4
Obok Orła znak Pogoni – paradoksy stosunków polsko-litewskich

Polsko-litewskie stosunki w XX wieku były pełne paradoksów. Walczące ze sobą na początku wieku polskie i litewskie wojska na wspólnej defiladzie u schyłku wieku Fot. Marian Paluszkiewicz
image-76646

Polsko-litewskie stosunki w XX wieku były pełne paradoksów. Walczące ze sobą na początku wieku polskie i litewskie wojska na wspólnej defiladzie u schyłku wieku Fot. Marian Paluszkiewicz

„Obok Orła znak Pogoni,/ Poszli nasi w bój bez broni” — śpiewali przed ponad 150 laty powstańcy styczniowi. Polacy i Litwini ramię w ramię szli walczyć o „wolność naszą i waszą”. Ale już pół wieku później poszli walczyć przeciwko sobie. Każdy bił się o wolność własnego narodu osobno.

Przed 98 laty, 16 lutego, Litwini proklamowali utworzenie własnego państwa. Jak było zapisane w przyjętym tego dnia Akcie Niepodległości Litwy: „Ogłaszamy o odbudowie niepodległego państwa litewskiego na demokratycznych fundamentach ze stolicą w Wilnie i państwo te oddzielone jest od wszelkich więzi państwowych, jakie kiedykolwiek były z innymi narodami”.

Obydwa narody zdobywały wolność w walkach. Również w walkach bratobójczych. Orzeł i Pogoń stały się na początku XX wieku także symbolami walki narodów, które niegdyś tworzyły jedno państwo – Rzeczpospolitą Obojga Narodów.
Orzeł znajduje się w centrum najwyższego polskiego odznaczenia wojskowego Orderu Virtuti Militari. Z kolei dążąca ku niepodległości Litwa ustanowiła, że jej najwyższym odznaczeniem wojskowym będzie Order Krzyża Pogoni (Vyčio Kryžiaus ordinas lit.).

Jednak kilkaset lat bycia razem spowodowały, że nawet w tych dramatycznych dla obydwu narodów latach polski Orzeł czasami i niech nawet na krótko, znajdował się obok litewskiej Pogoni.

Chyba że za jedną z najbardziej paradoksalnych postaci tych lat można uznać Vladasa Vaickelionisa.
Jak mówi Vilius Kavaliauskas, doradca premiera Litwy oraz zarazem jeden z najbardziej znanych na Litwie kolekcjonerów odznaczeń państwowych, autor kilkudziesięciu książek o tematyce historycznej: „Vaickelionis był żołnierzem, który został odznaczony najwyższymi odznaczeniami wojskowymi zarówno Polski, jak i Litwy. Nie zważając, że w tym samym czasie obydwa kraje walczyły ze sobą. Stał się kawalerem zarówno Orderu Virtuti Militari, jak i litewskiego Orderu Krzyża Pogoni. A jeszcze wcześniej podczas I wojny światowej Vladasa Vaickelionisa nagrodzono rosyjskim Orderem Św. Jerzego 3 i 4 stopni”.

Właśnie w armii rosyjskiej rozpoczął swoją karierę wojskową. Po zakończeniu I wojny światowej w 1918 roku na ochotnika zaciągnął się do wojska polskiego, w którym służył do 1920 roku. W składzie 10 dywizji walczył z bolszewikami i Ukraińcami. Za co został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Po przeszkoleniu w 1919 roku w Warszawskiej Szkole Oficerskiej — otrzymał awans na porucznika.
Wszystko jednak zmieniło się 2 lutego 1920 roku. Jego 28 pułk strzelców stacjonował w jednej z miejscowości nieopodal Oran (lit. Varėna). Młodego porucznika zaproszono na wesele do sąsiedniej wsi. Podczas weselnej zabawy pewien wiejski nauczyciel potrafił przekonać polskiego oficera, że nie jest Polakiem a Litwinem i że jego miejsce nie w wojsku polskim, ale w wojsku litewskim. Przeszedł więc linię frontu i zaciągnął się do armii litewskiej. Teraz już walczył z Polakami o wolność Litwy. W wojsku litewskim walczył tak samo dzielnie, jak wcześniej w armiach rosyjskiej i polskiej. Za męstwo w bojach na polsko-litewskim froncie został odznaczony litewskim Orderem Krzyża Pogoni.

 Vladas Vaickelionis (od lewej) Fot. archiwum
image-76647

Vladas Vaickelionis (od lewej) Fot. archiwum

Zupełnie odwrotnie ułożył się los innego kawalera tego orderu wilnianina Witolda Floriana Kapciuka. Swoją karierę wojskową także rozpoczął w wojsku carskim. Również brał udział w I wojnie światowej. Był kawalerem kilku orderów rosyjskich. Na początku 1919 roku wstąpił do litewskiego wojska. Mimo że bardzo słabo znał język litewski, mianowano go dowódcą dywizjonu artylerii. Bronił od bolszewików północną stronę Litwy. Brał udział w walkach o Dyneburg.

Latem tego samego roku został odznaczony najwyższym litewskim wojskowym Orderem Krzyża Pogoni. Po roku zostaje dowódcą pułku artylerii. Brał, jak i Vladas Vaickelionis udział w wojnie z Polską. I jesienią 1920 roku został wzięty do niewoli przez polskich ułanów razem z dowódcą pierwszej litewskiej dywizji generałem Stanisławem Nastopko oraz 8 innymi oficerami sztabu. Po wypuszczeniu z niewoli — w odróżnieniu od Vaickelionisa — wybrał Polskę. Wstąpił do wojska polskiego. W 1940 roku jako polski oficer został przez bolszewików zamordowany w Katyniu.

Jak mówi dr Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy:
„To był zwrotny moment w naszej historii. Ludzie musieli w krótkim okresie podjąć bardzo ważną decyzję – z kim wiążą swoje życie? Z Litwą czy Polską. Podjąć tę decyzję było naprawdę bardzo trudno. Przez stulecia mieszkaliśmy w jednym państwie. Mieliśmy tyle wspólnego i tu raptem wynikło dramatyczne pytanie — »z kim?«”.

 Stasys Rastikis Fot. archiwum
image-76648

Stasys Rastikis Fot. archiwum

Ta kwestia podzieliła nie tylko Litwę i Polskę ona podzieliła wiele rodzin. I z pewnością najbardziej symboliczną jest rodzina braci Narutowiczów.
Stanisław stał się jednym z ojców założycieli niepodległego państwa litewskiego. Był wśród 20 sygnatariuszy Aktu, który proklamował niepodległość Litwy oddzielonej już „od wszelkich więzi państwowych, jakie kiedykolwiek były z innymi narodami”. Polskim również.
Gabriel z kolei został pierwszym prezydentem niepodległego państwa polskiego. Obydwaj wychowali się w tej samej rodzinie i w tym samym dworze na Żmudzi, ale musieli dokonać wyboru. I takich wyborów dokonywała ogromna liczba osób.

Zdaniem Algimantasa Kasparavičiusa, nie było to paradoksem historii. „Zmierzaliśmy do tego w ciągu ponad stu lat trwania rozbiorów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po upadku tego dużego wspólnego państwa i na Litwie, i w Polsce zaczęto szukać odpowiedzi na pytania, dlaczego tak się stało i kto jest temu winny? W tak dramatycznych sytuacjach, a utrata niepodległości niewątpliwie jest sytuacją dramatyczną, zawsze szuka się winnych. Ten proces poszukiwania winnych trwał nie rok i nie dwa. Nad tym zastanawiano się przez całe stulecie.

Wśród wielu odpowiedzi na te pytania pojawiły się również wzajemne oskarżania. Polacy oskarżali Litwinów o separatyzm. Litwini oskarżali Polaków o to, że ci byli we wspólnym państwie »starszym bratem«. Spór ten uwypuklił wszystkie słabe strony Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Dopóki Rzeczypospolita była silnym i bogatym państwem, to różnice były gdzieś na dalszym planie. Ale katastrofa spowodowała, że stały się one rzeczami pierwszoplanowymi. Co więcej, proces poszukiwania winnych jeszcze bardziej spotęgowały powstania. Uważam, że powstania w swoich celach skierowane były nie do przyszłości, ale do przeszłości, bo zamierzano odtworzyć właśnie Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Rozpad tego państwa oraz niepowodzenia powstań poprowadziły myśl polityczną na Litwie w kierunku, że trzeba szukać jakiegoś innego rozwiązania. Tak powstała idea, że Litwa musi samodzielnie szukać swojej przyszłości. Bez Polski. Uważano, że właśnie samodzielna Litwa potrafi ułożyć stosunki z państwem rosyjskim. Po nieudanych powstaniach uznano, że będzie lepiej, gdy Litwa już nie będzie prowokować Rosji” — mówi Algimantas Kasparavičius.

Jak przyznaje litewski historyk, mówiąc o podziale, do jakiego doszło między Litwinami i Polakami, nie wolno również pominąć działań sił zewnętrznych.
„Duże mocarstwa — Rosja, Niemcy, Austro-Węgry — które dokonały rozbiorów, wykorzystywały konflikty na terenach dawnej Rzeczypospolitej do własnych celów politycznych. Coś podobnego widzimy dzisiaj na Ukrainie. Różne państwa mają tam różne interesy” — uważa Kasparavičius.

Vilius Kavaliauskas Fot. archiwum
image-76649

Vilius Kavaliauskas Fot. archiwum

Więc to, co się stało 16 lutego 1918 roku, gdy Litwa ogłosiła akt o swojej niepodległości, nie było wydarzeniem przypadkowym.
„Do tego prowadziła bardzo długa droga. Na pokonanie, której potrzebnych było ponad 100 lat oraz działanie wielu czynników zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. To wszystko właśnie doprowadziło, że ludzie musieli odpowiadać na te bardzo trudne pytanie z kim — z Litwą czy Polską” — twierdzi Algimantas Kasparavičius.

Trzech Żukowskich — Žukauskasów — Sylwestra, Aleksandra i Ludasa nie łączyły więzi rodzinne. Połączył ich litewski Order Krzyża Pogoni oraz pytanie z kim są. I jak mówi Algimantas Kasparavičius, w tym wyborze narodowość czy język niekoniecznie były rzeczą najważniejszą.
Sylwester Żukowski znany na Litwie jako Silvestras Žukauskas. Był carskim generałem. Początkowo prawie nie znał języka litewskiego. W domu rozmawiał po polsku. Ale dokonał swego wyboru i stał się jednym z twórców armii niepodległej Litwy. Był jej głównodowodzącym w czasie wojny polsko-litewskiej w 1920 roku. Jest właśnie uważany za jednego z pomysłodawców ustanowienia Orderu Krzyża Pogoni. Oraz stał się jednym z niewielu Litwinów odznaczonych w okresie międzywojennym Wielkim Krzyżem tego orderu.

Krzyż oficerski Orderu Pogoni Order Virtuti Militari IV klasa
image-76650

Krzyż oficerski Orderu Pogoni Order Virtuti Militari IV klasa

Z kolei zupełnie inaczej ułożył się los innego Żukowskiego — Aleksandra.
Jak opowiada Vilius Kavaliauskas: „Była to osoba mająca wyjątkową odwagę. Służąc w wojsku carskim, zdobył cztery żołnierskie Krzyże św. Jerzego. Po ukończeniu szkoły oficerskiej za odwagę został odznaczony także oficerskim Orderem Św. Jerzego. Następnie, gdy zaczęło tworzyć się wojsko litewskie, wstąpił do niego i został odznaczony nawet dwoma Orderami Krzyża Pogoni. Co było rzeczą szczególnie wyjątkową. Był dowódcą kompanii. Ale wkrótce zachorował. Litewscy wojskowi lekarze nie dawali rady, więc postanowił na okres swego leczenia opuścić jednostkę i przez linię frontu dostał się do Wilna, gdzie mógł otrzymać odpowiednią opiekę lekarską. Jednak cała sprawa polegała na tym, że był to 1920 rok i na całego trwała wojna litewsko-polska. Więc gdy się wyleczył i wrócił do swojej jednostki, dowiedział się, że został już ogłoszony dezerterem. Aresztowano go i sąd polowy skazał Aleksandra Żukowskiego na karę śmierci. Ale ponieważ był oficerem odznaczonym dwoma Orderami Krzyża Pogoni, postanowiono zdegradować do stopnia szeregowca, pozbawić orderów i z powrotem wysłać na front. Na froncie po raz drugi uciekł do Wilna. Gdzie mieszkał do 1939 roku. Gdy Wilno zostało przekazane Litwie, zgłosił się do litewskiej policji jako uciekinier i… został ponownie aresztowany. Niestety, nie udało się mi ustalić dalsze jego losy. Ale jedna rzecz jest na pewno wiadoma. Jego unikatowe podwójne Ordery Pogoni dzisiaj są eksponowane w Muzeum Litewskiego Wojska w Kownie”.

Jeszcze inaczej ułożył się los trzeciego Żukowskiego – Ludasa Žukauskasa — również kawalera Orderu Krzyża Pogoni. Był oficerem litewskiego wywiadu. Walczył z Polakami. Jak wskazują litewskie archiwa, od swego dowództwa otrzymał rozkaz zabić Józefa Piłsudskiego. Litewski wywiad zdobył informację, że marszałek pojedzie pociągiem z Warszawy do Wilna. Žukauskas więc otrzymał rozkaz wysadzić ten pociąg. Jednak nie zdołał znaleźć agenta, który potrafiłby dokonać zamachu.

 Plakat warszawskiej wystawy kolekcji orderów Viliusa Kavaliauskasa Fot. archiwum
image-76651

Plakat warszawskiej wystawy kolekcji orderów Viliusa Kavaliauskasa Fot. archiwum

Nieodległą Litwę wybrał również polsko-litewski arystokrata książę Tadeusz Puzyna. Ten wychowanek Petersburskiego Korpusu Paziów po proklamowaniu przez Litwę niepodległości zaciągnął się na ochotnika do jej powstającej armii. Był zwykłym, ale bardzo odważnym szeregowcem. Właśnie za swoje czyny na wojnie otrzymał Order Krzyża Pogoni. Po wojnie pozostał na Litwie.

Zgodnie z obliczeniami Viliusa Kavaliauskasa, najwięcej Polaków w wojsku litewskim w tamtym okresie służyło w batalionie białoruskim, który wsławił się w walkach z bolszewikami pod Dyneburgiem. Orderem Krzyża Pogoni było nagrodzonych 50 żołnierzy tego batalionu. Wśród nich, jak twierdzi Vilius Kavaliauskas, jedna trzecia to na pewno Polacy.

Z bolszewikami o Dyneburg ramię w ramię walczyły wojska Litwy, Polski i Łotwy. Współpraca jednak skończyła się, gdy na dobre rozpalił się polsko-litewski konflikt o Wilno. I była chwila, gdy ludzie — w tym żołnierze — musieli wybierać z kim iść. Właśnie wówczas wielu Polaków opuściło wojsko litewskie. Wśród nich byli również kawalerowie Orderu Krzyża Pogoni. Pisali do swych dowódców podania o takiej treści: „Nie widzę dalej możliwości pozostania w wojsku litewskim. Języka litewskiego się nie nauczyłem. Wracam z powrotem na Wileńszczyznę”.

Regulamin na podstawie, którego przyznawano ten order, bardzo rygorystycznie określał, za jakie czyny bojowe należy się najwyższe litewskie odznaczenie wojskowe.
Ogółem tym orderem do 1940 roku odznaczonych zostało 1 600 obywateli Litwy. Jeszcze 150 orderów otrzymali obcokrajowcy w trybie dyplomatycznym. Wśród oznaczonych był między innymi Benito Mussolini.

Wśród kawalerów Orderu Krzyża Pogoni doszukać się można również takie kontrowersyjne postacie jak Konstanty Kleszczyński.
Karierę wojskową zaczynał jako oficer armii carskiej, w której dosłużył się do stopnia pułkownika. W latach 1918-1919 pełnił służbę w sztabie generalnym wojska polskiego. Jednak w 1919 roku otrzymał propozycję od litewskiego ministra obrony zaciągnąć się do armii litewskiej, więc porzucił wojsko polskie i zrobił zawrotną karierę na Litwie. Został generałem-porucznikiem i szefem sztabu generalnego litewskiej armii. Za udział w walkach z bolszewikami został odznaczony Wielkim Krzyżem Orderu Pogoni. Jednak jego kariera w litewskim wojsku skończyła się tak samo błyskawicznie, jak i zaczęła się. W 1927 roku kontrwywiad zatrzymał generała Kleszczyńskiego, gdy ten przekazywał sowieckiemu agentowi ściśle tajne dokumenty. Sąd wojskowy skazał go na karę śmierci.
Jak mówi Vilius Kavaliauskas: „Powodem zdrady stało się to, że rodzina tego generała została w Sowieckiej Rosji. Został więc zwerbowany przez sowietów w zamian za obietnice wsparcia finansowego dla żony i córki”.

Konflikt polsko-litewski cieniem położył się również na stosunki litewsko-łotewskie. Jak żartuje Vilius Kavaliauskas, właśnie ordery o mało nie stały się powodem wojny litewsko-łotewskiej.

W swej kolekcji posiada najwyższe łotewskie odznaczenie wojskowe Order Zabójcy Niedźwiedzia I klasy, jakim w 1922 roku za wyzwolenie Dyneburgu został odznaczony Józef Piłsudski.
„Z powodu właśnie tego konkretnego orderu pomiędzy Litwą a Łotwą o mało nie rozpętała się prawdziwa wojna. Litwa nie mogła wybaczyć, że bratnia Łotwa nie odznaczyła tym orderem żadnego Litwina. Ale z kolei otrzymali go Piłsudski i Edward Śmigły-Rydz” — opowiada. Ale ironia losu, bo ten order „niezgody” w końcu znalazł się w zbiorach właśnie litewskiego kolekcjonera.

Kawalerowie najwyższego litewskiego odznaczenia wojskowego nie mieli po wojnie jakichś specjalnych przywilejów.
Jak i wszyscy litewscy uczestnicy działań wojennych w latach 1919-1920 otrzymali nadziały po 10 hektary ziemi. To był dar państwa dla swych obrońców. Ich dzieci otrzymały prawo do pobierania bezpłatnej nauki.

Z kolei za same Ordery Krzyża Pogoni nagrodzeni nie otrzymali nic.
„Był to — jak mówi Vilius Kavaliauskas — wyłącznie znak wojskowego honoru”. Odznaczenie oczywiście nieco ułatwiało znalezienie pracy w instytucjach państwowych. To dotyczyło również litewskich Polaków odznaczonych tym orderem. Niektórzy z nich aktywnie działali w przedwojennych polskich organizacjach społecznych i status kawalera Orderu Krzyża Pogoni nieco ułatwiał im obcowanie z władzami Litwy.
„Jednak trzeba przyznać, że sprawa Wilna mocno zatruwała stosunki między Litwinami i Polakami. W społeczeństwie panowała swoista psychoza. Wokół sprawy powrotu Wilna było budowane całe wychowanie patriotyczne” — mówi Vilius Kavaliauskas.

Czy wśród kawalerów Orderu Virtuti Militari byli również Litwini?
Vilius Kavaliauskas uważa, że tak: „Jednak oni z wiadomego powodu nie mogli już wrócić na Litwę”.

Ambasador Polski na Litwie Jerzy Bahr odznacza Orderem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej posłów na Sejm RL — rok 2004 Fot. Marian Paluszkiewicz
image-76652

Ambasador Polski na Litwie Jerzy Bahr odznacza Orderem Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej posłów na Sejm RL — rok 2004 Fot. Marian Paluszkiewicz

Virtuti Militari dla Vladasa Vaickelionisa nie było więc jedynym polskim odznaczeniem, jakie w okresie międzywojennym otrzymali litewscy wojskowi.
Po nawiązaniu w 1938 roku stosunków dyplomatycznych pomiędzy Litwą a Polską — czterech litewskich oficerów otrzymało polskie odznaczenia. Stało się to w maju 1939 roku podczas wizyty w Warszawie Naczelnego Wodza Litewskich Sił Zbrojnych generała Stasysa Raštikisa. Generał został odznaczony przez prezydenta Ignacego Mościckiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Pozostali oficerowie towarzyszący Wodzowi Naczelnemu otrzymali niższe klasy tego orderu. Ale, jak mówi Vilius Kavaliauskas, było to odznaczenie raczej dyplomatyczne. Nagrodzeni nigdy potem publicznie nie założyli polskich orderów.
Nawet zdjęcia litewskim wojskowym, którzy byli nagrodzeni Orderem Odrodzenia Polski, robiono w domu.

Nie były to jednak ostanie odznaczenia państwowe w historii skomplikowanych stosunków polsko-litewskich w okresie międzywojennym.
Ostatnie takie odznaczenia zostały nadane 7 września 1939 roku.
Medalami Orderu Witolda Wielkiego z Mieczami nagrodzono kierowcę litewskiej ambasady w Warszawie Juozasa Mažejkę oraz kuriera ambasady Izidoriusa Antanavičiusa. Medale otrzymali za udzielenie pomocy cywilnej ludności Warszawy. Podczas nalotu niemieckiego lotnictwa na miasto została zbombardowana kamienica sąsiadująca z litewską ambasadą, więc Litwini ruszyli z pomocą warszawiakom.

Zupełnie inaczej zaczęły się układać stosunki pomiędzy obydwoma państwami od ostatniej dekady XX wieku. Mimo szeregu bardzo trudnych i nierozwiązanych do dzisiaj kwestii, cieniem kładących się na polsko-litewskie stosunki w ciągu minionych 25 lat, prawie co roku kolejni prezydenci obydwu państw odznaczają orderami i medalami Polski i Litwy — Polaków i Litwinów.

 

4 odpowiedzi to Obok Orła znak Pogoni – paradoksy stosunków polsko-litewskich

  1. Lubomir mówi:

    Polacy i Litwini nie są żadnym wyjątkiem. Niemal wszędzie znane są lokalne dąsy, jak między Anglikami i Szkotami, Kastylijczykami i Katalończykami czy Bawarczykami i Saksończykami. Wszędzie dąsający się na siebie, nawet nie chcą się uczyć języka ‘wroga’. Po prostu, wszędzie obowiązuje stare: ‘Kto się czubi ten się lubi’.

  2. Adam81w mówi:

    Orzeł i Pogoń to znaki Polaków.

  3. ziuutek mówi:

    Ciekawie pisze p. R. Mickiewicz ale…
    dlaczego ani słowem nie wspomina, że Wileńszczyzna, i Wilno,od wieków były w większości zamieszkałe przez Polaków lub, jeśli ktoś woli, przez uważających się za Polaków (co zresztą i tak na jedno wychodzi)?
    W 1918-tym Lietuvisy ogłosili: “Ogłaszamy o odbudowie niepodległego państwa litewskiego na demokratycznych fundamentach ze stolicą w Wilnie…” Równie dobrze mogliby ogłosić swoją stolicą np. Reykjavík lub Bangkok – tam też Lietuvisów było tyle, co kot napłakał.

  4. WM mówi:

    dobry spis zdrajców

Leave a Reply

Your email address will not be published.