0
Katarzyna Zvonkuvienė: „Człowiek ma więcej sił niż podejrzewa”

  –

"Mam szczęście, bo zawsze blisko miałam kogoś, na kim mogłam polegać"  -

” Mam szczęście, bo zawsze blisko miałam kogoś, na kim mogłam polegać” – mówi Katarzyną Zvonkuvienė

Rozmowa z piosenkarką Katarzyną Zvonkuvienė (z d. Niemyćko), uczestniczką popularnych litewskich programów telewizyjnych „Chorų karai”, „Super miestas”, „Lietuvos balsas”, zwyciężczynią projektu „Kviečiu šokti. Pažadinta aistra”.  

Pani już nie bierze udziału w przyszłym sezonie popularnego telewizyjnego projektu „Lietuvos balsas”. Co stało się przyczyną wycofania się z tego programu?

Główna przyczyna brzmiałaby tak: „co za dużo, to niezdrowo”. Sądzę, że już dałam dla tego projektu wszystko, co mogłam i wzięłam z niego też maksymalnie tyle, ile było możliwe. Potrzebne było coś nowego zarówno dla co roku zmieniających się uczestników programu, jak też dla tych, którzy zajmują krzesła nauczycielskie. Tym bardziej że byłam w tym projekcie aż dwa sezony. Pomyślałam więc sobie, że już przyszedł czas rozpocząć jakiś nowy etap w życiu i iść dalej. Co prawda, nie powiedziałam takiego kategorycznego „nie” ― pozostaję otwarta dla czegoś nowego i gdyby była potrzeba, to bym wróciła. W danej chwili mówię, że trzeba jednak w czas wyjść, zostawić o sobie dobre zdanie i nie czekać, zanim komuś się znudzę. Trzeba wiedzieć, kiedy się wycofać, aby zostawić jakąś intrygę, a widz zdążyłby się stęsknić.

Co Pani dał ten projekt?

Każdy projekt, w którym brałam udział, dał mi bardzo wiele. Nawet wtedy, gdy mi się coś nie udawało, rozumiałam, że się doskonalę. Jestem bardzo samokrytyczna i miałam naprawdę trudne chwile, gdy sądziłam, że jestem do niczego. Ale gdy otrzymywałam krytykę, robiłam odpowiednie wnioski i pracowałam nad sobą, żeby udowodnić ― wszystkim i sobie samej — że nie na darmo jestem na scenie. Co do programu „Lietuvos balsas”, moje doświadczenie pedagogiczne tutaj bardzo się przydało. Dotychczas młodzież, z którą pracowałam, podchodzi do mnie i wyraża wdzięczność za to, że czegoś ich nauczyłam. Zresztą, sama też wiele się od nich nauczyłam.

Jakie teraz ma Pani plany?

Zdecydowałam, że teraz właśnie jest ten czas, kiedy chcę bardziej zająć się swoją rodziną, osobowością i trochę się doszkolić ― przecież ciągle należy się doskonalić. Wiadomo, że jak już startuję w jakimś projekcie, to całkowicie siebie oddaję. Ale wszędzie dobry nie będziesz. Jeżeli będziesz chciał siedzieć na wszystkich stołkach, to może dojść do tego, że zostaniesz na podłodze. Więc lepiej robić mniej, ale dobrze. Teraz, oprócz licznych koncertów, zajmuję się przeważnie doskonaleniem swojego wokalu i nawyków języka angielskiego.

Czyli w repertuarze wkrótce pojawią się piosenki w języku angielskim?

Trochę angielskich piosenek już było, ale niewiele i niezbyt poważnie. W szkole uczyłam się niemieckiego, więc znajomości tego bardziej popularnego języka mi brakuje. Widzę, jak młodzież świetnie mówi w tym języku, słucha zachodniej muzyki. Dlatego sądzę, że też muszę się podciągnąć. Przez całe życie śpiewałam przeważnie tą naszą muzykę popularną, ale teraz bardziej zaciekawiła ta inna strona, nowe melodie i style. Nie mówię, oczywiście, że zacznę śpiewać wyłącznie po angielsku. Ale swój repertuar naprawdę chcę poszerzyć i dodać do niego jakichś nowych barw. Teraz często słucham takiej muzyki, z jaką wcześniej jakoś nie miałam do czynienia. Znajduję natchnienie na przykład w egzotycznych rytmach muzyki afrykańskiej czy rapie i zastanawiam się wraz z mężem, że może warto do mojego własnego repertuaru dodać takich akcentów.

Co Pani dzisiaj nazwałaby swoim największym osiągnięciem i sukcesem życiowym?

Może to zdziwi, ale ten „największy, moim zdaniem, sukces” zupełnie nie jest związany z karierą muzyczną, chociaż muzyka to jest coś, bez czego po prostu nie wyobrażam życia. Sądzę, że najbardziej cenne moje osiągnięcie to ludzki i szczery stosunek do świata. Ciągle dziękuję Bogu za to, co mam. Zawsze będę wdzięczna swoim rodzicom, bo nauczyli mnie być człowiekiem i dali właśnie takie wychowanie i pozwolili dążyć do swojego marzenia, chociaż wiedzieli, że droga, którą wybrałam, była ryzykowna. Wiadomo przecież, że show biznes ma wiele negatywnych stron.
Czasami, gdy widzę dzisiejszą młodzież, mam takie swoiste zarzuty, bo wygląda, że teraz wszystko się daje łatwiej. Jednak ludzie tego nie cenią. Moja droga na dużą scenę była ciernista, do szkoły muzycznej poszłam, mając dopiero 14 lat, wiele musiałam nadrabiać, ciężko pracowałam. Ale po latach, gdy nad tym się zastanawiałam, to zrozumiałam, że tak musiało być. Bo to właśnie trudności ukształtowały moją osobowość i dzięki nim teraz bardzo cenię to, co mam.
Z powodu tych trudności zostałam sobą i mogę z ręką na sercu oświadczyć, że nie jestem osobą, która idzie do swoich celów po trupach. Mam czyste sumienie i jestem prawdziwa zarówno przed sobą, jak też przed ludźmi.

Pani jest świetnym przykładem tego, jak zwykła dziewczyna z Wileńszczyzny, spod Miednik, dzięki swoim ambicjom i pracowitości, spełnia swoje marzenie i staje się znana w całym kraju. Co było największym wyzwaniem, dążąc do tego?

Strasznie się bałam. Dotychczas boję się, że się coś nie uda, bo jestem bardzo samokrytyczna. Czasem nawet sama nie wiem, czego mogę się od siebie spodziewać i co potrafię. Ale zawsze ratuje wiara i przekonanie, że działać należy nawet wtedy, gdy ogarnia strach. W takiej sytuacji są dwie możliwe drogi: albo dasz się zastraszyć i zostaniesz na miejscu, albo przyznasz swoją słabość i pójdziesz do przodu. I właśnie ten drugi wariant zrobi cię silniejszym człowiekiem. Na przykład, okropnie bałam się wysokości. Był taki czas, że nawet na drugim piętrze na balkonie pociły mi się dłonie, miałam zawroty głowy — tak się bałam. Postanowiłam coś z tym robić, czyli nie unikać wysokości, ale jakoś ją oswoić. Zamieszkałam u koleżanki na 11 piętrze, wchodziłam na wieżę telewizyjną, jeździłam kolejkami górskimi i innymi urządzeniami rozrywkowymi, w końcu zdecydowałam się na lot balonem. I wtedy strach maleje — i teraz w ogóle mam marzenie skoczyć ze spadochronem.
Pokonanie strachu to dobry sposób sprawdzić siebie we wszystkim: albo spróbuję i pożałuję, bo może się coś nie uda, albo będę mogła szczycić się, że osiągnęłam coś nowego. Dzięki Bogu, zawsze obok siebie miałam dobrych ludzi, którzy mi pomagali. To jest bardzo ważne, bo będąc sam, człowiek może po prostu załamać się. Mam szczęście, bo zawsze blisko miałam kogoś, na kim mogłam polegać.

W show biznesie to chyba jest szczególnie ważne…

Jak najbardziej! W show biznesie nie wystarczy mieć talent i ładnie wyglądać. Piękne kreacje, szerokie uśmiechy, eleganckie fotosesje ― to widzą ludzie. Za kulisami ten świat wygląda inaczej i wymaga niesamowitego wysiłku oraz grubej skóry. Ale ta gorsza strona też może dobrze motywować, jeżeli nauczysz się swoje słabe strony przekształcić w mocne i będziesz miał bliskich, przyjaciół, którzy cię zawsze wesprą dobrym słowem.

Jak na rozwój kariery wpłynęło to, że Pani jest Polką? Czy trudno być Polką na litewskiej scenie?

I tak, i nie. Na scenie w ogóle jest trudno. Niestety, muszę przyznać, że na początku było znacznie więcej przykrych doświadczeń niż dobrych. Dzisiaj widzę, że publiczność mnie dobrze przyjmuje, niezależnie od tego, jaką ma narodowość. Ale początki były trudne, bo nasłuchałam się wielu przykrych rzeczy. Doskonale wiem, co to znaczy, gdy ktoś cię „spisuje” zawczasu jedynie z powodu narodowości. Niezwykle przykro było słyszeć, że nie podobam się komuś, bo „jestem Katarzyną”. Ale ja wiem, że robię to, co kocham. Mam swoich słuchaczy, którzy lubią mnie taką, jaką jestem. Niemożliwie wszystkim się podobać i trzeba z tym się pogodzić. Tylko wtedy będziesz miał siły iść dalej.
Gdy już przyjaźniłam się z Deivydasem (Deivydas Zvonkus, znany litewski muzyk, kompozytor i producent ― przyp. aut.), trudno było także dla niego, gdy przytykano, że „zaczął zadawać się z jakąś Polką, której zależy tylko na karierze”. My jednak wierzyliśmy w swoje uczucia i staraliśmy się nie zwracać uwagi na nieadekwatne komentarze.

Jak Pani ocenia perspektywy kariery muzycznej dla przedstawicieli mniejszości narodowych na Litwie? Wiadomo, że polskich czy rosyjskich wokalistów mamy tutaj niewielu…

Podczas udziału w programie „Lietuvos balsas” zauważyłam, jak wiele w naszym kraju jest utalentowanej młodzieży. W tym też naszej, polskiej młodzieży. Zawsze apelowałam, aby młodzi ludzie brali udział w takich projektach, bo naprawdę ich tam brakuje. Młodzież często ma w sobie więcej talentów niż wyobraża. Ale, niestety, polska młodzież zbyt mało wierzy w siebie.
Często ludzie, którzy spotykają na swojej drodze przeszkody, cofają się. Zwłaszcza to charakterystyczne dla płci żeńskiej, która jest bardziej wrażliwa. Czasem zatrzymać człowieka może nawet jakiś jeden głupi komentarz w internecie, który tak naprawdę nic nie znaczy. Ludzie boją się opinii publicznej i sami wierzą w stereotypy o sobie.
Prawda jest też taka, że w show biznesie trudności doznają wszyscy, niezależnie od narodowości. Jeżeli stajesz się osobą publiczną, to zawsze, z byle jakiego powodu, będziesz krytykowany. Czasami krytyka będzie miała obiektywną podstawę, czyli ukaże na jakieś realne wady, na przykład niedociągnięcia wokalne. Ale sporo będzie też krytyki bezpodstawnej, czyli po prostu ktoś cię nie lubi, bo jesteś Polakiem, bo za gruby, za chudy, masz zbyt blisko ustawione oczy czy twoje włosy zbyt się kręcą.

O czym przede wszystkim trzeba pamiętać, budując karierę na scenie?

Karierę zrobić można, jeżeli nie będziesz się cofał, a zajmiesz się pracą i będziesz wierzył w siebie. Krytykę należy traktować nie jako przeszkodę, ale jako bodziec do samodoskonalenia się. Jeżeli wiesz, jakie masz słabe strony, to wiesz także, nad czym pracować. Nauczyciele mówią jakieś uwagi, bo chcą pomóc — należy ich wysłuchać i być wdzięcznym. Obiektywna krytyka to drogowskaz, który pokazuje, w jakim kierunku należy pracować.
Trzeba też pozostawać wiernemu sobie w procesie tego doskonalenia się. Na początku pierwszego mojego telewizyjnego projektu „Chorų karai” byłam bezlitośnie wyśmiewana. Nie pasował mój styl śpiewania, styl ubrania itd., bo gdzieś tam „u nich” robi się inaczej. Ale ja sobie powiedziałam, że zostajemy sobą i robimy tak, jak możemy. I co w wyniku? Doszliśmy do 2. miejsca! Czyli udowodniliśmy, że coś możemy i robimy to dobrze.
Jeszcze więcej udało się udowodnić dzięki zwycięstwu w projekcie tanecznym „Kviečiu šokti”. Właśnie po nim zobaczyłam, że na Litwie zaczęto mnie lubić. Wtedy zrozumiałam, że Polak może osiągnąć bardzo wiele dzięki pracowitości, wierząc w siebie i dzięki bliskim ludziom. W moim przypadku ogromna jest zasługa mojego męża, bo to on był obok mnie w najbardziej trudne chwile i umiał zrobić, tak aby moje „kobiece” emocje się ustabilizowały. Porady Deivydasa były niezwykle cenne i zawsze czułam, że mogę na nim polegać.

A więc, Deivydas… Pani wyszła za mąż roku temu. Co nowego udało się odkryć dla siebie w ciągu tego czasu?

Jeszcze bardziej zakochałam się w swoim mężu. Nawet sama sobie się dziwię… Zwykle spodziewamy się, że po ślubie przychodzi rutyna, a życie małżeńskie staje się spokojne, żyjesz sobie z człowiekiem, którego doskonale znasz i dobrze wam jest. W moim życiu te komponenty też są, ale bez rutyny. Ciągle w mężu odkrywam coś nowego, czuję jego ciepło, uwagę, szacunek — nawet gdy jesteśmy daleko od siebie. Jestem szczęśliwa i dziękuję Bogu za to!
Print

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.