2
Echa po tragedii w Kiejdanach

 Podczas specjalnie zwołanego spotkania z ministrami prezydent zaproponowała założyć inspekcję ochrony praw dziecka Fot.ELTA


Podczas specjalnie zwołanego spotkania z ministrami prezydent zaproponowała założyć inspekcję ochrony praw dziecka Fot.ELTA

W ubiegły weekend Litwą wstrząsnęła wiadomość o morderstwie dwójki nieletnich dzieci w rejonie kiejdańskim.

W nocy z piątku na sobotę we wsi Saviečiai ojciec wrzucił swego 2-letniego synka i 6-miesięczną córeczkę do studni, w której maleństwa zginęły. Mężczyzna, który przyznał się do popełnienia zbrodni, podczas zatrzymania był trzeźwy, nie mógł jednak wytłumaczyć, dlaczego zabił własne dzieci. Policja poinformowała, że niewykluczone, iż podejrzany może mieć problemy z psychiką.
Sprawa natychmiast odbiła się szerokim echem w społeczeństwie i instytucjach państwowych.
Prezydent Dalia Grybaus- kaitė proponuje założyć nową instytucję, która opiekowałaby się ochroną praw dziecka.
„Sądzę, że należy założyć instytucję — na przykład inspekcję ochrony praw dziecka — która pomagałaby samorządowi. Instytucja udzielałaby pomocy metodologicznej oraz mogłaby kontrolować procesy, bo dzisiaj widzimy absolutny brak odpowiedzialności i nieświadomość jasnych kryteriów, na podstawie których na przykład można byłoby zabrać dzieci z agresywnego otoczenia w domu” — wczoraj, 4 stycznia, powiedziała dziennikarzom prezydent po specjalnie zwołanym spotkaniu z ministrami, komisarzem generalnym policji oraz specjalistami ochrony praw dziecka.
Szacuje się, że na Litwie obecnie jest około 10 tys. rodzin, zaliczanych do grupy ryzyka socjalnego. Okazuje się, że rodzina z rejonu kiejdańskiego, w której doszło do tragedii, od kwietnia ubiegłego roku również była wpisana na tę listę.
Zastanawiającym jednak jest fakt, że rodzinę wpisano na listę dlatego, że sama matka (ur. w 1989 roku) kilkakrotnie na dłuższy czas wychodziła z domu i zostawiała starsze dzieci pod opieką ojca. To właśnie on zwrócił się do starostwa z prośbą o pomoc. Pracowniczka socjalna, która w ubiegłym roku odwiedzała tę rodzinę 14 razy, powiadomiła, że dzieci zawsze były nakarmione i czysto ubrane, a ojciec nie wyglądał agresywnie.
Jak zaznaczyła Vilima Jucevičiūtė, kierownik wydziału ochrony praw dziecka samorządu rejonu kiejdańskiego, służby socjalne wielokrotnie otrzymywały anonimowe skargi z powodu przemocy w tej rodzinie. Jednak sama konkubina w rozmowach z pracownikami kategorycznie przeczyła, że ze strony konkubenta istniała przemoc wobec niej i ich wspólnych dzieci.
„Sądzę, że samo społeczeństwo powinno być bardziej aktywne. Teraz sąsiedzi mówią, że ojciec w tym domu często nadużywał alkoholu i był agresywny wobec członków swojej rodziny” — rozważała Jucevičiūtė.
Niestety, okazało się, że dobre samopoczucie rodziny było oceniane błędnie.
Do nieszczęścia w rejonie kiejdańskim doszło 2 stycznia około godz. 2. Pomiędzy konkubentami doszło do kłótni, mężczyzna wygonił kobietę z domu, a następnie wrzucił dwójkę ich wspólnych nieletnich dzieci do studni (ogółem para miała czwórkę dzieci urodzonych w latach 2009, 2011, 2014 i 2015). Wezwani strażacy wydobyli dzieci i próbowali je reanimować, ale maleństwa już nie żyły.
Podejrzewany (ur. w 1979 r.) był siedmiokrotnie karany w trybie administracyjnym, w tym — za stosowanie przemocy w bliskim otoczeniu. Policja wszczęła dochodzenie w sprawie morderstwa, zaś podejrzany został zatrzymany na okres trzech miesięcy.
Tymczasem psycholog Svetlana Misevičienė z Wileńskiego Centrum Psychologii Rodzinnej uważa, że w omawianej rodzinie prawdopodobnie już wcześniej było ukształtowane błędne podejście do rozwiązywania problemów.
— Ojciec stosował terror fizyczny i psychologiczny i nie umiał opanować sytuacji — i czuł się bezsilny. A razem z beznadzieją często przychodzi też złość. Jeżeli jeszcze w dzieciństwie nikt tobie nie pomaga zrozumieć siebie, przeżywane emocje zbierają się i człowiek próbuje je stłumić poprzez na przykład alkohol, a później poprzez agresję — tłumaczy w rozmowie z „Kurierem” psycholog.
I zaznacza, że objawy tego, że ojciec mógł poważnie skrzywdzić dzieci, były widoczne w stresowych sytuacjach, gdy kończyły się pieniądze czy alkohol (czyli sposoby uspokojenia swoich emocji).
— Jeżeli sąsiedzi już niejednokrotnie byli świadkami jego agresywnego zachowania, to wcześniej czy później musiało dojść do czegoś strasznego. Najgorsze, że przejawy agresji tego mężczyzny już wcześniej były tolerowane i nikt nie nakreślił jasnych granic, jakie zachowanie jest dopuszczalne, a jakie — nie. A te granice przede wszystkim mają ustalać ci, którzy należą do najbliższego otoczenia. Jeżeli matka i dzieci jakieś zachowanie tolerują, to i sam ojciec będzie myślał, że zachowuje się dopuszczalnie — mówi Svetlana Misevičienė.
Zwraca uwagę, że po to, aby zarówno sama rodzina, jak też społeczeństwo nie tolerowały ani fizycznej, ani psychologicznej przemocy, w państwie należy znacznie poważniej zająć się oświatą oraz prewencją przemocy.
— Obecnie w tej dziedzinie bardzo brakuje finansowania. Takie rodziny powinni odwiedzać nie tylko pracownicy socjalni, ale też psycholodzy. Być może kilka takich rozmów wystarczyłoby, aby kobieta wreszcie przerwała koło przemocy? — retorycznie pyta psycholog.

2 odpowiedzi to Echa po tragedii w Kiejdanach

  1. józef III mówi:

    same psychole na tamtym padole

  2. Pingback: Komentaras apie smurtą artimoje aplinkoje | Psichologė Svetlana Misevičienė

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.