1
Na Wileńskim Kaziuku świąteczna wielobarwność i… drożyzna

Królową jarmarku była jak zawsze wykonana z naturalnych, suszonych i farbowanych kwiatów barwna i niepowtarzalna palma Fot. Marian Paluszkiewicz

Królową jarmarku była jak zawsze wykonana z naturalnych, suszonych i farbowanych kwiatów barwna i niepowtarzalna palma Fot. Marian Paluszkiewicz

W tym roku Kaziuki odbyły się w blasku marcowego słońca. Wileński Kaziuk najczęściej bywał śnieżny, chłodny i słotny, zawsze jednak zwiastował zbliżającą się wiosnę. Natomiast w tym roku pogoda dopisywała spacerom, dlatego jarmark był chętnie odwiedzany przez mieszkańców oraz gości z zagranicy. Przez cały miniony weekend (4-6 marca) Wileńska Starówka żyła jarmarkiem kaziukowym.
Co roku w pierwszych dniach marca ulice Starówki Wileńskiej wypełniają się weekendowym gwarem jarmarku. Jest to największe zgromadzenie ludowych artystów i twórców rękodzieła. Na Kaziuki przybywają rzemieślnicy nie tylko z najodleglejszych zakątków Litwy, ale też z sąsiednich krajów. Poza tradycyjnymi artykułami, sprzedawane są również dzieła autorskie. Jarmark oferował nie tylko liczne wyroby mistrzów ludowych, ale też imprezy.

Nie brakowało też piernikowych serc i serduszek z lukrowanymi napisami Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie brakowało też piernikowych serc i serduszek z lukrowanymi napisami Fot. Marian Paluszkiewicz

— Na Kaziuki przychodzę każdego roku. Kiedyś przychodziłam tu ze swoimi dziećmi. Dzisiaj już z wnukami. Jest bardzo wesoło. Wszędzie tłumy. W tym roku, myślę, że jest więcej zwiedzających niż w ubiegłym. Ulice są pełne uśmiechniętych ludzi. Mąż ma na imię Kazimierz, więc tradycją jest, że prezent zawsze mu kupujemy na Kaziukach. W tym roku wybraliśmy specjalną czapkę do łaźni, bo jest jej miłośnikiem. Mam nadzieję, że mu się spodoba — mówi Janina z wnuczkami Emilią i Martą.

Choć kupujący narzekali na drożyznę, jarmark jest wciąż popularny, także wśród turystów z całego świata. Dużym zainteresowaniem cieszyły się przedmioty związane ze zbliżającymi się świętami wielkanocnymi. Wiklinowy koszyk ozdobiony koronką na jajka można było kupić za 8-15 euro. Figurki z kurczakami lub zajączkiem — 2-5 euro. Królową jarmarku była, jak zawsze, wykonana z naturalnych, suszonych i farbowanych kwiatów barwna i niepowtarzalna palma. Każda inna, jedyna w swoim rodzaju. Palmę można było nabyć za 1-15 euro. Za pięć obwarzanków trzeba było zapłacić 2 euro. W tym roku zdrożał też i miód — słoiczek 5 euro.

W tym roku są modne kosze biało-brązowe Fot. Marian Paluszkiewicz

W tym roku są modne kosze biało-brązowe Fot. Marian Paluszkiewicz

— Na Kaziuki z koszami przyjeżdżamy już chyba od 15 lat. Chociaż wszyscy mówią, że zdrożały, nie powiedziałabym. Nasze kosze są popularne, mamy nawet stałych klientów, którzy do nas przychodzą każdego roku. W tym roku sprzedaż idzie całkiem nieźle. Nasz produkt jest bardzo popularny wśród gości z Polski. Kobiety kupują kosze na zakupy. U nas można kupić najmniejszy za 3 euro i największy za 70. Każdego roku też zmienia się moda. W tym roku są modne kosze biało-brązowe — opowiada Rūta.

Nie wszystkie stoiska nawiązywały do historycznego charakteru kiermaszu. Sprzedawano gumki do włosów po 2-4 euro, opaski po 5 euro. Na innych stoiskach handlowano m. in. paskami do spodni, pachnącym mydłem, olejkami. Można było też nabyć biżuterię z kryształem swarovskiego, jej ceny dochodziły nawet do 300 euro.
— W tym roku dzbanki, dzbanuszki, talerze są bardzo popularne wśród gości z zagranicy. Niektórzy kupują w prezencie dla bliskich. Mówią, że za granicą nie ma takich naczyń. U nas w tym roku nic nie zdrożało. Mały dzbanuszek można kupić już za 7 euro, natomiast za duży, czy za komplet naczyń trzeba już nawet 200 euro — tłumaczy garncarz z Poniewieża.

Na Kaziuki przybywają rzemieślnicy nie tylko z najodleglejszych zakątków Litwy, ale też z krajów sąsiednich Fot. Marian Paluszkiewicz

Na Kaziuki przybywają rzemieślnicy nie tylko z najodleglejszych zakątków Litwy, ale też z krajów sąsiednich Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem Józef Hryszkiewicz, kowal, narzekał na brak popularności wyrobów kowalskich.

— Na Kaziuki przyjeżdżam już chyba 30 lat. Kiedyś moje wyroby były bardzo popularne, bo są tylko ręcznie zrobione. Teraz, niestety, kiermasz jest inny. Sprzedają wszystko. U mnie kupują tylko dla ozdoby, np. przyrządy do kominka. Kosztują 50-60 euro. Jeżeli ktoś powie, że to drogo, to niech spróbuje zrobić to sam — tłumaczy Józef.

Stragany były pełne obwarzanków sprzedawanych na sznurach, pierników, wędlin, sera, wędzonej ryby, miodu, domowego chleba oraz piernikowych serc i serduszek z lukrowanymi napisami.
Liczba sprzedających w tym roku zwiększyła się o 100 osób, zezwolenie na handel otrzymało 1,5 tys. Trzydniowe zezwolenie na handel, w zależności od wielkości pawilonu, kosztuje od od 21 do 95 euro. Uczniom, studentom i przedstawicielom organizacji zrzeszających osoby niepełnosprawne przysługują zniżki na wynajęcie powierzchni handlowej.

Stragany były pełne obwarzanków sprzedawanych na sznurach Fot. Marian Paluszkiewicz

Stragany były pełne obwarzanków sprzedawanych na sznurach Fot. Marian Paluszkiewicz

W tegorocznym jarmarku uczestniczyło około 500 gości z 16 krajów. Oprócz tradycyjnych stoisk, było Żydowskie Miasteczko, gdzie można było zapoznać się z tradycyjnym żydowskim rzemiosłem, żydowską literaturą i kuchnią. Był też kaziukowy świat dzieci.
— Przyjechaliśmy tutaj z Kowna. Po raz pierwszy. Jest wspaniale! Najbardziej podoba się Mantasowi, który właśnie rozmawia z klaunem. Gerda jest jeszcze za mała i boi się. Jest tutaj wszystkiego, aż trudno wybrać. Kupiłam sobie kolczyki ręcznej roboty, kosztowały 50 euro. Ale takich nikt nie będzie miał. Dzieciaki kupiły sobie serduszka piernikowe. No, a mąż oczywiście piwo — mówi uśmiechnięta kobieta.

Świąteczny nastrój wzmacniały występy zespołów artystycznych z różnych miast. Festyn kaziukowy to również okazja na zabawę przebierańców, teatralizowane procesje i przemarsze. Zewsząd rozlegało się brzmienie muzyki kapel ludowych. Goście jarmarku mogli pokrzepić się gorącymi napojami oraz litewskimi regionalnymi daniami.

W tym roku dzbanki, dzbanuszki, talerze są bardzo popularne wśród gości z zagranicy Fot. Marian Paluszkiewicz

W tym roku dzbanki, dzbanuszki, talerze są bardzo popularne wśród gości z zagranicy Fot. Marian Paluszkiewicz

— Nigdy nie jadłem takich smacznych dań, jak tutaj. Pierwszy raz spróbowałem kibiny i cepeliny. Mój kolega z Litwy powiedział, że to najsmaczniejsze wasze dania. Zgadzam się z nim. Macie też bardzo smaczne piwo i kwas. Te napoje kupię do Anglii, dam spróbować swoim najbliższym — opowiadał Ethan z Liverpoolu.

11,45 metry — tak długa jest największa łyżka na Litwie. Ten rekord był zarejestrowany w sobotę na Kaziukach. Łyżkę z osiki przez tydzień rzeźbił twórca ludowy Virgilijus Vaičiūnas. Do łyżki wlano 180 litrów zupy z kaczki. Chętni mogli ją spróbować za 1 euro.

— Moja rodzina pochodzi z Wilna, dlatego obecność na Kaziukach jest dla mnie obowiązkowa. Najpierw przyjeżdżałam tutaj z rodzicami, teraz sama. Oczywiście, większość traktuje je jako okazję do zakupienia produktów regionalnych, ale dla mnie to coś więcej. To tradycja moich dziadów. Przyjeżdżam tutaj na trzy dni. Kupuję małe upominki, ale przede wszystkim zależy mi na tym, żeby wziąć udział w imprezach — mówiła Ewa Opaluch z Katowic.

Goście jarmarku mogli pokrzepić się gorącymi napojami oraz litewskimi regionalnymi daniami Fot. Marian Paluszkiewicz

Goście jarmarku mogli pokrzepić się gorącymi napojami oraz litewskimi regionalnymi daniami Fot. Marian Paluszkiewicz

WILEŃSKI JARMARK KAZIUKOWY

Tradycja kiermaszu sięga czterech stuleci i jest pewnym nawiązaniem do przeszłości Litwy. Kaziuki Wileńskie są wizytówką sztuki ludowej kraju nad Wilią, a nazwa wywodzi się od imienia patrona Litwy — św. Kazimierza, kanonizowanego na świętego w 1602 roku.
Będąc jednym z najbardziej barwnych wydarzeń handlowych i świąt Wilna, które jest zarazem pożegnaniem się z zimą, uliczny jarmark ożywiał miasto, napełniał przybyszami, sprzedawcami i turystami. Ludzie oddaleni o dziesiątki kilometrów mieli możliwość odbyć podróż do krainy unikatowych wyrobów nie zawsze dostępnych w sklepach i kupić wszystko, co ręce ludzkie zrobiły podczas długiej zimy.
Obchody rozpoczynały się zawsze w dniu św. Kazimierza, czyli 4 marca. Rzemieślnicy Wileńszczyzny oraz mistrzowie ludowi z pobliskich okolic do dziś zwożą na jarmark wyroby ceramiczne, kute, tkane i plecione. Na straganach aż się roi od drewnianych łyżek, misek, beczułek, wyrobów z łozy i leszczyny. Nie da się obejść bez wyrobów ze słomy i bursztynu, barwnych tkanin ludowych. Kramarze przywożą nie tylko towar, ale i atmosferę.

Jedna odpowiedź do Na Wileńskim Kaziuku świąteczna wielobarwność i… drożyzna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.