0
Pałac w Jaszunach: odzyskana świetność z zachowaniem tradycji

Pałac powoli przymierza się do nowego życia Fot. Marian Paluszkiewicz

Pałac powoli przymierza się do nowego życia Fot. Marian Paluszkiewicz

Kiedy we wrześniu na adres redakcji przyszło zaproszenie na uroczystość otwarcia Pałacu Balińskich w Jaszunach, moją uwagę przykuł umieszczony na froncie kartonika artystyczny wizerunek.

Obrazek na kartce w symboliczny sposób przedstawiał pokryty patyną czasu fragment XIX-wiecznego dworku w odcieniu sepii — stopniowo przemieniający się w odnowiony, wyraziście zakreślony współczesny kontur. Tak jakby pałac mimo upływu czasu, zawirowań dziejowych, zmieniających się gospodarzy i prób ratowania przed rozsypką prostował się, podnosił dumnie, powracał do życia, by stanąć wreszcie w pełnym powagi i dostojeństwa blasku, w swej klasycystycznej jasnej prostocie. Kartonik z wizerunkiem dworku zachowałam i umieściłam na półce z książkami.

Minęły już dwa miesiące od chwili uroczystego otwarcia pałacu. Długo oczekiwany moment nastąpił, a w odnowionym dworku widok czarnych smutnych otworów okiennych zabitych deskami zastąpił radosny blask lamp. Pałac powoli przymierza się do nowego życia. Są już pierwsi niecierpliwi zwiedzający, którym śpieszno na własne oczy zobaczyć odnowioną świetność wnętrz pałacowych. Już się odbywają pierwsze promocyjne imprezy, urzędnicy ministerialni spotykają się tu na konferencjach i spotkaniach. Chęć współpracy zgłosiła Filharmonia Narodowa, która upodobała sobie niedużą salę z dobrą akustyką. Odbyło się tu już pierwsze uroczyste święto upamiętniające przywrócenie do życia Państwa Polskiego. 11 listopada uczniowie z polskiego Gimnazjum im. Michała Balińskiego przyszli tu z patriotycznym koncertem „jak do siebie”, bo do swego dyrektora Kazimierza Karpicza, który ustąpił ze stanowiska kierownika szkoły, a objął pieczę nad pałacem.

Dyrektor Pałacu Balińskich w Jaszunach Kazimierz Karpicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Dyrektor Pałacu Balińskich w Jaszunach Kazimierz Karpicz Fot. Marian Paluszkiewicz

O wyjątkowości tego miejsca stanowi fakt, że XIX-wieczna rezydencja była dworem skupiającym elitę intelektualną Uniwersytetu Wileńskiego i wybitne osobistości z okolic bliższych i dalszych. Ich postacie — uwiecznione na portretach, opatrzone krótkimi biogramami i ciekawostkami — powróciły do Jaszun i znalazły swe miejsce w nowoczesnych ekspozycjach umieszczonych na parterze pałacowego muzeum.
Wrócili tu Juliusz Słowacki i Ludwika Śniadecka, która przed dwoma wiekami odrzuciła względy romantycznego kochanka, a wyjechała z ojczyzny za rosyjskim oficerem, powróciła Salomea Becu, ukochana matka Julka oraz Zofia Śniadecka, wysoce wykształcona żona historyka Michała Balińskiego, z którą rozmowa była „honorem, dumą i świętością”; zawitał biskup wileński Andrzej Benedykt Kłągiewicz oraz botanik, geolog i pedagog Stanisław Jundziłł, przybył waleczny hrabia Karol Ferdynand Wagner z pobliskich Solecznik Wielkich o przekonaniach zdecydowanie antycarskich oraz „kochany sąsiad” Michała Balińskiego, hrabia Wawrzyniec Puttkamer z Bolcienik, rozmiłowany w książkach i polowaniu. Powrócili następca Jana Śniadeckiego na UW Piotr Sławiński oraz „promienisty” filomata i filareta Tomasz Zan, architekt pałacu Karol Podczaszyński oraz reformator na skalę europejską ks. Paweł Ksawery Brzostowski, powrócili wreszcie bracia Jan i Jędrzej Śniadeccy. Autorami treści gablot edukacyjnych są prodziekan UW Salvijus Kulevičius, historyk Reda Griškaitė oraz sam Kazimierz Karpicz.

— Bogata lista tematów podsuwa myśl prowadzenia wycieczek ściśle tematycznych — mówi dyrektor. — Zresztą wszystkie tematy są związane z historią pałacu i Jaszun, nie da się ich pominąć, choć przestrzeń gabloty ogranicza nieco polot myśli, gdyż wiele jeszcze ciekawych rzeczy można byłoby wspomnieć zwiedzającym.
Przed prawie dwustu laty pałac należał do rodziny Balińskich, choć sfinansował jego budowę Jan Śniadecki dla swojej bratanicy Zofii, która już była żoną Michała Balińskiego. Najmniejszy pokoik na piętrze z oknem na południe służył jako sypialnia dla Jana Śniadeckiego. Wielki profesor mieszkał nadzwyczaj skromnie, stały tu jedynie łóżko, biurko i szafka. Profesor skrupulatnie się rozliczał z najmniejszych wydatków i systematycznie płacił Michałowi Balińskiemu za swoje utrzymanie, dokładnie obliczając ile zjadł, ile wypił, ile wydano na sługi, konie, na skarpety czy chusteczki.
Sąsiedni pokój służył jako podręczna biblioteka. Liczba książek w niej wynosiła około 1,5 tysiąca, liczba pozycji łącznie z rękopisami czy listami wynosiła od 3 do 6 tys. Po śmierci Jana Śniadeckiego w 1830 r. rodzina postanowiła zachować bibliotekę w nietkniętym stanie, przetrwała ona wiek cały aż do 1939 r. W 1938 r. rodzina wypożyczyła część rękopisów na badania do Krakowa — w Krakowie ta kolekcja przetrwała do dziś. Książki, które zostały w Jaszunach, nie miały tyle szczęścia — w 1939 r. poszły w ogień i błoto. W pałacowym muzeum przetrwały do dziś 4 książki z biblioteki profesora: „Skrót gramatyki francuskiej”, „Opis diecezji żmudzkiej z mapami”, „Powszechna historia”, „Początki chemii” Jędrzeja Śniadeckiego. Oprócz tego historyczne dzieła Kołłątaja, dzieła Krasickiego, 2 tomy ostatnich dzieł Michała Balińskiego „Pamiętniki o Janie Śniadeckim”, które ukazały się po jego śmierci. W 1939-40 grupa entuzjastów skupiona wokół UW przyjeżdżała tu co jakiś czas i ocalała w rozgrabionym pałacu to, co się da, przed zniszczeniem. Dziś to, co udało się zachować, stanowi fundusz Michała Balińskiego w bibliotece uniwersyteckiej — listy, rękopisy, np. zachowało się w idealnym stanie świadectwo ślubu Michała Balińskiego, ale dyplomu o wykształceniu już tylko przedarta połowa.

Obecny wystrój pozwala tylko przypuszczać, jak piękne były to wnętrza Fot. Marian Paluszkiewicz

Obecny wystrój pozwala tylko przypuszczać, jak piękne były to wnętrza Fot. Marian Paluszkiewicz

Są tu gabloty z epoki Oświecenia i Romantyzmu, przywołujące postacie braci Śniadeckich, ich podstawowe kierunki badań naukowych. Są krótkie streszczenia walk narodowowyzwoleńczych — insurekcji kościuszkowskiej, powstania listopadowego i powstania styczniowego, kącik Towarzystwa Szubrawców, dzieje Jaszun w różnych okresach, życie dworu, polowania (na komputerowej symulacji można wziąć udział w polowaniu), zabawy, obyczaje towarzyskie, metody wychowania dzieci, też poznawane za pomocą gry edukacyjnej. Można „przymierzyć” stroje z epoki oświecenia, która to czynność jest z wielkim zapałem praktykowana przez dzieci.

W sali gier edukacyjnych na uczniów czeka gra obrazująca, jak przed wiekami żyli ich rówieśnicy. Co ciekawe, pomysł tej gry powstał w oparciu o archiwalne dokumenty: odręcznie pisanych poleceń rodzicielskich dla dzieci, sprawozdań z wykonania poleceń, pamiętników, lektur dziecięcych owego czasu, zabawek.

— Na razie ludzie chcą zobaczyć, jak wygląda pałac, ktoś ocenia jakość parkietu, ktoś inny szuka błędów drukarskich w opisach. Dobrze, że mamy czytających zwiedzających — opowiada dyrektor.

Znalazł się w muzeum także projekt kaplicy nad grobem Śniadeckiego z autografem Karola Podczaszyńskiego, która to kaplica niestety nigdy nie powstała. Jest też m. in. kopia planu majątku jaszuńskiego z roku 1645 (autentyczny plan przechowuje się w Akademii Umiejętności w Krakowie).

— Mereczanka na planie płynie tak samo, zachowały się te same nazwy miejscowości — Jaszuny, Śliżuny, Dajnowa, tylko dzisiejsze Sokoły nazywały się przed wiekami Durnie. Wcale im się nie dziwię, że zmienili nazwę — żartuje dyrektor Karpicz.

Osobny temat stanowi historia rodu Radziwiłłów, do których początkowo należał majątek Jaszuny. W trakcie prowadzenia prac nad renowacją pałacu oraz równolegle prowadzonych poważnych wykopalisk archeologicznych pod oficyną natrafiono na autentyczne szczątki przedmiotów z XVIII w. — wyrobów ceramicznych, metalowych, posrebrzanych. Te znaleziska potwierdziły znane ze źródeł pisanych fakty o bytności w miejscu oficyny domku Radziwiłłów.

O tej oficynce wspomina Maria Znatowicz-Szczepańska, prawnuczka Zofii Balińskiej z domu Śniadeckiej w swej książce „Wakacje w Jaszunach”: „Na wprost dużego domu była brama, a na lewo od niej oficynka, długi drewniany dworek z gankiem, obrośniętym winem, z jednym tylko, dużym pokojem na górce, a wielu mniejszymi na dole. Oficynka była starsza niż duży dom, zwany w okolicy „pałacem”. Do niej przyjechała babunia, zostawszy żoną profesora uniwersytetu wileńskiego, historyka, Michała Balińskiego. Było to w roku r. 1820”.

Tablica pamiątkowa, przypominająca o najważniejszych faktach historycznych, jest też swoistym pomnikiem dla samorządu solecznickiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Tablica pamiątkowa, przypominająca o najważniejszych faktach historycznych, jest też swoistym pomnikiem dla samorządu solecznickiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Dyrektor jest kopalnią wiedzy o historii Jaszun, dziejach pałacu i jego mieszkańców oraz gości. Jest autorem drzewa genealogicznego rodu Balińskich i Śniadeckich, które zajęło jedną z gablot w sali edukacyjnej i jest znacznie poszerzoną wersją drzewa z roku 1938, obecnie wykutego w kamieniu na cmentarzu dworskim w Jaszunach, gdzie są pochowani Jan Śniadecki, Michał Baliński oraz członkowie ich rodzin. Można będzie się z nią zapoznać również w nowo powstającej książce o dziejach Jaszun, której dyrektor jest jednym z kilku współautorów. Jakby tego było mało, dyrektor Karpicz zna chyba wszystkie dostępne źródła historyczne i literackie dotyczące dworku w Jaszunach i jego mieszkańców, które chętnie udostępnia na tematycznej stronie internetowej na Facebooku.

Przy okazji jego pracy nad powiązaniami rodzinnymi uczonych udało się nawiązać kontakt z potomkami profesorów. Dyrektor cieszy się, że z kilkoma osobami udaje się ten kontakt utrzymywać. To Aleksandr Aleksandrowicz Balinskij z Petersburga, który przyjeżdżał do Jaszun latem br., Krzysztof Lempke z Warszawy, potomek Śniadeckiego, który bywa tu często, jego kuzyn Jerzy Stępniewicz, córki Jana Józefa Szczepańskiego — Katarzyna Kowalczuk i Anna Krasnowolska. Dyrektor cieszy się też, że rodzina Szczepańskich jako spadkobierczyni praw autorskich udostępniła możliwość ponownego wydania drukiem książki Marii Znatowicz-Szczepańskiej „Wakacje w Jaszunach”.

W pałacu jest po trosze tak, jak przed laty: zachowano częściowo, o ile się dało, pierwotny wygląd. Białe sklepienia i stiuki, pozłacany sufit w jednej z sal, złote żyrandole, fantazyjnie ułożony parkiet, autentyczne fragmenty ornamentu na suficie i drewniane portyki nad drzwiami pozwalają tylko przypuszczać, jak świetne były to wnętrza.

Część muzealno-edukacyjna obejmuje pokój z grami edukacyjnymi, pokój z nowoczesnymi gablotami na parterze oraz salę centralną plus 3 pokoiki muzealne w trakcie uzupełniania na piętrze. Inną część pałacu stanowią sale konferencyjne. Znalazło się też miejsce na kuchnię i kawiarnię, która ma ruszyć wraz z Nowym Rokiem. Gastronomia też jest z planami na przyszłość, być może uda się w przyszłości odtworzyć dania z kuchni XIX-wiecznej, z którymi to przepisami też można się zapoznać („Sztuka mięsa huzarska” albo „Przepis na arkas”). W nowoczesnej części konferencyjnej znajdą się stoły transformery, które będą ustawiane w zależności od liczby i potrzeb uczestników konferencji, oraz ekrany i multimedia.

Jak mówi dyrektor, plany na przyszłość zależą od warunków finansowych i projektów, które zostaną wygrane. Pałac nie ma samodzielności prawnej i finansowej, gdyż jest filią Centrum Kultury w Solecznikach. Wszystko się robi po raz pierwszy, powstaje ex promptu. Planowane jest wyposażenie sali konferencyjnej, uzupełnianie brakujących elementów wystroju — zainwestować trzeba nawet w taki drobiazg, jak listwy do zawieszania obrazów. W planach — plenery malarskie oraz rzeźbiarskie, umieszczenie tabliczek informacyjnych przy unikatowych roślinach w 4,5-hektarowym parku dworskim. Park jest stale otwarty, alejki wśród wiekowych drzew skłaniają do spacerów, a nowoczesny placyk do zabaw jest wielką frajdą dla maluchów.

Partnerstwo i chęć współpracy zadeklarował jeszcze w trakcie renowacji pałacu Uniwersytet Wileński, w 2009 r. została podpisana umowa z samorządem, w której znalazł się zapis o zachowaniu i propagowaniu wspólnego dziedzictwa historycznego, kulturalnego i architektonicznego, rozwijaniu współpracy kulturalnej i naukowej. Zainteresowany współpracą jest wydział historii i wydział chemii UW, ze względu na osobę Jędrzeja Śniadeckiego. 27 listopada do pałacu przeniosą się tradycyjne „Czytania Jędrzeja Śniadeckiego” — impreza, skupiająca zainteresowane osoby z Uniwersytetu Wileńskiego, Biblioteki Wróblewskich itp.

Wśród wielu niespodzianek czekających na zwiedzających można zobaczyć też autentyczne znaleziska z epoki Radziwiłłów Fot. Marian Paluszkiewicz

Wśród wielu niespodzianek czekających na zwiedzających można zobaczyć też autentyczne znaleziska z epoki Radziwiłłów Fot. Marian Paluszkiewicz

Samo zaistnienie odnowionego pałacu dyrektor określa jako cud organizacyjny i finansowy. I choć różni złośliwcy i inni oponenci wolą poddawać krytyce dominację jednej partii w rejonie, to jednak okazały pałac jest naocznym dowodem ogromnego wkładu finansowego samorządu solecznickiego. W czasach, gdy samorządowe budżety świecą pustkami i zajmują się raczej łataniem dziur, a nie lokowaniem środków w kosztowne projekty, to uwzględniając podobne inwestycje i projekty na Litwie, samorząd Solecznik wyłożył na renowację pałacu rekordową sumę. W ponad milionowym projekcie udział samorządu solecznickiego wyniósł ponad 511 tys. euro, co stanowiło 37,07 proc. kosztorysu. O tym, że warto było, może się przekonać każdy zwiedzający.

Poznać piękną i sławną historię Polaków mieszkających przed wiekami na tych terenach można też dzięki innym zabytkom, troskliwie ocalanym od zniszczenia i zapomnienia przez solecznicki samorząd. To słynna Republika Pawłowska ks. Pawła Ksawerego Brzostowskiego nieopodal Turgiel; misterny drewniany dworek, posiadłość Dmochowskich w Wilkiszkach, pałacyk Wagnerów w Solecznikach. Dzisiaj dworek Balińskich w Jaszunach jest bez cienia wątpliwości prawdziwą perłą na szlaku wycieczkowym rejonu solecznickiego.

Print

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.