4
Henryk Mickiewicz: Nikt nie może być dyskryminowany

Pochodzący z Wilna prof. Henryk Mickiewicz, założyciel i wieloletni kierownik organizacji pozarządowej — Instytutu Monitoringu Praw Człowieka na Litwie Fot. archiwum

Pochodzący z Wilna prof. Henryk Mickiewicz, założyciel i wieloletni kierownik organizacji pozarządowej — Instytutu Monitoringu Praw Człowieka na Litwie Fot. archiwum

Pochodzący z Wilna prof. Henryk Mickiewicz, założyciel i wieloletni kierownik organizacji pozarządowej — Instytutu Monitoringu Praw Człowieka na Litwie – dziś mieszka w Stanach Zjednoczonych, gdzie wykłada prawo Unii Europejskiej na Uniwersytecie Emory. W listopadzie br. został wybrany do grupy roboczej ds. przymusowych i wymuszonych zaginięć przy Radzie Praw Człowieka ONZ.
Profesor zgodził się udzielić wywiadu zza oceanu za pośrednictwem skype’a, tuż przed swymi zajęciami ze studentami. Miasteczko Decatur w stanie Giorgia, gdzie mieszka Henryk Mickiewicz, i Litwę dzieli 7 godzin różnicy: jeżeli w USA jest 9 rano, u nas jest 16 po południu.

Co oznacza dla Pana wybór do grupy roboczej ds. przymusowych i wymuszonych zaginięć przy Radzie Praw Człowieka ONZ?

Rada Praw Człowieka ONZ jest to jeden z organów Organizacji Narodów Zjednoczonych, która się znajduje na tym samym poziomie co szerzej znana Rada Bezpieczeństwa albo Rada ds. Ekonomicznych i Socjalnych. Rada Praw Człowieka ma system organów, składających się z tzw. sprawozdawców, niezawisłych ekspertów i grup roboczych w różnych dziedzinach dotyczących praw człowieka. Jedną z nich jest ta właśnie grupa robocza, składająca się z 5 ekspertów ds. osób zaginionych.
Nie będę zbyt skromny, gdyż oznacza to dla mnie niemało. Jest to forma uznania wiedzy i doświadczenia. Jestem zaszczycony, że jestem jednym z pięciu ekspertów z całego globu. Jest to ważne również dlatego, że jest to wyraz uznania działalności organizacji pozarządowej, której przedstawicielem jestem.

Jaka była Pana droga do tego sukcesu? Czemu Pan go zawdzięcza?

Nie myślę o pracy w kategoriach sukcesu. Po prostu robię to, co uważam za ważne, może byłem dysponowany naturalnie do tego, co robię. Poza tym tak się złożyły okoliczności życiowe i historyczne. Zawsze dla mnie takie cechy jak uczciwość, sprawiedliwość, bezstronność miały sens, pozostawały ważne. W okresie rodzenia się niepodległości Litwy po raz pierwszy usłyszałem pojęcie „prawa człowieka” i mimo że byłem już doświadczonym prawnikiem, sędzią, adwokatem i dyrektorem wydziału prawniczego dużego zjednoczenia produkcyjnego „Sigma” na Kalwaryjskiej, nie wiedziałem o prawach człowieka niczego. Sam zwrot wywarł na mnie duże wrażenie, zainteresowałem się tym na początku lat 90. i od tego czasu stało się to moim zawodem. Jeśli człowiek mocno czegoś pragnie i wykazuje inicjatywę, to pewne rzeczy przychodzą naturalnie. Dla mnie prawa człowieka stały się czymś ważnym: to i hobby, i praca, i zawód. Jest to moja pasja od blisko 25 lat.

Jak Pan, jako założyciel i kierownik Instytutu Monitoringu Praw Człowieka, ocenia stan ochrony praw człowieka na Litwie? Czy jest to proces zmienny i w którym kierunku podąża?

Wszystko jest względne. Jeżeli się porównujemy z krajami takimi jak kraje azjatyckie, afrykańskie czy lepiej nam znane kraje średnioazjatyckie i będziemy porównywali Litwę np. z Kazachstanem – to sytuacja na Litwie jest bardzo dobra, gdyż nie ma na niej takich problemów, jak łamanie prawa do życia, tortur, zaginięć i in. Natomiast w porównaniu ze Szwecją czy Niemcami mamy jeszcze wiele do zrobienia w dziedzinie ochrony praw kobiet, ochrony praw dzieci, ochrony mniejszości narodowych itp. Mamy pewne problemy w dziedzinie ochrony praw człowieka, które są charakterystyczne dla niezupełnie skonsolidowanych, niedojrzałych demokracji. Więc wraz z doskonaleniem demokracji, jestem pewny, teraźniejsze problemy odpadną w sposób naturalny.

Raport Europejskiej Komisji przeciwko rasizmowi i nietolerancji Rady Europy krytycznie ocenia fakt, że w 2010 r. na Litwie wygasła Ustawa o Mniejszościach Narodowych. Tymczasem mniejszości narodowe na Litwie nadal istnieją, ale ustawy zapewniającej regulację prawną dalej nie ma. Czy nie szkodzi to wizerunkowi Litwy na arenie międzynarodowej?

Nie mam jasnej pozycji w tej sprawie, czy taka ustawa jest potrzebna. Z punktu widzenia politycznego przyjęcie takiej ustawy byłoby ważne, ale czy miałoby to jakiś praktyczny wpływ? Nie wiem. Jeżeli w praktyce, a nie formalnie, wciela się w życie wymagania, że nikt nie może być dyskryminowany na żadnej zasadzie, w tym również na zasadzie pochodzenia etnicznego czy narodowości – tego wystarczy. Ja bym kładł nacisk na tę koncepcję. Jeśli ją wcielić w życie efektywnie, to zadziała. Niestety, w życiu praktycznym tego często nie ma, zasada o niedyskryminacji nie jest wcielana efektywnie. Dlatego nie wykluczam, że Ustawa o Mniejszościach Narodowych coś by zmieniła. Problem ze specjalnymi ustawami jest ten, że one dzielą, a nie jednoczą. Kiedy punktem wyjściowym jest, że w państwie istnieje grupa, która ma pewne problemy i żądania, to społeczeństwo postrzega ją jako źródło problemów. Jeżeli zaś punktem wyjściowym jest stwierdzenie, że mamy społeczeństwo obywatelskie, wszyscy jesteśmy równi, że nikt nie może być dyskryminowany pod żadnym względem – w tym pochodzenia etnicznego czy narodowościowego – to jest to podejście lepsze, przynajmniej z punktu widzenia teoretycznego. Z drugiej strony, w kulturze zachodniej ta teoria w zasadzie się sprawdza.

Instytut Monitoringu Praw Człowieka wielokrotnie zaznaczał w sprawozdaniach, że Litwa nie zapewnia mieszkańcom podstawowych praw, w tym prawa do sprawiedliwych sądów. Tymczasem 95 proc. respondentów uważających, że ich prawa zostały naruszone, nigdzie się nie zwraca po pomoc. 66,4 proc. dlatego, że nie wierzy w pozytywny skutek. Dlaczego?

Instytut przeprowadza te badania co drugi rok już od wielu lat i faktycznie w tej właśnie dziedzinie nic się nie zmienia. Brak zaufania do instytucji państwowych, brak zaufania do sądów mnie też bardzo dziwi. Jest on tak głęboko zakorzeniony w społeczeństwie litewskim, że naprawdę trudno wyjaśnić przyczynę tego zjawiska. Ale rzeczywiście tak jest, ludzie po prostu nie mają zaufania nie tylko do sądu, prokuratury, ale w ogóle do urzędów instytucji państwowych. Musi to być sygnałem dla partii politycznych i posłów w Sejmie, że trzeba tym problemem się zająć.

Jak można ten problem rozwiązać?

Największym problemem jest to, że mamy słabych polityków. Wielu posłom brak kwalifikacji, szerszego poglądu, i nie musiałoby ich być w Sejmie. Z mego punktu widzenia zaledwie 10-15 posłów jest zdolnych do tworzenia polityki, większość nie potrafi analitycznie rozpatrywać problemów, rozwiązywać ich nowocześnie. To jest jeden z największych braków współczesnej Litwy.

Sądy litewskie są upolitycznione czy skorumpowane?

Bardziej upolitycznione, moim zdaniem. Choć współczesna Litwa to państwo demokratyczne, jednak ta demokracja wciąż ma charakter etniczny. Etnokrację w kontekście ruchu narodowo-wyzwoleńczego można było zrozumieć, ale ten okres już mamy poza sobą. Sądy nie są i nie mogą być izolowane. Zgodzę się, z tym że w wielu sprawach dotyczących mniejszości narodowych polityka, niestety, ma wielki wpływ na orzeczenia sądowe.

Podobno poziom demokracji mierzy się stosunkiem państwa do mniejszości narodowej… Jak wypada Litwa pod tym względem?

Nie jestem zbytnio obeznany na ten temat, ale z mego punktu widzenia pewne problemy są widoczne. Najlepiej znanym mi problemem, którym zajmowałem się od 1994 r. (a propos, za pośrednictwem „Kuriera Wileńskiego”) jest sprawa, kiedy inicjowałem sprawę sądową dotyczącą możliwości wpisywania w dokumentach litewskich imienia i nazwiska po polsku. Spotkałem się wtedy z panem Tadeuszem Kleczkowskim, namówiłem go na wszczęcie sprawy sądowej, później po jego śmierci tę sprawę ciągnął dalej Michał Kleczkowski, ale niestety, przegraliśmy tę sprawę, może niekonsekwentnie ją poprowadziliśmy. Ta sprawa może posłużyć papierkiem lakmusowym ukazującym, że na Litwie są problemy w dziedzinie praw mniejszości narodowych. Sądzę, że pisownia imion i nazwisk nie musi stanowić problemu. W dniu dzisiejszym w państwie demokratycznym, w państwie, które przestrzega praw człowieka, imiona i nazwiska muszą być pisane w oryginalnym zapisie, oczywiście w granicach alfabetu łacińskiego. To jest rozstrzygnięcie europejskie.

Jak to wygląda w praktyce w innych krajach europejskich?

Przykładowo Węgrzy na Słowacji czy Niemcy w Danii, czy Niemcy we Włoszech – wszyscy piszą swoje imiona i nazwiska tak, jak tego sobie życzą. Przykładowo w alfabecie włoskim nie ma „u umlaut”, ale na własne oczy widziałem paszport Niemca Muellera, obywatela Włoch z „u umlaut”. W alfabecie słowackim nie istnieją znaczki węgierskie, ale są one wpisywane do dokumentu tożsamości, jeżeli człowiek sobie tego życzy. Nieracjonalny upór ze strony pewnych osób na Litwie nie pozwala tego problemu rozstrzygnąć. Te problemy są, ale mogą być z wielką łatwością rozstrzygnięte, w każdym razie ten konkretny problem. Na razie nie pozwala tego zrobić atmosfera polityczna.

W tej kwestii dochodzi do kuriozalnych wręcz sytuacji. Niejaki Eugenijus Jovaiša, lider ruchu społecznego „Tłoka na rzecz państwowego języka litewskiego” oświadczył niedawno, że imię i nazwisko człowieka jest własnością nie osoby, lecz państwa i „zawężanie miejsca języka litewskiego w sferze publicznej może mieć trudno przewidywalne skutki dla tożsamości litewskiej”. Czy inwazja polskich liter stanowi rzeczywiste zagrożenie dla państwowości Litwy?

Oczywiście, że jest to warte śmiechu, ale można też znaleźć pozytywny wydźwięk takich ruchów społecznych: oznacza to, że demokracja działa. Ale tacy ludzie i takie ruchy muszą być po prostu ignorowani.

Jak wygląda Pana życie w Stanach Zjednoczonych? Czym się Pan zajmuje na co dzień?

Mieszkam z rodziną w Stanach Zjednoczonych blisko Atlanty w miasteczku Decatur w stanie Georgia. Moim podstawowym zajęciem jest wykładanie na uniwersytecie w Emory. Poza tym jestem związany jako doradca z Instytutem Monitoringu Praw Człowieka na Litwie, no i teraz mam nową funkcję w grupie roboczej ONZ. Jestem naprawdę bardzo zajęty, z czego bardzo się cieszę. Przez całe życie bardzo dużo pracowałem, więc jest to dla mnie normalne. Boję się tylko jednego: emerytury, że zostanę bez pracy.
Moja żona jest Amerykanką. Z przerwami bywam przez dłuższe okresy poza Litwą od 1992 roku. Niemało czasu spędziłem w Stanach, gdzie studiowałem i założyłem rodzinę. Mieszkaliśmy tutaj przez jakiś czas, potem w Europie – na Węgrzech, na Litwie. Żona chciała wrócić do Ameryki, dzieci również mają obywatelstwo amerykańskie, dlatego chcieliśmy, aby doświadczyli Ameryki. Wróciliśmy tutaj w 2013 roku. Żona pracuje w Centrum Jimmy’ego Cartera, ja wykładam na uniwersytecie jako profesor wizytujący i szczerze mówiąc, nie wiemy, co się wydarzy po roku czy trzech, gdyż jesteśmy rodziną podróżującą.

Chciałby Pan wrócić na Litwę?

Tak. Bardzo. To jest mój dom, bardzo tęsknię za Litwą, śni mi się Wilno. W moich snach chodzę po Starówce wileńskiej. Kiedyś na pewno wrócę.

Jak spędza Pan Święta Bożego Narodzenia w Ameryce?

Wprowadziłem w swojej rodzinie nasze kresowe tradycje. Mimo że moja żona pochodzi z tradycyjnej katolickiej rodziny, pewne tradycje nie są w Ameryce znane, choć jest to kraj bardzo religijny. Na przykład wprowadziłem zwyczaj świętowania z kolacją wigilijną, z tradycyjnymi potrawami, z choinką, opłatkiem. To będą tradycyjne Święta Bożego Narodzenia, podobne do tych wileńskich.

Print

4 odpowiedzi to Henryk Mickiewicz: Nikt nie może być dyskryminowany

  1. Tadeusz mówi:

    Nie mogę się zgodzić z Panią redaktor,kiedy mówi o “wygaśnięciu”ustawy o mniejszościach narodowych u nas na Litwie.Ona została po prostu zlikwidowana,a innej nie stworzono,choć ta stara była całkiem europejska.Pan Henryk zaś ma pewne wątpliwości,czy jest ona potrzebna.Być może w USA ona nie jest potrzebna,ale u nas jak najbardziej,bo na Litwie dostrzega się tendencje do ograniczeń podstawowych praw człowieka.

  2. Tadeusz mówi:

    Zgadzam się z tym,że mamy słabych polityków,kórych ja na co dzień nazywam amatorami,ale jednoznacznie przeciwny jestem “produkowaniu” polityków na wzór amerykański na uczelniach wyższych,bo będziemy mieli kupę teoretyków,a nie praktyków od polityki.Polityk-to coś więcej aniżeli chodząca encyklopedia wiedzy politycznej.Takim należy się urodzić i całe życie się kształcić u boku doświadczonych mistrzów w tej dziedzinie-żadne studia na prestiżowych uczelniach tu nie pomogą.

  3. Lubomir mówi:

    Współcześnie dyskryminację zawęża się do ludzkiej seksualności. Etnograficzny rasizm czy etnocentryzm dziwnie nie uchodzi za formę dyskryminacji.

  4. Dolowski mówi:

    Dolowski
    Moim zdaniem prawdziwy polityk powinian przedewszystkim byc uczciwym czlowiekiem,a že unas tak nie jest,więc jeszcze dlugo nie będą przyjmowane ustawy,przychylne mniejszosciom narodowym.Potwierdzeniem tego jest stale dąženie do nie uznawania tego,w szczegolnosci Polakow,bo są dosyc dužą spolecznoscią,jak na tak male panstwo,dlatego wszelkimi sposobami pragnie się tego nie uznawac.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.