0
Ks. Daniel Narkun: Najważniejsze — uczciwość, miłość, świadomość posługi

Ks. Daniel Narkun w gronie najbliższej rodziny Fot. archiwum
image-72472

Ks. Daniel Narkun w gronie najbliższej rodziny Fot. archiwum

Rozmowa z ks. Danielem Narkunem, wilnianinem, absolwentem wileńskiej szkoły im. Władysława Syrokomli, nowowyświęconym absolwentem Wileńskiego Seminarium im. św. Józefa w Wilnie.

Kędy wiodła Księdza droga do kapłaństwa? Jak to się stało, że wybrał Ksiądz tę właśnie tak bardzo trudną i odpowiedzialną posługę?

Kapłaństwo nie marzyło mi się od dziecka, ponieważ rozważałem wybór pomiędzy kapłaństwem i dziennikarstwem. I chyba sam los o tym zadecydował, a właściwie czynniki zewnętrzne. To właśnie zewnętrzne bodźce ludzkie dały mi wiele do myślenia i rozważań.

I jakie to były te zewnętrzne czynniki?

Byłem wówczas w 3 lub 4 klasie. Byliśmy z bratem i rodzicami w kościele pw. Ducha Świętego. Staliśmy blisko ołtarza, gdy w tym czasie przyjechał z Polski ksiądz Piotr Smugorzewski, który przez pewien czas pracował w kościele pw. Ducha Świętego. Spojrzał na nas i powiedział: „A te dzieciaki co tu robią? Niech idą pracować do ołtarza”. No i poszliśmy. Tak się rozpoczęła moja ministrantura. Dobrze mi szło i szybko przylgnąłem do tego sercem. Było to właśnie, to czego właściwie moje serce potrzebowało.
Minęło jeszcze trochę czasu, gdy w słowniku języka niemieckiego kolega z klasy zrobił taki wpis: „Daniel ksiądz”. Nie był to wpis, który mogłem potraktować jako jakiś żart, czy zwykły młodzieńczy dowcip. Wówczas coś lekko we mnie drgnęło, ale nie była to jeszcze ostatnia kropla.
Innym razem, gdy już niemal jako dorosły młodzieniec posługiwałem do Mszy św. w kościele pw. Ducha Świętego, blisko ołtarza stała babcia z wnuczkiem i w pewnym momencie wnuczek wskazując na mnie palcem, zawołał: „Babciu, to ksiądz!”. I to chyba był ten moment, kiedy zrozumiałem, że moją drogą jest kapłaństwo. Zrozumiałem, że Bóg nie zawsze przemawia przez serce i sumienie, czasem robi to przez ludzi. Przez ludzi daje znaki czasu, tylko należy umieć i chcieć je odczytać. Myślę, że miałem tę łaskę, iż odczytałem te znaki, jakie mi Bóg przez ludzi chciał przekazać. I to właśnie wówczas chyba zapadła ostateczna decyzja.

Kto pierwszy dowiedział się o tej decyzji i jaka była reakcja otoczenia?

Kiedyś siedziałem w pokoju i czytałem Pismo Święte. Przez pokój przechodziła mama na balkon. Wracając zapytała: „Synku, czy ty przypadkiem nie planujesz wstąpić do Seminarium Duchownego”. Powiedziałem, że tak. Bardzo się wówczas ucieszyła. Potem powiedziałem ojcu i innym bliskim. Przyznam się, że nikogo to nie zaskoczyło. Wszyscy byli jakby głęboko przekonani, że powinienem zostać księdzem.

I wówczas, po maturze, wprost do Seminarium Duchownego w Kalwarii Wileńskiej?

Nie. Najpierw nastawiałem się na studia w Polsce i kiedy tak szperałem w internecie, natrafiłem na seminarium w Wilnie, a ja nie wiedziałem, że takowe u nas jest. Skierowałem się tam, złożyłem papiery i okazało się, że zostałem przyjęty. Moja radość nie miała granic!

Prymicyjne błogosławieństwo wiernych Fot. archiwum
image-72473

Prymicyjne błogosławieństwo wiernych Fot. archiwum

Zmiana trybu życia, dyscyplina, ćwiczenia duchowe. To zupełnie nie to, co u mamy „za piecem”. Czy było trudno, a może nawet były chwile zwątpienia co do słuszności wyboru?

Tak. To już nie było, jak u mamy. Było dużo trudności. Przede wszystkim trzeba się było nauczyć żyć w większej wspólnocie. Żyć z ludźmi o różnych charakterach, zwyczajach, przyzwyczajeniach. Była dyscyplina, wszystko po godzinach. I tu mi przyszedł z pomocą, dziś już święty, Jan Paweł II. Właśnie się dowiedziałem, że to właśnie On był jednym ze sponsorów tego seminarium. I wówczas sobie powiedziałem: „Skoro nasz papież sponsorował seminarium, to znaczy, że sponsorował On moją naukę, moje przyszłe kapłaństwo”. I to mnie bardzo pokrzepiło i po raz kolejny upewniło w słuszności wyboru i konsekwentnym dążeniu do celu.

Studia się skończyły, przed święceniami ostatnie rekolekcje. Z pewnością były to zupełnie inne rekolekcje niż te szeregowe?

Tak. Zwykle rekolekcje trwają trzy dni. W seminarium już po trzecim roku studiów odbyliśmy dość poważne rekolekcje. W tym to akurat okresie wprowadzono już pięciodniowe rekolekcje. Mnie to akurat bardzo odpowiadało, bo trzy dni to stanowczo za mało, żeby lepiej poznać siebie, przybliżyć się do Boga, zdać sobie sprawę z powagi i odpowiedzialności wyboru. Rekolekcje przed święceniami odbywaliśmy na Żmudzi. To były wspaniałe rekolekcje.

Co Ksiądz czuł, gdy biskup udzielając święceń, wypowiedział te ostateczne słowa: „Tyś kapłan na wieki”. Był lęk, zwątpienie?

Nic z tych rzeczy. Byłem do tego dobrze przygotowany duchowo. Serce mocno biło. Ale gdy już zapadły te sakramentalne słowa, poczułem wielką lekkość ducha. Dusza śpiewała wielkie „Magnificat”, że wreszcie spełniło się moje marzenie i mam nadzieję, że także moje powołanie!
Wtedy właśnie byłem głęboko przekonany, że w tej chwili, jak nigdy dotąd, potrzeba mi pokoju wyciągniętych rąk Pana Boga, potrzeba Jego złocistego uśmiechu, który mnie wypogodzi, potrzeba szelestu ust mego Pana, potrzeba modlitwy każdego, kogo spotkam na swojej drodze.

Prymicje, czyli pierwsza Msza św. Co wówczas Ksiądz czuł?

Prymicje były bardzo ważnym momentem w moim życiu. Pierwsza Msza św. to moment, gdy dokonało się Słowo. Gdy Słowo w moich rękach stało się Ciałem i Krwią Chrystusa. Co wtedy czułem? Był to wielki splot emocji: stres, wzruszenie, wielka radość, wielkie uwielbienie Boga za dar kapłaństwa. Szczerze mówiąc tego wszystkiego, co  się wówczas dzoało w moim sercu chyba nie jestem w stanie określić. Wszystkiego, co jest nadprzyrodzone (a Msza św. tym jest) nie da się przekazać w żadnych słowach, nie da się opisać przez najbardziej utalentowanego pisarza, czy poety.

Jakie podstawowe cechy, Księdza zdaniem, powinien posiadać kapłan?

Moim zdaniem, kapłan powinien przede wszystkim być uczciwy, powinien być miłosierny wobec każdego człowieka, nawet tego, który jest największym grzesznikiem, powinien wierzyć w Ewangelię i ją głosić wszemu światu, nie może też niczego lekceważyć i do wszystkiego podchodzić z wielką odpowiedzialnością. Kapłan, tak zresztą i każdy wierzący powinien mieć wyrzuty sumienia. Jeśli takowych już zabraknie w życiu chrześcijanina, to znaczy, że źle się z nim dzieje. Dopóki mamy mniejsze lub większe wyrzuty sumienia, to znaczy, że czuwamy nad swoim sumieniem, chcemy coś w życiu naprawić, chcemy być lepsi. Tymczasem, jeśli wpadniemy w stan, że jesteśmy już niemal doskonali pod każdym względem, to oznacza, że wpadliśmy w bardzo ciężki grzech, jakim jest pycha.

Jestem Boga żołnierzem – mówi ks. Daniel Fot. archiwum
image-72474

Jestem Boga żołnierzem – mówi ks. Daniel Fot. archiwum

Ksiądz ma zaledwie kilka tygodni praktyki kapłańskiej, a to jest bardzo mało. Tymczasem będą w życiu chwile radości i rozczarowań, kiedy Ksiądz będzie nas nauczał, pouczał, a w wielu przypadkach to się odbije jak groch o ścianę, bo pomimo że wszystko będziemy rozumieć, to po pewnym czasie powrócimy do swoich wad, starych nawyków. Czy nie będzie rozczarowań?

Można mieć rozczarowania, bo to ludzka cecha. Nie można jednak utracić ducha i tempa Ewangelii i ewangelizacji. Nawet jeśli widzimy, że nasze słowo ewangelizacji do odbiorcy, nie wolno się zrażać, a wówczas prosić Boga, by lepiej kierował naszymi słowami, prosić Ducha Świętego, by udzielił nam daru mądrości i roztropności odnaleźć drogę do tych zatwardziałych. Wiem, że w takiej chwili muszę bardzo gorąco prosić Boga, by kierował moim słowem. Zresztą ani ja, ani chyba nikt z nas nie może wiedzieć, czy nasze dobre słowo nikogo nie poruszyło. I jeśli przynajmniej jedną lub parę osób poruszyła nasza mowa ewangelizacyjna, to już jest dobrze. My tego być może nie zauważyliśmy, ale Bóg w ciszy zadziałał.

Bóg Księdza skierował na bardzo trudną drogę. Czy zdaje sobie sprawę z tego, jak trudna jest ta droga?

Jak najbardziej. I nie chodzi tu tylko o kapłaństwo. Każda droga, na którą Bóg kieruje człowieka, nie jest łatwa. Lekarz, nauczyciel, biznesmen, matka, ojciec, jeśli podchodzą do swoich obowiązków odpowiedzialnie, pragną je uczciwie i z sercem wykonywać muszą się zmierzyć z wieloma trudnościami, czasem rozczarowaniami i wtedy musimy wołać do Pana o siły, prosić Go o cierpliwość i wytrwałość.

Jaka posługa w kapłaństwie najtrudniejsza?

Wszystkie nie są najtrudniejsze, ale wszystkie są bardzo odpowiedzialne.
A jeśli mówimy o trudnościach, to, moim zdaniem, najtrudniej jest wtedy, gdy kapłan nie może udzielić penitentowi rozgrzeszenia. Są to rzadkie wypadki, ale myślę, że każdy kapłan to bardzo przeżywa.

Czego Księdzu można życzyć na początku drogi kapłańskiej?

Jestem Boga „żołnierzem” do końca życia. Pragnę Mu dobrze służyć i każdego dnia walczyć o Jego Imię. Wiem, że sam nie dam z tym rady. Dlatego błagam Go o potrzebne łaski, moich teraźniejszych i przyszłych parafian proszę o modlitwę za mnie, o modlitwę proszę moją rodzinę i bliskich, a także kolegów z „Syrokomlówki”. Ja również ze swojej strony obiecuję, że będę pamiętał o nich w swoich modlitwach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.