0
Dzień z życia poborowych, czyli z wizytą w koszarach

Musztra od początku stała się ich nowym „kumplem”, który w armii jest wszechobecny Fot. Marian Paluszkiewicz

Musztra od początku stała się ich nowym „kumplem”, który w armii jest wszechobecny Fot. Marian Paluszkiewicz

Gdy przekraczali bramę batalionu sztabu wojskowego im. WKL Giedymina Wojska Litewskiego, służba wojskowa była dla nich zagadką. Większość z nich ma wykształcenie średnie lub wyższe. Teraz są poborowymi. Chcą zmierzyć się ze swoimi słabościami i znaleźć sposób na życie. Za nimi wojskowa przysięga i pierwsze miesiące szkolenia wojskowego. Dla jednych zostało jeszcze pięć, dla innych osiem miesięcy zmagań. Zatem jak wygląda ich zwykły dzień, właśnie teraz, gdy wielu z nich jest na półmetku służby?

— Odkąd pamiętam zawsze fascynowało mnie wojsko. Jako dziecko marzyłem, by zostać bohaterem, a żołnierze właśnie — w moich oczach — nimi byli. Nie lubię siedzieć w miejscu. Nie jestem też typem samotnika, a armia to braterstwo, wyzwanie, przygoda. Tam służą ludzie, którzy myślą tak samo. Służba w wojsku to powołanie. Do tego trzeba mieć serce. Wiem, że mogę się przydać, kiedy nadejdzie chwila, by działać. Dlatego też pewnego razu siedząc na lekcjach postanowiłem, że chcę iść do wojska. Następnego dnia zapisałem się i od razu po szkole wstąpiłem. Swoją przyszłość wiążę z wojskiem. Po szkoleniu chcę wstąpić na studia wychowania fizycznego i nadal kontynuować karierę w wojsku — mówi 19-letni Wieczysław Mowczan z Wilna.

Wiedzę o życiu w koszarach Mowczan zdobywał oglądając filmy, a także z opowiadań ludzi, którzy już służyli w wojsku. Oczekiwał podobnego rygoru i przełożonych nieczułych na skargi podwładnych, jak to mu opowiadano.

Życie w koszarach ma swój ściśle uregulowany rytm Fot. Marian Paluszkiewicz

Życie w koszarach ma swój ściśle uregulowany rytm Fot. Marian Paluszkiewicz

— Nasza kadra okazała się jednak inna — może to takie współczesne, bezstresowe metody. Porządek jest. Wstajemy wcześnie i przestrzegamy regulaminu, jesteśmy zdyscyplinowani. Jednak być może ze względu na to, że jesteśmy ochotnikami, przełożeni traktują nas bardziej jako sprzymierzeńców niż wrogów, których trzeba złamać psychicznie — jak bywało dawniej. Spokój i opanowanie przełożonych oraz racjonalne argumenty równie skutecznie motywują do działania, a jednocześnie podnoszą autorytet dowódców, którzy szybko zyskali sobie szacunek wśród swoich podwładnych — zastanawiał się Wieczysław.

Młody mężczyzna od zawsze lubił sport. Uprawia go już kilkanaście lat. Ostatnie 5 lat ćwiczył boks i dużo trenował w salach gimnastycznych.

— Tak naprawdę fizycznie w wojsku nie jest mi ciężko, myślałem, że będzie trudniej. Wyobrażałem sobie to trochę inaczej. Za mało karmią. Odkąd tu jestem, straciłem kilka kilo. Porcje nie są małe, po prostu posiłki mogłyby być częściej. Jemy tylko trzy razy dziennie. Pierwszy posiłek mamy o 7.00, a ostatni o 18.00. Z domu przywozić można, ale musisz to skonsumować w ciągu tego samego dnia. Do sklepu czasami pozwalają pójść, czyli nie jest najgorzej — opowiada Wieczysław Mowczan.

W koszarach poborowi mogą korzystać z telefonów komórkowych, jest wifi. Do dyspozycji sala z telewizorem, pralnia. Jest też sala sportowa, gdzie każdy chętny może ćwiczyć. Są prysznice. Na papierosa mogą wychodzić tylko w określonym czasie.

— Tak naprawdę nie ma czego się bać. Nie jest tu strasznie. Wśród poborowych panuje raczej przyjazna atmosfera. Zdarzają się kłótnie, ale do bijatyk nie dochodzi. Nie ma też żadnych problemów narodowościowych. Nie ma też, jak mi opowiadali, „chrztu” dla nowicjuszy. Kiedy to smarują twarz pastą do butów, lub biją. Teraz takich głupich żartów nikt nie robi — tłumaczy.

Jak mówi żołnierz, wojsko uczy życia.

— Wojsko mnie zmieniło. Jestem bardziej wytrwały. Nie boję się ludzi. Teraz bez problemu mogę do każdego podejść i porozmawiać. Jestem bardziej odpowiedzialny. Inaczej patrzę na życie. Zmieniły się też priorytety w moim życiu — wyznaje Mowczan.

22-letni Darius Šakas z Mariampola, z wykształcenia chemik, porzucił pracę i poszedł do wojska na ochotnika.

— Zawsze drzemało we mnie marzenie o służbie wojskowej, takie trochę irracjonalne, dziecięce. Jednak, gdy przyszedł czas na decyzję o studiach, wybrałem chemię. Ukończyłem studia. Znalazłem dobrą pracę, jako chemik. Przepracowałem rok. Ale zechciało się przygód, przeżyć coś nowego, chciałem oddać hołd swojej ojczyźnie. Marzenie z dzieciństwa ponownie we mnie przebudziło się, więc długo nie czekając zgłosiłem się na ochotnika. No i jestem tu — mówi Darius Šakas.

Darius jeszcze nie wie, czy chciałby zostać w wojsku. Na razie próbuje siebie odnaleźć, ale nie wyklucza też możliwości, że będzie próbował w przyszłości pogodzić dwa zawody, chemika i wojskowego.

— Dla mnie fizycznie tutaj jest ciężko. Tak naprawdę przedtem nigdy poważnie nie zajmowałem się sportem. Dlatego też muszę włożyć sporo wysiłku, żeby wykonać wszystko, co nam każą. Najtrudniej idą mi ćwiczenia w terenie. Na sobie masz plecak, który ledwo dźwigasz, a w dodatku musisz wykonywać różne ćwiczenia. Na przykład leżeć, wstać, czołgać się. Czasami na ćwiczenia do lasu wychodzimy nawet na dobę — opowiada Šakas.

Najbardziej spodobały mu się ćwiczenia w Podbrodziu na poligonie, gdzie mieli możliwość strzelania z prawdziwej broni.
— Na razie tylko raz byliśmy na poligonie, gdzie pozwolono nam strzelać. Dowiadujemy się wiele potrzebnych rzeczy, które mogą przydać się w życiu w przyszłości. Dla mnie tu jedzenia nie brakuje, może dlatego, że nie jestem zbyt „duży”. Codziennie mamy zupę, danie mięsne, surówki — opowiada Darius.

Na razie Aleksandra Orlauskaitė jest jedyną dziewczyną w batalionie sztabu wojskowego im. WKL Giedymina Wojska Litewskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Na razie Aleksandra Orlauskaitė jest jedyną dziewczyną w batalionie sztabu wojskowego im. WKL Giedymina Wojska Litewskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

Co czuje dziewczyna przez pierwsze kilkanaście sekund po przekroczeniu bramy? Niepewność, lęk czy może strach?

— Wszystkiego po trochu. Zdaję sobie sprawę, że brama koszar jest miejscem dzielącym dwa zupełnie inne światy. Po szkole nie wiedziałam, co chcę w życiu robić. Więc postanowiłam wstąpić do wojska. Dzisiaj już wiem, że to była słuszna decyzja i przyszłość swoją wiążę z wojskiem — tłumaczy 19-letnia Aleksandra Orlauskaitė z Jonawy.

Jak mówi, początki były bardzo trudne, bywały takie chwile, że chciała wszystko rzucić.

— Teraz już przyzwyczaiłam się. Chłopcy są koleżeńscy. Pomagają mi. Zwłaszcza podczas ćwiczeń w terenie. Zdarza się, że plecak jest tak ciężki, że nie mogę go podnieść, wtedy chłopcy mi pomagają. Z wykonywaniem ćwiczeń nie mam problemu, gdyż sportem zajmowałam się od dzieciństwa. Na razie tu jestem jedyną dziewczyną, ale wkrótce mają dołączyć jeszcze dwie — opowiada Aleksandra.

Na „dzień dobry” każdy młody poborowy jest bombardowany dziesiątkami zasad i reguł postępowania: komu i jak oddawać honory, gdzie można się poruszać, a gdzie nie, jak się meldować i komu meldować, kto jest przełożonym, a kto starszym, jak się zachowywać w szyku i poza nim… Te pierwsze kroki w zawiłościach regulaminowych przełożyli już stopniowo na umiejętności praktyczne.

Życie w koszarach ma swój ściśle uregulowany rytm. O 6 rano codziennie zmieniający się dyżurny budzi poborowych. Przechodzi od pokoju do pokoju i woła: „Pobudka, pobudka wstać!”. Następnie sprawdza, czy wszyscy wstali. Kto leży jeszcze w łóżku, łamie dyscyplinę i może być ukarany. Chorzy meldują się u dyżurnego.

— W tym momencie chce się rzucić ciężkim butem w tego, kto codziennie przez kilka miesięcy wszczyna poranny raban. Czasami chce się wyć jak pies. Pogoda teraz też nie sprzyja szybkiemu wstawaniu, tym bardziej, że trudy dotychczasowego szkolenia dają się we znaki. Otarcia, odciski, zwichnięcia czy przeziębienia — opowiadają poborowi.

Mają 5 minut, żeby przygotować się do porannej gimnastyki. Trwa ona 25 minut. Następnie o 6.50 podniesienie flagi na maszt i odśpiewanie hymnu. O 7. 10 — śniadanie. Po śniadaniu każdy doprowadza do porządku swą szafkę, zaściela łóżko. Po wzorowym pościeleniu łóżek wszyscy z ręcznikiem, mydłem, szczoteczką do zębów idą do łazienki. Wielu dopiero tutaj uczy się, czym jest dokładna poranna kąpiel. Następnie na rozkaz starszego żołnierze ustawiają się w szeregu. Po dokładnym sprawdzeniu mundurów i porządku w pokojach poborowi udają się do swoich zajęć.

O 13. 00 żołnierze mają obiad, na który nie można spóźnić się ani minuty Fot. Marian Paluszkiewicz

O 13. 00 żołnierze mają obiad, na który nie można spóźnić się ani minuty Fot. Marian Paluszkiewicz

— W zależności od planu, zajęcia odbywają się w budynku, czyli wykłady, zajęcia sportowe na hali, zaś zajęcia praktyczne odbywają się na poligonie, w lesie. Podczas szkoleń uczestniczymy w różnego rodzaju zajęciach, by poznać każdą z dziedzin rzemiosła wojskowego. Po zajęciach, o 13. 00 obiad. Po obiedzie znów odbywają się zajęcia, w trakcie których szlifujemy nowo zdobyte umiejętności lub nadrabiamy zaległości. To trwa do godziny 17.00. Następnie szykujemy się do kolacji o 18.00. Po kolacji jeżeli ktoś zawinił, lub źle wykonywał coś, musi to nadrobić. Reszta ma czas wolny. O 22.00 cisza nocna — opowiada Darius Šakas.

Musztra od początku stała się ich nowym „kumplem”, który w armii jest wszechobecny. Chodzenie krokiem zwykłym i defiladowym, wykonywanie komend: na ramię broń, przez pierś broń, w dwuszereg w lewo front. Oddawanie honorów w miejscu, w marszu i w wąskim przejściu nie stanowi dla nich już zagadki.

Co ważne, ochotnicy w trakcie szkolenia dostają miesięczne wynagrodzenie — 140 euro, którymi mogą dysponować i 170 euro, które będą mogli zabrać po zakończeniu służby. Poborowym służby przygotowawczej przysługuje bezpłatne zakwaterowanie, wyżywienie, umundurowanie i wyposażenie. W czasie pełnienia służby podlegają ubezpieczeniu społecznemu i zdrowotnemu, a okres ten wlicza się do stażu zatrudnienia.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.