0
Do Berlina. Różnorodnej i pełnej niespodzianek metropolii w sercu Europy

Okazały Pałac Sanssouci w Poczdamie Fot. Janina Biesiekierska

Okazały Pałac Sanssouci w Poczdamie Fot. Janina Biesiekierska

Berlin – stolica i największe miasto Niemiec. Zajmuje powierzchnię 890 km kwadratowych, zamieszkuje je około 3,5 mln osób.  
Miasto leży około 70 km od granicy z Polską. Spotkać tu można ludzi różnych narodowości i ras zarówno turystów, jak też mieszkańców. Na ulicach gwarno i w dzień, i w nocy. Kluby, bary, dyskoteki, a także niektóre duże sklepy są czynne przez całą dobę.

Był grudzień 1985 roku. Po otrzymaniu wizy w Moskwie i przejściu w Wilnie czterogodzinnego instruktażu na temat, czego nie mamy prawa robić w Niemczech Zachodnich: z kim nie można rozmawiać, jak reagować w przypadku prowokacji i żeby w żadnym wypadku nie uczestniczyć w wiecach, a także zebraniach nawet partii komunistycznej — razem z ojcem jechałam pociągiem relacji Leningrad – Berlin.

Jechaliśmy do RFN – kraju kapitalistycznego, jakim były wtedy Niemcy Zachodnie.  Pamiętam, jak ojciec zareagował na ten instruktaż, komentując go, że jedzie odwiedzić brata, którego nie widział 42 lata, od czasu kiedy ten jako szesnastolatek został wywieziony z Wilna na roboty przymusowe do Niemiec i nie polityka mu w głowie.
Zaproszenie od brata tato miał jeszcze w 1970 roku, ale wówczas nie zdecydował się na odwiedziny niemieckiej rodziny. Straszono nas, że nie będziemy mogli jeździć do krewnych w Polsce, jeżeli pojedziemy do „kapitalistów”.
A w 1985 roku Polska i tak była dla nas krajem zamkniętym.
Gdy pociąg zatrzymał się na pół godziny w Warszawie, nie mieliśmy prawa wysiąść z wagonu. Kazali nam też nie otwierać okien. W wagonie było bardzo niewielu pasażerów. W powrotnej drodze było ich nieco więcej, bo z NRD wracali berlińskim pociągiem piłkarze z Szawel.

Jedno z wielu z muzeów w Poczdamie Fot. Janina Biesiekierska

Jedno z wielu z muzeów w Poczdamie Fot. Janina Biesiekierska

W pociągu tranzytowym była szczególna kontrola. Po przejściu granicy do Berlina Zachodniego czuło się od razu inny świat.
Ciągle pamiętam te pół dnia spędzone na oczekiwaniu pociągu do Hamburga. Zostawiliśmy walizki w przechowalni i poszliśmy do miasta na spacer. Witryny sklepów, szyldy reklamowe, czyste ładne ulice i nigdzie nie widać było odrapanych budynków. Nowoczesne samochody i szczególnie przyjaźnie nastawieni ludzie – wszystko to było jakieś inne niż we wschodniej części Niemiec. Największy szok przeżyłam w sklepie spożywczym: zaczęłam liczyć gatunki kiełbas i wędlin na witrynie i naliczyłam 72, a u nas to wtedy było tylko kilka gatunków, w dodatku niektóre można było kupić tylko „po znajomości”. Dziwiłam się, że w grudniu leży świeża papryka w czterech kolorach, a niektóre warzywa nawet te, które dobrze rosną w naszej strefie klimatycznej, zobaczyłam po raz pierwszy. Był to czas, kiedy u nas groszek konserwowy i majonez też były towarem deficytowym, a w Polsce nawet cukier był na kartki.

W Niemczech Wschodnich na pewno było pod względem ekonomicznym lepiej niż u nas. Ale różnica między NRD i RFN była bardzo wyraźna.
Ci „zacofani imperialiści” wbrew temu, co nam wpajano, żyli w zamożnym kraju i byli o niebo od nas szczęśliwsi. Na autostradach szybkie Mercedesy i BMW kontrastowały „z pychcącymi” Trabantami i Wartburgami w NRD.
Odwilż w kontaktach nastąpiła po ogłoszeniu „pierestrojki” Gorbaczowa.
Wszystkie pisma w Niemczech Zachodnich pisały o wizycie Gorbaczowa, jak go tu z szacunkiem nazywano „Gorbi”.

Moja ciotka Niemka pokazywała mapy i powtarzała, że Niemcy wkrótce się połączą, że Rosja będzie prowadziła handel z Niemcami, otworzą się granice. Że tak dalej być nie może. Dziwiłam się jej, nie bardzo wtedy wierzyłam w takie zmiany.
Jeździłam parę razy w latach sowieckich do Niemiec Zachodnich. Ostatni raz wiosną 1990 roku, niedługo po tym jak Mur Berliński padł ostatecznie w listopadzie 1989 roku.
Ten mur przez 28 lat dzielił oba kraje, dzielił rodziny. Na Zachód wypuszczano tylko emerytów. Granica była zamknięta szczególnie przed młodzieżą. Niemcy na Zachodzie bardzo przeżywali za tych, co zostali jako zakładnicy „pokoju” po wschodniej stronie.
Mieszkańcy z NRD byli jacyś bardziej zamknięci w sobie, nieufni, nawet Polska wtedy była bardziej odważna i wolna. Niemiecka straż graniczna ze strony wschodniej reagowała na widok radzieckiego paszportu, zupełnie tak jak pisał to rosyjski poeta Majakowski „jak gdyby dotykała bomby czy kłującego jeża”.

Pozostałości Muru Berlińskiego Fot. Janina Biesiekierska

Pozostałości Muru Berlińskiego Fot. Janina Biesiekierska

Tak się złożyło, że w Berlinie nie byłam od 1990 roku, aczkolwiek podróżując po Europie, nie raz przejeżdżałam przez Niemcy.
Jechałam do Berlina z zaciekawieniem i uczuciem nostalgii, a jednocześnie radości, że zobaczę, jak potoczyły się losy tego miasta. Miałam wyrzuty sumienia, dlaczego przez tyle lat nie wybrałam się.
Tym bardziej że dojechać tu można dowolnym środkiem lokomocji: samochodem, autobusem rejsowym, koleją lub samolotem. Znam młode osoby, które zawczasu czatują na tańsze bilety z Wilna do Berlina i jeżdżą parę razy w roku na parę dni. W dobie internetu łatwo jest przyszykować plan swojej podróży. W soboty i niedziele zwiedzają miasto, a w poniedziałek robią zakupy w centrach i domach handlowych. Dla fanów shoppingu jest tu niewiarygodna liczba sklepów na różną kieszeń. Miłośnicy książek i płyt mogą buszować w niezliczonej ilości księgarni. A muzeów to wystarczy na wiele przyjazdów.

Poruszanie się po Berlinie nie sprawia żadnych problemów.
Berlin posiada doskonałą sieć komunikacji publicznej: metro U-Bahn, kolejka-S-Bahn, tramwaje, autobusy. Istnieją 3 strefy taryfowe: A, B i C.
Bilety są ważne na wszystkie środki komunikacji. Można kupić na dwie godziny za 2,70 euro, na dzień za 6,90 euro. Turystom taniej jest kupić bilet grupowy na parę dni. Rower też jest tu popularnym transportem — na każdym kroku są rowerowe ścieżki. Wilno może pozazdrościć.
Można zarezerwować też bilety na statki, których tu pływa dużo i oglądać stamtąd zabytki i przybrzeżne okolice lub bilet na autokarowe zwiedzanie miasta.
W Berlinie są dwie duże rzeki Sprewa i Hawela, liczne jeziora i wiele łączących się kanałów, po których pływają statki wycieczkowe. Parogodzinne rejsy po kanałach są alternatywną formą zwiedzania miasta. Są różne trasy do wyboru. Ceny od 12,50 euro od osoby. Berlin szczyci się tym, że ma więcej mostów niż Wenecja, a szlaki wodne liczą tu ponoć 200 km.
Na wiele imprez też trzeba rezerwować bilety zawczasu — nawet na wieży telewizyjnej (368 m) — oglądałam Berlin z pierwszego piętra na wysokości 203 metrów, a nie z drugiego, który się obraca, bo trzeba bilet zarezerwować dwa tygodnie wcześniej.

Polski sklep i kawiarnia „Mały Książę” blisko polskiego kościoła pw. św. Jana Chrzciciela Fot. Janina Biesiekierska

Polski sklep i kawiarnia „Mały Książę” blisko polskiego kościoła pw. św. Jana Chrzciciela Fot. Janina Biesiekierska

Z wyżywieniem też nie ma żadnych problemów. Bo na każdym kroku pełno barów, kawiarenek, gdzie można szybko i niedrogo przekąsić.
W restauracjach jest drożej niż u nas, lecz w sklepach ceny na artykuły mleczne, mięsne czy chleb są podobne do naszych. Z kolei owoce i warzywa są droższe niż na Litwie. Ale różnorodność smakołyków z całego świata sprawia ogromną przyjemność. Podatek na artykuły spożywcze i niektóre inne towary wynosi 7 proc. (kawa, ser, mięso, słodycze). Tylko na niektóre towary podatek wynosi 19 proc. Bilety do muzeów bez podatku VAT, czyli po naszemu PVM — wynosi 0 proc., a nie tak jak u nas, prawie na wszystko — poczynając od chleba czy mleka — 21 procent.
Zwiedzanie Berlina rozpoczęłam nie od jego symbolu — Bramy Brandenburskiej, chociaż wygląda kolosalnie, szczególnie przy wieczornym oświetleniu.
Moją uwagę przykuł ewangelicki Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma, który mocno ucierpiał podczas bombardowania w 1943 roku. Po odbudowaniu pozostawiono 68-metrową ruinę głównej wieży jako symbol antywojenny, a obok wybudowano nowy kościół. Wewnątrz starego kościoła umieszczono pełno zdjęć z tego okresu, a także z lat odbudowy. Piękne jest wnętrze tego kościoła. Stąd jest niedaleko do Reichstagu.

Z dachu tego budynku można podziwiać centrum miasta, ale też trzeba wcześniej się zarejestrować. Z Aleksanderplatz jest łatwo dotrzeć do największej świątyni w Berlinie — Berliner Dom (katedra berlińska).
Niedaleko Potzdamer Platz zachowały się ślady Muru Berlińskiego.
Po wejściu na teren zachowanych fragmentów muru połączonych z artystycznymi instalacjami ogarnia nas poczucie smutku. Na terenie granicznego pasa znajduje się wiele fotografii i informacji dotyczących historii tego muru. Są tu fotografie pomordowanych uciekinierów z Berlina Wschodniego, a także zdjęcia podzielonych na pół domów i ulic.
Do zwiedzania jest mnóstwo muzeów historycznych, naukowych, technicznych, galerii malarstwa i innych. Słynny Berliński Ogród Zoologiczny i Tierpark też są warte obejrzenia.
Obecnie jest to największy ogród zoologiczny na świecie pod względem liczby umieszczonych w nim gatunków zwierząt. Został on założony w 1844 roku jako pierwszy taki obiekt w Niemczech. Mieści się tutaj najstarsze w Europie akwarium.

Katedra berlińska — Berliner Dom Fot. Janina Biesiekierska

Katedra berlińska — Berliner Dom Fot. Janina Biesiekierska

Zwiedziłam też miasto Poczdam. Warto zwiedzić park i otoczony winogronami pałac Sanssouci, zbudowany na zlecenie króla Prus Fryderyka II Wielkiego.
W Berlinie jest mnóstwo zadbanych parków. Wokół miasta jest wiele jezior, gdzie można odpocząć i popływać.
Berlińskie parki publiczne cieszą się wyjątkową popularnością wśród mieszkańców. Tu można odpoczywać na trawnikach, a nie podziwiać je z daleka.
Na trawnikach się leży, siedzi, opala, grilluje.
Parki zajmują 11 proc. powierzchni Berlina. W parku rekreacyjnym Berlin – Marzahn od 2000 roku jest realizowany projekt „Ogrody świata” z ogrodami z Azji, krajów Orientu i Europy.
Spędziłam w stolicy Niemiec ponad tydzień, ale choć niektóre różnice między wschodnią i zachodnią częścią miasta są nadal widoczne, teraźniejszy Berlin wywarł na mnie tak duże wrażenie, że planuję tu jeszcze nie raz się wybrać.
Toteż polecam naszym czytelnikom wybrać się do niemieckiej stolicy, różnorodnej i pełnej niespodzianek metropolii w sercu Europy.

Janina Biesiekierska  

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.