1
Ojczym, ojciec, tatuś…

Agnieszka, mała Ewelinka i szczęśliwy tatuś  Fot. Julitta Tryk

Agnieszka, mała Ewelinka i szczęśliwy tatuś Fot. Julitta Tryk

Słowo „ojczym”, podobnie jak „macocha”, często nie kojarzy się nam z czymś pozytywnym. Pierwsze, co przychodzi nam nam myśl, to: „Biedne te dzieci…”. Jednak ten stereotyp nie zawsze w życiu znajduje potwierdzenie. W rodzinie Jolanty i Waldemara Józefowiczów jest całkiem inaczej.

Ewelinkę i Agnieszkę poznałam miesiąc temu podczas festiwalu: „Ciebie, Boże, wysławiamy”. Zdziwiło mnie nieco, że dziewczynki z jednej rodziny miały różne nazwiska. Okazało się, że starsza Agnieszka miała ojczyma, a młodsza Ewelinka — tatusia.
Całkiem niespodziewanie usłyszałam właśnie od Agnieszki: „Jesteśmy bardzo zadowolone z tego święta z wielu powodów. W tym też dlatego, że jest tu z nami nasz tatuś”.

I właśnie przed kilkoma dniami przypomniałam tę rodzinkę i pomyślałam, że chyba nie ma nic lepszego, jak na Dzień Ojca napisać o ojczymie, bardzo nietypowym.

Rodzinę Jolanty, Waldemara, Agnieszki i Ewelinki odwiedziłam w ich domu. Mama wprawdzie była jeszcze w pracy, ale dziewczynki już czekały na przyjazd ojca z pracy. Ich uśmiech i radość, z jaką powitały tatę, powiedziały praktycznie wszystko: „Wrócił kochany tato!”.
Agnieszka, starsza córka, jest dzieckiem z pierwszego małżeństwa pani Jolanty. Niestety, nieudanego małżeństwa, nie tylko z ludzkiego punktu widzenia. Ślub pani Jolanty z pierwszym mężem okazał się nieważny.

Rozstali się więc, ale co dalej? W pewnym momencie kobieta poznała młodego i sympatycznego Waldemara. Przypadli sobie do gustu i pokochali się, byli gotowi założyć nową rodzinę. Ale przecież był ślub kościelny, a oboje z Waldemarem byli głęboko wierzący i nie wyobrażali sobie życia „na kocią łapę”. Zwrócili się z tym problemem do śp. biskupa Juozasa Tunaitisa, który w tym trudnym momencie ich wysłuchał, wytłumaczył, co mają czynić, podał rękę i podtrzymał na duchu.

Procedura unieważnienia małżeństwa trwała dwa lata. I wreszcie najszczęśliwszy moment: oboje przed ołtarzem w obliczu Boga mogli sobie wyznać słowa miłości i wierności małżeńskiej. Ich dusze płakały z radości, łzy kręciły się w oczach kapłana, który im błogosławił i bardzo dobrze znał ich trudności, ból i radość.

Są już 5 lat ze sobą, doczekali się córeczki Ewelinki. Obie siostrzyczki kochają się wzajemnie i kochają swego tatusia. Nikt Agnieszkę nie upominał, ani nie prosił o to, ona sama bardzo szybko zaczęła nazywać swego ojczyma tatusiem. Pokochali się wzajemnie z całego serca.

— Oboje z żoną jesteśmy głęboko wierzący. Tak byliśmy wychowani przez dziadków, rodziców, a tradycje rodzinne są dla nas świętością — mówi Waldemar.
Na pytanie, czy trudno być ojcem nie swojego dziecka, bez chwili wahania odpowiada, że to nic trudnego, to łatwo. Łatwo, jeśli się kocha. Kocha nie tylko żonę, ale kocha się ludzi, bliźnich, świat i życie.

Ludzie często szukają recepty na udane życie u psychologów, wróżbitów, różnych szarlatanów, a tymczasem recepta jest bardzo prosta: „Postaw na pierwszym miejscu Boga i kochaj, kochaj wszystkich i wszystko. Wówczas, pomimo wielu burz, wszystko stanie na swoje miejsce i będziesz szczęśliwy” — mówi Waldemar.
Wielką podporą dla Waldemara byli rodzice i jego dziadkowie, którzy uszanowali nich miłość i od pierwszej chwili zaakceptowali jego związek z Jolantą.
W tej rodzinie hołduje się zasadzie pradziadów: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Nie, o tym się nie mówi, według tej zasady w rodzinie się żyje. W tej rodzinie rozmawia się o trudnościach i kłopotach dnia codziennego, rozmawia się na tematy religijne, wspólnie się modli, dziewczynki, jak czasem coś narozrabiają, zawsze przyznają się rodzicom, przeproszą i jest po sprawie.

Starsza córa Agnieszka skończyła 7 klasę wileńskiego gimnazjum im. Adama Mickiewicza, ukończyła szkołę muzyczną (pianino), ale marzy jeszcze o grze na gitarze. Tańczy w zespole „Wilia”, śpiewa w szkolnym chórze, w chórze parafialnym.
W chórze kościelnym śpiewa także mała Ewelinka, brała też udział w tym roku w festiwalu „Ciebie, Boże, wychwalamy”. W przyszłości marzy o grze na gitarze i na pianinie.

W rodzinie Jolanty i Waldemara wszystko się robi wspólnie, a czteroletnia Ewelinka pomaga nawet przy obiedzie, bo „klei” kotleciki, jak zajdzie taka potrzeba, a Agnieszka to już prawie dorosła, która niemal we wszystkim pomaga rodzicom.
Dziewczynki mnie powiedziały, że szykują jakąś fikuśną niespodziankę swemu tatusiowi na Dzień Ojca, ale tajemnicy nie ujawniły. Myślę, że będzie to coś bardzo ciekawego. Wypada tylko życzyć całej rodzince dobrego, pełnego radości, uśmiechu i radości święta. Niech miłość, radość i pełnia życia zawsze będą w Waszej rodzinie! A na marginesie dodajmy, że życie pisze czasem swoje scenariusze i to, co po ludzku jest trudne do zrozumienia, z pomocą i wiarą Bożą staje się realne…

Jedna odpowiedź do Ojczym, ojciec, tatuś…

  1. Krystyna mówi:

    Ja też dziękuję Panu Bogu za to, że na mojej drodze i mojego rodzeństwa postawił wspaniałego człowieka, moją Mamusię, Gertrudę, która zastąpiła nam naszą Mamę, Mariannę. I teraz, kiedy Jej też już nie ma wśród nas, jesteśmy Jej wdzięczni za całe dobro i miłość, taką codzienną, bez egzaltacji ale płynącą z serca i wiary.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.