0
Czy możliwie zmniejszyć kolejki w przychodniach?

 Na wizytę do lekarza czasami trzeba czekać po kilka miesięcy Fot. ELTA

Na wizytę do lekarza czasami trzeba czekać po kilka miesięcy Fot. ELTA

Ogromne kolejki do lekarzy, gdy na wizytę do specjalisty nieraz wypada czekać aż po kilka miesięcy, od lat sprawiają wiele bólu głowy pacjentom. A zdrowie, jak wiadomo, nie jest tym tematem, z którym można zwlekać.

Czy możliwie jednak zmniejszyć kolejki pacjentów w zakładach zdrowotnych?
Prezydent Dalia Grybauskaitė sądzi, że to jest możliwe i proponuje swoją receptę.
Prezydent obecnie inicjuje poprawki ustawowe, mające zachęcić administracje przychodni do lepszego zarządzania potokami pacjentów. Zgodnie z proponowanymi poprawkami, zakłady zdrowotne nie otrzymałyby opłaty za zbyt późno udzielone usługi.

„Jeżeli zakład zdrowotny przekroczy termin, w ciągu którego miał udzielić określoną usługę, to nie otrzyma opłaty z terytorialnej kasy chorych” — na początku tygodnia powiedział dziennikarzom doradca prezydent Šarūnas Narbutas.
Terminy, w ciągu których mają być udzielone poszczególne usługi zdrowotne mają być zatwierdzone ustawowo. Dotychczas, co prawda, były one reglamentowane aktami prawnymi, jednak za nieprzestrzeganie tych terminów nie było przewidziane żadnej odpowiedzialności.

Zgodnie z inicjowanymi przez prezydent poprawkami, możliwość konsultacji u lekarza rodzinnego pacjent powinien otrzymać nie później niż w ciągu tygodnia, u lekarza specjalisty ― w ciągu 30 dni. Także w ciągu miesiąca mają być wykonane kosztowne badania, a na operację planową pacjent ma czekać nie dłużej niż 60 dni.
Jeżeli natomiast administracja widzi, że nie zdąży udzielić określonej usługi, to ma skierować pacjenta do innej przychodni.

Tymczasem przedstawiciele zakładów zdrowotnych sceptycznie oceniają proponowany przez prezydent sposób zmniejszenia kolejek.
― Wprowadzenie kar nie zrobi pracy lekarskiej bardziej atrakcyjną. A przecież jedną z głównych przyczyn powstawania tych kolejek jest brak specjalistów. Młodzi lekarze wolą zajmować się opieką stacjonarną, a nie ambulatoryjną. Nie rozumiem też propozycji skierowania pacjentów do innych zakładów — przecież to znaczy, że po prostu będzie on czekał w innej kolejce — powiedziała „Kurierowi” Margarita Batūrienė, zastępca dyrektora przychodni w wileńskich Karolinkach.
Zaznaczyła, że należy szukać innych sposobów rozwiązania problemu kolejek w przychodniach.

― Warto byłoby jakoś inaczej podzielić okolice, aby zmniejszyły się potoki pacjentów. Teraz bardzo czekamy, aż zacznie funkcjonować system e-zdrowie. Ma on znacznie usprawnić cały system opieki zdrowotnej — powiedziała Margarita Batūrienė. ― Obecnie prosimy lekarzy, aby wypisywali recepty na jak najdłuższy okres. Potoki pacjentów dzielimy według stopnia ich zachorowania. W wypadkach nagłych chorób staramy się przyjąć człowieka nie później niż w ciągu 5 dni.
Zaznaczyła, że sama przychodnia nie jest zainteresowana w długich kolejkach pacjentów, toteż robi wszystko, co może, aby zwalczać ten problem.

― Niedawno udało się zmniejszyć kolejki do endokrynologów, bo przyjęliśmy kilku nowych specjalistów — mówiła Batūrienė. ― Także warto pamiętać, że niektóre aspekty powstawania kolejek zależą od samych mieszkańców. Na przykład, pacjenci sami mogą wybierać sobie lekarzy. Staje się więc tak, że jeden specjalista ma tylu pacjentów, że na wizytę do niego trzeba czekać w ciągu kilku miesięcy, a drugi może przyjąć człowieka już w ciągu kilku dni.

Z kolei sami pacjenci nie są zadowoleni ani z tego, jak obecnie działa system zdrowotny, ani z tego, jak głowa państwa proponuje rozwiązywać ten problem.
― Nie rozumiem, skąd biorą się te mistyczne kolejki! Do dentysty w mojej przychodni należy rejestrować się przed miesiącem do planowanej wizyty. Czyli jeżeli mamy wrzesień, to można rejestrować się na październik, w październiku na listopad itd. Dzwonię o godz. 8 rano — nikt nie podnosi słuchawki. Dzwonię o 9 — okazuje się, że już wszystkie miejsca na ten miesiąc zostały zajęte. Czyli znowu mam czekać. A co w tym czasie mam robić z bolącym zębem? ― skarży się 53-letni wilnianin Tadeusz.
Z powodu obecnego systemu zdrowotnego i obojętności władz oraz medyków niezadowolona jest też pani Agata, emerytka z Wilna.

― Niedawno od lekarza rodzinnego otrzymałam skierowanie do okulisty — na badania z powodu katarakty. Udałam się do Santaryszek, aby zarejestrować się. Otrzymałam „talonik” na grudzień, a mamy przecież wrzesień! Pomyślałam, że chyba są tak jakieś niesamowite kolejki i udałam się do gabinetu lekarki, aby zobaczyć, gdzie w ogóle jest i ilu ludzi czeka na wizytę — opowiada pani Agata.
Gdy jednak odnalazła gabinet specjalisty, okazało się, że żadnych kolejek przy nim nie ma.
― Zapukałam, weszłam do gabinetu, lekarka była sama. Ani pod drzwiami, ani przy niej pacjentów nie było. Powiedziałam, że chciałabym konsultacji, tylko „talonik” mam na grudzień, ale skoro ludzi nie ma, to może… Lekarka odpowiedziała, żebym przychodziła w wyznaczony czas i że nie zamierza mnie teraz sprawdzać — wspomina rozmówczyni. ― Byłam oszołomiona! Czyżby nie wolno było postąpić po ludzku? Lekarka nie miała pacjentów jeszcze w ciągu 20 minut — na pewno zdążyłaby mnie przyjąć. Ale biurokracja okazała się ważniejsza niż człowiek…

Print

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.