0
Uczniowie pójdą do swojej pierwszej nauczycielki, która ma piękny jubileusz

Nieczęsto bywa, by nauczyciel przechowywał zdjęcia wszystkich dzieci, jak jest w przypadku dzisiejszej bohaterki Teresy Klebanovienė, która szkole poświęciła 49 lat Fot. Marian Paluszkiewicz
image-75549

Nieczęsto bywa, by nauczyciel przechowywał zdjęcia wszystkich dzieci, jak jest w przypadku dzisiejszej bohaterki Teresy Klebanovienė, która szkole poświęciła 49 lat Fot. Marian Paluszkiewicz

Na odwrotnej stronie pożółkłego od starości już zdjęcia równiutko w rząd wypisane nazwiska. 32 uczniów, którzy tego dnia stanęli w Podbrodziu do pamiątkowego zdjęcia wraz ze swą panią z klas początkowych na zakończenie roku szkolnego 1959-1960.

W centrum ona — młodziutka nauczycielka, która uczyła ich pierwszych liter, dała podstawy tego fantastycznego świata, który się wiedzą nazywa.

Nieczęsto bywa, by nauczyciel przechowywał zdjęcia wszystkich „swoich” dzieci, jak jest w przypadku dzisiejszej bohaterki Teresy Klebanovienė, która szkole poświęciła 49 lat. Od 15 lat jest już na emeryturze.

Nieczęsto też się zdarza, by uczniowie napisali tak o swej pani, jak to zrobiły dwie jej wychowanki, podkreślając, że pod tymi listami chętnie by się podpisała cała ich 27. promocja Wileńskiej Szkoły Średniej nr 11 przy ul. Krupniczej.

Wiesława Malewska (z domu Kononowicz), 27. promocja Wileńskiej Szkoły Średniej nr 11 — obecne gimnazjum im. A. Mickiewicza wspomina: „Moja pierwsza nauczycielka… Była osobą, która wywarła ogromny wpływ na moją dalszą edukację. Była jak dobra wróżka, która oswoiła i przybliżyła mi nową sytuację, kiedy się znalazłam w pierwszej klasie. Byłam dzieckiem wychowanym w domu, przy babci i mamie, do przedszkola nie chodziłam i dlatego sytuacja wśród mnóstwa kolegów i koleżanek w nowym miejscu była dla mnie nieznajoma, zaskakująca i stresująca. To moja pierwsza nauczycielka Teresa Klebanovienė sprawiła, że szkoła dla mnie stała się miła, swojska i przytulna.

Moja pierwsza pani była dla mnie jak druga mama, która codziennie wysłuchiwała nas i wczuwała się w nasze problemy. Pamiętam, jak ciągle staliśmy w kolejce do jej stołu, żeby móc z nią porozmawiać, bo to było dla nas wielkim wyróżnieniem i zaszczytem. Bardzo ją lubiliśmy i denerwowaliśmy się, kiedy chorowała i zamieniała ją jakaś inna nauczycielka. Dla nas była to już sytuacja inna, nieznana. Tylko ona dla nas była wtedy potrzebna, ją słuchaliśmy i podziwialiśmy.
Pamiętam, że zawsze była bardzo elegancka, dobrze ubrana i uczesana. Wydawała się dla nas taka piękna, a jednocześnie taka miła i mądra. Najbardziej lubiłam ją w granatowej garsonce i białej bluzce z koronką. Wyglądała w niej bardzo elegancko. Teraz, kiedy czasem ją spotykam, chociaż jest to już starsza pani, wygląda nadal bardzo elegancko i jest zadbana.
Chciałabym złożyć najserdeczniejsze życzenia mojej kochanej Pani, pierwszej Nauczycielce, długich i pogodnych lat życia w zdrowiu i spokoju, podziękować jej za to wszystko dobro, które w nas włożyła, bo nauczyć pisania, czytania i liczenia, to nie wszystko, czego człowiek potrzebuje. Dała nam o wiele więcej”.

27. promocja Wileńskiej Szkoły Średniej nr 11 — obecne gimnazjum im. A. Mickiewicza Fot. archiwum
image-75550

27. promocja Wileńskiej Szkoły Średniej nr 11 — obecne gimnazjum im. A. Mickiewicza Fot. archiwum

I jeszcze jeden list z tej samej klasy. Od Teresy Samsonow (z d. Bortkiewicz): „Pani Teresa uczyła nas dyscypliny i kultury. Na lekcjach zawsze był spokój i porządek, zawsze mieliśmy zeszyty i podręczniki. Zresztą wyróżnialiśmy się pod tym względem aż do matury. Nie było mowy, żeby coś zapomnieć — zawsze byliśmy przyszykowani do lekcji. Jednego razu zapomniałam ekierkę — byłam ukarana, oczywiście nie pamiętam jak, ale do dziś wiem, że źle zrobiłam! I to było dla mnie nauczką do dziś.
Sądzę, że wszyscy nasi koledzy i koleżanki mają podobne zdanie, bo pani Teresa była i jest do dziś (ostatnio spotkaliśmy się na koncercie „Wilii”) bardzo elegancka, zawsze porządnie uczesana, uśmiechnięta, przyjazna. Chodziliśmy do niej na skargi i żale jak do swojej mamusi.
Kiedyś my, dziewczyny, pobiłyśmy kolegę. Przyszła jego mama — był skandal, stałyśmy w kącie, zaś pani miała z tego powodu problemy. Dziś my to rozumiemy, ale wtedy…
Z biegiem lat uświadomiłam sobie, ile trudu, zdrowia i sił w nas „zainwestowała”, jak o tym mówi się dziś — jesteśmy jej za to bardzo wdzięczni”.

Tak napisały do redakcji byłe uczennice, notabene też nauczycielki. Listy są też tym wyjątkowe, że nieczęsto się zdarza, by uczniowie pamiętali, że 25 listopada ich pierwsza nauczycielka obchodziła swój piękny jubileusz 80-lecia. A dziś pójdą obowiązkowo ją odwiedzić i osobiście złożyć gratulacje.

Kiedy umawiamy się na spotkanie Teresa Klebanovienė trochę się dziwi: „Pisać o mnie? Ale oczywiście, jako człowiek otwarty chętnie się spotkam, tylko że w sobotę mam koncert „Wilii, w niedzielę z rana będę na Opiekach w Ostrej Bramie, ale po południu bardzo chętnie zapraszam”.

Rozpoczynamy od koncertu „Wilii”, bo, jak mówi pani Teresa, dla niej to było podwójne święto — radość delektowania się tak wysokim mistrzostwem pierwszego polskiego powojennego zespołu w Wilnie i radość spotkania ze swymi dziećmi.

— Kogo tu tylko nie spotkałam! Staszka i Mietka, Krysię i Tereskę — wyliczać zaczyna moja rozmówczyni, a ja nie mogę się nadziwić. Wszystkich pamięta?.

— Z nazwisk raczej nie. Bo moje dziewczynki z biegiem lat nazwiska pozmieniały, a zresztą nazwiska jakoś mi w pamięci nie zostały. Ale jak mogłabym zapomnieć ich imiona? Pozostały na zawsze „moimi” drogimi dziećmi, których witałam każdego 1 września i które odprowadzałam do dalszych klas. Całe życie przepracowałam przecież jako nauczycielka klas początkowych. Nigdy nie chciałam pracować z bardziej dojrzałymi i kiedy ukończyłam wyższe studia — to moją specjalizacją były też klasy początkowe.
Pani Teresa, z domu Szatkowska, mejszagolanka. Tu po dziś dzień pozostał jej dom rodzinny. Odnowiony, zagospodarowany, ale bez najbliższych dla niej ludzi. Tym niemniej przesiąknięty zapachem ojców, bliskich. Tu każde lato spędza, tu swą rodzinę zbiera, tu cieszy się każdym wyhodowanym w swym ogródku kwiatkiem i obcowaniem ze swymi ziomkami.

Szkoła początkowa była w Mejszagole, ale potem jako malutka dziewczynka wraz z innymi dziećmi z tego miasteczka musiała pięć kilometrów do Korwia iść, bo w Mejszagole polskich klas naówczas nie było.
Ale jak dziś przypomina, ta ciężka droga była wynagrodzona obcowaniem z takimi nauczycielami jakimi byli Kazimiera i Kazimierz Murawscy. Do dziś doskonale pamięta ich lekcje i chyba wtedy zechciała być do nich podobna wybierając właśnie zawód nauczyciela.

Po ukończeniu siedmiu klas rodzice przywieźli ją na naukę do wileńskiej piątki, gdzie klasę 8 i 9 ukończyła. Na pewno by i maturę tu zdobyła, gdyby nie fakt, że na Wileńszczyźnie… brakowało nauczycieli do szkół z językiem polskim, które zaczęto zakładać. Utworzone zostały właśnie kursy przygotowawcze i ona z takimi znanymi dziś na całej Wileńszczyźnie nauczycielami jak Młyński, Liminowicz, obecny prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Solecznikach Antoni Jankowski — tu przyszła. Ukończyła kursy, potem szkołę pedagogiczną i mając lat 17 była już dyplomowaną nauczycielką.

Pierwsza lekcja była w Święcianach, których dotąd nie znała. Owszem, dobrze jej było, ale chciała być jak bliżej Wilna, więc kiedy nadarzyła się okazja pracy w Rudominie — osiedlu w pobliżu stolicy — przeniosła się tu. Był to rok 1955.
Rudomino, naówczas nieduże osiedle podwileńskie, to szczególny adres w jej życiorysie. Tu swego przyszłego spotkała.
Gdzie go wypatrzyła?

— To on mnie wypatrzył. Zobaczył u koleżanki zdjęcie całej naszej grupy. No i poprosił ją, by ze mną zapoznała — przypomina moja rozmówczyni.

Juozas studiował ekonomikę na trzecim roku. Była to zapewne miłość od pierwszego wejrzenia, bo po trzech miesiącach na ślubnym kobiercu w wileńskim kościele pw. św. Anny stanęli. Bez parady. Czasy były inne. Afiszować się kościołem nie było można, a bez kościelnego ślubu żyć nie chcieli. Wszak oboje pochodzili z rodzin chrześcijańskich.

Po ślubie młody zamieszkał u młodej w jej skromnym mieszkanku nauczycielskim, a kiedy studia ukończył, został skierowany do Podbrodzia, gdzie otrzymał stanowisko zastępcy przewodniczącego Komitetu Wykonawczego. Dziś wielu mówi: O, to była władza, ale ona, Teresa, wie, jak wyglądało ich skromne dwupokojowe mieszkanie bez wygód.
Pieluchy (ano, już dzieci się rodziły) młoda mama w bali prała, w kotłach gotowała, a potem w wodzie Żejmiany, co to obok domu, płukała.
Kiedy to opowiada, uśmiecha się i mówi, jak to ją płuczącą w rzece bieliznę zobaczyła matka jednego z uczniów, stanęła i mówi: „Co pani nauczycielka tak jak my proste kobiety pierze? Toż pani mąż „naczalnik”!

Ale, jak przypomina Teresa Klebanovienė, były to bodajże ich najszczęśliwsze lata. Byli młodzi, pełni energii, zapału. Rodziły się dzieci. Najpierw Irena, potem Wiktor. Trzecia, najmłodsza Ewa, przyszła na świat po 14 latach już w Wilnie.
Do Wilna wrócili w roku 1960. Mąż otrzymał na Zwierzyńcu mieszkanie, w którym Teresa mieszka po dziś dzień. Sama.
Juozas zmarł na początku tego roku. 29 stycznia.
Pani Teresa zamyśla się, a po chwili mówi: „A wie pani, ta data jest dla mnie magiczną. 29 grudnia roku 1955 zarejestrowaliśmy swój związek cywilny (kościelny był w styczniu 1956), a po latach 65, również 29 grudnia, mąż odszedł…
Chwilę milczymy, a potem celowo przeskakuję na temat pracy, bo wiem, że to pytanie odwiedzie ją od smutnej myśli.
I rzeczywiście, twarz mojej rozmówczyni się rozpogadza. Z opasłych albumów zaczyna wyciągać dziesiątki zdjęć dzieci, które uczyła i które na zawsze pozostały bardzo kochane.
Kiedy w latach sześćdziesiątych wrócili do Wilna, Teresa zaczęła pracować w 3 szkole siedmioletniej, która się mieściła na miejscu obecnego Dworca Autobusowego.
Jakaż to była nietypowa polska szkoła, kierowali nią Litwini, ale jakże dalecy od tego szowinizmu, który obecnie, niestety, się spotyka.
„Może nam jeszcze te lata wojenne były w pamięci, te
tragiczne losy naszych bliskich, ale ludzie byli do siebie bardziej życzliwie nastawieni” — rozważa.

32 uczniów — promocja 1959-1960 w Podbrodziu — ze swą nauczycielką w centrum Fot. archiwum
image-75551

32 uczniów — promocja 1959-1960 w Podbrodziu — ze swą nauczycielką w centrum Fot. archiwum

W tej szkole przepracowała do roku 1967, a potem przeszła do obecnego gimnazjum im. Mickiewicza. I stąd po 49 latach pracy pedagogicznej na emeryturę odeszła.
Ta szkoła to osobny i jakże ważny etap w jej życiu. Bo to i praca, i ciągłe doskonalenie, i zdobycie dyplomu ukończenia Instytutu Pedagogicznego w Szawlach. Był czas cieszenia się z osiągnięć uczniów i własnych dzieci. Dzieci rodzone, w różne strony się rozleciały, ale ani na jeden dzień nie zapominają o domu rodzinnym, o codziennym telefonie do najbliższego człowieka — mamy, wiedząc, jak bardzo na to czeka.
Dzieci to duma Teresy. Wykształcone, zdolne. Najstarsza Irena jest kierownikiem katedry na Uniwersytecie w Kłajpedzie.
Wiktor czternaście lat grał na skrzypcach w orkiestrze J. Domarkasa. Obecnie prowadzi swój biznes w Hiszpanii. Najmłodsza Ewa po ukończeniu prawa pracuje w stołecznym komisariacie policji.
Wszyscy pracowici, wszyscy dorośli. Ba, wnukowie też już mają własne osiągnięcia.
„Przed kilkoma dniami moja wnuczka Julia (córka Ireny) miała pierwszą samodzielną operację położniczą. Jest na rezydenturze. Lekarza-ginekologa mamy w swej rodzinie. Adolf, syn Ireny, ukończył ekonomię i prawo… No i oczywiście skrzypek w rodzinie ma być” — żartuje Teresa. Córka Wiktora Kamilia opanowuje skrzypce w Akademii Muzycznej w Amsterdamie.

Syn Ewy, Karol, prowadzi również swoje przedsiębiorstwo . „Mamy ciekawe czasy, czasy większych możliwości Nawet dla nas, emerytów” — dodaje.
Jak urozmaica wolny czas?
— Ja go prawie nie mam. Z rana codziennie gimnastykę zrobię, gazety przeczytam, z koleżankami się spotkam, polskie imprezy, jakie aktualnie przebiegają w Wilnie, zaliczę…” — wylicza.
A jak czasami zmęczona przychodzi do swego zadbanego domu, bierze do rąk druty, wełnę i tak odpoczywa. Przenosi się we wspomnieniach do wakacji spędzanych z całą rodziną, do podróży, jakie odbyła, do lat, które jej tak treściwie upłynęły. Bynajmniej się nie smuci, bo, jak mówi, życie współczesne jest tak dynamiczne, tak ciekawe, trzeba się starać, by z niego nie wypaść.
— Nie trzeba wpuszczać do życia nudy, a to już od każdego z nas zależy — mówi na zakończenie naszej rozmowy elegancka, zadbana Teresa Klebanovienė, nauczycielka, obchodząca swoje 80-lecie.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.