X
    Categories: ReportażWiadomości

Polak, który był… „najgorliwszym Litwinem”

Do niedawna Babcin na Kowieńszczyźnie był nazywany polską stolicą, o czym dziś świadczą jedynie polskie epitafia na grobach na przykościelnym cmentarzu Fot. Marian Paluszkiewicz

Hrabia Eustachy Tyszkiewicz, bo o nim mowa, był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli sławnego rodu. Archeolog, historyk, działacz społeczny, kolekcjoner. A przede wszystkim patriarcha badań nad dziejami ziem litewskich. Poświęcił temu znaczną część swojej działalności naukowej i środków też. Założyciel Wileńskiego Muzeum Archeologicznego – pierwszego publicznego muzeum na Litwie.

W 1862 roku muzeum odwiedziło już ponad 10 tys. zwiedzających. Rok później, po Powstaniu Styczniowym, placówka została zamknięta, bo carskie władze uznały, że nawet muzeum etnograficzne stanowi dla nich zagrożenie.
Cała działalność Eustachego Tyszkiewicza była poświęcona Litwie. I choć nie był narodowości litewskiej, był prawdziwym patriotą swojej litewskiej ojczyzny i tak samo, jak Adam Mickiewicz swoimi dziełami dowodził, że Litwa Ojczyzną jego jest. A każdą swoją pracą potwierdzał, że jest „najgorliwszym Litwinem”.
Te jego osobiste wyznanie „Kurier” niespodziewanie odkrył w muzeum w małej miejscowości Bobcin (Babtai), dokąd przypadkowo trafiliśmy, poszukując polskich śladów w przedwojennej „polskiej stolicy na Kowieńszczyźnie”. Tak jeszcze do niedawna nazywano to miasteczko — jeszcze kilkadziesiąt lat temu w większości zamieszkałe przez miejscowych Polaków.

Z eksponatami Etnograficznego Muzeum w Bobcinie zapoznała nas jego kustoszka Gražina Stanionė. Prowincjonalne muzeum od dziesięcioleci tworzone przez miejscowych na zasadzie „kto co przyniesie”, okazało się, że jest bogate w eksponaty przedstawiające historię tego miasteczka od czasów zaprzeszłych po jego historię najnowszą – tzw. poloniki nie jest wiele.
— W magazynach mam książkę Eustachego Tyszkiewicza z jego osobistą dedykacją – mówi kustoszka muzeum, dowiedziawszy się, że ekipa naszej gazety poszukuje śladów twórczości i działalności Polaków w tej miejscowości. Wprawdzie działalność naukową Tyszkiewicz z Bobcinem można powiązać najwyżej przez pryzmat jego zainteresowań archeologią, etnografią i historią Litwy, jednak postanowiliśmy obejrzeć książkę, przynajmniej ze względu na dedykację skreśloną jego ręką.

Kustoszka Gražina Stanionė Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak na wydanie z 1869 r. książka „Birże. Rzut oka na przeszłość miasta, zamku i ordynacyi” nawet bez konserwacji zachowała się w całkiem dobrym stanie. Na pierwszej stronie wklejona nieco podniszczona kartka z dedykacją własnoręcznie napisaną przez autora.
— Nie wiemy, co tu napisane i niestety nie znajduję kogoś, kto mógłby odczytać tekst. Była tu pewna pani historyk z Warszawy, ale tylko pobieżnie powiedziała, że autor pisze, że ta praca jest poświęcona Litwie. Tyle wiemy – mówi Gražina Stanionė.
Pani Gražina przyznaje, że sama próbowała rozczytać tekst, ale bezskutecznie.
— Kiedyś znałam polski, bo gdy w latach 70. przyjechałam tu do pracy, to tu było jeszcze dużo Polaków. Jako osoba z miejscowości, gdzie nie miałem styczności z polskim, dziwnie się czułam, gdy na ulicach słyszałam prawie wyłącznie mowę polską. Potem i sama nauczyłam się, zwłaszcza że docierał tu sygnał polskiej telewizji, dlatego w tamte czasy wszyscy ją oglądali – opowiada nasza rozmówczyni. Mówi, że z czasem polski zniknął z miejskich ulic, sygnał telewizyjny przestał docierać.

— A jak nie ma na co dzień styczności z językiem, to z czasem się go zapomina, więc teraz nie potrafię tego odczytać – przyznaje kustoszka, pokazując nam książkę Tyszkiewicza. I trudno temu się dziwić, zwłaszcza że dedykacja pisana była językiem, choć polskim, ale XIX-wiecznym, a na dodatek w kaligrafii hrabia starannością raczej nie grzeszył.
Udało się nam jednak „odszyfrować” własnoręczne pismo autora i dziś Czytelnicy „Kuriera”, jako pierwsi mogą zapoznać się z jego treścią:

Biblioteka ordynaci (herb rodu) birżańskiej

Czcinajdostojniejszy Pasterzu!
Pracę moią o Litwie, za najświętszy poczytuję obowiązek złożyć u stop Waszej Excellencyi.
Epoka wktórej iest wydana na widok publiczny, może podniesie iej wartość, jakkolwiek bądź dziękuję
Najwyższemu stwórcy że mi dozwolił ostatnich dni moiego życia użyć na korzyść naukową rodzinnej moiej ziemi, i wśród tych przeciwności moiego życia, pozostać do grobu najgorliwszym Litwinem. Wśród obecnych okoliczności nam nic nie pozostaie jak tylko prosić Boga i samym żyć tak, aby kiedy ostatni z nas będzie umierał, nie wstydził się i nie żałował że umiera Litwinem.
Proszę o Pasterskie błogosławieństwo dla siebie i prac moich zostając zawsze
Waszej Excellencyi
najniższym sługą
Eustachy Tyszkiewicz
Birże
2 czerwca 1869 r.

Niestety z treści dedykacji nie wynika, komu ona była pisana. Biorąc jednak pod uwagę zwroty „Waszej Excellencyi” i „Pasterzu”, można jedynie przypuszczać, że książkę swoją autor dedykował duchownemu wysokiej rangi – któremuś z biskupów?
Zaskakiwać może osobiste przyznanie się Tyszkiewicza, że był „najgorliwszym Litwinem” i apelował do innych, żeby „żyli tak, aby kiedy ostatni z nas będzie umierał, nie wstydził się i nie żałował że umiera Litwinem”.

Wydana w 1869 r. książka Eustachego Tyszkiewicza z jego własnoręczną dedykacją trafiła do muzeum w Babcinie, została przekazana przez prywatne osoby Fot. Marian Paluszkiewicz

Te zwroty Tyszkiewicza, podobnie jak „Litwo! Ojczyno moja!” Adama Mickiewicza, dowodzą, że bycie Litwinem, nie wiązano wtedy z odrębnością narodową, lecz z odrębnością kulturalno-terytorialną tych terenów. I to zrozumienie litewskości w świadomości społecznej przetrwało na tych terenach faktycznie do pierwszej wojny światowej, bo warto też pamiętać, że twórca niepodległego państwa polskiego Józef Piłsudski, wybitny polityk i publicysta Jerzy Giedroyć, czy też noblista w dziedzinie literatury Czesław Miłosz oraz wielu innych wybitnych Polaków „byli Litwinami” albo za takich byli uważani. Byli wierni swojej Ojczyźnie i wiele sił i prac swoich dla niej poświęcali.

Dla Litwy tworzyli jednak po polsku. Być może dlatego dzisiejsi gospodarze mickiewiczowskiej „Ojczyzny”, nie zawsze doceniają ich prace.
Podobny los spotkał też pracę Eustachego Tyszkiewicza o Birżach.
Wydając „pracę o Litwie” w okresie największych carskich represji autor miał nadzieję, że „Epoka wktórej iest wydana na widok publiczny, może podniesie iej wartość”. Niestety, nadzieje Tyszkiewicza nie spełniły się, bo w niepodległej już Litwie, praca o Litwie napisana po polsku okazała się „małowartościową”.
Taki werdykt w połowie lat 90. ubiegłego stulecia usłyszał od władz samorządu Birż dyrektor miejscowego muzeum Algimantas Baublys.

Zafascynowany dziełem Tyszkiewicza postanowił przetłumaczyć go na język litewski. Zwrócił się do samorządu o pomoc finansową w wydaniu litewskiego tłumaczenia, ale dostał odmowną odpowiedź. Urzędnicy Birż uznali, że książka Eustachego Tyszkiewicza nie ma większej wartości naukowej, dlatego nie wsparli jej tłumaczenie na litewski. Mimo to książka ukazała się, ale wyłącznie dzięki staraniom Baublysa. Kustosz birżańskiego muzeum sam przetłumaczył i z własnych środków sfinansował wydanie 2000 egzemplarzy litewskiego tłumaczenia „Birże. Rzut oka na przeszłość miasta, zamku i ordynacyi”. Książka ukazała się już w 1998 r.

Troszcząc się o spuściznę swojej Ojczyzny, dyrektor muzeum w Birżach zachował się jak „najgorliwszy Litwin”, który przecież też wydał swój majątek, na przykład, na wykupienie bibliotek klasztorów likwidowanych przez carski reżim. Dzięki temu, udało się uratować przed zniszczeniem, czy wywózką do Rosji ponad 7 000 cennych egzemplarzy, z których część zachowana do dziś stanowi zasoby bibliotek narodowych Litwy.

EUSTACHY TYSZKIEWICZ

Hrabia Eustachy Tyszkiewicz urodził się 6 kwietnia 1814 w Łohojsku (obecnie Białoruś). Zmarł 27 sierpnia 1873 w Wilnie, pochowany na Cmentarzu na Rossie. Ojciec Pius Tyszkiewicz, marszałek szlachty powiatu Borysowskiego. Matka  Augusty z Platerów.
W 1831 r. hrabia Eustachy Tyszkiewicz ukończył gimnazjum w Mińsku. Przeniósł się do Wilna, gdzie w 1855 został założycielem i prezesem Wileńskiej Komisji Archeologicznej. Był twórcą Muzeum Starożytności w Wilnie. Został członkiem honorowym Instytutu Archeologicznego w Wielkiej Brytanii i Irlandii oraz był członkiem Moskiewskiego Towarzystwa Archeologicznego.
W Polsce jego imię nosi jedna z warszawskich ulic. Na Litwie żadna.

Stanisław Tarasiewicz :

View Comments (5)

  • W połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku znalazłem się w składzie delegacji naszego miasta utrzymującego "bratnie stosunki" z powiatem kowieńskim. Zawieziono nas wtedy do Babt (tak mówiła nasza przewodniczka), gdzie nasz zespół muzyczny wystąpił w miejscowym domu kultury.
    Pokazano nam również miejscowe muzeum etnograficzne, którym kierowała starsza już pani, nauczycielka będąca na emeryturze, a opowiadał jej mąż dobrze władający językiem polskim, nie wspominał jednak o treściach zawartych w tym artykule. Dołączyła do nas jakaś kobieta, która kiedyśmy się już żegnali powiedziała, że przyszła posłuchać "prawidłowej mowy polskiej". Wypada dodać, że były tam listy pochwalne z dowództwa armii Berlinga do rodzin żołnierzy pochodzących z tamtych terenów.

  • Nie rozumiem dlaczego Autor pisze o Tyszkiewiczu, Mickiewiczu, Piłsudskim, Giedroyciu, Miłoszu, etc., że "byli Litwinami". Ależ oni byli Litwinami bez żadnego cudzysłowu. To nie byli potomkowie jakichś polskich osadników z Mazowsza, lecz najprawdziwsi, najautentyczniejsi Litwini, wywodzący się ze starych bałtyjskich rodów. Mówili po polsku, do czego nikt ich zresztą nie przymuszał, uważali się za Polaków, ale pamiętali o swoim litewskim pochodzeniu, byli z niego dumni i uważali nawet, że czyni ich ono w jakiś sposób lepszymi od innych Polaków.