1
„Mała apostołka” wczoraj, dziś wielką przyjaciółką dzieci

Siostra Olga ślubuje czystość, ubóstwo i posłuszeństwo Fot. Marian Paluszkiewicz

Siostra Olga ślubuje czystość, ubóstwo i posłuszeństwo Fot. Marian Paluszkiewicz

W czwartek, 3 grudnia, dzień upamiętniający ustanowienie przez Pana Jezusa Przenajświętszego sakramentu, przed ołtarzem Pana stanęła siostra Olga Milinkiewicz.  

Przed oblicze Boga została wprowadzona w orszaku biskupa, kapłanów i starszych sióstr przy śpiewie psalmu: „Pełna chwały, pełna wdzięku/ Córko Króla w Jego progi wejdź/ Córki Królewskie prowadzą ją do Króla/ Odzianą w Majestat i Piękno/ Wiodą w radości i uniesieniu/ Przez bramy niebieskiej chwały/ Podobasz się Panu, który cię poślubił/ Trwasz w Jego wiecznej radości/ On dał ci pierścień i królewski diadem/ Rozwinął chorągiew miłości”./
Siostra Olga składa śluby, biskup Arūnas Poniškaitis wkłada jej obrączkę na znak zaślubin z Bogiem.

Wybrała klasztor sióstr bezhabitowych Córek Najczystszego Serca Najświętszej Maryi Panny, a jako zakonne imię obrała sobie św. Faustynę oraz Marię. Po zakończeniu uroczystości i Mszy św., którą celebrował biskup Arūnas Poniškaitis wraz z dziekanem i proboszczem kalwaryjskim ks. Rusłanem Wilkielem, dziekanem Virginiusem Česnulevičiusem, proboszczem Katedry Wileńskiej (był przedtem proboszczem w Kalwarii) oraz innymi księżmi były życzenia.
Podczas składania życzeń siostrze ktoś żartobliwie powiedział: „Mały cwaniaczek z Ciebie, Olu, bo zgarnęłaś całe Miłosierdzie: Matki Bożej i Jezusa Miłosiernego”.

Ale wszak powiedziano: „Pukajcie, a będzie wam otworzone” i Ola postanowiła uparcie pukać we wszystkie możliwe drzwi.
Niektórzy powiadają, że człowiek jest sam kowalem własnego życia. Tak często w życiu układamy takie lub inne własne plany, jesteśmy przekonani, że są bardzo dobre, że wszystko nam się uda i będziemy szczęśliwi. I któregoś dnia wszystko, nie wiemy, kiedy jak mydlana bańka pęka. Coś się z nami dzieje, ale nie bardzo wiemy co. Raptem powstał w nas jakiś dwugłos: mamy przed sobą dwie drogi i nie wiemy, którą obrać.

Na myśl przychodzi werset piosenki Ryszarda Rynkowskiego: „Na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał/ Zapytałem dokąd iść/ Zatroskaną minę miał”./

Podobnie było z Olgą Milinkiewicz.
Wilnianka, wychowana w polskiej o katolickich tradycjach rodzinie. Jako mała Ola często z dziewczynkami bawiła się w nauczycielkę. Już chyba od czwartego roku życia wiedziała, że będzie nauczycielką, aczkolwiek nie wiedziała jeszcze, jakiego przedmiotu.
Jak to niejednokrotnie w rodzinach bywa, pierwszą nauczycielką — w tym od religii — małej Oli była jej już świętej pamięci niezapomniana babcia Janina.
— Cudowna i jakże kochana babcia stale chodziła ze mną do kościoła, tłumaczyła mi wszystko, to właśnie ona zaszczepiła we mnie wielkie zmiłowanie do modlitwy, szczególnie do modlitwy na różańcu – mówi siostra Olga.

Młodzieżowy chór kościelny z Kolonii Wileńskiej Fot. Marian Paluszkiewicz

Młodzieżowy chór kościelny z Kolonii Wileńskiej Fot. Marian Paluszkiewicz

Mijały lata i już jako 12-, a może 14-letnia dziewczynka chodziła sama do kościoła. Coś ją tam ciągnęło, doznawała tam wielkiego spokoju i radości serca. Początkowo sąsiedzi trochę z ironicznym uśmieszkiem spoglądali na dziewczynkę, gdy ta opowiadała, że wraca z kościoła. Ale nie zniechęcało to Olę. Mało tego, po pewnym czasie zaczęli z nią chodzić też inni i grupka ta stale powoli rosła. A niektórzy mówili o niej: „Mała apostołka”.

Ale w zachowaniu Oli nie było jakiejś wyjątkowej pobożności czy przesady. Po prostu czuła się z tym szczęśliwa. Z małej Oli wyrosła panienka Ola, która lubiła się weselić, bawić, malować, stroić, śpiewać itp. Jednak kościół i modlitwa coraz bardziej ją pociągały. Będąc jeszcze uczennicą 11 klasy, ukończyła kursy katechetek i w niemal w jednym czasie musiała zdawać w obydwu miejscach egzaminy. Zdała i zaczęła pracować z dziećmi, uczyć ich religii.

Spodobało się to jej z kilku powodów.
— Po pierwsze, sama musiałam stale pogłębiać swoje wiadomości. Po wtóre, poczułam, że robię coś rzeczywiście potrzebnego i dobrego. I wówczas ukończyłam wyższe studia teologiczne i obroniłam magistra teologii, ale o wstąpieniu do klasztoru jeszcze całkiem nie myślałam — zwierza się Olga.

Robiła faktycznie to, co tak bardzo lubiła. Poza tym kochała życie, umiała nim się tak bardzo po ludzku cieszyć.
W pewnym momencie poznała chłopaka. Długo ze sobą przyjaźnili się, myślała nawet, że jest to wielka miłość. Planowali się pobrać i mieć dzieci. Ale w pewnym momencie w sercu Oli zaczęły się rodzić wątpliwości — czy na pewno tego chce i czy to właśnie jej droga.
Stanęła jakby na rozdrożu, jakby przy tym przydrożnym Chrystusie i zaczęła pytać siebie i Boga: „Dokąd iść?”.

Przed poranną modlitwą w zakonnej kaplicy Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed poranną modlitwą w zakonnej kaplicy Fot. Marian Paluszkiewicz

Ale jakiejś żadnej jasnej odpowiedzi jednak na zawołanie nie otrzymała.
I wówczas po raz kolejny przyszła z pomocą jej ukochana babcia Janina oraz pierwsza katechetka siostra Teresa Dulko.
Obie ją zawsze pouczały: „Dziecko, módl się gorąco, żebyś wybrała w swoim życiu nie tę drogę, którą sobie zaplanowałaś, ale która Bogu się będzie podobać. Tylko wtedy osiągniesz pełnię szczęścia i pełną radość życia”.
Olga coraz częściej nad tymi słowami się zastanawiała. I to chyba wówczas najbardziej się rozkochała w modlitwie różańcowej i swój los powierzyła Matce Bożej. Z biegiem czasu różaniec stał się nieodłączną jej codziennością.
Im częściej sięgała po różaniec, tym rzadziej się spotykała ze swoim chłopakiem i na coraz dalszy plan odchodziła myśl o małżeństwie.

I w tym to momencie chyba spełniły się słowa jednej z pieśni: „O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś/ Twoje usta dziś wyrzekły me imię/ Moją barkę pozostawiam na brzegu/ Razem z Tobą zacznę nowy dziś łów”./

I ona rozpoczęła nowy łów. Coraz bardziej dojrzewała myśl o wstąpieniu do klasztoru. Rozstała się z chłopakiem i skierowała swe kroki do Zgromadzenia Córek Najczystszego Serca Najświętszej Maryi Panny — popularnie zwane Sercankami.

„Pamiętam ten moment, kiedy ksiądz po niedzielnej Mszy św. ogłosił, że z parafii odchodzi katechetka Ola, gdyż wstępuje do klasztoru i wyjeżdża do Polski na odbycie nowicjatu. Dzieciarnia płakała, sama Ola słowa nie mogła przemówić.
W oczach było pełno radości i szczęścia, tylko po twarzy same łzy grochem ciekły.
Każdego obejmowała i cicho szeptała: „Módlcie się za mnie”.
Dziś, kiedy wspominałyśmy tamten okres, okazało się, że moja rozmówczyni niewiele z tego pamięta. Pamięta tylko, że bardzo bała się tego wyjazdu do Polski, wyjazdu wszak w obce i całkiem nieznane ­— opowiadała  jedna z chórzystek parafialnych.

Ola wróciła, jak sama twierdzi, o wiele silniejsza na duchu i już bez krzty wątpliwości co do swego powołania. Jest nauczycielką, ma teraz dużo, bardzo dużo dzieci i jest szczęśliwa, co całkiem nie znaczy, że jest jej łatwo.

— Każdy dzień przynosi jakieś nowe wyzwania i wymaga nowych wyrzeczeń. Nierozpoznawalna jako zakonnica muszę każdego dnia dawać dobry przykład chrześcijański, nieść ludziom Jezusa, a wraz z Nim radość, miłość i Boży optymizm. Zdaję sobie sprawę z tej wielkiej odpowiedzialności przed Bogiem, ludźmi i samą sobą. Nie przypadkowo wybrałam zgromadzenie maryjne, a jako imię zakonne wielką czcicielkę Jezusa Miłosiernego – Faustynę. Bo to właśnie chyba teraz najbardziej będę każdego dnia i każdej chwili potrzebowała  Miłosierdzia i modlitwy najbliższych – dodaje siostra Olga.

Siostra Olga wraz z rodziną niosą dary ofiarne Fot. Marian Paluszkiewicz

Siostra Olga wraz z rodziną niosą dary ofiarne Fot. Marian Paluszkiewicz

Ale jeśli chodzi o modlitwę, to chyba może być jej pewna.
Świadczyły o tym serdeczne słowa biskupa skierowane do siostry, wielka liczba parafian, księży – gości z Polski, Ukrainy, no i chyba pół szkoły dzieciarni ze szkoły w Kolonii Wileńskiej, w której siostra pracuje. A już nie wspomnę, jak pięknym śpiewem uświetnił tę uroczystość młodzieżowy chór z Kolonii Wileńskiej pod kierownictwem organistki siostry Julii Świderskiej.

Ileż było radości, szczęścia i łez wzruszenia nie tylko na twarzy siostry, ale i wielu innych, którzy mieli możliwość w tak niezwykłej uroczystości uczestniczyć! Tu warto dodać, że jeszcze do niedawna takie uroczystości odbywały się przy zamkniętych drzwiach klasztoru i dla szeregowych wiernych nie były dostępne. Ale najbardziej zebranych wzruszyła Oli rodzina: mama, (tato już nie żyje…) i brat z bratową i z półtoraroczną córeczką na ręku. To właśnie rodzina podczas Mszy św. niosła dary ofiarne przed ołtarz. Wzruszające były siostry słowa podziękowań dla obecnej rodziny, taty, który, jak sama się wyraziła, gdzieś tam z góry wszystko widzi i z pewnością też się cieszy, dla biskupa, kapłanów, sióstr zakonnych, dzieci, chóru, posługi kościelnej, parafian. Pomimo wielkiego wzruszenia o nikim nie zapomniała.
Potem raz jeszcze było mnóstwo życzeń, kwiatów, upominków, łez radości, uścisków i zapewnień o modlitwie.

KRÓTKA HISTORIA ZGROMADZENIA

Charyzmatem Zgromadzenia jest szerzenie kultu Serca Maryi oraz opieka nad dziećmi o młodzieżą, a szczególnie nad biednymi sierotami. Zgromadzenie popularnie zwane Sercankami zostało założone 8 grudnia 1885 roku przez bł. o. Honorata Koźmińskiego i Matkę Paulę Malecką. Jest to zgromadzenie bezhabitowe, siostry nie noszą stroju zakonnego. Jako przykład jest ukryte przez długie lata Jezusa w Nazarecie oraz proste życie Jego Matki Maryi. Siostry nieznane jako zakonnice starają się dawać dobry przykład chrześcijański, nieść ludziom Jezusa, a wraz z nim radość, miłość i Boży optymizm.

Jedna odpowiedź do „Mała apostołka” wczoraj, dziś wielką przyjaciółką dzieci

  1. Tadeusz mówi:

    Zdemuję czapkę przed szczerze wierzącym człowiekiem,tylko jakoś nie bardzo mogę pojąć niektórych postulatów cheścijańskich,z których jeden wymaga bezwzględnego posłuszeństwa wobec Boga,inny zaś daje człowiekowi wolność działania.Czy nie ma tu przeciwieństwa i swoistego usprawiedliwienia Boga,który nie wtrąca się w sprawy świata ludzkiego,nawet jeśli w nim się dzieją straszne rzeczy?

Leave a Reply

Your email address will not be published.