0
Pozostałości zamku Jūratė

W wileńskim muzeum można obejrzeć różne odmiany bałtyckiego bursztynu. Największy kawałek na ekspozycji waży około 3 kilogramów Fot. Marian Paluszkiewicz

W wileńskim muzeum można obejrzeć różne odmiany bałtyckiego bursztynu. Największy kawałek na ekspozycji waży około 3 kilogramów Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed 30 laty młody fotograf spacerował sobie po morskim brzegu w Juodkrantė. W złocistym piasku znalazł miodową zastygniętą żywicę sosny, w której doskonale zachowała się mucha, uwięziona sprzed kilkudziesięciu milionów lat. W tej chwili mężczyzna zrozumiał, że niezwykłe znalezisko stanie się nieodłączną częścią jego życia.

Bursztyn ― bo o nim będzie mowa ― oczarował rzesze ludzi na całym świecie, stał się bohaterem legend i symbolem krajów bałtyckich, kogoś upewnił w swoich właściwościach leczniczych, a zastosowany w dziele jubilerskim stał się cennością, przekazywaną z pokolenia na pokolenie.
― Jantarowe pozostałości przepięknego zamku Jūratė po dziś dzień można znaleźć na wybrzeżu Mierzei Kurońskiej ― mówi Kazimieras Mizgiris, ów fotograf, a założyciel Galerii i Muzeum Bursztynu w Nidzie oraz Wilnie, członek Światowej Rady Bursztynu, zdobywca tytułu Bursztynnik Roku (2001), przyznawanego przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Bursztynników.

Szeroko uśmiechając się mistrz zaznacza, że podczas szukania bursztynu działa zasada „kto pierwszy, ten lepszy”.
― Dlatego nie warto wysypiać się aż do godziny 6 rano. Wstawaj o 4.00, uzbrajaj się w cierpliwość, biegnij na plażę, uważnie szukaj i być może znajdziesz skarb, który fale wyrzuciły na brzeg. Bałtycki bursztyn jest najlepszym upominkiem z wczasów nad morzem ― tłumaczy Kazimieras Mizgiris. I zaznacza, że jantar, który dzisiaj jest szeroko stosowany w produkcji biżuterii i wyrobów artystycznych, kiedyś miał znaczenie praktycznie religijne.

Starożytni Bałtowie wierzyli, że amulety z bursztynu chronią człowieka przed złymi siłami, chorobami i wszelkimi nieszczęściami. Z tych wierzeń wywodzi się też litewska nazwa bursztynu ― „gintaras”, pochodząca od czasownika „ginti” czyli bronić.
Obecnie też sporo ludzi wierzy w niezwykłe właściwości bursztynu. Jednak chodzi już nie o obronę przed złymi duchami, a o właściwości lecznicze. Naukowcy, co prawda, nie udowodnili, że jantar może służyć jako lek. Jednak wielu ludzi, którzy wypróbowali nalewkę bursztynową, zapewnia, że pomaga ona w leczeniu skóry i tarczycy.

― Na pewno też każdy zna przynajmniej jedną babcię, która ani na krok nie rozstaje się ze swoimi tradycyjnymi bursztynowymi koralami, które mają leczyć zaburzenia tarczycy ― mówi Kazimieras Mizgiris.

Sam ocenia wiarę w lecznicze właściwości jantaru spokojnie ― „jeżeli człowiek wierzy, że to mu pomaga, to i otrzyma korzyść”.

Pracowniczka galerii-muzeum Ernesta opowiada historię powstania bałtyckiego jantaru Fot. Marian Paluszkiewicz

Pracowniczka galerii-muzeum Ernesta opowiada historię powstania bałtyckiego jantaru Fot. Marian Paluszkiewicz

― Mawia się, że bursztynowa nalewka jest też bardzo dobra dla zdrowia mężczyzn. Czyli jeżeli mąż wypije kieliszek tego napoju, to żona w nocy będzie szczęśliwa… ― tajemniczo uśmiecha się rozmówca, a zapytany, czy sam wierzy w taką magiczną moc „bursztynówki”, dodaje: „Cóż, mogę powiedzieć… Lubię czasem skosztować tej smacznej nalewki, no i… mam trójkę dzieci!”.

Wiadomo jedno: nawet, jeżeli „bursztynówka” nie wyleczy choroby i nie doda nadzwyczajnych sił, to na pewno nie zaszkodzi. Niestety, dzisiaj taka nalewka może kosztować zbyt drogo, gdyż w ciągu ostatnich kilku lat cena bałtyckiego złota podskoczyła do niewiarygodnej wysokości.

― Smutne to, ale zdarza się, że nie mogę sobie pozwolić kupić do muzeum jakiegoś nowego eksponatu. Bursztyn teraz kosztuje już drożej niż złoto! ― przyznaje Mizgiris.

Jak mówi, cena wyrobów z bursztynu może czasem sięgać nawet 200 euro za jeden gram, w zależności od wielkości przedmiotu, gatunku jantaru. Na przykład w Emiratach Arabskich za jeden gram tradycyjnych okrągłych „babcinych” korali zapłaci się około 100 euro. Litewskie lombardy ostatnio wabią mieszkańców „ofertami drogiego skupu” bursztynu. Nikt tutaj jednak nie zapłaci tyle, co w Emiratach. Takie korale będą kupione od właściciela za około 70 euro, a później kilkakrotnie drożej zostaną sprzedane za granicę.

― Arabowie mogą sobie pozwolić kosmicznie wysokie ceny. Bardzo cenią bałtycki bursztyn. „Polują” przeważnie na rzadki bursztyn biały, z którego robią różańce. No, ale my nie jesteśmy Arabami, żyjemy skromniej. To śmieszne, że za nasz narodowy minerał, nieodłączną część naszej historii, która jeszcze niedawno była dostępna dla każdego, mamy tak mocno pustoszyć kieszenie ― oburza się Mizgiris.
Jak zaznacza rozmówca, rynek „zwariował” na temat bursztynu po tym, gdy przed kilku laty podbijać europejski runek bursztynu zaczęli Chińczycy.
― Chiny bardzo interesują się bałtyckim jantarem i skupują go, dlatego bardzo wzrosły ceny na ten minerał. Na Mierzei Kurońskiej, przeważnie w Juodkrantė, odkryto złoża bursztynu, około 100 000 ton. Oczywiście, powstały też biznesowe plany, by wszystko to wykopać i sprzedać Chinom. Ale co potem? Co zostanie dla naszych dzieci i wnuków? Dziwnie będzie wyglądała „kraina bursztynu” bez bursztynu… ― mówi Mizgiris. ― Nie wszystko można sprzedawać i mierzyć cenność w pieniądzach.

Być może podczas takiego boomu popularności bałtyckiego złota warto inwestować w ten minerał? Kazimieras Mizgiris jednak nie radzi tego robić.
― Wygodna dla kieszeni inwestycja to raczej złoto. Zaś wygodna dla duszy ― bursztyn. Wydobyty ze złóż jantar ulega oksydacji i w ciągu 100-200 lat po prostu rozpadnie się. Bursztyn jest organiczny i niedługowieczny. Jeżeli go kupujemy, to nie po to, aby my czy nasi wnukowie go kiedyś sprzedali i zarobili ― tłumaczy rozmówca. ― Z tego, że bursztyn jest teraz na topie, najwięcej korzyści mają przedsiębiorcy, którzy nieraz w cenie bałtyckiego jantaru sprzedają zwykły kolumbijski kopal.
Kopal to także stwardniała żywica, ale bardzo młoda i znacznie mniej trwała i wartościowa, niż bursztyn bałtycki. Ten minerał częściowo rozpuszcza się w spirytusie, acetonie, eterze czy benzynie.

Rozpoznać, czy biżuteria z bursztynu nie jest imitacją, można za pomocą kilku testów Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozpoznać, czy biżuteria z bursztynu nie jest imitacją, można za pomocą kilku testów Fot. Marian Paluszkiewicz

Nieuczciwi handlowcy jako imitację bursztynu mogą wykorzystywać też zwykły plastik.
Jak natomiast nie dać się nabrać i rozpoznać prawdziwy bursztyn?
― Bursztyn pływa w słonej wodzie. Do testu potrzebny jest roztwór w proporcji 1 do 10, na przykład 10 g soli na 100 g wody. Plastikowa biżuteria utonie, natomiast bursztyn będzie unosił się na powierzchni. Co prawda, ten test nie pasuje do biżuterii, w której oprócz bursztynu są też jakieś inne materiały, na przykład srebro, bo ono pociągnie wszystko na dno ― tłumaczy Kazimieras Mizgiris. ― Rozpoznać podróbkę bursztynu nie jest łatwo, jeśli nie jesteś znawcą. Jeżeli więc coś kupujemy, to lepiej to robić w specjalnych sklepach, które dbają o swoją reputację i nie będą ryzykowały handlując imitacjami.

Można też wykonać tzw. test ognia. Rozgrzaną igłą lub pinezką należy dotknąć powierzchni jantaru ― roztoczy on przyjemną, żywiczną woń. Kolejny to tzw. test statyczny. Przez ok. 20 sekund należy energicznie pocierać kawałek wełny bursztynem. Następnie trzeba wziąć do ręki pasmo włosów albo bardzo drobne skrawki papieru. Naładowany elektrycznością statyczną bursztyn powinien przyciągnąć te przedmioty. Jeżeli tak się nie stanie, prawdopodobnie mamy do czynienia ze zwykłym kamieniem albo plastikową podróbką.

Co do ceny wyrobów z bursztynu, są one wysokie, ale różne. Kolczyki mogą kosztować 50-300 euro, w zależności od wielkości, kształtu i materiału, z którym są „skomponowane”. Najdroższe są korale lub kolczyki o kształcie okrągłym, gdyż ich produkcja jest bardzo kosztowna. W przyrodzie nie występuje bursztyn o kształcie okrągłym, należy więc zeszlifować bardzo znaczną jego część, aby taki kształt wydobyć. Znaczy to, że traci się część minerału, a cena wyrobu wzrasta.

Ci, którzy chcą bliżej zapoznać się z bursztynem w stolicy, mogą udać się do wileńskiej filii Galerii i Muzeum Bursztynu, znajdującej się na jednej z uliczek Starówki. Oprócz ekspozycji jantaru w muzeum można obejrzeć też niedawno odnalezione skarby archeologiczne ― stare piece garncarskie i ceramikę z przełomu XV i XVI w. Odkryto je przypadkowo, gdy właściciele ― Virginija i Kazimieras Mizgirisowie ― postanowili rozszerzyć powierzchnię pomieszczeń w jednopiętrowym domu, w którym znajduje się muzeum. Podczas prac wykopaliskowych w piwnicy odkryto właśnie te niezwykłe relikty sprzed 5 wieków, które stały się częścią ekspozycji.

― Mamy tutaj faktycznie dwa muzea w jednym ― życzliwie uśmiecha się Ernesta, pracowniczka galerii-muzeum, która opowiada nam historię powstania bałtyckiego jantaru. ― Historia głosi „nieco” inną wersję powstania bursztynu, niż legenda o Juratė i Kastytisie. W rzeczywistości bursztyn bałtycki powstał z żywicy drzew szpilkowych pochodzących z terenów dzisiejszej Skandynawii.
Stamtąd żywica przenoszona była rzeką, której ujście znajdowało się w okolicach dzisiejszej Zatoki Gdańskiej, Kaliningradu i wybrzeży Litwy. Wraz z upływem tysiącleci ta żywica stawała się bursztynem.
Bałtycki bursztyn, liczący około 50 mln lat i będący jednym z najcenniejszych na świecie, występuje w wielu barwach i ich odmianach. Oprócz najczęściej spotykanej miodowej lub słomkowej (70 proc.), jest bursztyn biały, zielony, a także najrzadszy i najdroższy ― błękitny. Tę barwę nadała mu zawartość żelaza.

― Inkluzje, czyli zatopione w bursztynie owady lub kawałki roślin, są dosyć rzadkie i stanowią około 10-12 proc. ogółu. Są bardzo cenione przez naukowców, bowiem pozwalają badać florę i faunę sprzed milionów lat. A więc bursztyn to nie tylko piękna biżuteria i upominki, ale też historia ― tłumaczy pracowniczka wileńskiego muzeum i zaprasza do obejrzenia za pomocą lupy kawałku bursztynu, wielkości około 7 cm.
W przezroczystej miodowego koloru żywicy widnieje zastygnięty pająk, który niegdyś polował na muchy na skandynawskiej sośnie. Miał jednak pecha, bo z drzewa właśnie zaczęła wyciekać żywica, wabiąca swoim zapachem. Chciał na pewno tylko jej skosztować, ale wszystkie osiem nóg ugrzęzły w lepkiej cieczy. To był koniec pająka ― został tam na zawsze. Owad zachował się tak doskonale, że wygląda, niby został uwięziony w jantarze dopiero wczoraj. A minęło przecież 50 mln lat…

LEGENDA O POWSTANIU BURSZTYNU

Stara legenda głosi, że na dnie Bałtyku stał niegdyś zamek cały z bursztynu, który zamieszkiwała morska królowa Jūratė. W zgodzie z nią żyła też ludność okoliczna, za co Juratė łowić im ryby ze swego morza pozwalała. Żaden rybak w morze nie wypłynął, nim ofiary jej nie złożył w postaci kawałka chleba. Kiedyś jednak młody rybak Kastytis święte prawo złamać postanowił. Syreny doniosły o zuchwałym postępku swej pani, a ta ukarać go postanowiła. Lecz gdy tylko wyjrzała na
powierzchnię wody i chłopaka zobaczyła, zakochała się w nim. Zaprosiła go do siebie, a że ona też spodobała mu się ogromnie, zamieszkali razem dzięki magii pod wodą i żyć mieli wiecznie młodzi i zakochani.
Jednak ich miłość miała się wkrótce zakończyć za sprawą jej ojca, który dowiedziawszy się o tym romansie w gniew wpadł i zamek postanowił zniszczyć. Kto widział bowiem, by królowa morza żyć miała z mężem śmiertelnym. Piorunem jednym rozbił całą ogromną budowlę na kawały. Nie przeżył tego Kastytis, a Jūratė w grocie na dnie morza odtąd miała rozpaczać na wieki. Po dziś dzień opłakuje swego lubego. Każda zaś łza, która spadnie z jej policzka, zamienia się w mały kawałek bursztynu i pływa swobodnie, aż jakiś inny rybak wyłowi ją kiedyś i użali się nad losem nieszczęśliwej. Zaś bursztynowe pozostałości zamku królowej ciągle wyrzucają fale Bałtyku…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.