0
Kiedy euro zrówna się z dolarem?

09_euro

Jeśli euro tanieje w stosunku do dolara o około 10 proc., to ceny towarów i usług wzrosną o około 0,5 proc. Fot. Marian Paluszkiewicz

Znani ekonomiści i analitycy największych banków Europy i Stanów Zjednoczonych prześcigają się w prognozach, kiedy dojdzie do parytetu kursów europejskiej i amerykańskiej walut.

Piszą też — jedni optymistyczne, inni pesymistyczne — prognozy dla tego okresu, kiedy jeden dolar amerykański będzie wart jedno euro. Przypominamy, że w 2002 i 2003 roku miał miejsce proces odwrotny, kiedy to słabsze euro wyrównało kurs dolara, żeby już w 2007 roku wyceniać się na 1,6 USD za jednostkę wspólnej waluty europejskiej. Wtedy w USA miał też miejsce proces, który dziś trwa w Eurolandzie — ucieczka inwestorów, drukowanie „pustego” pieniądza, spadek popytu, ale też wzrost eksportu.

Na razie za jedno euro wciąż trzeba zapłacić ponad jednego dolara (około 1,1 USD), aczkolwiek jeszcze na początku marca analitycy „Royal Bank of Scotland” prognozowali, że parytet walut nastąpi już pod koniec kwietnia.
Nie nastąpił. Czy wobec tego sprawdzą się prognozy analityków banku „Barclays”, którzy przewidują, że parytet euro do dolara nastąpi pod koniec roku, czy też rację mają przedstawiciele banków „Morgan Stanley”, „Goldman Sachs” i „Citigroup”, którzy termin zrównania się kursu dwóch walut wyznaczyli za rok? Ten termin ma ogromne znaczenie dla inwestorów oraz sektorów gospodarki globalnej.

Dla zwykłych obywateli, w tym też naszego kraju, który od 1 stycznia ma w obiegu europejską walutę, ważnym jest nie tylko kiedy, lecz też — co potem? Żeby to zrozumieć, proponujemy spojrzeć na oceny analityków, dlaczego następuje słabnięcie europejskiej waluty.
Ich zdaniem, jest to konsekwencja działań Europejskiego Banku Centralnego (EBC), który przez dłuższy czas nie mógł podjąć skoordynowanych działań na pobudzenie europejskiej gospodarki. Dziś zaś, a raczej od marca tego roku, przystąpił do osłabienia euro znanym na całym świecie sposobem — zwyczajnie dodrukowując banknoty.
Większa podaż europejskiej waluty w zestawie z niepodnoszonymi od dłuższego czasu stopami procentowymi powoduje, że inwestorzy pozbywają się europejskiej waluty i inwestują za oceanem, gdzie już mogą liczyć przynajmniej na 2-procentowe stawki. Ale też na to, że Fed — Federal Reserve System, czyli bank centralny Stanów Zjednoczonych, podniesie stopy procentowe jeszcze w tym roku albo na początku przyszłego.

Te oczekiwania inwestorów pokrywają się z prognozami analityków bankowych, którzy również na koniec roku lub na przyszły rok przewidują parytet walut. Deutsche Bank przewiduje, że w tym okresie nastąpi ogromny odpływ inwestycji z Europy, który będzie trwał przez najbliższe dwa lata, albo do momentu, aż gospodarka Eurolandu zacznie pokazywać lepsze niż obecnie wyniki rozwoju.
Z tym może jednak być problem, przynajmniej dopóty, dopóki grecka gospodarka, która jest w strefie euro, nie poradzi ze swoimi kłopotami. Sytuacja Grecji, obok działań EBC-u, zdaniem litewskiego eksperta finansowego Valdemarasa Katkusa, jest drugą ważną przyczyną słabnącej europejskiej waluty. Ekspert zauważa jednak, że jeśli działania Europejskiego Banku Centralnego są dziś znane i prognozowane, to sytuacja Grecji do takich nie należy. Katkus zaznacza, że każde rozwiązanie ws. Grecji — wyjście ze strefy euro, lub pozostanie w niej — nadal będzie osłabiało zaufanie inwestorów do europejskiej waluty, a znaczy jej dalsze osłabienie.

Słabe euro, to jednak nie samo zło. Przynajmniej nie dla wszystkich. Eksperci odnotowują, że z „gorszego” pieniądza powinni cieszyć się kredytobiorcy, ale tylko ci, którzy kredyty mają w euro. Ci natomiast, którzy kredyty pobrali w USD lub w innych walutach, mogą wiele stracić z powodu mocnego dolara.
Słabe euro obniży też popyt wewnętrzny w krajach wspólnej waluty, czyli również na Litwie. Zrekompensować te starty dla budżetów państwowych może wzrost eksportu, który zazwyczaj dopinguje słaba waluta krajowa — w naszym przypadku euro.

Na Litwie tę sytuację komplikuje fakt, że musimy również wiele importować, głównie surowców energetycznych — ropę i gaz, które rozliczane są w dolarach. Dlatego też od tygodni obserwujemy, wydaje się, niezrozumiałą sytuację na stacjach paliw, bo choć ropa naftowa na giełdach światowych nie drożeje, a nawet jej cena spada, to jednak ceny paliw na stacjach stale rosną. Eksperci wskazują, że jest to właśnie efekt drożejącego dolara, który „pożera” spadek ceny surowca w cenie końcowego produktu.
Dlatego też eksperci nie wykluczają, że mimo spadających cen surowców, przy słabnącym euro, możliwy jest wzrost cen i usług. W tym przypadku działa znana zasada — eksperci bowiem ocenili, że jeśli euro tanieje w stosunku do dolara o około 10 proc., a spadek ten trwa około roku, to ceny towarów i usług (bez uwzględnienia ogólnej inflacji) wzrosną o około 0,5 proc.
Na razie ta zasada nie przekłada się na rzeczywistość, bo jak podał wczoraj Departament Statystyki, w maju zarówno w skali roku, jak też miesiąc do miesiąca, na Litwie odnotowano deflację na poziomie 0,5 proc. Z bliższej analizy wynika jednak, że jeszcze większą deflację powstrzymało właśnie zdrożenie paliw i smarów od razu aż o 5,3 proc.

Print

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.