0
„Wiliowcy” dziękowali Pani Zofii za to, co im pozostawiła…

Dzieci Zofii i Arseniusza Gulewiczów — syn Włodzimierz i córka Ludmiła (w centrum) – wraz z wiliowcami w domu rodzinnym (mieszkanie Aleksandra Wasiljewa) Fot. Jerzy Karpowicz

Dzieci Zofii i Arseniusza Gulewiczów — syn Włodzimierz i córka Ludmiła (w centrum) – wraz z wiliowcami w domu rodzinnym (mieszkanie Aleksandra Wasiljewa) Fot. Jerzy Karpowicz

Jakże często padały słowa podziękowania podczas Dnia Pamięci Zofii Gulewicz, wieloletniej choreograf zespołu „Wilia”, jaki miał miejsce w piątkowe popołudnie w Wilnie. Rozpoczął się on Mszą świętą w kościele pw. Ducha Świętego, którą celebrowali ks. Tadeusz Jasiński i ks. Józef Aszkiełowicz.

Oboje celebranci są byłymi członkami tego artystycznego polskiego zespołu pieśni i tańca „Wilia”. Solistą „Wilii” wiele lat był również organista Jan Skrobot. A większość chórzystów również kiedyś należało lub należy do tego zespołu. Zespołu, który przybierając nazwę rzeki rodzimej, w ciągu swego „biegu” życiowo-artystycznego dołączył do swych „wód” nowe strumyki.

A zespół ten tworzyli ludzie. Zapaleńcy, stęsknieni melodii ojczystych, słowa rodzimego, tańców polskich. Patrioci, oddani sprawie bez reszty, nie tylko przekazali podstawy mistrzostwa, ale zrobili o wiele więcej — podzielili się swymi promykami, które zapaliły się na całej Wileńszczyźnie. To właśnie oni zakładali potem „Wileńszczyznę”, „Wilenkę”, „Zgodę”, „Prząśniczkę”, „Strumyk” i wiele innych zespołów.

Ale pierwsza była „Wilia” – określana nie bez podstaw matką wszystkich polskich zespołów artystycznych. A matką, co podstawy choreografii tu na nasze powojenne tereny wniosła była pani Zofia Gulewicz, była baletnica Teatru Wielkiego w Warszawie, która zrządzeniem losu została wilnianką i tu taki trwały ślad polskości na tej ziemi pozostawiła.

Msza Święta w kościele pw. Ducha Świętego, dyrygent chóru Jan Skrobot Fot. Jerzy Karpowicz

Msza Święta w kościele pw. Ducha Świętego, dyrygent chóru Jan Skrobot Fot. Jerzy Karpowicz

Piątek. Kościół pw. Ducha Świętego. Ławki świątyni szczelnie wypełnili byli i obecni członkowie zespołu oraz jego sympatycy.
„Stojąc tu, przed ołtarzem, możemy powiedzieć: Dziękujemy Ci, pani Zofio, za to, kim dla nas byłaś, co nam pozostawiłaś i co nam przekazałaś, czego nauczyłaś. Zespół »Wilia« ma swoje hasło: iść przez życie, tak by zostawić za sobą trwały ślad. Dziś wszyscy widzimy niezwykłe ślady, które pozostawiła po sobie pani Zofia Gulewicz. Ślady poświęcenia dla innych” – mówił Józef Aszkiełowicz, proboszcz parafii w Mejszagole.

A po mszy wszyscy wyruszyli na cmentarz prawosławny na Lipówce, gdzie pani Zofia spoczęła u boku swego męża inżyniera Arseniusza Gulewicza.
Nietuzinkowa to była para. Niezwykle pracowita, utalentowana. Oboje odznaczeni Orderem Zasługi RP: On – w 1936 r. za budowę górnej stacji kolejki na Kasprowym. Ona – 60 lat później, za nieoceniony wkład w rozwój polskości na Litwie oraz za unikalną twórczość choreograficzną.

„Anioł Pański” za dusze spoczywających, wspomnienia i grób państwa Gulewiczów szczelnie się wypełnia palącymi się zniczami, które raz jeszcze przypomniały o promieniach jasności, którzy oboje wnieśli za życia.

Kolejny punkt tego dnia odwiedzenie Kolonii Wileńskiej. Dzielnicy, z którą pani Zofia była związana od roku 1939 aż po dzień śmierci 1998. Ale zanim uczestnicy tej wyprawy odwiedzili dom, w którym mieszkała — przybyli najpierw na jedną z najnowszych i najskromniejszych ulic, która nosi jej imię.

Po drodze mam okazję porozmawiać z byłymi tancerzami „Wilii”, którzy to właśnie pod bacznym a fachowym okiem pani Zofii zdobywali swoje pierwsze szlify taneczne.
Do takich należy Jan Kuncewicz, który w „Wilii” nie tylko zdobył wysokie mistrzostwo taneczne, ale i swoją uroczą żonę — Zofię Suboczównę — tu wypatrzył.

– Kiedy poznałem panią Zofię Gulewicz? Od samego początku, kiedy tylko zacząłem tańczyć. Dowiedziałem się z ogłoszenia, które wisiało na wydziale chemii Uniwersytetu Wileńskiego, że powstaje polski zespół. Oczywiście, mnie, jak też innych młodych chłopków Polaków zainteresowało – mówi rozmówca.

Ale, jak za chwilę się dowiem pierwsze próby jego i kolegów nieco rozczarowały. Nie mogli zrozumieć, dlaczego nie tańczą, a stale mają jakieś ćwiczenia gimnastyczne, trenowanie przy drążkach. Rwali oni się od razu na scenę, sądzili, że poznają kroki tego czy innego tańca i już jesteś na scenie. Dopiero później zrozumieli, jak ważna jest postawa taneczna.
Mówiąc o pani Zofii, Kuncewicz przypomina: „Sama pani Zofia była do swej osoby bardzo wymagająca. Doskonale widzieliśmy, jak starannie szykuje się do każdej próby, do każdego koncertu. Uczyła nas nie tylko tańców ludowych tańczonych na terenie Polski, ale bardzo była ciekawa, wypytywała, co się po naszych wsiach przed wojną tańczyło. Była niezwykle taktowna, umiała zwrócić uwagę na nasze błędy taneczne, tak by nikogo nie urazić”.

Podobne odczucie zachowała też tancerka Lidia Norejko-Wojtkiewicz, która przyszła do „Wili” w roku 1969, jako czternastoletnia uczennica wówczas Szkoły Średniej nr 19 w Wilnie, a obecnie „Syrokomlówki”. Przedtem uczęszczała do kółka tanecznego, które działało w ówczesnym Pałacu Pionierów i Uczniów, który znajdował się u podnóża Góry Giedymina.

Uczestnicy Dnia Pamięci na ulicy noszącej imię Zofii Gulewicz Fot. Jerzy Karpowicz

Uczestnicy Dnia Pamięci na ulicy noszącej imię Zofii Gulewicz Fot. Jerzy Karpowicz

A kiedy wyszła za mąż, to tak się życie ułożyło, że zamieszkując u rodziców męża, została sąsiadką pani Zofii w Dolnej Koloni. Kiedyś tak o tym sąsiedztwie powiedziała: „Była jak obłoczek, uprzejmie przywita się i to wszystko. Zawsze podziwiałam jej bezgraniczną skromność, a przecież była osobą o bardzo wysokim poziomie zawodowym, doskonale poznałam to w ciągu tych lat, jakie sama spędziłam w »Wilii«. I jakże mi te lekcje są przydatne dziś, kiedy sama prowadzę choreografię w zespole pieśni i tańca »Strumyk« w Kolonii Wileńskiej”.

Lekcje choreografii pani Zofii przydały się wielu kierownikom współczesnych zespołów artystycznych działających na Wileńszczyźnie. W tym też Henrykowi Kasperowiczowi, wieloletniemu tancerzowi „Wilii”, kierownikowi artystycznemu i założycielowi zespołu „Zgoda”.

– To dzięki „Wilii” nasza 12-osobowa grupa tancerzy pojechała na pierwsze chyba studia choreograficzne do Lublina. Bo kiedy zacząłem sam kierować zespołem, to się przekonałem, że jedno jest tańczyć samemu, co tyle lat robiłem, a zupełnie co innego uczyć innych – mówi Kasperowicz.

Po chwili kontynuuje: „W moim życiu tak się ułożyło, że w ciągu bodajże pięciu lat byłem i tancerzem i kierownikiem w jednej osobie. Uczęszczałem do „Wilii” i prowadziłem już nowo powołany zespół „Zgoda”. Jakże cenne mi były rady pani Zofii, które chętnie udzielała, jej wsparcie, jej autorytet taneczny. Była prawdziwą damą: taktyczna, dyskretna, wyrozumiała”.

Wspomnienia te towarzyszą w dalszej drodze do Dolnej Kolonii Wileńskiej, gdzie pani Zofia mieszkała w piętrowej, przepięknie położonej drewnianej willi, która liczy ponad sto lat. Zbudowana została przez jej teścia Dymitra Gulewicza. Obecnie należy do Aleksandra Wasiljewa-Gulewicza, słynnego na świecie historyka mody, dziennikarza i pisarza. Między innymi prowadzony przez niego program „Modny wyrok” na 1 kanale bałtyckim jest bardzo popularny także na Litwie.

… Anioł Pański za dusze spoczywających, wspomnienia i grób państwa Gulewiczów szczelnie się wypełnia palącymi się zniczami  Fot. Jerzy Karpowicz

… Anioł Pański za dusze spoczywających, wspomnienia i grób państwa Gulewiczów szczelnie się wypełnia palącymi się zniczami Fot. Jerzy Karpowicz

Dzieci pani Zofii – syn Włodzimierz i córka Ludmiła, którzy są oczywiście w tym dniu na całej trasie wspomnień, mają swoje wspomnienia związane z tym miejscem nie na jedną książkę. Bo życie ich rodziców było bardzo bogate, bardzo nasycone, przez najprzeróżniejsze wydarzenia, a i dziś ten dom zawdzięczając bliskiemu krewnemu Aleksandrowi Wasiljewowi, jest też odwiedzany przez bardzo wybitnych ludzi.
„Sam Aleksander jak tylko ma wolny czas – między Moskwą a Paryżem – gdzie mieszka i pracuje – stara się wykroić choć kilka godzin, by pooddychać tu, tym wspaniałym powietrzem, nasycić się stuletnią aurą tego domu. Akurat wczoraj był tu przez prawie pięć godzin” – mówi Włodzimierz.
Ileż to tematów, ileż znanych nazwisk związanych z tą rodziną przeplata się w ciągu tego Dnia Pamięci. Dnia, który zorganizował były wieloletni tancerz tego zespołu wieloletni choreograf szeregu zespołów Roman Rotkiewicz.

– Nie mogliśmy zapomnieć o takiej dacie, jaką jest 100. rocznica urodzin pani Zofii Gulewicz, Człowieka, określanego ambasadorem polskości na Wileńszczyźnie, naszej Nauczycielki, dzięki której poznaliśmy, zachowaliśmy i przekazujemy polskie tańce kolejnym pokoleniom. Sam przyszedłem do „Wilii” w 1963 roku i byłem do 1981 roku – jako tancerz, a potem w latach 1994-2000 byłem jego dyrektorem. Jako choreograf pomagałem wraz z żoną (od. red. również tancerka Helena Rotkiewicz-Kowalewska) narodzić się „Wilence” „Solczanom”, „Prząśniczce” i wielu innym. Uczyliśmy dzieci tego, czego nas nauczyła pani Zofia. Nie tylko tańca, ale też obcowania z ludźmi, zachowania. Takich lekcji nie można zapomnieć – zaznacza Roman Rotkiewicz.
***
Dzień Pamięci dobiegł końca. A faktycznie się rozpoczął, gdyż już 23 maja, w wileńskim Domu Kultury Polskiej odbędzie się wieczór wspomnień związanych z panią Zofią Gulewicz — Wielkiej Polce, Nauczycielce kilku pokoleń, która nauczyła nie tylko tańca ojczystego, ale dała wielką lekcję życia.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.