0
Jubileuszowa akcja „Banku Żywności”

SONY DSC

W tym roku akcja przybrała znacznie szersze rozmiary Fot. Marian Paluszkiewicz

W miniony piątek po obiedzie i w ciągu całej soboty w wielu sklepach Litwy odbywała się dobroczynna — już 20. z kolei — akcja zbiórki żywności dla biednych rodzin „Maisto bankas” („Bank Żywności”).

W tym roku — może dlatego, że jubileuszowa — akcja przybrała znacznie szersze rozmiary. Przede wszystkim tym razem wzięło udział znacznie więcej sklepów. Z większych sieci handlowych po raz pierwszy przyłączyły się sklepy sieci „Norfa”. Udział wzięło też sporo drobnych sklepów w mniejszych miasteczkach, a nawet w osiedlach.

Ogółem w akcji uczestniczyło 136 tysięcy osób i każda z nich średnio podarowała produktów na sumę 3 euro 50 centów, a zebrano 372 tysiące jednostek produktów. Do najczęstszych należał olej, margaryna, mąka, cukier, konserwy mięsne oraz rybne, środki czystości — najczęściej mydło. Nie zapomniano także o maluchach, bo niektórzy przynosili czekolady, cukierki i inne łakocie.

Jak twierdzą pracownicy „Banku Żywności”, te produkty do Bożego Narodzenia będą rozdzielone dla 90 najuboższych rodzin.
Jakkolwiek tym razem zebrano znacznie więcej produktów niż podczas wiosennej akcji, to jak twierdzi dyrektor „Banku Żywności” Deimantė Žebrauskaitė, produktów tych wystarcza mniej więcej na trzy, może cztery miesiące. Następnie Bank będzie zwracał się o pomoc do placówek unijnych, które co roku udzielają pomocy.

Tegoroczna jesienna akcja była poniekąd szczególna pod kilkoma względami, bo do pomocy zgłosiło się bardzo dużo wolontariuszy, w tym więcej niż połowa stanowiła młodzież: uczniowie, studenci. Szczerze mówiąc, organizatorzy nie spodziewali się takiej aktywności.

— Kiedy przed 20 laty rozpoczynaliśmy naszą akcję, uczestniczyli w niej głównie pracownicy „Banku Żywności” i przykościelnych oddziałów „Caritas”. Powoli zaczęli przychodzić wolontariusze i jeśli przed kilku laty było ich około czterech tysięcy, to obecnie mamy ponad osiem tysięcy i to w większości młodzi ludzie – powiedziała dyrektor Deimantė Žebrauskaitė.

Szczególna również dlatego, że, jak mówili niektórzy pracownicy placówek „Caritas”, ostatnio do tej charytatywnej akcji aktywnie włączyły się te rodziny, które same otrzymują pomoc socjalną. To taki ładny gest wdzięczności za otrzymywane wsparcie.

W tegorocznej jesiennej akcji dobroczynnej aktywnie brali udział także księża z wileńskich parafii. Sami kupowali produkty, rozmawiali z ludźmi, pomagali w noszeniu worków i samochodami odwozili artykuły spożywcze. Trzeba przyznać, że obecność księży w sutannach, obcowanie z ludźmi, sprzedawcami robiło wielkie wrażenie. Ludzie po prostu więcej kupowali i więcej ofiarowywali. Niektórzy przywozili niemal pełne duże wózki artykułów spożywczych, proszków do prania, płynów do mycia naczyń, mydła itp.

A w jaki sposób otrzymane produkty trafiają do biednych?
Właściwie trzema drogami. Jednych karmią na miejscu placówki „Caritas” i stołówki dobroczynne jak np. „Betania”, która codziennie wydaje około 500 obiadów dla biednych, a także inne stołówki. Ciepłe posiłki przygotowują też oddziały „Caritas” oraz rozdają ludziom produkty do domu. Chorym i staruszkom, którzy sami już nie mogą przyjść, wolontariusze przynoszą jedzenie do domów. Pomimo że liczba wolontariuszy wciąż rośnie, to jeśli chodzi o dostarczenie produktów do domu, tego rodzaju chętnych wciąż jeszcze brak. Jak twierdzi kierownictwo „Banku Żywności”, rąk do pracy nigdy nie bywa za dużo. Liczy się każda pomoc, nawet ta jednorazowa.

Deimantė Žebrauskaitė  Fot. archiwum

Deimantė Žebrauskaitė Fot. archiwum

Po to, żeby przekonać się, jak bardzo biedni ludzie doceniają każdy ofiarowany kawałek chleba, talerz ciepłej zupy trzeba samemu kiedyś przynajmniej jedną taką placówkę odwiedzić.
Kiedyś właśnie byłam naocznym światkiem bardzo wzruszającej historii.

Do „Caritasu” przyszła jakaś kobieta z dziewczynką i prosiła przynajmniej o jakiś baton czy większą bułkę, bo w domu ma tylko jakieś gotowane powidła, ale nie ma ani kromki pieczywa, by rano dać córeczce na śniadanie. Panie dały nie tylko kilka bułeczek, ale jeszcze kaszę, mąkę, olej, by kobieta mogła jakiś placek upiec. Wychodząc, kobieta rzuciła się ze złami do jednej z pań, a dziewczynka pobiegła wszystkim ręce całować. Za chwilę wszyscy płakali.

– Przepraszam, nie mogłam nic kupić, ale mam działkę i zrobiłam sporo swoich przetworów na zimę, a więc przyniosłam się podzielić – mówiła nieśmiało, podając słoiczki przetworów wilnianka Stanisława.
I takich jak ona było więcej. Niektórzy nawet ziemniaki, buraki, cukinie ze swoich działek przynosili.

Generalnie akcja była bardzo udana i ludzie chętnie coś dawali. Owszem, nie zabrakło też i ludzi cynicznych, którzy twierdzili, że nie ufają takim organizacjom charytatywnym i nie są pewni, czy te produkty trafią do biednych.
No cóż, każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Ale warto też wiedzieć, że tego rodzaju placówki są pod stałą kontrolą Kościoła i pracują tam tylko sprawdzeni ludzie.
Jeśli chodzi o oddziały „Caritasu”, które znajdują się przy kościołach, to zwykle opiekują się nimi księża i często wpadają z niezapowiedzianą wizytą, by zobaczyć co i jak tam się dzieje. Pracowników „Caritasu” obowiązuje uczęszczanie na msze św. do parafialnego kościoła, przystępowanie do sakramentów, obowiązują też dwa razy do roku rekolekcje. I wszystko to w sumie daje pozytywne owoce.

Deimantė Žebrauskaitė  Fot. archiwum

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.