3
(Nie)bezpieczny transport publiczny

Zgodnie z obowiązującym prawem, wszystkie pojazdy dopuszczone do ruchu, a zwłaszcza te obsługujące transport miejski, poddawane są okresowym, drobiazgowym badaniom technicznym Fot. Marian Paluszkiewicz

Zgodnie z obowiązującym prawem, wszystkie pojazdy dopuszczone do ruchu, a zwłaszcza te obsługujące transport miejski, poddawane są okresowym, drobiazgowym badaniom technicznym Fot. Marian Paluszkiewicz

Stare, niewygodne, niebezpieczne autobusy i trolejbusy, za rzadkie kursy i za drogie bilety — to najczęstsze uwagi wilnian, sypiące się na komunikację miejską.

— Zgodnie z obowiązującym prawem, wszystkie pojazdy dopuszczone do ruchu, a zwłaszcza te obsługujące transport miejski, poddawane są okresowym, drobiazgowym badaniom technicznym. Przegląd stanu technicznego autobusy i trolejbusy muszą dokonywać co pół roku. Tylko ich pozytywny wynik, a więc stwierdzenie pełnej sprawności danego pojazdu pozwala na jego użytkowanie — zaznaczył podczas rozmowy z „Kurierem” Juozas Grabys, dyrektor techniczny spółki „Vilniaus autobusai”.
Jak mówi, stan techniczny pojazdów sprawdza spółka Tuvlita. Jej wymagania są bardzo wysokie. W dni pracy na trasy wyjeżdża 345 autobusów i 188 trolejbusów. W weekend i święta — o połowę mniej.

— Zgadzam się, że nasze autobusy i trolejbusy są stare, ale sprawne. Nowych autobusów 1-2-letnich mamy tylko 58, reszta to są stare, ich średni wiek 14 lat. To naprawdę jest stary transport, w niektórych państwach taki już nie może przewozić pasażerów. Niestety, nasza sytuacja finansowa jest bardzo zła, jesteśmy zmuszeni naprawiać stare środki transportu i z nich korzystać — tłumaczy Juozas Grabys.
Jak zaznaczył, transport jest naprawiany tak, żeby odpowiadał wszystkim wymaganiom technicznym. Dlatego też na drogę wyjeżdża tylko sprawny.
— Jeżeli złamała się jakaś część, to od razu ją zamieniamy, zerdzewiałe części też są zamieniane, okresowo są wymieniane podłogi w transporcie oraz tapicerka krzeseł. Dbamy o bezpieczeństwo naszych pasażerów. Przed rozpoczęciem pracy transport jest sprawdzany, zwłaszcza hamulce i kierownica. Oczywiście pewność, że dany pojazd nie zepsuje się w drodze, gdy ma 20-25 lat, jest mała, ale to nie oznacza, że jest niebezpieczny — podkreślił Juozas Grabys.

Tymczasem mieszkańcy Wilna twierdzą, że na drogach Wilna jeździ zdecydowanie za dużo niesprawnych autobusów i trolejbusów. Niesprawne i blokujące się drzwi, zniszczone kasowniki, brudne, pomazane szyby, obdarte siedzenia, niska temperatura wewnątrz pojazdów zimą, a zbyt wysoka latem — to tylko zarzuty dotyczące wyglądu estetycznego transportu miejskiego. Przewoźnicy w dalszym ciągu wypuszczają na trasy niesprawne technicznie pojazdy. Pojazdy w takim stanie stwarzają zagrożenie dla pasażerów, jak i innych uczestników ruchu drogowego.
— Stan zewnętrzny naszego transportu miejskiego jest opłakany. Ale nie ma czemu się dziwić, gdy samorząd stołeczny ma takie długi. Stan techniczny też nie jest najlepszy, gdyż brakuje części zamiennych, pracownicy nie otrzymują wypłat w czas, dlatego też i nie mają motywacji, żeby dobrze wykonywać swoją pracę. Wiem, że mechanicy transportu publicznego pracują o wiele gorzej niż przed laty. Dlatego też mamy autobusy i trolejbusy w takim stanie technicznym. Większość naszego transportu ma po 20-30 lat — mówi Marius Markevičius, koordynator ruchu „Už troleibusus Vilniuje”.

Jak zaznaczył, więcej o stanie technicznym autobusów i trolejbusów mogliby powiedzieć mechanicy, którzy widzą to od środka. Ale jak twierdzi, on sam też na ten temat trochę wie.
— Transport publiczny przechodzi przegląd techniczny w zajezdni autobusowej. Nie rozumiem, dlaczego autobusy nie mogą przejść przeglądu technicznego w Regitrze. Trolejbusy nie mają możliwości tam dotrzeć, ale autobusy? Był krótki okres, gdy przeglądu technicznego autobusów dokonywano w Regitrze, wtedy większość z nich nie przechodziła. To też wiele mówi — twierdzi Marius Markevičius.
W ciągu ostatnich lat doszło do kilku wypadków, gdy z powodu nieuporządkowanych instalacji elektrycznych dochodziło do pożaru w transporcie publicznym.
— Bywały też przypadki, gdy do salonu pojazdu przedostawał się olej, pasażerowie nim wdychali. Nie wiadomo, co było tego przyczyną i co było w pojeździe niesprawnego. Było nawet kilka przypadków, gdy transport publiczny zapalał się w drodze z pasażerami, lub po prostu stojąc. Przyczyną pożarów był zły stan techniczny. Nie mówię o tym przypadku, kiedy chuligani podpalili trolejbus. Wygląd estetyczny jak i techniczny naszego miejskiego transportu ma wiele do życzenia — podkreślił Markevičius.
Mechanik pracujący w zajezdni trolejbusowej (imię i nazwisko znane redakcji) powiedział nam, że większość transportu jest w bardzo złym stanie.
— Nie powiem, że na ulice wyjeżdżają niesprawne autobusy czy trolejbusy. Transport, który wyjeżdża do pracy, nie stwarza żadnego niebezpieczeństwa dla pasażerów. Wszystkie autobusy i trolejbusy są naprawione, tylko na jak długo, nie wiadomo. Ich stan jest tak zły, że gdy odjadą kilka metrów, mogą już się zepsuć i być niebezpieczne dla pasażerów i innych uczestników ruchu drogowego. Pojazdy są bardzo stare i często niesprawne. Staramy się ich jakoś naprawić, ale nie zawsze nam się to udaje. Części zamienne otrzymujemy nie najlepszej jakości. Na ich zakup są organizowane przetargi. Zakupuje się te najtańsze, które niestety nie są jakościowe — podsumował mechanik.

Print

3 odpowiedzi to (Nie)bezpieczny transport publiczny

  1. Introligator mówi:

    A propos wileńskiego taboru. Pamiętam taką historię. Jechałem trolejbusem gdzieś w okolicach kościoła św. Rafała (jakoś było pod górkę), nagle trolejbus zgasł. Siedzimy, czekamy (będzie dobrze), nikt nic nie mówi, żadnych komentarzy wewnątrz, cierpliwość i milczenie. Pani kierująca wyszła na dłuższą chwilę, coś tam było słychać, jakieś trzaski, zgrzyty, za chwilę wróciła i gromkim, zdecydowanym głosem, krótko obwieściła: nie pojedziemy, proszę mężczyzn, aby wyszli i popchnęli trochę pojazd, bo nie mogę nastawić pałąka. Wszyscy mężczyźni – czterech, czy pięciu, w tym ja, bez słowa – karnie zerwali się z miejsc i wyszli na pomoc. Byliśmy różnych narodowości, bo ten obok mnie zagrzewał do boju po litewsku, dwóch gości było rosyjskojęzycznych, ja do wszystkich po polsku (a co mi tam) i jakoś każdy skapował, że mamy pchać razem z jedną siłą z krótkimi odpoczynkami (ustalenie strategii zajęło nam chwilę) i pchaliśmy wspólnie ten trolejbus aż miło. Tymczasem kobiety „trolejbusowe”, przez okna, spokojnie obserwowały nasze wyczyny (cierpliwość) i oczywiście nie wysiadły, żeby było nam lżej (pewność, że takie „supermeny”, jak my mogą popchnąć i pełny trolejbus, a ten był niepełny). Po dopchaniu trolejbusu na właściwy tor i założeniu pałąka, spocony z dumą wróciłem do pojazdu, oczekując salwy pochwał, ale ku mojemu zdumieniu, poza zdawkowym „aciu” pani motorniczej, nie doczekałem się żadnego komentarza. Rozejrzałem się po ludziach – wszyscy, włączając w to moich „towarzyszy pchania”, znowu tępo wpatrywali się w okna jak gdyby nigdy nic. Dla mnie to była nowa przygoda, ale dla reszty, jak widziałem, nic ciekawego, raczej codzienność – ot, kolejny raz pchało się ten czy inny trolejbus (a może też i autobus?). Przynajmniej tak to wyglądało. Spodobało mi się natomiast podejście do zagadnienia tych facetów, z którymi pchałem. W Polsce, w dużym mieście, na takie hasło, pewnie nikt by się nie ruszył, albo z głupimi uśmieszkami skomentowano by tą sytuację, albo poszedłby jakiś jeden „frajer”. Albo nikt by nie usłyszał prośby kierowcy, bo ludzie jeżdżą w słuchawkach, a ci bez słuchawek też jak w słuchawkach – „przymuleni”. Albo kierowca pewnie nawet nie próbowałby prosić. Takie to miałem wrażenia trolejbusowe w Wilnie.

  2. Chuck Norris mówi:

    Głupotą było kupowanie skandynawskich autobusów. Nie chodzi mi o Volvo, bo te są w porządku, ale są takie żółte autobusy, które grzeją przez cały rok, przez co latem można się udusić. Co prawda ostatnio nie korzystam z transportu publicznego, ale ostanio jak musiałem skorzystać, to zrozumiałem jak wygodnie jechać samochodem. W samochodzie żaden żul nie będzie zarzygiwał mi podłogi, ani też śmierdział. No i cena biletu w autobusie jest taka, że za te pieniądze przejadę 10-15km samochodem.

  3. Introligator mówi:

    Jak przyjeżdżam do Wilna, to zostawiam samochód poza ścisłym centrum i dojeżdżam sobie na Starówkę, gdzie mam czasem jakieś sprawy, miejskim transportem publicznym. Szkoda mi nerwów i czasu na krążenie samochodem ciasnymi, jednokierunkowymi uliczkami, z wysokimi krawężnikami, bez szans na zaparkowanie gdziekolwiek (jak trafi się gdzieś jakiś placyk, to zapchany samochodami na maxa, jest parking podziemny w okolicach księgarni przy prospekcie Giedymina, ale chyba drogi). Kilka razy zaryzykowałem i wjechałem samochodem do ścisłego centrum, ale za każdym razem żałowałem tej decyzji. Chciałem np. dojechać do punktu X, ale „wessało” mnie gdzieś wcześniej w jednokierunkową, potem “kręciło” mną po różnych uliczkach, aby „wypluć” w punkcie Y, jeszcze bardziej oddalonym od celu mojej podróży. A tak, to przejadę się trolejbusem (atrakcja, szczególnie ta pani, co z głośnika mówi nazwy przystanków i mocno akcentowane hasło: „Pasażerowie, nie zapomnijcie skasować biletów” i coś tam jeszcze), poobserwuję życie stolicy i wysiądę tam gdzie chcę (pod warunkiem, że pałąk nie spadnie).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.