15
Józef Mackiewicz: „Wróbel albinos”

 Dom w Czarnym Borze pod Wilnem, w którym w czasie okupacji niemieckiej mieszkał Józef Mackiewicz (stan obecny) Fot. Marian Paluszkiewicz

Dom w Czarnym Borze pod Wilnem, w którym w czasie okupacji niemieckiej mieszkał Józef Mackiewicz (stan obecny) Fot. Marian Paluszkiewicz

Po 17 września 1939 roku Józef Mackiewicz, dziennikarz-reportażysta wileńskiego „Słowa” i początkujący literat znalazł się w Kownie.
Już przed wojną należał do wąskiego grona publicystów i działaczy społecznych, którzy marzyli o reaktywowaniu niezależnego od Warszawy wielonarodowego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W roku 1938 na znak protestu przeciwko nacjonalistycznej polityce polskiego rządu na Kresach wschodnich demonstracyjnie przeszedł na prawosławie.
Teraz, w zmienionej sytuacji geopolitycznej, uznał, że nadarza się okazja do częściowego chociażby zrealizowania idealistycznych projektów. W tym celu nawiązał kontakt z redakcją wydawanego przez partię ludowców dziennika „Lietuvos žinios”, gdzie zamieścił ważkiej treści artykuł „My, Wilnianie” („Mes Vilniečiai”).

Ustalono, że artykuł ukaże się w dniu wkroczenia do Wilna wojsk litewskich. W rzeczywistości nieświadomie pośpieszono się o dwa tygodnie i artykuł opublikowano 14 października 1939, ponieważ Sowieci w ostatniej chwili przesunęli termin oddania miasta w ręce Litwinów, nie powiadamiając na czas władz kowieńskich.
Redakcja „Lietuvos žinios” poprzedziła tekst Mackiewicza wstępem pełnym komplementów pod adresem autora i stwierdzeniem, że „są jednak Polacy, którzy na sprawy polsko-litewskie zapatrują się tak jak Litwini i jak Litwini oceniają rzeczywistość polską”.

Artykuł zaczynał się od wspomnień osobistych sięgających roku 1915, kiedy to autor jako młody chłopiec był świadkiem wkroczenia do Wilna okupacyjnych wojsk niemieckich. Wówczas jedyną grupą mieszkańców, którzy entuzjastycznie witali nowych włodarzy miasta byli miejscowi Żydzi. Pozostali zachowywali z daleko posuniętą rezerwę.

Później Wilno nie jeden raz przechodziło z rąk do rąk i za każdym razem tylko część wilnian witała z radością wkraczające do miasta oddziały wojskowe.
Dopiero w październiku 1939 taki stan rzeczy miał się radykalnie odmienić.
Józef Mackiewicz pisał wprost: „Nigdy Wilno nie było tak zjednoczone w radości, jak dziś, gdy wkraczają do niego wojska litewskie”.
Pisał również o tym, że był uczestnikiem akademii w Kownie zorganizowanej z okazji odzyskania Wilna przez Litwinów:
„Zebrał się liczny tłum – Litwini i Polacy. Na wszystkich twarzach była widoczna radość, ale kto wie, czy nie Polacy cieszyli się więcej, bo właśnie Polacy najgłośniej, najsilniej wyrażali swe uczucia”.

Józef Mackiewicz Fot. Archiwum

Józef Mackiewicz Fot. Archiwum

Autor oceniał również najnowszą historię Polski: „Złym duchem Polski był Piłsudski, który wmówił w Polaków »mocarstwowość«, polegającą na wygłaszaniu patetycznych haseł, za którymi kryła się małość i głupota. Wszystko w Polsce Piłsudskiego było oparte na kłamstwie i bladze”. Artykuł Mackiewicza, czytany w dużych fragmentach także w litewskim radiu, wywołał wśród Polaków falę oburzenia.
Nieprawdziwe okazały się stwierdzenia, że wileńscy Polacy są zachwyceni wkroczeniem do ich miasta wojsk litewskich. Po latach przyznawał to nawet sam autor.

Najmocniej protestowali oficerowie Wojska Polskiego internowani w obozach na Litwie. Wielu z nich pochodziło z Wilna. Oficerowie umieszczeni w obozie w Połądze zredagowali zbiorowy protest i doręczyli go autorowi artykułu.
W odpowiedzi udzielonej na łamach prasy Mackiewicz potraktował ich jako warchołów z obozu, którzy przyczynili się do klęski Polski. Zadowolony z postawy publicysty, rząd litewski zrewanżował się, udzielając mu koncesji na wydawanie w Wilnie polskojęzycznej „Gazety Codziennej”. Na jej łamach Mackiewicz usiłował rozwijać koncepcje powrotu do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Napotkał jednakże na zdecydowany opór ze strony litewskiej cenzury urzędowej. Prędko okazało się bowiem, że w dobie rozkwitu państw narodowych zamiary takie skazane są na niepowodzenie.

Po latach, już na emigracji, Józef Mackiewicz tak relacjonował przebieg rozmów z litewskimi nadzorcami prasowymi: „Dążeniem pana jest obalenie ustroju istniejącej Republiki Litewskiej. A właściwie w ogóle jej unicestwienie drogą włączenia jako prowincji do jakiegoś zupełnie obcego tworu państwowego”. Podobnie rzecz oceniał współpracujący z „Gazetą Codzienną” Czesław Miłosz.

W roku 1989 na łamach paryskiej „Kultury” wspominał: „Bez ustanku masakrowana i oskarżana przez Litwinów o tendencje wywrotowe (bo co to za podstępne gadania o Wielkim Księstwie?) »Gazeta Codzienna« dała początek potępieńczym swarom, w których niejawnym zarzutem przeciwko niej była »kolaboracja z okupantem«. Czyli Mackiewicz wykazał talent do takiego ustawiania się, żeby być bitym przez obie strony. Miało się to powtórzyć później”. 13 kwietnia 1940 Mackiewicz pod naciskiem władz litewskich ustąpił ze stanowiska redaktora naczelnego „Gazety Codziennej”. Niebawem odebrano mu również koncesję na wydawanie tego dziennika. Na tym jednakże sprawa nie skończyła się. Polskie kręgi opiniotwórcze zapamiętały postawę Józefa Mackiewicza na długo. Przyczyniły się do tego w znacznie większym wymiarze zarzuty dotyczące rzekomej kolaboracji pisarza z okupantem hitlerowskim, wzmocnione jego nieprzejednaną krytyką strategii obranej przez Armię Krajową.

W roku 1945 Józef Mackiewicz przebywał we Włoszech, gdzie stacjonowała armia generała Andersa. Jej żołnierze pochodzili w większości z Kresów wschodnich. Wielu z nich pamiętało jeszcze artykuł w „Lietuvos žinios” i redagowanie ugodowej wobec Litwinów „Gazety Codziennej”.
We Włoszech wydawano wówczas polskie gazety i Józef Mackiewicz jako zawodowy dziennikarz zaczął z nimi współpracować. Prędko jednakże trafił pod Sąd Honorowy Syndykatu Dziennikarzy Polskich „Włochy”, od orzeczenia którego zależał jego dalszy byt jako dziennikarza polskiego.

Odnosząc się do kwestii artykułu zamieszczonego w „Lietuvos žinios” Mackiewicz udowadniał, że jego oryginalny tekst polski został w wielu miejscach niewłaściwie przetłumaczony, że pewne fragmenty usunięto, a inne przekształcono pod względem treści. Mackiewicz nie znał języka litewskiego i łatwowiernie zawierzył litewskim wydawcom. Ponadto autor twierdził, że gazeta „Lietuvos žinios” była spośród gazet litewskich stosunkowo najprzychylniej ustosunkowana do Polski.

Zaprzeczał także, że jakoby na łamach „Gazety Codziennej” określił oficerów WP internowanych w Połądze mianem „warchoły”. Niejako w odpowiedzi, w liście prywatnym skierowanym do Mackiewicza, jego dawny kolega z wileńskiego „Słowa” doktor Walerian Charkiewicz, który akurat dobrze znał język litewski, napisał, że „w »Lietuvos žinios« ukazywały się paskudne artykuły antypolskie”. W dniu 3 września 1945 Sąd Honorowy Syndykatu Dziennikarzy Polskich obradujący w Rzymie wydał wstępną uchwałę stwierdzającą, iż sam fakt opublikowania omawianego artykułu, popierającego dążenia litewskie do zagarnięcia części terytorium polskiego i co najmniej ostro krytykującego politykę państwa polskiego, należy uznać za karygodny. Ostateczny wyrok w tej sprawie Sąd Honorowy wydał 12 listopada 1945, wymierzając Mackiewiczowi karę nagany. Kara taka nie eliminowała wprawdzie z członkostwa Syndykatu Dziennikarzy Polskich, niemniej wydawcy ukazującej się we Włoszech gazety wojskowej „Orzeł Biały” zerwali z Mackiewiczem i jego żoną, dziennikarką Barbarą Toporską dalszą współpracę.

W liście do Waleriana Charkiewicza z dnia 11 lutego 1946 Józef Mackiewicz żalił się: „Ja pisząc do Pana ten list, już trzeci dzień nie jadłem obiadu(…). Zostałem razem z żoną usunięty i wyrzucony poza nawias życia polskiego. Grozi mi ostateczna i ordynarna nędza(…). Cały okres okupacji niemieckiej pod Wilnem żyłem w wielkiej biedzie, co mogą stwierdzić moi najbliżsi sąsiedzi”.

To ostatnie zdanie dotyczyło, co warto wyraźnie podkreślić, oskarżeń o kolaborację z hitlerowcami, gdyż ta sprawa summa summarum interesowała polską społeczność emigracyjną znacznie bardziej niż współpraca pisarza z władzami litewskimi. Ówczesne swoją sytuację Józef Mackiewicz jako przyrodnik z wykształcenia opisał w liście do przyjaciela: „Jest jedno prawo w naturze: indywiduum odróżniające się od ogółu jest przez ten ogół zabijane. Jeżeli wróbel albinos pojawi się na dachu, wszystkie inne wróble usiłują go jak najprędzej zadziobać”.

Dzisiaj w Polsce Józef Mackiewicz, chociaż do końca życia wegetujący na marginesie głównego nurtu emigracji polskiej na Zachodzie, jest za sprawą swojego wielkiego talentu literackiego powszechnie doceniany i honorowany. Zmarły kilka lat temu historyk profesor Paweł Wieczorkiewicz twierdził, że nawet Wojciech Jaruzelski za czasów swoich rządów uważał Mackiewicza za najwybitniejszego współczesnego pisarza i publicystę historycznego, chociaż zabraniał wydawać w kraju jego książek.
Na Litwie natomiast sprawa przedstawia się zgoła inaczej.

Zarówno współcześni Litwini, jak i miejscowi Polacy nie przywiązują do postaci oraz twórczości Józefa Mackiewicza większej wagi. W praktyce pozostaje on nadal pisarzem nieznanym, a wszelkie próby trwalszego upamiętnienia jego postaci w postaci chociażby tablicy pamiątkowej, napotykają na mur obojętności z obydwu stron, o czym namacalnie przekonał się piszący te słowa. Nie po raz pierwszy okazuje się, że jeżeli czyjeś poglądy radykalnie rozmijają się z odczuciami i pragnieniami większości społeczeństwa, osoba taka musi się liczyć z losem wróbla albinosa.

Krzysztof Jeremi Sidorkiewicz

15 odpowiedzi to Józef Mackiewicz: „Wróbel albinos”

  1. JM mówi:

    Józef miałby w głębokim poważaniu, czyli w dupie, opinie sowieckiego generała w polskim mundurze.
    KW – nie przejdą wam nigdy rosyjskie resentymenty ?

  2. Tadeusz mówi:

    Jeszcze się ozwał jeden skrajny narodowiec -nie spodobało się mu,że ktoś szarga imię Piłsudskiego-świętego polskiego -oraz zgraję pułkowników “sławojków”,którzy nie tylko zawinili w klęsce wrześniowej,ale rozkradli Polskę,kosztem całego narodu.Niech Szanowny Pan JM przeczyta jeszcze raz “Karierę Nikodema Dyzmy”-tam to jest w sposób artystyczny i prawdziwy pokazane.Mówią,że Polska w roku 1939 była skazana,że zawiedli nas sojusznicy i tylko Polacy byli bez winy.Należało szukać sojuszników,a nie udawać mocarstwa i przesuwać granice aż pod Kijów uczestniczyć w grabieży Czechosłowacji.II Rzeczpospolita popełniła sporo błędów wobec swych sąsiadów ,toteż jakiś poważniejszy alians obronny w centrum Europy z jej udziałem był niemożliwy.

  3. Jakub mówi:

    Do Pana wyżej: odnośnie sprawy żekomej grabierzy Czechosłowacji. Warto przypomnieć sobie co Czechosłowacy zrobili w czasie wojny polsko-bolszewickiej…

  4. Kris mówi:

    Do Tadeusza.
    Albo nie znasz historii, albo jesteś ingnorantem lub piszesz na czyjeś zlecenie.
    Stosunki narodowościowe na Zaolziu w końcu XIX wieku obrazuje urzędowa statystyka z 1890 roku. Według niej w ówczesnym powiecie cieszyńskim ludności polskojęzycznej było 39 258, a czeskiej zaledwie 4912, podobna duża rozbieżność była widoczna w powiecie frysztackim, gdzie polskojęzycznych było 33 221, a deklarujących język czeski 7747. Kiedy w 1920 roku Czesi napadli na Polskę i zabrali nam Zaolzie, zaczęły sie prześladowania Polaków i próby wynarodowienia. Zamykano polskie szkoły, a liczba uczniów spadła o połowę już w 1930. Polska odzyskała Zaolzie w roku 1938 i nikt na Czechosłowację nie napadał ! Rząd polski żądał oddania Zaolzia, a rząd czechosłowacki zgodził się spełnić polskie warunki i Czechosłowacja przekazała Polsce sporne tereny. Po uzgodnieniu spraw związanych ze zmianami granicznymi na teren Zaolzia wstąpiły, witane przez polską społeczność, 35-tysięczne oddziały Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego.
    Tadeuszu ! Jeśli nie znasz historii to nie zabieraj głosu i nie pisz bzdur o grabieży Czechosłowacji tylko czytaj i ucz się od mądrzejszych od siebie.

  5. FW mówi:

    Szanowny Panie Redaktorze,
    w nawiazaniu do Panskiego artykulu, ktory z wielkim zainteresowaniem przeczytalem i z ktorego ciesze, ze tematyka Mackiewiczowska powoli budzi zainteresowanie wsrod publicystow. Jednoczesnie chcialbym podzielic sie radosna informacja iz od przyszlego roku Fundacja Wilenszczyzna rozpoczyna prace renewacyjne w Czarnym Borze przy domie Jozefa Mackiewicza. Ponoc po 4 latach walki z biurokracja wreszcze idea upamietnienia wychodzi na prosta. Jednoczesnie wierze, ze poza odnawianiem desek i cegiel znajdzie sie srodowisko, ktore tak jak Pan Redaktor bedzie poszukinala ducha Mackiewicza.

  6. Bronislaw mówi:

    chociaž nie jestem na tyle obeznany historycznie iten artykul i posty przeczytalem i sobie pomyslalem jednak wszyscy narodowosci i panstwa mieli dobre i zle stosunki między ludzkie,JM jakies ruskie resentymenty, ine cos inego ja znowu cos inego,sam sens powstania wojny między ludzkiej skąd i dlaczego osobiscie odpowiedzi ile czytalem nie znalazlem,jasne že czlek masciwy ale narody i ich žądzące oczym myslą,Kris daje argument že na Zaolziu polskojęzyczna ludnosc bylo więcej,ja powiem že na Wilenszczyznie tež,albo ruskie na wschodniej Ukrainie,znaczy že kierownicy panstwa postępują w obronie swoich,nawet wojny,možno pomyslac že ludzie chcą žyc razem ze swoimi w języku,kultuže itd.a ježeli žyją nie razem i chcą zlączyc się a od nie swoich odlączyc się nazywają się separatysci,cos nie klei się z pojęciami,jeszcze Spartakus byl z historyji kim przeciw Rzymu,zawsze bylo i będzie chyba swoja koszula bližej swego ciala,tylko že nie wszyscy chcą to zrozumiec myslę,nie czytalem ksiąžki Jozefa Mackiewicza,ale uwažam ksiąžka to nie encyklopedjia.

  7. Anonim mówi:

    Mnie natomiast postac Mackiewicza odnosnie epoki przed II W.S. przypomina mi francuskiego generala z tamtej epoki : Philippe Petain. Jak po wojnie Mariscal Petain tlumaczyl: wedlug niego kolaborujac z Niemcami uratowal czesciowo niezaleznosci Francji . On nie uwazal sie za zdrajce lecz za czlowieka ktory wybral mniejsze zlo I . On uwazal sie za patriote.
    Byc moze takze Mackiewicz widzac zblizajaca sie utrate Wilenszczyzny myslal o ratowaniu polskosci na swej ziemi.

  8. czarek mówi:

    Powyzszy anonim ma na imie Czarek

  9. Advena mówi:

    Czy to droga donikąd? Nie trzeba głośno mówić.

  10. Tadeusz mówi:

    Do Krisa.Który tu nie zna historii i powtarza polskie patriotyczne banialuki rodem z Google+,które ostatecznie dostało się pod okupację skrajnych narodowców,a którzy-jak ich poprzednicy z okresu międzywojnia-doprowadzą kraj do zguby,bo już niejaki karzeł przymierza konfederatkę czy maciejówkę.Lepiej poczytaj poważnych historyków,a moja wypowiedź nie dotyczyła tej nieszczęsnej Czechosłowacji,a tej zgniłej,ale udającej mocarza Polski międzywojennej.Czechosłowacy nieładnie postąpili w roku 1919,ale Polacy przebili ich z nadwyżką w roku 1938 i już nie mówię o brutalnych wysiedleniach, bez żadnych wykupów, ludności czechosłowackiej z tamtych terenów.

  11. Ali mówi:

    @Tadeusz : Bardzo wybiórczo selekcjonujesz fakty dotyczące Zaolzia. Widać Twoje emocje, a przede wszystkim intencje. Oto moja polemika ujęta w kilku punktach :
    1) 5 listopada 1918 polska Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego oraz czeski Zemsky narodni vybor pro Slezko zawarły umowę o rozgraniczeniu Śląska Cieszyńskiego według kryterium narodowościowego. Obszar Zaolzia miał przypaść Polsce;
    2) 23 stycznia 1919 wojska czechosłowackie dokonały ZBROJNEJ NAPAŚCI na polską część Śląska Cieszyńskiego, zajmując także niektóre tereny, również te, które dzisiaj należą do Polski;
    3) Podczas tej 7-dniowej WOJNY czechosłowaccy żołnierze dokonali w kilku miejscowościach bestialskich mordów na żołnierzach polskich i ludności cywilnej. Między innymi 26 stycznia 1919 w miejscowości Stonawa zakłuli bagnetami 20 wziętych do niewoli żołnierzy polskich. Podobne wydarzenie miało miejsce w Olbrachcicach. Są to miejscowości położone na Zaolziu. W Stonawie postawiono obelisk pamiątkowy ku czci pomordowanych;
    4) Już w okresie międzywojennym deportowano z Zaolzia wielu Polaków. Według źródeł polskich deportowanych były tysiące, według źródeł czeskich tylko kilkuset “polskich włóczęgów i kryminalistów” ( dobre sobie !);
    5) Po wojnie wyrzucono z Zaolzia jeszcze tysiące innych Polaków. Nigdy nie zwrócono mienia należącego przed wojną do polskich organizacji i stowarzyszeń. Ponieważ Niemcy w roku 1939 przejęli mienie tych organizacji, Czesi po roku 1945 potraktowali je jako “poniemieckie” i nie chcą słyszeć o jego zwrocie;
    6) W roku 1938 Polacy przejęli Zaolzie bez walki, na podstawie umowy z rządem Czechosłowacji. Niezależnie od tego, czy porozumienie to było wymuszone, godny podkreślenia jest fakt, że do nikogo nie strzelano, nikogo nie mordowano;
    7) Co do “doprowadzenia kraju do zguby”, to jednak warto chyba zaznaczyć, że Polska nadal funkcjonuje w powojennych granicach jako niepodległe państwo, Czechosłowacji natomiast od 23 lat nie ma już na mapie politycznej Europy. W przeciwieństwie do Polski okazała się tak zwanym “państwem sezonowym”.Piszę o tym bez satysfakcji, lecz po to, aby przestrzec różnych domorosłych proroków przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków co do przyszłości.
    8) Na koniec dodam, że jestem zwolennikiem współpracy i przyjaźni z naszymi południowymi sąsiadami. Dawne spory przeszły już do historii. Dzisiaj nie ma sensu rozpamiętywać tych drobnych w skali historycznej nieporozumień. Nie powinno się jednak podgrzewać atmosfery wrogości poprzez rozdrapywanie starych ran, a w zasadzie niewielkich skaleczeń, co Ty niestety z premedytacją czynisz.

  12. Tadeusz mówi:

    Nic Pan Ali w swej obszernej odpowiedzi nie powiedzial nowego.Te wszystkie fakty są mi znane,ale zastanawia mnie jedna sprawa,a mianowicie :skąd ten wybuch skrajnego nacjonalizmu w demokratycznym kraju?Nacjonalizm ten dotyka wszystkich dziedzin życia kraju :gospdarki,polityki,sądownictwa,kultury i jej części składowej -historii.I tak ona-biedna-jest od czasów Mickiewicza upiekszana,że aż źle się robi.Teraz PiSklacy jeszcze ją spolitykują na własne potrzeby i powstanie nowy “naród wybrany”,nawet lepszy i szlachetniejszy od tego pierwszego.Polityka powinna dystansować sie od historii :im dalej,tym lepiej.A tu sie mówi o nowej “polityce historycznej” na wzór-chyba-rosyjskiej,gdzie się siebie chwali,a innych się gani.Narody jak i poszczególni ludzie popełniają błędy,mają chwile świetności,ale i upadku,wiec nie ma narodów świętych,a sprawy historyczne powinny być domeną rzetelnych historyków.Politykierzy,ręce precz od historii !

  13. Ali mówi:

    A cóż nowego mogłem w tej sprawie powiedzieć Tadeuszu ? Przecież nie chodzi tutaj o odkrycia naukowe, ale o interpretację faktów, a także o rzetelne ich przedstawienie. Na czym polega “wybuch skrajnego nacjonalizmu” w Polsce nie bardzo wiem. O ile mogę porównać, to na Litwie w majestacie prawa funkcjonuje nie tylko skrajny nacjonalizm, ale wręcz szowinizm. Najlepszym tego dowodem jest śmieszna i ponura zarazem walka czynników rządowych z zapisywaniem nazwisk Polaków w ortograficznej wersji polskiej, walka z dwujęzycznymi tabliczkami, ogólna walka z literką ‘w”.
    W przypadku “polityki historycznej” chodzi przede wszystkim o ukształtowanie właściwych proporcji w ocenie zdarzeń historycznych. Każdy naród popełnia błędy, ale problem polega na tym, że również ma swoje osiągnięcia, chwile chwały. Należy to wszystko ze spokojem wyważyć. Zajęcie Zaolzia w roku 1938 niewątpliwie było błędem, ale z drugiej strony patrząc było błędem, który da się przynajmniej częściowo usprawiedliwić polityką władz czeskich w latach 1918-1920. W tym miejscu wypadałoby zadać pytanie Litwinom, od kogo i w jakich okolicznościach historycznych uzyskali władanie nad Wilnem w roku 1939 ? Czy nie miało to żadnego związku z polityką hitlerowskiej III Rzeszy ?

  14. JM mówi:

    FM: szacunek.
    ps
    Wsparcie RP jak się ogarniemy z naszym gównem.
    Mam nadzieję, że się uda…

  15. Bohdan mówi:

    Pamiętajcie Rodacy. Będąc w Londynie oddajcie hołd J. Mackiewiczowi, którego prochy spoczywają w katakumbach kościoła św. Andrzeja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.