8
Bezdomni: ich dom to całe Wilno…

Wśród osób przychodzących do stołówek charytatywnych, sporo jest ludzi bezdomnych Fot. Marian Paluszkiewicz

Wśród osób przychodzących do stołówek charytatywnych, sporo jest ludzi bezdomnych Fot. Marian Paluszkiewicz

„Gdzie mieszkam? Całe Wilno to mój dom” ― mówi mężczyzna, spotkany przy charytatywnej stołówce na wileńskiej Lipówce.

Swego imienia nie chce mówić, a jego wiek określić też trudno: dawno niegolona broda, mocno opalona skóra (mimo że jest dopiero kwiecień), głowę ma przykrytą czapką z daszkiem, jednak widać, że skronie jeszcze nie są siwe. Wiadome jest jedno, że mężczyzna wraz z kilkudziesięciu innymi ludźmi czeka na bezpłatny obiad.
― Przychodzę tutaj nie z dobrego życia. Nie tak je sobie planowałem. Zresztą, kogo to teraz obchodzi? Takich, jak ja, nikt nie widzi albo widzieć nie chce. Ale nie należy patrzeć na nas z wysoka — jutro w tej kolejce może stanąć każdy — mówi mężczyzna. Więcej nie chce rozmawiać, bo już zaczęto rozdawać posiłki.

Dzisiaj, 14 kwietnia, w Polsce obchodzony jest Dzień Ludzi Bezdomnych.
Od roku 1996 to nieformalne święto jest obchodzone poprzez organizowanie rozmaitych akcji pomocy ludziom bezdomnym oraz akcje informacyjne mające zwrócić uwagę całego społeczeństwa na problemy ludzi bezdomnych.
Na Litwie takiego święta nie ma. Od czasu do czasu, co prawda, są organizowane akcje społeczne na rzecz bezdomnych, w kilku stołówkach charytatywnych są rozdawane bezpłatne posiłki, a w trzech domach noclegowych są udostępniane łóżka do spania.

― Mamy około 300 miejsc, które praktycznie zawsze są zajęte. Podczas mrozów miejsc w ogóle brakuje, a ludzi, niemających dokąd się udać, jest coraz więcej — powiedział w rozmowie z „Kurierem” Edvardas Jablonskis, dyrektor domu noclegowego miasta Wilna.

Tu bezdomni mogą otrzymać skromny posiłek, miejsce do spania oraz możliwość umyć się. Większość odwiedzających to osoby nadużywające alkohol lub  uzależnione od narkotyków. Mieszkańcom noclegowni pomocy udzielają pracownicy socjalni i wolontariusze, jednak niewielu bezdomnym udaje się wydostać z dna społecznego.

― Większość ludzi, którzy do nas przychodzą, to mężczyźni, którzy zniszczyli swoje życie z powodu jakiegoś uzależnienia. Są też kobiety, ale o wiele mniej. Ktoś przegrał swój majątek w gry hazardowe, ktoś swój dobrobyt przepił, ktoś „związał się ze złą kompanią”, ktoś nie umiał zaczepić się za życie po wyjściu z więzienia, ktoś stracił pracę z powodu choroby i załamał się, ktoś przeżył ciężki rozwód i stracił motywację iść do przodu, więc ruszył w dół… ― tłumaczy Edvardas Jablonskis.

Ludzi bezdomnych jednoczy głęboka samotność i marginalizacja ze strony społeczeństwa ― właśnie to ich najbardziej przygniata Fot. Marian Paluszkiewicz

Ludzi bezdomnych jednoczy głęboka samotność i marginalizacja ze strony społeczeństwa ― właśnie to ich najbardziej przygniata Fot. Marian Paluszkiewicz

Ostatnio coraz więcej osób trafia do noclegowni po nieudanej próbie emigracji na Zachód. Sporo „mieszkańców” to osoby deportowane z Wielkiej Brytanii lub Irlandii, które wstydzą się wracać do swoich domów lub po prostu już nie mają dokąd wrócić.

Jablonskis mówi, że każdy przychodzący do noclegowni ma swoją historię. Wszystkich tych ludzi jednak jednoczy głęboka samotność i marginalizacja ze strony społeczeństwa ― właśnie to ich najbardziej przygniata oraz brak motywacji do życia.

Nasz rozmówca zaznacza, że w ciągu 20 lat swojej praktyki pracy z bezdomnymi, stawał się świadkiem przykładów, gdy wydawałoby się, że beznadziejni ludzie znajdowali w sobie siły powrócić do normalnego życia. Pierwszym krokiem do tego bywało pozbawienie się nałogu. Komuś udawało się to zrobić dzięki wierze w Boga, kogoś ratowała rodzina.

― Takie przypadki, niestety, to rzadkość. Jednak udowadniają, że nadzieja na ratunek zawsze powinna być. Człowiek może zarówno upaść, jak też podnieść się. Aby tego dokonać, należy umieć przyjmować pomoc. Problem polega na tym, że ludzie, którzy mocno zostali pokrzywdzeni przez los, z ogromną trudnością już mogą komuś zaufać — mówi Edvardas Jablonskis.

Od listopada 2011 roku pracownicy socjalni organizują akcje pomocy dla ludzi bezdomnych i żebraków wprost na ulicy.

― Nawiązać kontakt z takimi ludźmi i zachować jest bardzo trudne. Pracownicy socjalni ciągle odwiedzają te same miejsca, zapraszają bezdomnych na konsultacje, proponują pomoc. W ubiegłym roku udało się jednak nawiązać jedynie około 60 stałych kontaktów z kilkuset — powiedziała „Kurierowi” Rasa Laiconienė, wicedyrektor Departamentu ds. Spraw Socjalnych i Zdrowia administracji samorządu miasta Wilna. ― Ciekawe jest to, że ci ludzie często dobrze wiedzą o instytucjach, które mogą udzielić im pomoc. Jednak sami wybierają życie na ulicy, są apatyczni i nic nie chcą zmieniać. Po prostu nie chcą przestrzegać jakichś reguł socjalnych. Nie umieją już tego…

8 odpowiedzi to Bezdomni: ich dom to całe Wilno…

  1. tomasz mówi:

    Czyli z tekstu wynika iż w Wilnie praktycznie NIE MA działań zmierzających do WYCHODZENIA z bezdomności. Jest kawałek środka systemu i kawałek jego szczytu. Reszty brak. Brak profilaktyki. Czyli zapobiegania temu aby ludzie stawali się bezdomnymi. A stają się jak tracą mieszkania. Dość łatwo wyselekcjonować takie osoby i ukierunkować adekwatną na tym etapie pomoc. Są noclegownie ale one nie rozwiązują problemu bezdomności. To tylko takie pogotowie. A gdzie szpitale i przychodnie? Jeśli już użyłem terminologii medycznej. Brak stacjonarnych (całodobowych) ośrodków dla bezdomnych. Tylko w takich miejscach da się ten problem rozwiązywać. To co jest czyli tzw. streetworking (praca w terenie na ulicach) jest wyższym etapem ale on powinien się opierać właśnie na takich całodobowych ośrodkach. Do tego ośrodki terapeutyczne czyli leczenie z uzależnień. Grupy wsparcia itd. To musi być cały system. Choć bezdomności nie da się całkowicie wyeliminować. Jak słusznie zauważono niektórzy chcą tak żyć. Choć tutaj ważne jest też edukacja społeczna. Bezdomny może sobie tak żyć bo społeczeństwo mu “pomaga” poprzez jałmużnę na przykład. Moim zdaniem szkodzi. Jałmużna najczęściej jest spożytkowana na alkohol lub narkotyki czy coraz popularniejsze a tańsze “dopalacze”. Lepiej dać ulotkę z informacją gdzie co można uzyskać niż nawet jedno euro. Dla wszystkich lepiej.

  2. Żmogus mówi:

    Przyczyną jest brak pracy, wtedy tracisz wszystko co dotąd miałeś, stajesz się śmieciem.

  3. tomasz mówi:

    Nie zawsze tylko brak pracy. Gdyby tak było to w Polsce bezdomnych byłyby prawie 2 miliony (1,7 tys). A jest ponad 30 tys. Choć szacunki Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej są bardzo niedoskonałe i może być ich zarówno sporo (jakieś 20%) więcej jak i mniej.

  4. tomasz mówi:

    Przyczyny są różnorakie. Owszem może to być i brak pracy. Najczęściej jest to kumulacja kilku przyczyn. Oprócz braku pracy jeszcze alkoholizm, narkotyki, przestępczość (w tym przestępstwa w rodzinie), strukturalna (bezdomni też mają dzieci, dochodzą jeszcze wychowankowie domów dziecka) itd. Dlatego i zwalczanie zjawiska też musi być systemowe.

  5. LT-PL mówi:

    To wszystko pięknie brzmi: całodobowe noclegownie, nieograniczony dostęp do specjalistycznych usług medycznych, streetworking, grupy wsparcia….
    Pytanie jest tylko jedno: jak wytłumaczyć to szaremu podatnikowi, który zarabia grosze i czeka w kolejce do specjalisty 6 miesięcy, że ma za to wszystko zapłacić.

  6. tomasz mówi:

    Zapytać podatnika czy woli żeby bezdomny przebywał w specjalistycznym ośrodku i miał szansę nim przestać być, czy może żeby kręcił się koło jego garażu?

  7. Kaziuk- Wilniuk mówi:

    ot czytam ja te wasze wypowiedzi i mysle sobie ze wy swiata nie rozumiecie toz dziady zawsze byli sa i benda kiedyscik bylo ich mniej bo panstwo pendzalo do pracy a dostemp do jedzenia byl ograniczony.Teraz nikt nikogo do pracy zmusic nimozy a dostemp do jedzenia jest nieograniczony o pijanstwie nie wspominajonc.Jesli czlowiek w mlodosci nauczony pracowac i szanowac swoich rodzonych nigdy dziadem nie zostani sie tylko slabe i lekkie duchem najczensciej popadajo w niebyt.

  8. stanisław mówi:

    Rodzicom prawo do dzieci zabrano, zato mamy takie wychowanie.
    Mamy wielu ludzi wykształconych,ale trochę ogłupionych.
    Nieraz nauka niekorzystnie na muzg pada.
    Tak potem z dyscypliną wypada,czegoś tu potem brakóje?

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.