytecie. Na uniwersytecie w kraju od wieków utrwalonej demokracji. Tej kultury tymczasem brakuje, i w RL, i w Polsce na przykład. Okres niewoli sowieckiej zrobił swoje, a jej szkody będą miały swoje konsekwencje jeszcze przez długie lata. xxx. Podtrzymuję swoją tezę, że doskonała znajomość języka litewskiego – możliwie jak najlepsza! – przez Polaków w RL ma kolosalne znaczenie. Polacy nie powinny dawać się zepchnąć do kategorii obywateli RL pośledniej kategorii. Polacy powinny dążyć wszyscusieńkimi siłami, żeby zająć pozycję intelektualistów najwyższej klasy w społeczeństwie RL. Poza tym, znajomość kadego języka jest ogronym wzbogaceniem nowoczesnego człowieka. Kto tego problemu nie rozumie, nie ma szansy na polepszenie swojego położenia we wrogim społeczeństwie. Ale uwaga, ja nigdy nie pisałem o tym, że Polacy powinni „zmienić się w Litwinów”. To jest niesprawiedliwy zarzut pod moim adresem. Poprzez znajomość języka litwskiego Polacy otrzymają większą szansę utrzymania się przy swojej polskiej kulturze. I lepiej potrafią radzić sobie z głupotą litewskiej polityki ślepego nacjonalizmu. xxx. Myślę, że nie bardzo zrozumiałeś moją krytykę postawy i wypowiedzi pana dyrektora Dawidowicza. I nie robiłem tego, żeby stawiać „siebie na wieszcholek”. Pan dyrektor Dawidowicz zaprezentował sposób myślenia, który – moim zdaniem – szkodzi interesem Polaków w RL. A napisałem o tym, bo mi było bardzo przykro z powodu jego wypowiedzi. Bliżej na ten temat nie będę się wypowiadał, bo musiałbym być bardziej radykalny w pokazywaniu błędów. xxx. Kończąc, jeszcze raz serdecznie dziękuję Ci, Bronisławie, za szczere wystąpienie w interesie takim samym, jaki i ja sam prezentuję. xxx. Jeszcze mnie czeka ustosunkowanie się do wypowiedzi Pana Kazimierza Kronsztadzkiego. Czasu mi nie starcza. I nie chcę zarzucić tego forum tylko moimi wypowiedziami. Ale, jeśli temat nie zostanie zlikwidowany przez Redakcję KW, to na pewno odpowiem w najbliższych dniach. xxx. Dziś kończę jeszcze maleńką informacją w uzupełneniu mojej wypowiedzi na temat waluty Euro, którą niedawno przyjęła RL. Załączam link do artykułu w sprawie zarobków i kosztów pracy w państwach EU. Artykuł ten, w języku hiszpańskim, uzupełniony jest grafikiem, czytelnym nawet dla kogoś, kto nie zna języka hiszpańskiego. Proszę zauważyć, że kraje z naszego kręgu kulturowego (Estonia, Słowacja, Słowenia), które już kilka lat temu przyjęły Euro, nie zbiedniały, lecz nawet poprawiły swoje wskaźniki ekonomiczne, np Estonia w porównaniu z Polską, czy Słowacja w porównaniu z Republiką Czeską, która zawsze była krajem bogatszym do Słowacji. Gdyby ktoś potrzebował pomocy tłumacza z hiszpańskiego na polski, proszę to napisać, a postaram się pomóc. (Jezu, moje komentarze są zbyt rozwlekłe. Kiedyś przyjdzie do tego, że Redakcja KW przepędzi mnie z tego forum).

  7. Marko mówi:

    Przepraszam, zapomniałem załączyć obiecany link. A oto jest on:

    http://economia.elpais.com/economia/2015/04/13/actualidad/1428954959_075631.html

    COSTE LABORAL TOTAL EN 2014. Empresas de 10 o mas trabajadores. Grecia, datos de 2013.
    OGóNE KOSZTY PRACY W 2014 ROKU w przedsięborstwach zatrudniających co najmnie 10 pracowników. Dane z Grecji pochodzą z roku 2013.
    Kolor jasnoniebieski – koszty pracy przypadające na wypłaty dla pracowników. Kolor ciemnoniebieski – dodatkowe koszty pracy (na ubezpieczenia socjalne pracowników).
    ZONA EURO – średnia wysokość zarobków oraz wydatków na ubezpieczenia socjalne we krajach Unii Walutowej (znaczy w tych państwach, które już przed rokiem 2014 posługiwały się walutą Euro).
    EU 28 – średnia wysokość zarobków i innych kosztów pracy we wszystkich 28 krajach UE, włącznie z tymi, które posługują się jeszcze walutami narodowymi.

  8. Marko mówi:

    Pan Kazimierz Kronsztadzki chce mnie wziąć na spytki. I przytacza szerokie uzasadnienie swojego rozgniewania, domyślam się, że spowodowanego moim komentarzem. Przecieram oczy i już sam sobie nie dowierzam. Bo to wszakoż nie jest pierwszy raz, że pod moim adresem padają zarzuty, wynikające chyba tylko z niezrozumienia mojej wypowiedzi. Albo z nieumiejętności rozumienia czytanego tekstu. xxx. Ucieszył mnie cytat z apelu wystosowanego przez Forum Rodziców z Rejonu Solecznickiego, których dzieci uczęszczają do szkół z polskim językiem nauczania (jeśli to dobrze zrozumiałem). Rodzice ci podkreślają swoją świadomość w zakresie znaczenia języka litewskiego dla przyszłości swoich dzieci i prezentują bardzo słuszne zaangażowanie na rzecz realizacji tego zadania, ale niestety – zaraz dodają, że nie bardzo poważnie traktują to przekonanie, stawiając podstępne pytanie typowe dla ćwoka: „Jednak czy wskutek niezłożenia egzaminu z języka litewskiego uczeń nie może dalej kształcić się na kierunku fizyki, matematyki czy informatyki?”. Ja myślę, że może. Najlepiej niech studiuje w języku Hotentotów. xxx. Jest mi trudno komentować tak rozbieżny sposób myślenia. To jest kwestia ponad moje siły. Tu ścierają się dwa nieprzejednane nacjonalizmy, litewski i polski, ślepa nienawiść i wzajemna pogarda po obu stronach. Z jednej strony cwaniacka głupota zwykłych ludzi, co niby wiedzą, ale nie bardzo chcą (podobnie, jak i Pan Dyrektor Dawidowicz), a z drugiej – perwersja prymitywnych polityków RL. Obie te grupy kierują się wzajemnym brakiem zaufania do siebie i chcą się przechytrzyć. Obie prezentują dramatyczne zacofanie kulturowe w spornej materii, zapewne będące rezultatem skrzywienia mentalności w okresie długiej niewoli sowieckiej, która – prawda – w RL trwała znacznie dłużej niż w Polsce. Smutno jest patrzeć na tego rodzaju zacofanie i szkodzenie samemu sobie. xxx. Forum Rodziców podkreśla jednoznacznie: „Jesteśmy za jak najlepszą nauką języka państwowego, ale w sposób przygotowany i adekwatny do możliwości uczniów i nauczycieli”. Forum wyraża w ten sposób bardzo mądre i rozsądne stanowisko. W pełni zgadzam się z tym stanowiskiem, o czym już nie raz pisałem. Ale polityczne władze litewskie nie zapewniają warunków nauczania języka litewskiego. To jest jakiś antylitewski sabotaż, co robią władze litewskie. Pan minister oświaty i nauki (wstyd wymieniać jego nazwisko) apeluje do Polaków, żeby zdawali egzamin z języka litewskiego „na poziomie państwowym”, ale przemilcza fakt, że to państwo nic nie czyni, żeby szkołom z polskim językiem nauczania zapewnić programy, nauczanie oraz finansowe środki na realizację tego przedsięwzięcia, i to z należnym wyprzedzeniem przed wprowadzeniem obowiązku składania państwowego egzaminu z języka litewskiego. Przecież jest to warunek sine qua non! Pan minister zachowuje się tak, jakby dopiero co wypuszczony został… (Lepiej zamilczę…). Najpierw trzeba dać szansę młodzieży polskiej, szansę należytego uczenia się języka litewskiego. A dopiero potem egzekwować wyniki tego nauczania na egzaminie! A nie ograniczać się do apelowania tylko! Najwyraźniej pan minister bredzi o egzaminie państwowym, ale w ten sposób, jakby sprawa ta nie leżała w kompetencjach państwa litewskiego, tylko zależna była wyłącznie od dobrej woli Polaków! No, czyste wariactwo! Programu i środków na realizację ważnego zadania państwowego nie zapewnia. Nic nawet o nich nie wspomina. Jakby nie wiedział o tym, że to na nim przede wszystkim ciążą państwowe zadania wstępne, ażeby sprawę postawić na nogi i dzieciakom dać szanse uczenia się języka litewskiego. Minister zachowuje się, jakby dopiero co spadł z gruszki. O obowiązkach państwa litewskiego w tym zakresie nie wie nic? A może tylko udaje? Mielibyśmy w takim razie z cwniackim oszustem, a nie ministrem odpowiedzialnym za realizację zadań państwowych. Gdy zastanawiam się nad tą hecą litewskiego państwa, to mam wątpliwości, czy te informacje w sprawie „egzaminu państwowego” to jest zadanie litewskiego państwa, czy nie? xxx. Bardzo przepraszam Wielce Szanownego Pana Kazimierza Kronsztadzkiego, ale nie będę się wdawał w dyskusje w stylu z góry podjętych przeświadczeń. Na spytki, to może Wielce Szanowny Pan zawezwać kogoś podobnego sobie, choćby Pana Ministra Edukacji i Nauczania Republiki Litwy (wstyd mi wymieniać jego nazwisko; niech będzie zapomniane na wieki wieków; lepiej by było dla niego). Na pewno dogadalibyście się ze sobą. Ja jestem jednak z innego świata. A arogancji i nacjonalizmu nie znoszę. Każdego nacjonalizmu. Bardzo proszę Wielce Szanownego Pana o wybaczenie.

  9. Bronislaw mówi:

    Marko chcę swoje dožucic,ja osobiscie tež nie nawidzę nacjonalizmu,tylko jak go obiektywnie zauwažyc nap.czy ze strony nas czy ze strony systemu litewskiego,ja uwažam kto kogo zmusza robic tak jak on chce žeby bylo po jego ten i nacjonalista,albo faszysta,bo znaczy nie nawidzi co nie jego,a my tu mieszkające polacy,ruskie itd nigdy nie odwracali się od kultury i języka i nienawisci do litwinow,pretensyji nie bylo a do wladzy tak bo ona nas rozdziela ružnymi sposobami po języku,po pochodzeniu,otwarcie mowi spoleczenstwu litewskiemu že my zagražamy panstwowosci,poco to się robi,že nie lojalne itd.pytalem ile razy litwinow co się dzieje že nas nie nawidzicie,odpowiedz przez TVlitewskie mowili masz odpowiedz,znaczy polityki litwini nie umieją užyc się z ludzmi innego pochodzenie i stale grają w polityka že tylko trze bronic się bo ušpolia- napada,panstwowy język jest panstwowy czyli dokumenty w tym języku a rozmawiac niemogą byc wszyscy lituanistami albo polionistami,ja uwažam polityka litewska jak wewnętrzna tak zewnętrzna glupia nie terazniejsza,historyją žyc w UE,chwalią tylko za co,wlasnie za ušpolima.WKL nie powstanie takim dzialaniem,ale znowu mogą ich nie wybrac bo maszyna polityczna zapuszczona w tym kierunku,tylko litewskosc dobra a reszta jak by i niema i nie musi byc i tu gwodz wielki.

  10. Wereszko mówi:

    @ Bronisław
    Są na świecie RÓŻNE nacjonalizmy, niektóre są oceniane przez „elity” pozytywnie, inne negatywnie.
    Ot np. negatywne są nacjonalizmy: polski, serbski, kataloński, szkocki,czeczeński, wileński … Ale pozytywne są nacjonalizmy: ukraiński, żydowski, amerykański, brytyjski, niemiecki. Oczywiście, te „pozytywne” nacjonalizmy są skrywane pod różnymi płaszczykami.

  11. wioskowy mówi:

    do Marko,
    pisze Pan, ze tylko znajomosc jezyka litewskiego uratuje Polakow wilenszczyzny od zepchniecia na margines zycia na Litwie, i otworzy drzwi do lepszego i dostatniego zycia.
    A czy wie Pan, ze 50 lat temu mowiono nam, ze tylko bycie komunista da szanse na lepsza prace i karjere zawodowa.
    Sytuacja jest zbyt dynamiczna, my nie nadazamy. Bylismy juz komunistami, teraz staramy sie byc Litwinami, za iles tam lat trzeba bedzie jeszcze kims byc… a kiedy nam byc prosto ludzmi. I robic co chcemy?
    Pytanie do Marko: czy ludzie moga byc wolni w swoim wyborze?
    Marko, nie rozumiesz jednej waznej sprawy, ze jak by Polacy nie uczyli jezyka litewskiego i tak sa skazani na niszczenie i spychanie, taka jest polityka panstwa litewskiego kontynuowanie polityki Litwy kowienskiej przedwojennej. Wszystko, amen.

  12. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do marko

    ” Rodzice ci podkreślają swoją świadomość w zakresie znaczenia języka litewskiego dla przyszłości swoich dzieci i prezentują bardzo słuszne zaangażowanie na rzecz realizacji tego zadania, ale niestety – zaraz dodają, że nie bardzo poważnie traktują to przekonanie, stawiając podstępne pytanie typowe dla ćwoka: „Jednak czy wskutek niezłożenia egzaminu z języka litewskiego uczeń nie może dalej kształcić się na kierunku fizyki, matematyki czy informatyki?”. Ja myślę, że może. Najlepiej niech studiuje w języku Hotentotów.”

    Z teo fragmentu twojej wypowiedzi wynika, że nie bardzo orientujesz się w całej sytuacji i przy tym obrażasz rodziców, którzy walczą o dobro swoich dzieci. Po pierwsze młode pokolenie Polaków mieszkających na Litwie bardzo dobrze zna język litewski i nie ma problemu z komunikowaniem się w tym języku, a ty zakładasz, że osoby zdające egzamin na poziomie szkolnym języka nie znają… Problem polega, że państwo nie stworzyło odpowiednich warunków do nauki j. litewskiego, tak by młodzi Polacy mogli wszyscy zdawać egzamin państwowy. Owszem, najlepsi, najbardziej uzdolnieni językowo, którzy mają w sobie na tyle siły by samemu przerabiać dodatkowy materiał, zdają egzamin państwowy, ale przyznaj, że taki egzamin to nie olimpiada przedmiotowa i to szkoła powinna do niego przygotować. I tak rodzice mają racje, dzięki nowym zasadom zamyka się niektórym drogę na studia np na fizykę czy matematykę, a na tych kierunkach przyznasz, nie jest potrzebna rozszerzona znajomość literatury litewskiej. Nie ustosunkowałeś się do tego jak wygląda matura z polskiego w RP. Dlaczego w Polsce można zdawać język urzędowy na 2 poziomach, a na Litwie już nie?

  13. Marko mówi:

    Prezentujesz bardzo rozsądne myślenie, Bronisławie. Nacjonalizm nie jest powszechną postawą spłeczną w RL, ale także nie istnieje w żadnym społeczeństwie, jeśli postawa taka nie wynika z polityki państwa. W normalnych państwach nacjonalizm jest zwalczany i ujmowany w surowe konsekwencje prawne. W państwach europejskich np. prawo karne zakazuje głoszenia nienawiści do innych narodów czy dyskryminowania mniejszości narodowych albo społecznych. Ale, niestety, nie wszędzie obowiązuje taka praktyka. W RL także politycy gotowi są zaprzeczać, że kierują się nacjonalizmem, czyli umiłowaniem samego siebie. Będą w żywe oczy kłamać, zaprzeczać, albo i zaperzać się i zapluwać, że nie są nacjonalistami. Bo oni nie chcą uchodzić za nacjonalistów. Już zdążyli się zorientować,że taka postawa w Europie jest wyrazem perwersyjnej durnoty (sowieckiej). xxx. Historia jest jednoznaczna. Polityczna współpraca Polski i Litwy była korzystna dla obu stron. Gdyby nie unia polsko-litewska, nie wiadomo, czy Litwa zachowałaby egzystencję jako organizm polityczny. Obodryci (dzisiejsza Meklemburgia), Prusowie czy Jadźwingowie stawiali opór procesowi jednoczenia Europy pod sztandarami Papiestwa, którego interesy reprezentowało Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. I dzisiaj nie ma po nich żadnego realnego śladu. Litwie poszczęściło się, bo na czas schroniła się pod nasz skrzydła. Dzięki unii z Polską. Za to nas dzisiaj nienawidzą. Nacjonalistycznie nastawieni Litwini nie chcą pamiętać o tym i wskazują tylko na straty, jakie rzekomo poniół naród litewski. To prawda, że ówcześni Litwini postrzegali kulturę polską jako wyższą, atrakcyjniejszą, korzystą dla ich państwowego bytu i bezpieczeństwa. Szlachta litewska i białoruska bardzo chętnie polonizowała się. Polityka litewska zapamiętała jednynie ten trend do polonizowania się. I pokazuje Polskę wyłącznie w kategoriach zagrożenia kultury i państwowości litewskiej. W odwecie swojej perfidii zastosowała praktykę litwinizacji Polaków na Litwie. Litwinizacji na siłę. Litwinizacji opartej na brutalnych metodach, niegodnych państwa europejskiego, ani tym bardziej demokratycznego. Polityka litewska wzięła przykład z polityki rosyjskiej. Polityki agresji i krzywdzenia słabszych. Polityki uwielbiania samego siebie. Z myślą o tym, że spełnią się ich marzenia o litewskim imperium od Bałtyku aż do Morza Czarnego. xxx. Obrzydliwym przykładem litewskiej polityki nacjonalistycznej jest państwowe fałszowanie nazwisk polskich, albo obrzydzenie durnych Litwinów w posługiwaniu się językiem polskim wobec polskich turystów w RL. Powszechne jest wyrażanie tępoty nacjonalistycznej, polegające na nieskrywanej nienawiści do Polaków. Dla nacjonalistów litwskich jesteśmy tylko „szudlenkis” – „gówniani Polacy” (nie znam języka litewskiego i prawdopodobnie napisałem ten wyraz niepoprawnie). To jest przejaw ich wściekłej nienawiści nacjonalistycznej, nienawiści, która mąci im rozum. To może mieć konsekwencje dla tego nienawistnego narodku i jego kraju. Nigdy nie wiadomo. Kierując sie nienawiścią, wzbudzają uczucia krzywdy zadawanej Polakom i wrogości Polaków do takiej formy politycznej akultury litewskiej. To jest akultura oparta na głębokiej durnocie. Tak może zachowywać się tylko ktoś, kto nie potrafi myśleć o pułapkach gotowanch przez przyszłość. xxx. Z niewoli sowieckiej wyszliśmy razem i jednoczeżnie – Litwa i Polska. Wyszliśmy cięko poszkodowani pod wieloma względami, między innymi „obdarzeni” sowiecką akulturą i sowiecką mentalnością długoletnich niewolników. W tej sytuacji Polska nie była już tak atrakcyjną kulturą europejską dla Litwy, jak to było w XIV wieku. Litwini mieli pełne prawo do rozglądnięcia się za kulturą bardziej dla nich atrakcyjną, kulturą wyżej rozwiniętą, kultrą bardziej technicznie i ekonomicznie rozwiniętą, która by stanowiła przykład i odniesienie dla rozwoju zapóźnionej kultury litewskiej. Najpierw wzorem takim dla RL miała być Szwecja, później nawet wszystkie państwa skandynawskie, później jeszcze Europa (ale bez Polski). Był też pomysł jakiejś formy unii trzech państw bałtyckich. Na Polskę wypięli się całkowicie, co z całą pewnością można ocenić jako głupota i perfidia maleńkiego narodku, bardzo z siebie dumnego, ale intelektualnie i kulturowo skarlałego. Ale – powórzę tu jeszcze raz bardzo dobitnie – Litwini mają do tego prawo. Są suwerenni. Mają prawo do realizacji swoich marzeń według własnego widzimisię. Tylko jeśli tę realizację dodatkowo opierają na nacjonalistycznej nienawiści do Polaków i w imieniu swej przerosłej dumy narodowej rezygnują ze współpracy z Polską, to jest to wyraz kompletnej durnoty, a nawet przestępstwo wobec własnego narodu litewskiego. No, ale takich mają polityków. I w taki sposób ci politycy żąglują – jak kuglarze w cyrku – losami swojego kraju i narodu. To ich prawo! xxx. Do czego to doprowadzi? Nie wiadomo. Litwinom możemy życzyć pomyślnego losu i samych sukcesów. Tymczasem ich poziom możliwości ledwie przerasta pozim Rumunii i Bułgarii. Litwa jest najsłabszym ogniwem pośród państw bałtyckich. Nawet w Polsce sytuacja jest nieco lepsza, powtórzę: niewiele lepsza, bo też rządzi nami hołota niewiele mądrzejsza od litewskich polityków, ale lepsza. Jesteśmy też państwem większym, o większym potencjale, nieco bardziej zaawansowanym pod względem demokracji. I osiągamy umiarkowane postępy, z których możemy być umiarkowanie zadowoleni. A przecież sytuacja wyjściwa Polski była bardzo zła. Byliśmy pod zaborami, w okresie międzywojennym Rosja i Niemcy prowadziły przeciw nam zorganizowaną wojnę gospodarczą, I wojna światowa (na wschodzie kontynentu) toczyła się głównie na terenach polskich i pozostawiła po sobie morze zniszczeń. Tak samo II wojna światowa – pomijając Sowiety – największe zniszczenia wyrządziła terenom polskim. Potem nastąpiła długoletnia niewola sowiecka. (Na Węgry sowieci weszli w 1954 roku, do Czechosłowacji dopiero w 1968). Takich długotrwałych i systematycznych zniszczeń nie przeżyła wiąc ani Czechosłowacja, ani Wągry. W okresie niewoli sowieckiej państwa te cieszyły się znacznie wyższym poziomem rozwoju i konsumpcji niż Polska. I nagle okazujemy się gospodarkami sobie równymi, a nawet z perspektywami na wyższy poziom. Niedawno publikowałem tu grafik z prasy hiszpańskiej o poziomie dochodów z pracy (albo kosztów zatrudnienia, na jedno wychodzi) w Europie. Przy tak miernych politykach, którzy rządzą Polską, możemy być zadowoleni z postępów, jakie osięgneliśmy. Idzie nam wręcz lepiej niż Czechom czy Węgrom, a tymczasem RL traktuje nas z nacjonalistyczną wyższością i pogardą dla nas. Wolność Tomku w swoim domku! Może los jeszcze zakpi z durniów.

  14. Marko mówi:

    Kochani, temat jest tak gorący, że straciłem już poczucie umiarkowania i pozwoliłem sobie – mea culpa – na ostre sformułowania. Zbyt ostre. Przepraszam. Chciałbym także wyjaśnić, że, pomimo mojego mądrowania się, nie uważam siebie za jakiegoś eksperta w tych sprawach, lecz raczej nie potrafię odpowiednio zapanować nad swoimi emocjami. I przesadzam. xxx. Sytuacja w RL jest nienormalna i dla Polaków tam żyjących jest krzywdząca. Przyczyną jest nacjonalizm litewski, ale i postawa moich Rodaków, ktąrzy nie bardzo sobie radzą z agresją litewskich nacjonalistów. Zalecałbym w tej sytuacji to, co zapisano w statucie Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie: „Plus ratio quam vis”. xxx. Autor podpisujący się „wioskowy” przypisuje mi opinię, że niby ja tak twierdzę, że: „tylko znajomosc jezyka litewskiego uratuje Polakow wilenszczyzny od zepchniecia na margines zycia na Litwie, i otworzy drzwi do lepszego i dostatniego zycia”. Być może, że ja nie umiem pisać i dlatego jestem niewłaściwie rozumiany. Proszę o wybaczenie. Chciałem napisać, że żywotnym, bardzo ważnym problemem Polaków w RL jest dobra – możliwie najdoskonalsza – znajomość języka litewskiego. Ale nie pisałem, że znajomość języka litewskiego „uratuje Polaków od zepchnięcia na margines życia na Litwie”. Bo nie uratuje! I to jest moje wielkie zmartwienie! Ale mam nadzieję, że do takiego zepchnięcia nie dojdzie. Dobra znajomość języka litewskiego na pewno polepszy sytuację Polaków w warunkach wrogości, jakie zgotowało Polakom nacjonalistyczne państwo litewskie. Tę wrogość należy traktować bardzo poważnie i nastawiać się na obronę swoich interesów metodami intelektualnymi. Z tej możliwości w żadnym wypadku nie należy rezygnować, tym bardziej, że – jak na razie – droga intelektualna wydaje się być jedyną drogą obrony Polaków w tej sytuacji. Na wrogie reakcje najlepiej odpowiadać mądrością. xxx. Druga sprawa, podobno napisałem, że jak najlepsza znajomość języka litewskiego „otworzy drzwi do lepszego i dostatniego zycia”. Tak dosłownie chyba tego nie napisałem, ale chciałem zasugerować, że poprzez język litewski i wyższe wykształcenie uzyskamy szansę na lepszą pozycję społeczną i polepszymy nasze szanse na lepsze życie. Na dostatnie życie chyba jednak nie możemy liczyć. Państwo litewskie jest słabe. Słabe pod wieloma względami. Słabe kulturowo i inteletualnie, słabe pod względem poziomu technicznego i kultury technicznej, słabe pod względem socjalnym i ludnościowym (coraz więcej ludzi szuka ratunku na emigracji; ci ludze są straceni dla RL), słabe gospodarczo i militarnie (a potencjalni wrogowie stoją blisko), słabe pod każdym względem. Jeszcze długo państwo to nie zapewni dostatniego życia. A przy nacjonalistycznej polityce RL może nawet dość do nieoczekiwanej zapaści. xxx. Nie jestem filozofem, a tu Autor „wioskowy” zadaje mi filozoficzne pytanie. „Czy ludzie moga byc wolni w swoim wyborze?”. Myślę, że ludzie powinni być wolni w swoim wyborze. Godność osoby ludzkiej wymaga, ażeby państwo – każde państwo – zapewniało swoim obywatelom i poddanym takie warunki, żeby ludzie byli wolni w swoich wyborach, (ale nie we wszystkich sprawach, bowiem ideał wolności ograniczany jest przez ideał odpowiedzialności). Wolność jest podstawowym postulatem humanitaryzmu. W praktyce zawsze jesteśmy ograniczeni okolicznościami, w jakich się znajdujemy. Ideał wolności jest piękny, ale praktyka zawsze uwiązana jest do kotwicy okoliczności, w których żyjemy. Nierzadko ta kotwica jest ze szczerego złota. A złoto, jak wiadomo, jest ciężkie. I taka kotwica dobrze nas przytrzymuje. xxx. Pan „wioskowy” pisze jeszcze: „nie rozumiesz jednej waznej sprawy, ze jak by Polacy nie uczyli jezyka litewskiego i tak sa skazani na niszczenie i spychanie, taka jest polityka panstwa litewskiego”. Bardzo szanuję Pana opinię, ale naprawdę staram się rozumieć te problemy. I doskonale orientuję się w tym, że nacjonalistyczne państwo litewskie prowadzi wrogą politykę wobec Polaków w RL. Ta polityka, to jest wielkie draństwo. Oby przyszło im kiedyś zapłacić za ich nacjonalizm. Ale podtrzymuję opinię, że warto uczyć się języka litewskiego. Choćby właśnie dlatego. Bo to jest światełko w tunelu, że tępy nacjonalizm litewski przetrzymamy walcząc z nimi metodami intelektualnymi. Innej rady nie ma. xxx. Mam pecha. Pan Kazimierz Kronsztadzki zarzuca mi, że ” nie bardzo orientujesz się w całej sytuacji i przy tym obrażasz rodziców”. Prawda! Nie bardzo się orientuję. Nawet orientuję się bardzo słabo. Ale „rodziców” nie zamierzałem obrazić. Moja riposta sprowadzała się wyłącznie do konkretnego argumentu, który – również nadal – uważam za błędny. Ale też nie przypisuję sobie absolutnej racji. To jest tylko opinia wyrażona w dyskusji. I bardzo dziękuję za zwrócenie mi uwagi. I druga sprawa. Całkiem świadomie pominęłem sprawę tego, jak jest, czy powinno być w innych krajach. RL stanowi wyjątek. Wyjątek państwa nacjonalistycznego, zagubionego w swojej głupocie i nacjonalistycznej perfidii. Litewscy nacjonaliści chcą swego dobra. I dla swego dobra prześladują nawet mniejszość narodową Polaków. To jest szalona polityka. Groźna postać insanii. Polityka niezdrowa. Polityka, która może się im odbić zgniłymi jajami, czego im serdecznie życzę. Ale niech Pan zauważy, Szanowny Panie Kazimierzu, oni, tą swoją polityką, szkodzą również samym sobie. Miejmy nadzieję, że to, co nienormalne, przyniesie konsekwencje. To jest polityka imperialistyczna. Oni się ośmieszają już. Kurduple pod każdym względem, a naśladują imperializm Putina.

  15. Stary mówi:

    Marko, umiesz pisać i swoje myśli wyrażasz w sposób bardzo czytelny, jasny i zrozumiały.
    Nie powinieneś usprawiedliwiać się, wycofywać, ani brać na siebie tego, ze ktoś inny zrozumie to jak chce. Nie masz na to wpływu. To przekonania, uprzedzenia, dogmaty jego umysłu mają na to wpływ. Z tym nie wygrasz. Tego nie zmienisz. Lubię czytać Twoje wpisy. Masz otwary umysł.
    Zgadzam się z Tobą w pełni w kwestii znajomości języka litewskiego przez Polaków na Litwie. Argumenty, które przytaczasz, potwierdzają to, że wiesz w jakim świecie żyjesz i jak się w nim odnaleźć.

  16. Marko mówi:

    Commen ca va, mon vieux? – pozdrawiają siebie przyjaciele w krajach języka i kultury francuskiej. „Mon vieux”, znaczy dokładnie „stary” („Mój stary”, ale dosłowne tłumaczenie tego zwrotu jest zwodne, bo to nie to samo znaczy, co zwrot idiomatyczny w języku polskim, używany w żargonie młodzieżowym, w którym „mój stary”, znaczy „mój ojciec”). A więc witam Cię, „przyjacielu Stary”. xxx. Ja też lubię ludzi, którzy potrafią dostrzec w innych wysiłek nazwania rzeczy po imieniu. Bo przecież nie chodzi o to, żeby – pokazując rzeczy błędne – komuś szkodzić. Do sprawy staram się podchodzić jak roztropny rodzic do swego dziecka, który dba o to, żeby dostrzec wszystkie błędy małorozumnego dziecka swego i ostrzec go, i powiedzieć mu, że to jest niedobre. Chodzi o to, żeby swoje dziecko ustrzec, albo swoich bliskich, przed konsekwencjami życia opartego na błędnym myśleniu. Gorzej jest z dorosłymi, którzy wrośli w psychologiczną konstrukcję warchoła i tylko szkodzą sobie oraz swojmu środowisku, a na ostrzeżenia reagują otwartą agresją. Są to narodowo dumni z siebie nacjonaliści (innych powodów do dumy nie mają!) i – na ogół – osoby bardzo wierzące. Ale wierzą tylko w siebie oraz bardzo podatni są na indoktrynacje, bowiem brak krytycznego rozumu uniemożliwia im jakąkolwiek postać refleksji. Więc bronić będą z zaciekłością tego, co panuje w ich warcholskim móżdżku. Ale też – prawda – nie mam mentalności Syzyfa, skazanego przez starogreckich Bogów (dzisiejszą Grecję najwidoczniej opuścili wszyscy Bogowie) na wieczną – ale bezowocną – pracę i bezsensowny wysiłek. Kto koniecznie chce tkwić w bagnie nacjonalistycznego warcholizmu i podaną mu na ratunek rękę kąsa, zniechęca. I to są moje odczucia. A czy ja wiem, w jakim świecie żyję? Odpowiadam że, wiem. Oj, wiem! Odczuwam to bardzo boleśnie. Ale brnę, jak wyznawcy religii hinduistycznej. Na tym świecie jakość życia zależna jest od odpłaty Bogów za sposób życia w poprzednim wcieleniu. Nasz los powinniśmy znosić w cichości i głębokiej pokorze. I nie sprzeciwiać się woli Bogów, którzy obdarzyli nas takim losem. Tylko w ten sposób – poprzez postawę najgłębszej pokory – człowiek może uszanować wolę Bogów. Ku swemu zbawieniu i wyłączeniu się z koleinych wcieleń życia na ziemi. Sprzeciw wobec własnego losu oznacza pogardę wyrażaną Bogom. Nawet jeżeli tych prawd wielkiej kultury indyjskiej nie akceptujemy, to w sferze podświadmości wyczuwamy te ciarki na karku, dzięki którym wiemy, że tak na pewno jest. Są jednak warchoły, które pozbawione są zdolności rozumienia, a nawet zdolności odczuwania ciarek na karku. xxx. Przepraszam za te „filozoficzne” refleksje. Bo i jaki tam znowóż ze mnie folozof… Tylko się narażam. Może to wszystko tylko dlatego, że dzisiaj jest niedziela, czyli czas kontemplacji? Serdecznie pozdrawiam Cię, Mon Vieux.

  17. Edmuk mówi:

    Nawroty średnowiecza, czy, jak kto woli, komunistycznej ideologii w wydaniu ni(e)jakiego pavalkisa.
    Problemem lietuviskiej kliki rządzącej (nie Narodu), niezależnie od jej tzw. lewicowo-centrowo-prawicowego ukierunkowania jest narzucanie ludności LR nowej religii panstwowej – „Lietuviskiej Kałby”. Bo jak nie – to na stos! Cel uświęca środki! „Ein Vaterland! Eine Sprache! Ein… ?” Zastraszanie (choćby większymi wymogami na egzaminach maturalnych), agitacja mass-medialna (np. radio znad Wilii), albo płacenie judaszowych dla indywidualnych trolli (jak choćby niejaki Marko).
    Dlaczego? Bo w Lietuvie znajomość języka państwowego w miastach jest na podobnym poziomie. Nie chodzi o wysławianiu się, a o poprawnym pisaniu. Twierdzę na podstawie autopsji. I nie chodzi tu tylko o południowy wschód Lietuvy.
    Co inteligentniejsi po maturze lub studiach jadą „na Saksy” z prostej przyczyny: tam za zarobione daje się godnie przeżyć. Im ta religia jest interesująca na poziomie akademickim, czyli, wystarczy tyle, ile wiem.
    Z tych, co nie wyemigrowali (z powodu niższego IQ) , co inteligentniejsi stają się przedsiębiorcami, ideologami partyjnymi, ministrami, etc. Oni bez kałby nie przetrwają.
    Następni w szeregu… hm, w pozycji „popielniczki” sluchają tego, co im do niej wkladają miejscowi „guru”. Tu można rozważyc różne opcje, ale podstawowa jest ta sama – „akademicka” (patrz wyżej).
    P.S. jako ojciec ucznia szkoły z polskim językiem nauczania popieram wypowiedź „Kazimierz Kransztadzki -16 kwietnia 2015 o godz. 21:03”
    Od siebie dodam, że każdy wierszokleta, czy piśmienny, który cośkolwiek napisał w kałbie jest obecnie uważany za wybitnego poetę, czy pisarza i musi być analizowany na maturze z kałby. No, może trochę przegiąłem. Ale niezbyt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.